Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 23 ]

Temat: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Jestem Marek. Mam 42 lata. Mieszkam w Krakowie. Jestem żonaty od 14 lat. Od, mniej więcej, dwóch - trzech lat w naszym związku pojawił się problem polegający na oddalaniu się od siebie. Obecnie żona twierdzi, że jesteśmy przyjaciółmi, że mnie szanuje, ale nie kocha. Nie chce mojej bliskości. Pewnie można by było to jakoś rozwiązać, gdyby nie jeden, a raczej cztery powody - nasze dzieci w wieku (12, 11, 5 i 3 lata). Żadne z nas nie opuści (nie porzuci) rodziny, oboje chcieliśmy mieć tak dużą rodzinę i potrafiliśmy się nią cieszyć. Żona bardzo chciała kolejne dziecko, bo pierwsi trzej to chłopcy.

Oboje jesteśmy ludźmi wykształconymi, dobrze zarabiamy, pochodzimy z normalnych (pełnych) rodzin. Jesteśmy oboje bardzo związani z naszymi pociechami. Żona zawsze miała we mnie wsparcie, zrezygnowałem nawet z jednej z funkcji, którą pełniłem, żeby ona mogła wrócić do zawodu po urodzeniu najmłodszego dziecka, wziąłem na siebie dużą część obowiązków domowych etc.
Nie znajduję więc żadnych racjonalnych powodów dla których miałaby powód, żeby odsunąć się ode mnie emocjonalnie. A jednak się to wydarzyło.
Odbyliśmy setki rozmów, próbowaliśmy i próbujemy utrzymać nasze małżeństwo, do psychologa żona nie chce pójść, bo mówi, że chcę z niej zrobić wariatkę. W międzyczasie zadurza się w żonatym koledze z pracy, pisze mu, że go kocha. Potem płacze, przeprasza, popada w apatię.
Teraz twierdzi, że jej serce jest puste. Zacząłem się zastanawiać, czy nie ma symptomów depresji, często jest bardzo przemęczona.

Ta sytuacja trwa już ponad dwa lata. Żona nie tylko nie chce mojej bliskości, ale też nie zajmuje się mną, nie myśli o mnie. Bardzo brakuje mi tej relacji. Sporadycznie (raz na miesiąc, dwa) współżyjemy, co bardziej mi się wydaje jest jakimś sposobem na odreagowanie, niż faktyczną namiętnością. Olbrzymi lodowy mur, który pomiędzy nami wyrósł jest nie do zniesienia. Czuję, że ona mnie porzuciła emocjonalnie, ale jednocześnie jesteśmy skazani na wspólne życie.

Czy ktoś z pań lub panów coś takiego przeżył? Jak sobie poradziliście? Czy i po ilu latach coś się zmieniło w relacji na lepsze?

Zobacz podobne tematy :
Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Witam, może z racji mojego wieku moje zdanie będzie dla Ciebie mniej istotne, ale z perspektywy doświadczeń jakie nabyłam w trakcie trwania 10-letniego - bardzo trudnego związku- , pozwolę sobie zabrać głos.
Myślę, że przede wszystkim nie powinieneś porzucać pomysłu z pójściem do psychologa, ale zrób to sam, skoro żona nie chce.  To nie tylko pomoże Ci uporać się z emocjami jakie Tobie towarzyszą, ale także po części pozwoli Ci zrozumieć i zdiagnozować zachowanie żony. Decyzja o rozstaniu a także o pozostaniu w związku to niezwykle poważne kwestie. Nikt nie ma prawa zdecydować za Was, jednak czasami człowiek potrzebuje usłyszeć zupełnie bezstronnych opinii na własny temat by zacząć działać, i to działać racjonalnie. Osoba, która wyzwoli się z ciężaru skrywanych myśli i uczuć jest odświeżona wewnętrznie i znajduje rozwiązania (całkiem proste i bliskie codzienności). Do póki tkwisz w samym środku wydarzeń i koncentrujesz się bezpośrednio na tej sprawie, wszystko Cie przytłacza, nie dopuszczasz do siebie głosu rozumu.
Zreasumuj to co masz, czego chcesz, potrzebujesz, co z siebie dałeś, a co jeszcze możesz i chcesz dać... Jakich się pokochaliście, co Was połączyło i czego może brakować żonie, co lubiła, co sprawiało, że była szczęśliwa, kiedy Ty byłeś szczęśliwy.
Może brzmi to małostkowo, ale tego nam chyba w życiu brakuje- refleksji.

3 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2014-09-01 19:32:54)

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny
DeMarkus1975 napisał/a:

(...)Nie znajduję więc żadnych racjonalnych powodów dla których miałaby powód, żeby odsunąć się ode mnie emocjonalnie. A jednak się to wydarzyło.
Odbyliśmy setki rozmów, próbowaliśmy i próbujemy utrzymać nasze małżeństwo, do psychologa żona nie chce pójść, bo mówi, że chcę z niej zrobić wariatkę. W międzyczasie zadurza się w żonatym koledze z pracy, pisze mu, że go kocha. Potem płacze, przeprasza, popada w apatię.
Teraz twierdzi, że jej serce jest puste. Zacząłem się zastanawiać, czy nie ma symptomów depresji, często jest bardzo przemęczona (...)

Chociaż piszesz, że żona dopiero "w międzyczasie zadurza się w żonatym koledze z pracy", to ja byłabym skłonna twierdzić, że jedynym powodem jej zachowania się, jest ten nowy obiekt miłości.
Najpierw zakochała się w nim, a potem dopiero zacząłeś schodzić na boczny tor.

Zastanawiasz się, czy czasem nie jest w depresji - pewnie tak.
Czwórka dzieci, a matka nie kocha już taty.......jak tu żyć bez miłości, tak obok siebie, tylko dla dzieci.
Ten kolega też pewnie ma dzieci.
A rozmowy między Wami nic nie dają.......

Na forum jest dużo podobnych historii, ale prędzej w dziale o zdradach.
Może ktoś tu zajrzy.

4

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny
żyworódka napisał/a:

Chociaż piszesz, że żona dopiero "w międzyczasie zadurza się w żonatym koledze z pracy", to ja byłabym skłonna twierdzić, że jedynym powodem jej zachowania się, jest ten nowy obiekt miłości.
Najpierw zakochała się w nim, a potem dopiero zacząłeś schodzić na boczny tor.

Zastanawiasz się, czy czasem nie jest w depresji - pewnie tak.
Czwórka dzieci, a matka nie kocha już taty.......jak tu żyć bez miłości, tak obok siebie, tylko dla dzieci.
Ten kolega też pewnie ma dzieci.
A rozmowy między Wami nic nie dają...... (...)

*****************************

No tak, ale jak z tym sobie poradzić? Mam wrażenie, że oboje/razem staczamy się w przepaść. Coraz mniej dajemy sobie z tym radę. Każde z nas potrzebuje bliskości, wsparcia, bycia z drugim człowiekiem. Każde z nas spogląda na dzieci i widzi jak są z nami związane. Nie widzimy wyjścia z tej sytuacji!!!  Nie ma wspólnych celów, nadziei. Widzę, że ona się stara, ale nie zmusi się do miłości.

5 Ostatnio edytowany przez żyworódka (2014-09-01 21:44:51)

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Markus, jeżeli chcesz zacytować czyjąś wypowiedź, to kliknij w okienko "cytuj " znajdujące się z prawej strony tej wypowiedzi.

Co do Twojej historii, to czy wiesz, na ile rozwinął się ten romans żony z kolegą?
Doszło również do zdrady fizycznej?
Nadal razem pracują?
Nadal utrzymują kontakt poza pracą?
Bo w zasadzie tak piszesz, jakby sama zdrada żony, choćby ta emocjonalna nie bardzo Cię obeszła i nadal chcesz, żeby było między Wami jak dawniej, ale ona nie.....bo albo jeszcze jest 'w środku' tej nowej miłości, albo nie widzi już powrotu do Ciebie.

Naprawdę nie ma w Tobie złości, wściekłości, buntu, że tak postąpiła?
Przepraszała Cię za to?

Twój wątek bardziej odpowiada tematycznie do działu zdrad.
Tam więcej zagląda osób z podobnymi przeżyciami, więc prędzej otrzymałbyś odpowiedzi/ porady.

Edit:
Czyjaś niewidzialna ręka poprawiła cytowanie. big_smile

6

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Nie mam  podobnych doświadczeń, ale też zastanowiło mnie to samo, co  Żyworódkę.
A może  warto starać się jak kiedyś i zacząć adorować żonę na nowo?

7

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

A może tak dużo czasu poświęciliście dla dzieci że zapomnieliście zupełnie o sobie
I jak już przyszedł ten czas na wspólne doznania (nie mam tu na myśli seksu) tylko bliskość drugiej osoby to ty byłeś nie obecny z tond wziął się ten romans.
Pomyśl nad tym jak często przez ostatni czas czyli 2,3,4 lata może i więcej spędzaliście czas tylko we dwoje bez dzieci , może tu tkwi problem
I nie chodzi mi o to żeby dzieci odstawiać na bok tylko więcej czasu poświęcać dla samych siebie
mi tego kiedyś brakowało

8

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

a kolejna sprawa wcale nie musi być to wątek zdrady jeżeli się w to zagłębimy tylko psychologia

9

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Niby co ja tam wiem ale się wypowiem, a co!
Po pierwsze ja bym się wybrała na Waszym miejscu na jakieś dłuższe wakacje, jeśli nie sami to z dziećmi. Piszesz że finasowo jest ok. A skoro żona jest zmęczona to mogłoby by pomóc. Lub chociaż jakiś prezent w stylu dzień, dwa w Spa? Najlepiej razem wink
Ale coś mi się wydaje, że problem tkwi w tym facecie. Jesli rozmowy i  zabieganie o nia nic nie daje to ja bym ... odpuscila. Oczywiscie na jakis czas, stopniowo. Żeby troche zatesknila za Tobą, żeby tez poczula się troche zazdrosna. Wszystko w granicach rozsadku, z umiarem, delikatnie. Na kobiety to działa. Ona potrzebuje bodźca który przyciągnie ją w Twoją stronę, pokaz jej ze nie jestes tylko ojcem jej dzieci ale tez pociagajacym, ciekawym mezczyzna. Wiadomo, że kolega z pracy ciekawszy, nie mieszka z nim 14 lat, nie zna go na wylot. Dlatego ciagnie ja do nowego ale nie potrafi sobie z tym poradzic, kocha dzieci a z Tobą była tyle czasu i stad wyrzuty, smutek. Może na chwile obecna jej spowszedniales, czesto tak sie dzieje. Moze za malo rzeczy robilsicie tylko i wylacznie razem przez te lata? Mam na mysli randki, kino itp. Wiem, że majac dzieci ciezko znalezc na to czas ale to bardzo wazne. Przynosiles jej kwiaty, mowiles jej komplementy? To strasznie ważne dla kobiety. Może za bardzo weszliscie w role matka, ojciec a za malo w role mąż i żona.

10

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny
żyworódka napisał/a:

Markus, jeżeli chcesz zacytować czyjąś wypowiedź, to kliknij w okienko "cytuj " znajdujące się z prawej strony tej wypowiedzi.

Co do Twojej historii, to czy wiesz, na ile rozwinął się ten romans żony z kolegą?
Doszło również do zdrady fizycznej?
Nadal razem pracują?
Nadal utrzymują kontakt poza pracą?
Bo w zasadzie tak piszesz, jakby sama zdrada żony, choćby ta emocjonalna nie bardzo Cię obeszła i nadal chcesz, żeby było między Wami jak dawniej, ale ona nie.....bo albo jeszcze jest 'w środku' tej nowej miłości, albo nie widzi już powrotu do Ciebie.

Naprawdę nie ma w Tobie złości, wściekłości, buntu, że tak postąpiła?
Przepraszała Cię za to?

Twój wątek bardziej odpowiada tematycznie do działu zdrad.
Tam więcej zagląda osób z podobnymi przeżyciami, więc prędzej otrzymałbyś odpowiedzi/ porady.

Edit:
Czyjaś niewidzialna ręka poprawiła cytowanie. big_smile

Jestem zdania, że mój temat pasuje właśnie tutaj. Zdrada (emocjonalna i fizyczna) była i nic jej nie cofnie. Nie rozchodzimy się, więc nie ma mowy o rozstaniu. Oczywiście ja dopuszczam myśl, że żona nadal jest zakochana w innym mężczyźnie, albo po prostu nie znajduje uczuć do mnie. I tyle. Ja staram się znaleźć sposób na funkcjonowanie swoje i mojej rodziny, tym bardziej, że niestety, ale żona jest w tej chwili hamulcem i wszystkie sprawy rodzinne muszę inicjować, a większość sam ciągnę. A przy czwórce dzieci, jest tych spraw mnóstwo.
Tak jak napisała jedna z osób wyżej, być może zbyt mocno (a zwłaszcza ja) weszliśmy w role rodziców. O żonę zawsze dbałem, natomiast ona jest osobą "z głową w chmurach" i to ja musiałem stąpać mocno po ziemi.

Szukam tutaj bardziej porad "jak żyć" niż "jak sobie poradzić ze zdradą, odejściem".

11

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Dodam coś od siebie...

Jestem żoną która odpłynęła jak to nazwałeś,a właściwie byłą żoną...
Nie wiem jak to widział mój M. a nawet jakbym wiedziała nie mam zamiaru czynić mu tu wyrzutów. Miałam powody, których dłużej już nie dało się wyciszyć, kompletnie "ześwirowałam". Odeszłam  z domu rok temu, nie pomogły nam próby nawiązania dialogu, jakbyśmy mówili w innych  językach.
Wszędzie napotykałam mur, jakieś piętrzące się góry które próbowałam obejść a kiedy już widziałam cel znów jakaś bariera oddzielała mnie od M.

Próbowałam chyba wszystkiego, w końcu 20 lat razem to nie byle co ale ile z tego razem było faktycznie wspólne? U mnie M. też odmówił wizyt u psychologa, ja chodzę prawie rok. Nie żałuję i nie czuję się głupia, chora czy wariatka. Wprost przeciwnie widzę, że proces mojego zamykania trwał przez wiele lat małżeństwa i był książkowym przykładem. Mój M. nie ruszył za mną, nie zainteresował się tym co mam w środku więc został... Jest to jego wybór. A najważniejsze! U mnie farsę wspólnego życia przerwały dzieci,które lepiej jak my wiedziały co jest nie tak tongue

Wydajesz się odpowiedzialnym facetem, a jednak co popchnęło żonę do stworzenia swoistego trójkąta? Co sprawiło, że ona pozostaje w związku z Tobą?
Piszesz o Waszej miłości do dzieci, o tym, że niedawno (bo 3 latka to nie dużo) żona namówiła Cię na kolejne dziecko hmmm?
Terapia przez ciążę? Co dała Twojej żonie kolejna ciąża? Pisałeś, że to chęć posiadania córki ale przecież nie było gwarancji...Mnie to zastanawia.

CZEGO TU BRAK???

Dlaczego codzienność jest dla niej tak trudna, że ucieka?

Możesz próbować sam, i ona może ale jak ktoś już napisał, świeże spojrzenie z zewnątrz może czynić cuda. Psycholog może Ciebie naprowadzić na dobry trop a potem właściwą drogę. Oby nie było za późno sad

12

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny
DeMarkus1975 napisał/a:

Zdrada (emocjonalna i fizyczna) była i nic jej nie cofnie. Nie rozchodzimy się, więc nie ma mowy o rozstaniu. Oczywiście ja dopuszczam myśl, że żona nadal jest zakochana w innym mężczyźnie, albo po prostu nie znajduje uczuć do mnie. I tyle. Ja staram się znaleźć sposób na funkcjonowanie swoje i mojej rodziny, tym bardziej, że niestety, ale żona jest w tej chwili hamulcem i wszystkie sprawy rodzinne muszę inicjować, a większość sam ciągnę. A przy czwórce dzieci, jest tych spraw mnóstwo.
Tak jak napisała jedna z osób wyżej, być może zbyt mocno (a zwłaszcza ja) weszliśmy w role rodziców. O żonę zawsze dbałem, natomiast ona jest osobą "z głową w chmurach" i to ja musiałem stąpać mocno po ziemi.

Szukam tutaj bardziej porad "jak żyć" niż "jak sobie poradzić ze zdradą, odejściem".

Szukasz odpowiedzi na pytanie "jak żyć" :
- po zdradzie,
- z partnerem który wyprowadził swoje uczucia poza małżeństwo.

Jaka żyć po zdradzie - to zalezy od zachowania zdradzacza.
Jeżeli chce naprawić, jeżeli czuje się winny, jeżeli znosi wszystki zmiany nastrojów zdradzonego, zerwał kontakt z osobą trzecią itd - to jest szansa na wspólne życie.
W przeciwnym wypadku, pozostaje wegetacja albo decyzja o końcu małżeństwa.

Jak żyć z osobą która wyprowadziła swoje uczucia poza małżeństwo - ...tu pozostaje jedynie wegetacja lub koniec małżeństwa.

Nie ma czarodziejskiej metody na zmianę nastawienia żony do Ciebie.
Ona jest wiena innej osobie, nie Tobie.
Ty jesteś niańką jej dzieci, bankomatem, złotą rączką w domu.

Kochanek nie zdecydował się pewnie na przejęcie damy z 4 dzieci...
Może czekają aż dzieci podrosną i wtedy zdecyduje się na odejście do niego....

Jak żyć - na bombie ?
Nie wiesz kiedy odpali, nie wiesz które kabelki przeciąć żeby ją rozbroić a nie odpalić.
Do tego trzeba fachowca, ale żona na to się nie zgadza.

No to może wybuch kontrolowany ?
Pakujesz żonę i dzwonisz po kochanka.

Największy probklem chyba twki w Twoim zachowaniu.
Boisz się.
Boisz się, że rozpadnie się rodzina, boisz się że żona zrobi głupstwo.
Ale, uświadom sobie, że boisz się tego na co nie masz wpływu.
Po więc się bać, skoro i tak nic to nie zmieni ?

Nie pokazuj zonie tego, że niezależnie co ona zrobi, Ty i tak będziesz potulny, wystrachany i zawsze jej wszystko wybaczysz no bo...przecież mamy 4 dzieci.
Jeżeli dla żony, nie jest to wystarczający argument do tego, żeby skutecznie wybić sobie z glowy romanse, to Ty tego nie zmienisz.
Możesz zmienić tylko siebie.
Dla siebie.
A potem dla dzieci.

Postaw swoje warunki wspólnego życia i konsekwentnie je egzekwuj.
NIe myślę tu o seksie, ale o końcu romansu ( jeżeli w pracy - to zmiana pracy), wspólna terapia itd.
Określ również jakie będą Twoje działania w przypadku gdy żona nie zgodzi się na realizację planu - i bądź w tym konsekwentny.
Określ swoje granice, zadbaj o ich przestrzeganie.

Wiesz, w samolocie jest śweitna instrukcja bezpieczeństwa :
- najpierw nałóż maskę sobie, potem pomóż dziecku.

Najpierw zadbaj o siebie, potem będziesz na tyle silny żeby zadbać o dzieci.

13

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Żona, jak twierdzi, zerwała kontakt z kochankiem (i nie pracują już razem). Nie mam jednak pojęcia co sobie układa w głowie?


Czy zatem określenia "partner wyprowadził swoje uczucia poza małżeństwo" i "terapia małżeńska" to nie są wykluczające się kwestie? Czego mogę się spodziewać po takiej terapii?

14

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Markus, oczywiście, że Twoja historia również "pasuje" do umieszczenia w tym dziale.
Ja rozważam ją przez pryzmat zdrady żony, mając również na uwadze fakt, że dział "zdrad" cieszy się większą uwagą forumowiczów - tak wynika z moich obserwacji i myślę, że na ten czas otrzymałbyś więcej porad.
Na forum są redaktorki zajmujące się działem PSYCHOLOGIA, ale jakoś ich nie widzę w działaniu.

Podsyłam Ci link do wątku, myślę, że wart jest przeczytania: http://www.netkobiety.pl/t73263.html

Szukam tutaj bardziej porad "jak żyć" niż "jak sobie poradzić ze zdradą, odejściem".

Moim zdaniem najpierw powinniście 'przerobić' oboje, Ty i żona temat zdrady, a końcowym efektem będzie zastanowienie się/podjęcie decyzji "jak żyć" dalej.
Wtedy wyjdzie, tak 'po nitce do kłębka', co było jej przyczyną, czy: nuda małżeńska,  próba oderwania się od codziennych trosk i obowiązków (czwórka dzieci), zainteresowanie ze strony innego mężczyzny (podbudowa własnego ego), Twoje zachowania względem żony jak chociażby niedostrzeganie w niej kobiety tylko matki, zbyt mała pomoc w dzieleniu/wykonywaniu obowiązków domowych, a może.....wykazywanie przez Ciebie zainteresowania innymi kobietami....itp.
Zazwyczaj występuje 'zespół nakładania się' przyczyn.

Żona nie chce iść na terapię do psychologa, to spróbuj najpierw sam.
Moim zdaniem, też jej potrzebujesz, bo bardzo mało uzewnętrzniasz doznawanych emocji.....jakbyś był zablokowany w przeżywaniu tego co się wydarzyło, traktujesz TO nazwijmy 'urzędniczo'. Podajesz dane i myślisz, że wyjdzie/wydrukuje się gotowa odpowiedź.

Doczytałam Twoje pytanie odnośnie małżeńskiej terapii.
Nigdy nie byłam, ale wiem jak funkcjonują spotkania z psychologiem.
Na pewno pomagają się otworzyć i wyrazić słowami to, co siedzi w nas 'w środku'.
Nie zakładaj, że od psychologa dostaniesz 'gotową' receptę, ale pomoże Ci/naprowadzi Cię na zrozumienie Twojego problemu.

Secundo dosyć wnikliwie zobrazował Waszą sytuację, a Renesans zadała kilka pytań, zatem odpowiedz na nie.
Chcesz porad, to rozmawiaj/nawiązuj dialog z każdym rozmówcą, nie ignoruj nikogo.
Twoje odpowiedzi, będą również odpowiedziami dla samego SIEBIE, bo nazwiesz to/określisz słowami sytuacje dotąd widziane, ale nie nazwane.

15 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2014-09-03 11:52:50)

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Czy w przypadku kiedy partner wyprowadził uczucia poza związek terapia małżeńska ma sens ?
- ma, o ile obydwoje czują taką potrzebę.
Podczas tej terapii można spojrzeć w głąb siebie, zrozumieć swoje potrzeby ale i błędy, zrozumieć potrzeby partnera, nauczyć się komunikacji, otworzyć się na partnera.

W tej chwili obydwoje tkwicie w beznadziei.
- żona marzy o kochanku, tworzy sobie wizje jego wspaniałości a jednocześnie jest świadoma, że nie może z nim być na stałe ? ?co ludzie powiedzą ? przy 4 dzieci, bo dzieci ucierpią. A powodem jest najprawdopodobniej obawa kochanka przed przyjęciem kochanki z takim dobytkiem...
- Ty odsuwasz na bok swoje emocje , ból związany ze zdradą żony ? bo przecież ktoś musi być w tej rodzinie odpowiedzialny za dzieci i liczysz na to, że zona kiedyś ?zmądrzeje? i dojdzie to tego samego wniosku i znowu będzie jak kiedyś.
Jedynym co łączy te Wasze oczekiwania jest to, że są to jedynie marzenia.
Ale marzenia zupełnie przeciwstawne, które nie mają szans realizacji.
Trzeba, żeby jedno z Was odrzuciło swoje marzenia na rzecz drugiej osoby.

Być może powodem jest to, że marzenia żony są dalej podsycane przez kochanka.
To, ze nie pracują ?razem? ( w jednym pokoju ? w jednej firmie ? w jednym mieście ?) nie oznacza, że dalej nie mają ze sobą kontaktu, nie planują wspólnej przyszłości.
Porozmawiaj z żoną o jej oczekiwaniach co do wspólnej przyszłości z Tobą, może zaproponuj jej odejście do kochanka, samej bez dzieci ?
Po co masz męczyć się przez następnych kilkanaście lat życia, będąc traktowanym jak przedmiot.
Kochanek taki wspaniały, to niech idzie do niego.

Jeżeli nie chce odejść do kochanka, to prosty przekaz ? oczekuję, że zaczniesz dążyć do tego żebyśmy znów byli małżeństwem, i Twój plan naprawy.
Całe te mówienie  o tym, że potrzebuje czasu, że ma chaos w głowie to jedynie wymnówki, po to żeby dalej dryfować poza związek z Tobą.
Jeżeli nie postawisz sprawy jasno, będziesz dalej tkwił w maraźmie razem z dziećmi. Aż w końcu, za parę lat żona powie ? nas już i tak od dawna nie ma, odchodzę.
Bądź facetem, postaw sprawę jasno i podejmij decyzje o przerwaniu tej farsy.
Kto wie o zdradzie żony ?
Czy poinformowałeś jej rodziców o tym problemie ?
To może być kubeł zimnej wody dla żony.
Sam fakt, że jesteś zdecydowany ujawnić jej tajemnicę może obudzić ją z transu, amoku.
Powinieneś zafundować jej terapię wstrząsową od razu, kiedy wykryłeś jej zdradę.
Wtedy miałeś szansę na jeden, skuteczny strzał, szok który może wybudzić marzyciela.

16 Ostatnio edytowany przez DeMarkus1975 (2014-09-22 10:25:48)

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Sytuacja na dzisiaj jest taka, że mieszkamy razem, a żona (z dużym prawdopodobieństwem) zakończyła relację z "kolegą". Pisząc - zakończyła - mam na myśli relację formalną, czyli spotkania, maile itd. Czy zakończyła ją w swoim sercu - tego nie wiem.

Przez jakiś czas próbowaliśmy się "zestroić" na nowo, ale bez efektów. Żona twierdzi, że uczucie do mnie już zamknęła i nie potrafi go wskrzesić. Pytała się mnie, czy chcę formalnego rozwodu, czy będziemy żyli tak jak teraz, czyli razem, a jednak osobno.

Żona twierdzi, że myślała także o terapii małżeńskiej, ale nie wierzy w jej powodzenie, bo podstawą takiej terapii musi być uczucie.

I tutaj dochodzę do sedna sprawy. NIE JESTEM w stanie zrozumieć, a tym bardziej zaakceptować jej postępowania. Dla mnie najważniejsze jest dobro - czwórki naszych dzieci. Do tego dochodzą sprawy życiowo - organizacyjne. Mieliśmy kupić dom, bo obecne mieszkanie jest dla nas za małe, ale żona nie wyraża chęci. Żyjemy niemal jak na walizkach, bo w obecnym mieszkaniu nie wystarcza miejsca na wszystkie graty. Dzieci są jeszcze na tyle małe, że zanim dorosną i się usamodzielnią - to miną lata. Stąd wysnuwam wniosek, że dla niej nasza rodzina nie jest wartością najwyższą i szlag mnie trafia, bo rozumiem, że może mnie już nie kochać, ale dlaczego robi to dzieciom?

Nie potrafię sobie z tym poradzić. Problemy osobiste rujnują mi pracę, która jest naszym głównym źródłem przychodów. Czy mam "karać" ją za brak miłości, zrobić rozdzielność majątkową i kazać jej dokładać się do życia w równym stopniu. Przy jej mizernej pensji nie będzie miała z czego, a poza tym to ... mama moich dzieci.

Z nikim "w realu" nie potrafię podzielić się problemami. Czy nadal starać się namówić żonę na terapię? Proszę panie o jakieś rady ... bo tonę. Mam wrażenie jakbym ciągnął przez życie zepsuty samochód, a moja żona siedzi w środku i jeszcze mocno zaciąga hamulec.

Marek

17

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Jak rozumiem cisza oznacza, że sytuacja jest beznadziejna ... dla mnie

18

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Witaj Marcus.

To co piszesz o zachowaniu się żony, odbieram w ten sposób, że zablokowała się wewnętrznie na WSZYSTKO - Ciebie/męża, dzieci, ogólnie na dom, jako miejsce, w którym egzystujecie.
To po prostu chore!!!
'Wyprała się' z wszelkich uczuć do osób, które kiedyś stanowiły treść jej życia. Ba, z odpowiedzialności, przede wszystkim za los Waszych dzieci, dodajmy czwórki małoletnich dzieci. I prawdopodobnie nie ma/nie widzi żadnej alternatywy w chwili obecnej, na stworzenie sobie 'nowego modelu życia', który prawdopodobnie w głowie umyśliła, że W NIM byłaby szczęśliwa.
Z pewnością ma to związek z tym "kolegą", że NIC z tej ich znajomości konkretnego nie wyszło.
Moim zdaniem, wskazane jest, aby żona zdecydowała się, na podjęcie terapii małżeńskiej.
Brak uczucia do Ciebie, niekoniecznie przekreśla jej podjęcie, bo w sumie chodzi również i o dzieci.
Rozmowa z psychologiem, może pozwolić jej TRZEŹWO spojrzeć na sytuację, którą wytworzyła (opieram się na Twoich wypowiedziach), doprowadzając w rezultacie do rozłamu w rodzinie.

Proponuje Ci rozwód. A na jakich zasadach, czy z orzeczeniem o swojej winie?
Co z dziećmi, będzie chciała sprawować nad nimi opiekę, czy też podzielicie się nimi?
Jeżeli rozwód bez orzeczenia winy, to pozostając z dziećmi, z pewnością wystąpi o alimenty na siebie, bo jej stopa życiowa się obniży.
Po Twoim nastawieniu do niej, mimo zdrady, odtrącenia, prawdopodobnie sam będziesz skłonny jej płacić.
Gdzie zamieszka po rozwodzie?

To tak na szybko, nasunęły mi się te powyższe pytania.
Rozmowa z żoną w tym temacie jest konieczna. Musisz z nią porozmawiać o warunkach, jak ona sobie TO wyobraża.
Podjęcie takiej rozmowy, nie będzie przecież musiało oznaczać, że chcesz rozwodu, ale musisz poznać jej punkt widzenia.
Skoro sama wyszła z taką propozycją, to musi sobie "coś kalkulować".

Rozłączność majątkowa....proszę bardzo, jak najbardziej wskazana.
Pewnie i tak będziesz więcej dokładał do życia, ale będzie to Twój akt "łaski". Przy wspólnocie majątkowej, żona nie docenia, że jesteś jednak głównym żywicielem rodziny. Brak większego finansowego zaplecza, z pewnością da jej się we znaki.....i ciekawa jestem, czy wówczas będzie miała na tyle godności, aby nie sięgać po Twoje.

19

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Autorze, Twoja żona ma za sobą romans! Haloooo, czy ktoś mnie słyszy? ROMANS!!! Nie rozumiem zarówno Ciebie jak i osób które do tej pory tu się wypowiadały. Jej "oddalenie się" to po prostu miłość do innego faceta. Być może niespełniona, być może odstawiona dla dobra dzieci. DLA DOBRA DZIECI a nie dla Twojego dobra autorze. Co chcesz ratować w tym związku? Co chcesz rozpalać? Skoro twierdzisz, że rodzina jest dla Ciebie najważniejsza, to trwaj w tym związku i nie licz na nic więcej. Twoja żona jest z Tobą nieszczęśliwa, jej serce płonie dla kogoś innego. Powtórzę to jeszcze raz, ona się POŚWIĘCA dla dobra dzieci! Chcesz żyć jak człowiek, to się rozwiedź. Nie chcesz rozwodu ale brakuje Ci bratniej duszy? To jej sobie poszukaj poza małżeństwem. Obym się mylił, jednak nie widzę w obecnej chwili żadnej szansy dla Ciebie, na odzyskanie miłości żony.

20

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny
netmisiek napisał/a:

Powtórzę to jeszcze raz, ona się POŚWIĘCA dla dobra dzieci! Chcesz żyć jak człowiek, to się rozwiedź. Nie chcesz rozwodu ale brakuje Ci bratniej duszy? To jej sobie poszukaj poza małżeństwem. Obym się mylił, jednak nie widzę w obecnej chwili żadnej szansy dla Ciebie, na odzyskanie miłości żony.

Tak. Na 99% masz rację, ... ale ja szukam tego 1% dla siebie i mojej rodziny.

21

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny
DeMarkus1975 napisał/a:

Jestem Marek. Mam 42 lata. Mieszkam w Krakowie. Jestem żonaty od 14 lat. Od, mniej więcej, dwóch - trzech lat w naszym związku pojawił się problem polegający na oddalaniu się od siebie. Obecnie żona twierdzi, że jesteśmy przyjaciółmi, że mnie szanuje, ale nie kocha. Nie chce mojej bliskości. Pewnie można by było to jakoś rozwiązać, gdyby nie jeden, a raczej cztery powody - nasze dzieci w wieku (12, 11, 5 i 3 lata). Żadne z nas nie opuści (nie porzuci) rodziny, oboje chcieliśmy mieć tak dużą rodzinę i potrafiliśmy się nią cieszyć. Żona bardzo chciała kolejne dziecko, bo pierwsi trzej to chłopcy.

Oboje jesteśmy ludźmi wykształconymi, dobrze zarabiamy, pochodzimy z normalnych (pełnych) rodzin. Jesteśmy oboje bardzo związani z naszymi pociechami. Żona zawsze miała we mnie wsparcie, zrezygnowałem nawet z jednej z funkcji, którą pełniłem, żeby ona mogła wrócić do zawodu po urodzeniu najmłodszego dziecka, wziąłem na siebie dużą część obowiązków domowych etc.
Nie znajduję więc żadnych racjonalnych powodów dla których miałaby powód, żeby odsunąć się ode mnie emocjonalnie. A jednak się to wydarzyło.
Odbyliśmy setki rozmów, próbowaliśmy i próbujemy utrzymać nasze małżeństwo, do psychologa żona nie chce pójść, bo mówi, że chcę z niej zrobić wariatkę. W międzyczasie zadurza się w żonatym koledze z pracy, pisze mu, że go kocha. Potem płacze, przeprasza, popada w apatię.
Teraz twierdzi, że jej serce jest puste. Zacząłem się zastanawiać, czy nie ma symptomów depresji, często jest bardzo przemęczona.

Ta sytuacja trwa już ponad dwa lata. Żona nie tylko nie chce mojej bliskości, ale też nie zajmuje się mną, nie myśli o mnie. Bardzo brakuje mi tej relacji. Sporadycznie (raz na miesiąc, dwa) współżyjemy, co bardziej mi się wydaje jest jakimś sposobem na odreagowanie, niż faktyczną namiętnością. Olbrzymi lodowy mur, który pomiędzy nami wyrósł jest nie do zniesienia. Czuję, że ona mnie porzuciła emocjonalnie, ale jednocześnie jesteśmy skazani na wspólne życie.

Czy ktoś z pań lub panów coś takiego przeżył? Jak sobie poradziliście? Czy i po ilu latach coś się zmieniło w relacji na lepsze?

Godne podziwu poświęcenie dla dzieci ale...marnujesz zycie i osobiście uważam, że nie jest to tego wszystkiego warte. Będziesz żałował.
Masz zone, która się przy tobie ustawiła, ma wszystko i jest bardzo wyrachowana wykorzystując twoja miłośc i chęt tworzenia rodziny.
Rozumiem, że farsę jaką jest wasze małżeństwo chcesz ciągnąc dla dzieci ale twoje dzieci widza coraz więcej i coraz więcej będą z tego waszego małżeństwa wynosiły. Nauczycie dzieci, że tak wygląda małżeństwo, rodzina i tak będa sobie ja potem układały. Małżenstwo to dwójka kochających się ludzi, dzieci powinny widzieć czułośc rodziców względem siebie, kontakt fizyczny (nie chodzi o seks), przytulanie, całowanie musza wiedzieć że rodzicom na sobie zależy, a nie mieć obraz kolegi i koleżanki. Ludzi bez emocji względem siebie, obojętnych, wdających sie w romanse i cierpiących. Wiem, że to bardzo cięzka decyzja ale uważam, że dla dobra właśnie dzieci i swojego dobra (o tym tez trzeba myśleć) i szczęscia powinniście się rozwieść. Jeżeli tak jak piszesz jesteście kulturalnymi i wykszałconymi ludzmi na poziomie dogadacie się. Możecie ustalic opiekę naprzemienną, mieszkać blisko siebie ale zacząć tworzyć nowe zycie. To jest możliwe i wiem to z własnego doświadczenia. Dzieci w końcu zaakceptują ten fakt i ułożą to sobie. Często robią to szybciej niz dorośli. Nie warto marnować swojego zycia aż tak bardzo.

22 Ostatnio edytowany przez netmisiek (2014-09-26 09:39:47)

Odp: Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

DeMarkus
Skończysz jako zgorzkniały, nienawidzący siebie i żony desperat. Najdalej za pięć lat. Przeczytaj to co napisał/a NorPol. Sam bym lepiej tego nie ujął. Chcesz zrobić coś dobrego dla dzieci? Zacznij od zrobienia czegoś dobrego dla siebie. Zakończ ten nieszczęśliwy związek. Przykro mi ale nie da się nikogo na siłę ponownie w sobie rozkochać. A brak czułości i zwykłej bliskości Was zniszczy. Myślę, że powinieneś porozmawiać na ten temat szczerze z żoną. Skoro jesteście ludźmi na poziomie, to się dogadacie. Nie twierdzę, że będzie łatwo. Będzie strasznie bolało, od tego nie uciekniesz, ale innej drogi nie ma. A rodzina pozostanie rodziną. Pamiętaj, że Twoją rodziną są Twoje dzieci, rodzeństwo i rodzice. Może to głupi banał ale życiowo prawdziwy. Żona to nie rodzina.


[edit]
Poczytaj sobie jak wygląda związek bez miłości i co o takim stanie myśli kobieta. Historia podobna do Twojej, tylko z kobiecej strony:
http://www.netkobiety.pl/t75565.html

Posty [ 23 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Samotność w małżeństwie - widziane oczyma mężczyzny

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024