Jestem Marek. Mam 42 lata. Mieszkam w Krakowie. Jestem żonaty od 14 lat. Od, mniej więcej, dwóch - trzech lat w naszym związku pojawił się problem polegający na oddalaniu się od siebie. Obecnie żona twierdzi, że jesteśmy przyjaciółmi, że mnie szanuje, ale nie kocha. Nie chce mojej bliskości. Pewnie można by było to jakoś rozwiązać, gdyby nie jeden, a raczej cztery powody - nasze dzieci w wieku (12, 11, 5 i 3 lata). Żadne z nas nie opuści (nie porzuci) rodziny, oboje chcieliśmy mieć tak dużą rodzinę i potrafiliśmy się nią cieszyć. Żona bardzo chciała kolejne dziecko, bo pierwsi trzej to chłopcy.
Oboje jesteśmy ludźmi wykształconymi, dobrze zarabiamy, pochodzimy z normalnych (pełnych) rodzin. Jesteśmy oboje bardzo związani z naszymi pociechami. Żona zawsze miała we mnie wsparcie, zrezygnowałem nawet z jednej z funkcji, którą pełniłem, żeby ona mogła wrócić do zawodu po urodzeniu najmłodszego dziecka, wziąłem na siebie dużą część obowiązków domowych etc.
Nie znajduję więc żadnych racjonalnych powodów dla których miałaby powód, żeby odsunąć się ode mnie emocjonalnie. A jednak się to wydarzyło.
Odbyliśmy setki rozmów, próbowaliśmy i próbujemy utrzymać nasze małżeństwo, do psychologa żona nie chce pójść, bo mówi, że chcę z niej zrobić wariatkę. W międzyczasie zadurza się w żonatym koledze z pracy, pisze mu, że go kocha. Potem płacze, przeprasza, popada w apatię.
Teraz twierdzi, że jej serce jest puste. Zacząłem się zastanawiać, czy nie ma symptomów depresji, często jest bardzo przemęczona.
Ta sytuacja trwa już ponad dwa lata. Żona nie tylko nie chce mojej bliskości, ale też nie zajmuje się mną, nie myśli o mnie. Bardzo brakuje mi tej relacji. Sporadycznie (raz na miesiąc, dwa) współżyjemy, co bardziej mi się wydaje jest jakimś sposobem na odreagowanie, niż faktyczną namiętnością. Olbrzymi lodowy mur, który pomiędzy nami wyrósł jest nie do zniesienia. Czuję, że ona mnie porzuciła emocjonalnie, ale jednocześnie jesteśmy skazani na wspólne życie.
Czy ktoś z pań lub panów coś takiego przeżył? Jak sobie poradziliście? Czy i po ilu latach coś się zmieniło w relacji na lepsze?