Chyba mi to grozi.W sumie nie przeszkadzaloby mi to ale wiele osob wkolo trąbi o malzenstwie i dzieciach.Wczoraj rozmawialam z kims z mojej rodziny,na pytanie a kiedy Ty wyjdziesz za mąż i urodzisz dziecko,wkoncu to juz czas...nie odpowiedzialam nic,to uslyszalam:Kiedy Ty wkoncu zmadrzejesz?!hmmm...?moje kilkuletnie zwiazki rozpadają sie jak domki z kart,chyba zle wybieram albo cos ze mna nie tak(do psychologa chodzę regularnie).Kiedys mi wrozki wykrakaly:oj,tu nie ma malzenstwa i to za mną "chodzi"do dzis.Zjazdow rodzinnych unikam.Czy powinnam czuc sie gorszą albo wstydzić sie za to...chlopa na siłe nie zamierzam szukac...jakie jest Wasze zdanie na ten temat?chetnie poczytam...
Uważam, ze osoby które ponaglają innych w tak ważnych, życiowych sprawach jak małżeństwo, są zwyczajnie zacofani. Niestety większość ludzi, zwłaszcza kobiet ulega tej presji i czasem na sile chcą wychodzić za maż. Potem wszyscy się zastanawiają skąd tyle rozwodów. Jeżeli nie spotkasz faceta którego zwyczajnie zapragniesz poślubić, nie rób nic wbrew sobie. To Twoje życie, nikt go za Ciebie nie przeżyje. Nie zadawaj retorycznych pytań, czy jesteś przez to gorsza, bo sama wiesz, ze tak nie jest. Nie wierze, ze myślisz, ze człowieka ocenia się w tych kategoriach, a nawet jeżeli ktoś tak robi, to świadczy tylko o tej osobie.
Chyba mi to grozi.W sumie nie przeszkadzaloby mi to ale wiele osob wkolo trąbi o malzenstwie i dzieciach.Wczoraj rozmawialam z kims z mojej rodziny,na pytanie a kiedy Ty wyjdziesz za mąż i urodzisz dziecko,wkoncu to juz czas...nie odpowiedzialam nic,to uslyszalam:Kiedy Ty wkoncu zmadrzejesz?!hmmm...?moje kilkuletnie zwiazki rozpadają sie jak domki z kart,chyba zle wybieram albo cos ze mna nie tak(do psychologa chodzę regularnie).Kiedys mi wrozki wykrakaly:oj,tu nie ma malzenstwa i to za mną "chodzi"do dzis.Zjazdow rodzinnych unikam.Czy powinnam czuc sie gorszą albo wstydzić sie za to...chlopa na siłe nie zamierzam szukac...jakie jest Wasze zdanie na ten temat?chetnie poczytam...
A w czym uważasz, mężatki są lepsze od kobiet niezamężnych? Małżeństwo często to pic na wodę, przecież nie będziesz wychodzić za mąż tylko po to żeby zamknąć usta rodzinie i znajomym. W ogóle to uważam te ich uwagi za wysoce niestosowne, zupełny brak taktu. Następnym razem odpowiedz, że to po prostu nie ich interes.
Co ja o tym mysle..?
Robic to co jest wlasciwe kiedy jest wlasciwe
Jedna wychodzi za maz majac 19 lat druga 35 jeszcze inna wcale i wsio. Kazdego droga zycia jest inna, nie ma sensu na sile wtlaczac sie w jakies okreslone schematy..
Zwiazki sie rozpadaja? Moje tez sie rozpadywaly szybciej niz zdazylam je poglebic
Rodzina sie dopytuje? Ogluchnac albo splawiac i nie zawracac sobie glowy ![]()
Generalnie nie ma roznicy miedzy mezatka a panna obojetne w jakimkolwiek wieku. Mezatka nie jest lepsza bo "dorwala" swoja druga polowke i singielka nie jest lepsza bo "nie ma balaganu" w zyciu ![]()
Radze przestac sie tym przejmowac bo naprawde nie ma czym
5 2012-08-19 16:37:43 Ostatnio edytowany przez ingrid_b (2012-08-19 16:38:15)
Nie przejmuj się gadaniem innych! Niestety dużo ludzi myśli, że jak oni są w małżeństwach to inni też muszą być bo to jest jedyna słuszna droga. Ja mam podobny problem, ale w związku z tym, że narazie nie chcę brać ślubu i mieszkać z moim partnerem. Co się nasłuchałam to moje, ale po pewnym czasie zaczęłam na takie zaczepki reagować tak: " nooo... jakby ciocia dała na wesele i kupiła mieszkanie, to pewnie by było znacznie szybciej".
Powiedziałam tak może ze 4 razy do różnych osób i od tej pory cichutko:) Tylko ładnie proszą żeby pozdrowić Mojego.
Po co masz szukać na siłę, żeby komuś sprawić przyjemność? Zobacz ile jest takich małżeństw: bo wypadało, bo już czas, bo dziecko... NIe generalizuję, bo na pewno ktoś z tej grupy osób jest szczęśliwy i się udało, ale moim zdaniem większość wpadła w tarapaty. Powodem związku, małżeństwa powinna byś tylko i wyłącznie MIŁOŚĆ i nic więcej!
... a jaką drogą do tego dojdziesz- to już jest naprawdę Twoja sprawa.
Mam się wstydzić z powodu braku męża... Jak się ktoś mnie czepia to cięta riposta lub ignorowanie. Nie ma, co szukać sobie problemów. W poprzedniej pracy się dowiedziałam od jednej Pani, że na zawsze zostanę sama, bo jestem za stara już na dzieci. Nie ma to jak dzieci przed 20tką, bo później już nie można.... przecież;)
Na wszystko przyjdzie czas;)
Już Ci odpowiadam. Czasy baaaardzo się zmieniły i nie jest wstydem życie w pojedynkę. Ba myślę, że teraz nawet rzadko używa się określenia '' stara panna''. Niczym się nie przejmj. Zrób tak jak chcesz, tak jak Ci będzie dobrze. Powodzenia ![]()
Ala mimo tego że mamy jaką taką tolerancje jadnak ciśnienie aby "w końcu wyjść za mąż" jest wciąż odczówalne. Myślę że najbardziej nakręcają tą spirale wszystkie ciocie ,babcie i starsze kuzynki które wartość kobiety liczą wartościa faceta jakiego ma u boku.
Lepiej być szczęśliwym singlem niż nieszczęśliwą mężatką.
A slogan "stara panna" powinien zniknąć w końcu z naszego języka.
Świadoma samotność to bardzo dobry wybór dla wielu ludzi którzy czasem nie sa skłonni na tyle iść z druga osobą na kompromis aby związek był dla obojga udany. Bo jednak związek to zawsze jakiś kimpromis. Wiele można zyskać ale cos też trzeba poświęcić.
.
A slogan "stara panna" powinien zniknąć w końcu z naszego języka.
.
Wlasnie!
Wogole ludzie nie maja wyczucia zasadniczo pytania typu "kiedy sobie znajdziesz faceta i wyjdziesz za maz" albo np jak juz sie wydasz to "no to kiedy bedzie dziecko" jest bardzo nie na miejscu - jeszcze pol biedy jest jak czlek jest singel/bezdzietny z wyboru ale jak bardzo "bolesne" i budzace nizsza wartosc ludzi ktorym po prostu nie wychodz .....
Pamietaj ze wcale nie jestes gorsza niz zamezne kobieta i nie daj wzbudzic w sobie wyrzutow sumienia ze nie masz tak jak inne ... Twoje zycie jest twoje i sprobuj zyc tak zeby tobie bylo dobrze a nie innym, z mezem lub nie ![]()
Wlasnie!
Wogole ludzie nie maja wyczucia zasadniczo pytania typu "kiedy sobie znajdziesz faceta i wyjdziesz za maz" albo np jak juz sie wydasz to "no to kiedy bedzie dziecko" jest bardzo nie na miejscu
Jeśli są to pytania ludzi z najbliższego otoczenia, to czasami mogą one być przejawem troski, potrzeby zrozumienia sytuacji, by móc dać trochę wsparcia.
Niestety najczęściej takie komentarze płyną z ust ludzi, którzy po prostu mają nudne życie i aby je ubarwić albo dowartościować się zadają takie pytania.
Czy staropanieństwo to wstyd i poczucie bycia gorszą?
Staropanieństwo to nic innego jak stan emocjonalny, a nie łatka przyczepiana przez innych.
Takie pytanie można zadać sobie samej, jeśli w ogóle uważa się termin staropanieństwo jako odpowiadający sytuacji.
Samotne kobiety bardzo często fundują sobie samym poczucie wstydu i przeświadczenie bycia gorszą. Jeśli pielęgnują w sobie takie odczucia, to komentarze innych prowadzą do ich pogłębiania.
W życiu każdej mądrej i świadomej kobiety, powinno się liczyć tylko to, co ona o sobie myśli oraz jaki ma plan na życie. Czy jest szczęśliwą mężatką z gromadką szkrabów, czy też może o sobie powiedzieć spełniona dojrzała singielka - ważne by to było jej świadomym wyborem
11 2012-09-03 16:43:49 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-09-03 16:46:31)
Jeśli są to pytania ludzi z najbliższego otoczenia, to czasami mogą one być przejawem troski, potrzeby zrozumienia sytuacji, by móc dać trochę wsparcia.
Niestety najczęściej takie komentarze płyną z ust ludzi, którzy po prostu mają nudne życie i aby je ubarwić albo dowartościować się zadają takie pytania.
Tez mysle ze wiekszosc takich pytan jest stawianych przez ludzi ktorzy chca sie dowartosciowac, czasem poprostu z bezmyslnosci a rzadko z prejawem troski i wsparcia - bo ci ostani jesli nawet nie musza pytac, z nimi rozmawia sie zupelnie innaczej ![]()
Czy staropanieństwo to wstyd i poczucie bycia gorszą?
Staropanieństwo to nic innego jak stan emocjonalny, a nie łatka przyczepiana przez innych.
Takie pytanie można zadać sobie samej, jeśli w ogóle uważa się termin staropanieństwo jako odpowiadający sytuacji.
A mnie sie wydaje ze to wlasnie niejko ta latka przystwiona przez ludzi - ktorzy z politowaniem kiwaja glowami i z falszywa troska pytaj "no kiedy wreszcie..." kiedy zaczynamy unikac jakiegos towarzystwa, nie dlatego ze sie zle czujemy jako singielka w danym momencie, tylko dlatego ze mozemy sie zle czuc po tych wszystkich pytaniach i specyficznym podejsciu - po paru spotkaniach z takimi ludzmi "singielka pelna nadzieje na przyszlosc" moze sie absolutnie zamieniac w "stara panne "
:)
Kiedy jest sie singielka z "wyboru" ( np samotnikiem, "dziwakiem" " "artystyczna dusza" czy jak nazwac odmiennosc i indywidualnosc;) ) i ogolnie nie przepada sie wogole za towarzystwem, tez taka "troskliwa" rodzina/"przyjaciele" moze popsuc humor na dlugo... i trzeba byc dosc silnym zeby wlasnie nie dac sie zepchnac na to "gorsze miejsce w zyciu"
i jesli by otoczenie nie wtykalo nosa w nasze osobiste sprawy, mysle ze nie wiele byloby stanow emocjonalnych, ktore by mozna bylo nazwac "staropaniejstewm";)
Ja mysle ze samo pojecie "stara panna" jest z tych czasow kiedy jedyna kariera bylo wyjscie za maz - teraz nie jest jedyna kariera kobiety
jestesmy rozne, dziwaczne, bardziej lub mniej szczesliwe, niezaleznie od partnera, albo zalamne ze nic sie nam odpowiedniego nie trafia albo po prostu nam nie zalezy . Teraz sa mozliwosci i kazdy powinien indywidulanie ukladac sobie zycie bez tych innych "zyczliwych" zapytan na temat osobistego zycia ...
Czy jeżeli rozwodząc się jestem singielką, która ma postanowienie nigdy więcej udokumentowanych związków jestem sama w tej opinii i postanowieniu?. Miałam jeden ślub i rozwód za sobą - zmienia się nastawienie do pewnych spraw. Większość osób w chwili rozwodu zaznacza, że nigdy więcej związków prawnych, które tylko wydłużają proces prawny. I myślę, że to przekonanie będzie akcentowane do momentu nie poznania kolejnej osoby " z którą chcemy spędzić życie". Uważam, że każda kobieta ma marzenie o tym wyjątkowym dniu...i uważam mimo wszystko, że osoby do 30, które nie mają stałych związków mają trudne charaktery, bądź zbyt wygórowane ambicje...bo mimo większość kobiet które są ładne, czy też inteligentne, reprezentujące sobą to coś nie bronią się prędzej czy później biorą ślub...a czy to się okaźe tym jedynymto inna sprawa...a te wszystkie przeszło 30 letnie singielki manifestują swoją niezależność ukrywając swe kompleksy i najczęściej stają się kochankami żonatych facetów, by potwierdzić swa antrakcyjność...rzekomą...
Chyba mi to grozi.W sumie nie przeszkadzaloby mi to ale wiele osob wkolo trąbi o malzenstwie i dzieciach.Wczoraj rozmawialam z kims z mojej rodziny,na pytanie a kiedy Ty wyjdziesz za mąż i urodzisz dziecko,wkoncu to juz czas...nie odpowiedzialam nic,to uslyszalam:Kiedy Ty wkoncu zmadrzejesz?!hmmm...?moje kilkuletnie zwiazki rozpadają sie jak domki z kart,chyba zle wybieram albo cos ze mna nie tak(do psychologa chodzę regularnie).Kiedys mi wrozki wykrakaly:oj,tu nie ma malzenstwa i to za mną "chodzi"do dzis.Zjazdow rodzinnych unikam.Czy powinnam czuc sie gorszą albo wstydzić sie za to...chlopa na siłe nie zamierzam szukac...jakie jest Wasze zdanie na ten temat?chetnie poczytam...
I to njest post o który mi chodzi, bo autorka pisze chyba coś ze mną nie taki i chodzi do psychologa a ma przeszło 30 lat i nie trafiła na swą połówkę
14 2012-09-03 22:11:08 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-09-03 22:21:29)
i uważam mimo wszystko, że osoby do 30, które nie mają stałych związków mają trudne charaktery, bądź zbyt wygórowane ambicje
to znaczy co? gorsze sa? powinny miec poczucie nizszosci ? nizsza klasa -z mania wyzszosci? i kto moze osadzic ze ktos inny ma trudny charakter ..i co to sa te wygorowane ambicje?
a to o czym ktos marzy to zupelnie inn sprawa - to co czuje w momencie rozwodu to tez inna sprawa ..no i to ze w pewnej desperacji ( moze wlasnie z powodu podejscia srodowiska
) rzuca sie w ramiona zonatego faceta to tez inna sprawa ...
w daleszym ciagu jest jeszcze wielu ludzi ktorzy cos tam uwazaja na temat innych...
I to njest post o który mi chodzi, bo autorka pisze chyba coś ze mną nie taki i chodzi do psychologa a ma przeszło 30 lat i nie trafiła na swą połówkę
oczywisce ze z nia jest nie tak ..przeciez rozni sie od ludzi wokol siebie ... i ci ja regolarnie uswiadamiaja
wkoncu chlopa jej trzeba .... no nie?
15 2012-09-03 22:19:22 Ostatnio edytowany przez Blair32 (2012-09-03 22:20:19)
Ja się przekonałam, że ludzie ciągle będą coś chcieli. Też miałam wiele związków i ciągle nie trafiałam na tego jedynego. Moja rodzina cały czas koszmarnie marudziła, że grozi mi staropanieństwo i ojejku ojejku co to teraz będzie. W końcu spotkałam mojego Mr Right. Zaczęli zawodzić, że ojejku ojejku jak to można tak żyć bez ślubu. Po dwóch latach wzięliśmy ślub, jest ojejku ojejku masz 32 lata i nie MACIE DZIECI ? Nosz do licha .... co jeszcze ? Będzie dziecko, będą chcieli 2 i tak w koło macieju - ludziom nie dogodzisz. A już cudna jest moja szwagierka co to mi powiedziała swe mądrości ( a laska ma 39 lat więc ambitnie stara nie jest ) że :
1) Żona nie powinna zarabiać więcej niż mąż
2) Mam jeszcze 3-4 lata na dziecko ( ona mi wylicza ile mi to zostało
3) Żyjemy z mężem jak studenci ( wiecie : wynajmujemy kawalerkę bo nie stać nas na zakup mieszkania póki co a pieniądze z księżyca mi jakoś nie spadają - nie miałam takiego "fuksa" jak ona, co to złapała bogatego chłopa i na tym całe małżeństwo jedzie ![]()
Serio, nie wiem czemu inni tak lubią wtrącać się w życie innych ... Ale cóż, róbmy dobrą minę do złej gry i OLEWAJMY to
Trzymajcie się ! Nawet jak wyjedziecie za mąż, i tak będą od Was coś znów chcieli np. dzieci, także nie ma od tego ucieczki ...
a mnie się nie wydaje żeby było to "chcenie czegoś od kogoś" , zwyczajnie może to wynikać z troski ludzi bliskich, nie trzeba brać tego do siebie, dlaczego tym się tak złościć przecież ludzie mają prawo do wyrażania swojego zdania które przecież w wielu przypadkach różni się od naszego. Wydaje mi się że złości to tych których to rusza i którym jednak nie jest obojętne to co inni mówią bo gdyby tak było wypowiedzi ciotek ,wujek nie miałyby znaczenia. Być może trudno mi zrozumieć część z was bo nigdy nie czułam na sobie żadnej presji pod tym względem.Myślę ze warto wziąć poprawkę na to ,że ciocie, wujkowie i babki wychowywali się w innych czasach i mają jak najbardziej prawo do tego żeby mieć inne podejście do tej sprawy, ktoś tu napisał żeby ignorować- też się z tym zgadzam bo co innego ? wyjść dla świętego spokoju za mąż?! no dla mnie mocno ryzykowne posunięcie ;-p
pewnie coś tam z twoim charakterem jest nie tak że wynajdujesz sobie takich meżczyzn z którymi sobie zycia ułożyć nie mozesz,
nie wierze w udane życie singli niby z wyboru, myślę ze każdy normalny człowiek chce być z drugim chociażby tego nie pokazywał,
może ja głupio myśle ale lepiej jest mieć nieudany zwiazek niz zadnego,lepiej cokolwiek przeżyć niż nie żyć, takie moje zdanie,
a co do nacisków rodziny to oni pewnie ze strachu do ciebie tak gadają bo jak widzą ze sobie życa nie mozesz ułożyć to jak nie po dobroci to siłą, wbrew pozorom to takie naciskanie wcale nie jest złe bo skoro bliscy powtarzają coś enty raz to może coś w tym prawdy jest i warto sie nad swoim zachowaniem zastanowić tak po prostu a nie odbierac tego jako atak..
związek z drugim człowiekiem może być skarbnicą wiedzy o nas samych! jeśli każdy facet/babka jest "nie taki jak trzeba" to można by sobie zadać pytanie a właściwie wiele pytań co takie podejście mówi o mnie samej/ samym?. Czy może przed czymś się ucieka? czy może ktoś nas kiedyś zranił i tą jedną sytuację rozciągamy na wszystkie znajomości??? powodów może być wiele ale chęć bycia w związku( sam związek) to jedna z wartości a każdy może mieć je ułożone w innej kolejności dla jednych będzie to rozwój zawodowy a dopiero gdzieś dalej fajny związek a dla innych odwrotnie.
, dlaczego tym się tak złościć przecież ludzie mają prawo do wyrażania swojego zdania które przecież w wielu przypadkach różni się od naszego. Wydaje mi się że złości to tych których to rusza i którym jednak nie jest obojętne to co inni mówią bo gdyby tak było wypowiedzi ciotek ,wujek nie miałyby znaczenia.
Nie rozumiem dlaczego ktos ma wyrazac zdanie o moim zyciu ... zdanie moze miec o tym jak sam chce przezyc zycie ( i wcale mi nie przeszadza wtedy ze zupelnie sie rozni od mojego) a nie, jak ma to zrobic ktos inny i wlasnie dlatego ze ruszaja takie teksty, nalezy byc powsciagliwym z wyrazaniem zdanie ktore moze byc przyjete jako krytyka czyjegos zycia...a tak naprawde nikomu nic do tego, jak np ja moje zycie przezywam...
Cytrusow nie ma ludzi "nie takich jak trzeba"... nawet wtedy gdy nie mozesz znalesc sobie partnera .... i tak naprawde bylo by duza glupota wchodzic w zwlazek tylko dlatego ze sie chce poznac samego siebie ...
A zreszta, cignac dalej ta mysl, mozna by bylo powedziec ze moze wlasnie singel, z tych nieudanych zwiazkow, nauczyl sie ze jest singlem z natury i moze nawet nie bylo by w tym wielkiego nieszczescia gdyby nie otoczenie i teksty typu:
pewnie coś tam z twoim charakterem jest nie tak
czy
które nie mają stałych związków mają trudne charaktery, bądź zbyt wygórowane ambicje
jest dokladnie , tym ponizajacym wyrazniem swojego zdania na temat czyjegos zycie ...
Bo tu wcale nie chodzi o szczesliwe zycie singla i czy ktos w to wierzy czy nie , ale moze wlasnie nie poglebianiem czyjegos "nieszczescia" ...
może ja głupio myśle ale lepiej jest mieć nieudany zwiazek niz zadnego,lepiej cokolwiek przeżyć niż nie żyć, takie moje zdanie,
Wiesz, tak naprawde to to jest nie logiczne, poniewaz singlem moze byc i czlowiek ktory byl w nieudanym zwiazku a wiec przezywajacy swoje zycie- co by to nie znaczylo ...
ale jesli chesz napisac ze lepiej zyc w nieudanym zwiazku, niz byc singlem, to jest glupie...
Nie wszyscy single sa az tacy nieszczesliwi i nie wszyscy w zwiazkach sa az tak szczesliwi....Najlepiej zajac sie wlasnym zyciem bo we wlasnym zyciu mozemy znalesc duzo rzeczy "do poprawki" czy "nie takich jak trzeba" - dajmy innym szanse na wlasne rozwazywanie ich problemow i nie robmy znich "tych gorszych" tylko dlatego ze nie zyja podobnie do nas...
maugosha interpretujesz wypowiedzi w taki sposób żeby się jeszcze bardziej wkurzać,
jesli o mnie chodzi nigdzie nie napisałam że wchodzi się w związki tylko dla tego żeby poznać samego siebie, związek może stanowić przestrzeń w której my same możemy się obejrzeć z każdej strony i podobnie bycie singlem. Sama strzelasz sobie gola uważając że różne zdanie innych ludzi na ten temat jest krytyką , wcale nie musi nią być, być może Ty to tak odbierasz a osoba, która powiedziała to co myśli miała inny zamiar, ja w swojej wypowiedzi nie wartościuje niczego. Są single szczęśliwi i nieszczęśliwi, są ludzie w związkach szczęśliwi i nieszczęśliwi i nikt moim zdaniem nie jest lepszy bądź gorszy od drugiego.
maugosha interpretujesz wypowiedzi w taki sposób żeby się jeszcze bardziej wkurzać,
jesli o mnie chodzi nigdzie nie napisałam że wchodzi się w związki tylko dla tego żeby poznać samego siebie,.
A dlaczego wkurzam? bo zrozumialam inneczej niz ty mialas na mysli? ...no coz albo sie bedziesz wkurzac albo wytlumaczysz
Ja tez nigdzie nie napislam, ze ty napisalas, ze wchodzi sie w zwiazki po to by poznac siebie - to ja napislam ze niemadrze by bylo w chodzic w zwiazek - zwlaszcza jak czlowiek czuje ze zwiazek moze sie nie utrzymac - tylko dlatego by poznac siebie - nie powiem , zainspirowna twoim wpisem ale nie napislam tego jako cytat ...
Nie wiem czy strzelam sobie gola ale ty napewno bo cytuje
ja w swojej wypowiedzi nie wartościuje niczego.
a tak naprawde juz ocenilas kogos i tu cytuje:
jeśli każdy facet/babka jest "nie taki jak trzeba" to można by sobie zadać pytanie a właściwie wiele pytań co takie podejście mówi o mnie samej/ samym?
A kto jest ten czlowiek "nie taki jak trzeba" ? to ze nie moge sobie dopoasowac partnera mowi ze jestem jaka? bo ja rozumiem kogos takiego " nie trzeba" jako gorszego ... a ty nie? musze wszystko zmienic zeby byc jak inni? wtedy jestem "taka jak trzeba"?
W zasadzie rozumiem co masz na mysli, bo jesli chemy cos zmienic, to wlasnie jedynie swoje podejscie do ludzi wokol siebie ( uczym sie - mam nadzieje - na bledach
) - natomias jesli nie mozemy zmienic siebie nie znaczy to ze jestesmu "nie tacy jak trzeba" ... moze po prostu musimy sie nauczyc zyc w miare szczesliwie z tego punkty wyjscia jaki posiadamy ... i wcale nie potrzeba jest - czesto falszywa- troska ludzi do okola nas i ich wyrazane glosno " inne zdanie na temat mojego zycia" ...
A nawet dobre rady - ze szczerego serca tez trzeba dawac w miare z wyczuciem i najchetniej jesli ktos o ta rade prosi ![]()
nikt moim zdaniem nie jest lepszy bądź gorszy od drugiego.
No i wkurzajaca czy nie tutaj zgadzamy sie na 100 %
![]()
bierzesz z wypowiedzi to co chcesz,
mnie nie zrozumiałaś ale przecież nie musisz
pozdrawiam
23 2012-09-05 19:11:38 Ostatnio edytowany przez maugosha (2012-09-05 19:18:09)
bierzesz z wypowiedzi to co chcesz,
mnie nie zrozumiałaś ale przecież nie musiszpozdrawiam
taaa... wlasnie , biore co chce i czepiam sie slowek
... no coz, moze nie rozumiem bo piszesz nie jasno ale faktycznie, ani ja nie musze rozumiec Ciebie ani ty masz potrzebe tlumacznia
pozdrawiam i ja ...
żadnego poniżającego posta dziewczynie nie napisałam, tak myślę, sama zapytała czy powinna się czuć gorsza, a co do singli to sie nie wypowiem bo to lansowanie na siłę singielstwa moim zdaniem jest tylko po to żeby wytłumaczyc jakąś ułomność danej osoby, czy jej lenistwa czy podejscie do zycia a osoby samotne czy same z powodu różnych życiowych zawirowań to całkeim inna para kaloszy...
25 2012-09-07 11:25:16 Ostatnio edytowany przez Przemo77 (2012-09-07 11:29:34)
pewnie coś tam z twoim charakterem jest nie tak że wynajdujesz sobie takich meżczyzn z którymi sobie zycia ułożyć nie mozesz,
nie wierze w udane życie singli niby z wyboru, myślę ze każdy normalny człowiek chce być z drugim chociażby tego nie pokazywał,
może ja głupio myśle ale lepiej jest mieć nieudany zwiazek niz zadnego,lepiej cokolwiek przeżyć niż nie żyć, takie moje zdanie,
a co do nacisków rodziny to oni pewnie ze strachu do ciebie tak gadają bo jak widzą ze sobie życa nie mozesz ułożyć to jak nie po dobroci to siłą, wbrew pozorom to takie naciskanie wcale nie jest złe bo skoro bliscy powtarzają coś enty raz to może coś w tym prawdy jest i warto sie nad swoim zachowaniem zastanowić tak po prostu a nie odbierac tego jako atak..
Żyjemy w czasach kiedy małżeństwo czy ogólnie związek nie jest jesdynym dobrym dla wszystkich rozwiązaniem. Są tez inne alternetywy i nie mam tu na myśli pójścia do zakonu( choć jeśli ktoś chce to jego wybór).
Zdanie że lepszy nieudany związek niż żaden jest cokolwiek kontrowersyjny. Zbyt dużo jest rozpadów takich "nie do końca" dobranych związków. Małżeństwo dla zasady czy dla wygody lub pod presją raczej nie da prawdziwego szczęścia.
I pisze to jako facet od blisko 5lat żonaty, i z trójka dzieci. Małżeństwo wiele mi dało i w naszym przypadku ( mimo że nie jest zawsze sielankowo) czujemy się raczej szczęśliwa parą. Ale nie mierzyłbym wszystkich jedna miarką i nie polecam szukania kogos na siłe tylko po to aby w końcu przestali na nas naciskać ludzie z otoczenia.
szukanie na siłę to byłaby już głupota
Chyba mi to grozi.W sumie nie przeszkadzaloby mi to ale wiele osob wkolo trąbi o malzenstwie i dzieciach.Wczoraj rozmawialam z kims z mojej rodziny,na pytanie a kiedy Ty wyjdziesz za mąż i urodzisz dziecko,wkoncu to juz czas...nie odpowiedzialam nic,to uslyszalam:Kiedy Ty wkoncu zmadrzejesz?!hmmm...?moje kilkuletnie zwiazki rozpadają sie jak domki z kart,chyba zle wybieram albo cos ze mna nie tak(do psychologa chodzę regularnie).Kiedys mi wrozki wykrakaly:oj,tu nie ma malżenstwa i to za mną "chodzi"do dzi ś.Zjazdów rodzinnych unikam.Czy powinnam czuć się gorszą albo wstydzić sie za to...chłopa na siłę nie zamierzam szukać...jakie jest Wasze zdanie na ten temat?chętnie poczytam...
Pytanie padło jasno i dobitnie:
Czy powinnam czuc sie gorszą albo wstydzić sie za to...chlopa na siłe nie zamierzam szukac...jakie jest Wasze zdanie na ten temat?chętnie poczytam...
Nie powinnaś czuć się gorszą, ani tym bardziej SZUKAĆ kogoś na siłę...miałam trzy dobre koleżanki i w jednym roku byłam na trzech weselach - wszystkie "za miesiąc 30-stka"-z moich obserwacji to nie były wielkie i płomienne miłości tylko..."co rodzina powie..."
I napewno nie powinno się wychodzić za mąż"bo wypada"
Jednak autorka zadaje pytanie
albo cos ze mna nie tak(do psychologa chodzę regularnie).
Z moich obserwacji wynika,że większość singielek po 30 ma naprawdę trudne charaktery, bo mimo wszystko większość z nas w wieku dwudziestu paru lat wiąże się z drugą osobą, zakochuje, dociera itp....ale zależy dlaczego poprzednie związki autorki się rozpadały, należy szukać przyczyny najpierw w nas a potem analizować dlaczego? Dlaczego autorka chodzi do psychologa?
Dlaczego trafiła do niego? Czy ona trafiała do psychologa, czy ona kończyła związki czy też partnerzy? To wszystko składa się na pytanie...mam w swym otoczeniu "stare panny", ale one aż się proszą o to...gdyż uważają, że każdy facet powinien być uległy i dopasowywać się do ich potrzeb....stąd ten mój pierwszy post, gdyż obserwuję jak postępują jakie mają nastawienie i stwierdzam że z nimi jest coś nie tak...ale każdy przypadek jest inny
Mnóstwo wątków.
Przede wszystkim autorka jest bardzo młoda (ja się tak czuję) i pisanie o staropanieństwie chyba jest przedwczesne. Pytanie jest inne i podstawowe, czy chce być w związku, czy nie.
Niestety u nas z ludzi w wieku 30 lat, którzy im bardziej na Zachód, tym są młodsi i dopiero zaczynają poważne związki, u nas robi się staruchów i dziwaków bez partnerów. To smutne. Do tego ta presja.
Po drugie, model singla jest coraz bardziej popularnym i świadomym wyborem. Ostatnio siedziałam w barze z pewną dziewczyną, tuż przed 40, normalną, nie-karierowiczką i bardzo zadowoloną z życia. Nie bała się mówić o tym, czego chce i to bez negatywnego postrzegania siebie (bo słowa "stara panna" pokazuje negatywny stosunek do zagadnienia). Powiedziała trzy rzeczy:
1. ja nie chcę mieć dzieci,
2. nie chce być w związku bardzo poważnym (mieszkać z kimś, a mieszkała), przyznała, że brakuje jej czasem mężczyzny, przytulenia, wyjścia z kimś w weekend, ale niczego więcej od związku by nie chciała,
3. lubi swoją pracę i pracować (a nie robi jakiejś zawrotnej kariery i wielkich pieniędzy).
A i rzecz czwarta:
4. Lubię moje życie.
Nam wciąż bardzo trudno się do tego wszystkiego przyznać. A ona, uwierzcie mi była szczera, bez kontekstów, podtekstów, jakiś trudnych przeżyć, które ją "zepchnęły z jedynie słusznej drogi mieszkania z kimś i wychowywania dzieci".
Oczywiście ona nie jest Polką.
Co ja na to? ![]()
Ostatnimi laty nauczyłam się wiele o sobie. 2 lata temu czułam się i postrzegałam w społeczeństwie jako osobę o 10 lat starszą niż jestem teraz. Jestem po rozwodzie - mniejsza o przyczyny - wiem, że po części realizowałam w pojony sobie model społeczny, który miał być realizacją wyśnionych marzeń: studia, dobra praca, małżeństwo, dzieci....wszytko przed 30ką. Tylko nagle się okazało, że to nie do końca ja, że nie wszystko jest takie jakbym chciała. Potem oczywiście było przerażenie, że czy zdążę, czy będę miała dzieci itp. itd.
Lubię moją pracę. Co więcej robię karierę (może nawet zawrotną) i chcę się jeszcze dalej uczyć, realizować i coś stworzyć. Z trudem przychodzi mi mówienie o tych pragnieniach - nawet przed sobą. Wszyscy od razu "od czego uciekasz?". Od niczego. O dziwo w życiu, które teraz mam, znajduję więcej czasu dla siebie, znajomych, też na bycie "poza pracą" i bliżej siebie, niż w małżeństwie (gdzie praca była ucieczką). Dobrze mi.
Ostatnio patrzyłam na moje kuzynostwo (wszyscy co najmniej z dwójką dzieci) i poczułam, że jestem tam gdzie powinnam być i to jeszcze nie mój czas na rodzinę. Chociaż wszystkim się wydaję, że jedynym spełnieniem dla mnie może być związek.
W przeciwieństwie do mojej koleżanki, ja chcę mieć rodzinę i dzieci. Jednak jeszcze nie teraz. Nie jestem też gotowa. Teraz się rozwijam i buduję, tam gdzie jest mi dane. Od mężczyzn nie stronięi prób budowania związku (nawet gdzieś tam doczytać, że jestem nieco "nieszczęśliwie zauroczona"). Uczę się realizować własne pragnienia, bo tylko tam mogę kiedyś zbudować dobry związek (w poprzednim tłumiłam całkowicie siebie stając się być taką, jaką chciał mnie partner). Znajdzie się tę właściwy zrewiduję swoje życie, teraz stawiam na to, co daje mi radość i satysfakcję.
I co najważniejsze. Sama sobie nie narzucam presji - już, teraz musisz. Bo zaakceptowałam, że już i teraz nie chcę.
Do Koliber:pewnie coś tam z twoim charakterem jest nie tak że wynajdujesz sobie takich meżczyzn z którymi sobie zycia ułożyć nie mozesz.
Przeczytalam Twoj post i muszę Ci powiedziec,ze strasznie prymitywny z Ciebie czlowiek.Mam wady i zalety jak kazdy.Wina nie lezy w moim zachowaniu-bylam zareczona,mialam kilku letnie zwiazki ale w tym,skad pochodze.Nie pomyslales/as moze,ze sa osoby,ktore pochodza z dysfunkcyjnych rodzin?Nie,nie pomyslalaes/as,ze sa osoby,ktore nie chcca powielac zachowan rodzicow,zlego wychowywania dzieci.Nie bede Ci opisywac o mojej patologi-domu,z ktorego wyszlam bo mi sie nie chce,nie chce do tego wracac.Ale wiem jedno mam lęki a moze raczej obraz rodzicow i byc moze boje sie wprowadzenia w tego w malzenstwo(jako zwiazek na cale zycie).
może ja głupio myśle ale lepiej jest mieć nieudany zwiazek niz zadnego,lepiej cokolwiek przeżyć niż nie żyć, takie moje zdanie,
Wg.Ciebie lepiej miec nieudany zwiazek i zyc w nim niz byc szczesliwym bedac samemu?Czyli co,chlop ma mnie bic,ponizac,wyzywac,zdradzac,chodzic do kolegow na wodeczkę-mnie zostawiac sama z dziecmi itp.itd.-i to ma mi dawac szczescie?Wez sie zastanow co piszesz,bo totalne bzdury to są.Jak masz takie idiotyzmy tu wypisywac,to lepiej sie nie odzywaj.