Witam Wszystkich ![]()
Mam nielada orzech do rozgryzienia i nie bardzo wiem, z której strony zacząć. Postaram się opisać szczegółowo.
Więc historia zaczeła się tak.
W plusie była kiedyś dostępna usługa a'la chateria "FunSkan" (nie mam pojęcia czy jeszcze jest). Wymieniliśmy kilka wiadomości, następnie wymieniliśmy się numerami i kontakt był wyłącznie przez sms. Wiadomości wymienionych było bardzo dużo, co zaowocowało (choć wirtualną) przyjaźnią (naturalnie wymieniliśmy się zdjęciami). Jej nie układało się w związku, ja byłem świeżo upieczonym, wolnym strzelcem. Ironią losu był fakt, że nie znaliśmy się w ogóle wcześniej, a mieszkaliśmy wtedy trzy bloki od siebie. Ja w pewnym momencie chciałem się spotkać na żywo, niestety odmawiała z powodu braku czasu itd. Wtedy zacząłem związek (jak się okazało z nieodpowiednią dziewczyną). W tym czasie ona sporo mi pomagała, ja jej starałem się pomagać, w związkach i nie tylko. Ogólnie jedno wspierało drugie (choć tylko wirtualnie). Mój związek się rozpadł (wtedy po raz pierwszy usłyszałem jej głos w słuchawce). W sumie pomogła mi (nieświadomie) się pozbierać i pokazała czego tak naprawdę chce w miłości. Zależało mi na niej, ale jeszcze jako przyjaciółce.
Dzień przed moim wyjazdem w delegacje, gdy wracając z firmy wsiadłem do busa i rozmyśliłem się na temat zakupów na wyjazd, mój wzrok natychmiast wyłapał pewną niezwykłą osóbkę. Los chyba chciał by wsiadła ona, bo z automatu wpadła mi w oko. Opisać to co czułem, to myśle że i pisarze od Harlequina mieli problem z tym. Pierwszy raz w życiu ktoś tak na mnie podziałał i tak zauroczył, jakby świat był czarno biały a tylko ona jedna w pełni koloru. Jak nigdy nie zwracam uwagi na wygląd ogólny, tak wtedy moje oczy dostawały na jej widok dostały orgazmu. Do dziś drugi raz żadnej innej kobiecie się nie udało nawet zbliżonego do tego stanu wywołać. Była taka naturalna, w stonowanej sukieneczce o delikatnej barwie. Eh... Gdy to wspominam, ciśnie mi się na usta pierwsza zwrotka piosenki Rh+ - po prostu miłość. Zapewne większość z Was domyśla się, kim była ów kobietka. Uwierzcie, zdjęcia nie oddają jej uroku tak jak widok na żywo. Gdy połapałem się że ona to ona i skleiłem ten widok z charakterem w logiczną całość, to zgłupiałem i jedyna myśl w głowie to "jak ją zdobyć?". Udało mi się ustawić z nią na wspólny przejazd do naszych punktów docelowych. Po ok. 3 tygodniach wróciłem. Niestety o nią zabiegał jej były, ale udało mi się wywalczyć dwa spotkania. Pierwsze przebiegało (z mojej perspektywy) na dokładniejszym poznaniu "na żywo" (obwąchiwaniu się), na drugim już zauważyłem pewne kocie ruchy (nie wiedziałem wtedy nic o mowie ciała). Były zaczepki, drobne sturchnięcia, delikatne dotknięcia 'niechcący', błysk w oczach, tak jakby oczekiwała mojego ruchu, nawet dochodziło do zbliżenia (niestety spanikowałem xd), usiadła obok mnie i tak na chwilę się przytuliła (jakby czuła się bezpiecznie i pewnie) ale za chwilę odsuneła się, zauważyłem że jej zimno i gdy zdjełem bluze i na nią założyłem, to jej spojrzenie po tym. Spamiętałem te szczegóły ale bałem się zrobić ruch (do dziś tego żaluje i to bardzo). Gdy odprowadziłem ją do domu, nawet w policzek nie pocałowałem (tak, wiem co teraz myślicie). Później kilka chwil i ja w domu się znalazłem, to strasznie mnie dręczyło to, czego nie zrobiłem a powinienem, więc wpadłem na genialny pomysł by jej o to zapytać. Odpisała, że zdawało mi się i że kocha mnie jak brata a nie tak jakbym chciał. Postanowiłem więc, że na kolejnym spotkaniu złapie się za to co powinienem i po prostu zrehabilituje się, pech chciał że do spotkania nie doszło (jej były zrobił jej awanture). Zrozumiałem, gdy się tłumaczyła i choć miałem ochote gościa zmielić, tak nie zrobiłem nic w tej kwestii, gdyż nie chciałem by mnie wzieła za osiedlowego fightera. Jak by tego było mało, zaczeły się kłótnie, szarpaniny słowne, przeprosiny i tak w kółko (wcześniej też były ale natychmiast łagodzone, w tym momencie było ich zdecydowanie więcej i bardzo agresywnych). Ciągle w głowie miałem obraz jej kocich ruchów, nie dawało mi to spokoju. Znalazłem hasło "mowa ciała", więc pogrążyłem się w lekturze na ten temat i na temat uwodzenia. Wnioski jakie nasuneły mi się same to w głowie myśl "stary, spieprzyłeś sprawę koncertowo wręcz".
Niestety, przez kłótnie i obóstronne obwinianie się o w sumie bzdury totalne, ja napisałem że chce porozmawiać i to wyjaśnić, stawiając warunek że jak nie odbierze, tak ja więcej się nie odezwę i tak nasza znajomość dobiegła końca. Nie będę ukrywał, brakowało mi jej i to bardzo, ale moja męska duma w połączeniu z ego i myślą, że ona nie chce mnie znać nie pozwalały na ruch z mojej strony, ale nie próżnowałem w tym czasie.
Zacząłem podchodzić do kobiet na ulicy/w parku/w galerii. Początki mojej przygody z uwodzeniem były dramatem (jak nie tragedią), lecz zawziąłem się i dalej próbowałem. W międzyczasie szlifowałem kreatywność, pewność siebie, charyzmę. Niemal w pełni oddałem się pasjom, ustaliłem własne zasady itd. Jednak czegoś mi było brak, często wracałem wspomnieniami do chwil z nią, wyobrażałem sobie spotkania, jak zareaguje gdy ją spotkam i co u niej. Zawsze gdy o niej wspominałem przy kimś, to podkreślałem, że jedno słowo i gotów jestem pomóc czy murem za nią stanąć, jednak brak było odwagi się przełamać i napisać czy zadzwonić. Na randkach z innymi, przeważnie czułem taki dyskomfort, jakbym kogoś świadomie ranił, no i każda miała tę samą wadę, nie była nią.
1 2014-08-13 15:57:26 Ostatnio edytowany przez Bart_Simpson (2014-08-13 16:11:58)
Czasem któraś mnie fascynowała czy ciekawiła, ale nigdy nie doszło do zbliżenia, nie pozwalałem sobie na to. Ciężko mi powiedzieć czy to była miłość, na pewno było zauroczenie i to ogromne.
Nadszedł dość dziwny dla mnie okres. A to ktoś do mnie miał jakieś 'ale', a to jakieś totalne bzdury ktoś mi wmawiał na mój temat, a to ktoś w jakieś chore intrygi próbował mnie wciągnąć, na dodatek z taką dziewczyną (fajnie mi się z nią gadało w sumie) znajomość się zakończyła w dość absurdalny sposób, ogólnie istny dzień świra. Najchętniej to bym przyłożył lufę rewolweru do skroni i zagrał w rosyjską ruletkę, ale nie miałem czym zagrać i w sumie wywnioskowałem, że depozytariuszom prawdy na mój temat takiej satysfakcji nie dam. Zacząłem zlewać to wszystko ciepłym mocem od góry po dół.
Pewnego pięknego dnia, gdy niemiałem co ze sobą zrobić, to błąkałem między wszelakimi forami a profilami na facebooku i tak w koło Macieju. Nagle widzę zaproszenie do znajomych, klikam i gdy ujrzałem od kogo, to byłem w głębokim szoku. Tak, to była ona. Chwila zawahania "a co tam, żyje się raz" i klik akceptuj. Znów zaczeliśmy pisać, na początku totalnie nie mogłem uwierzyć w to, jak się zmieniła (zupełnie jakbym z inną osobą pisał) ale tak dwa dni później znów widziałem tę samą osobę, gadka na luzie itd. Zauważyłem jednak w jej wiadomościach takie jakby podchody, takie a'la wyczuwanie gruntu i badanie. Później jakby próbowała mnie uwodzić, gubiąc rozum po drodze przystałem na to i sam dłużny nie byłem, do czasu. Coś mi odbiło i zagrałem w otwarte karty konfrontując z nią moje spostrzeżenia. Zdementowała to i powiedziała że się z kimś spotyka, niewiele myśląc zripostowałem że też z kimś się spotykam. Zauważyłem, że niezbyt jej się to spodobało (mimo iż temu zaprzecza), zmieniła na chwile zachowanie by później kilka razy mi przypomnieć o tym że spotykam się z kimś. Stwierdziła też, że z nas raczej nic nie będzie bo znała moje dwie byłe i patrzyła z boku na przebieg mojego związku, mój tryb życia (na myśli miała moje 'wczoraj'), mam dużo koleżanek, była by o mnie zazdrosna i wywlekała by moje brudy z przeszłości przy kłótni.
Zakończyło się to ostrą wymianą zdań i po kilku chwilach przeprosinami. Przez pewien czas było ok, aż zauważyłem, że mnie olewa (znika bez słowa w trakcie rozmowy, czy ucieka pod byle pretekstem). Zirytowało mnie to i tym razem też była kłótnia, o włos brakowało dosłownie a znajomość by przepadła. Pomyślałem, że drugi raz nie pozwolę tak się temu zakończyć. Udało mi się dojść z nią do porozumienia i do chwili obecnej jest ok. Nawet pozwalamy sobie na słowne gierki, negi czy ripostujące docinki. Ogólnie oboje się pilnujemy.
Gdy sam niepotrzebnie (w trakcie debaty na temat rozumowania kobiety i mężczyzny) zszedłem na temat seksu. Ogólnie temat ok i w sumie to dość dobrze nam się rozmawiało, póki nie opisała (ogólnikowo, bez szczegółów) jak, co i z czym lubi. Poczułem ukłucie (wyobrażenie jej w takiej sytuacji w obięciach innego mnie przerosło), napisałem że nie mnie to oceniać i delikatnie zasugerowałem zmianę tematu pod pretekstem, że wolę ją poznawać od innej strony (dość mocno zakłopotany byłem i tylko to na prędce do głowy mi wpadło). Wymieniliśmy jeszcze może z trzy wiadomości i napisała, że jej telefon się rozładuje zaraz więc go odłoży do ładowania i że idzie spać bo oczy jej się kleją. Odpisałem ok i się pożegnałem (była ok. 2 w nocy). Całą noc mordowały mi umysł myśli o tym wszystkim. Tak od ok 12 piszemy ale na tematy luźne, np muzyka itd.
Zaznaczę, że przy pierwszej kłótni (po tej przerwie) to ja pierwszy zaatakowałem, przy drugiej byłem dość cyniczny, ironiczny i bezduszny (chamski po prostu).
Dodam, że jestem na pewno mocno zauroczony (wszystkie znaki na niebie i ziemii wskazują że i zdrowo zakochany, ale nie jestem tego pewien, nigdy czegoś takiego nie czułem do drugiej osoby, a miałem przed nią dziewczyny. To tak jakby coś więcej, inny pułap, wyższa szkoła jazdy). Z mojej perspektywy pasuje mi tu metka "ta jedyna, prawdziwa". Troszkę mam malakser w głowię i w wyniku chaotycznych myśli, troszkę irracjonalnie się zachowuje (jakbym nie był sobą), a nie chcę popełnić głupich błędów i zranić jej czy siebie.
O co Was proszę, potrzebuję to jakoś sensownie na odpowiednich pułkach w głowie poukładać. Każda opinia się przyda. Ogólnie to trochę sam się w tym wszystkim pogubiłem i nie za bardzo wiem, jak teraz to tak nakręcić, by miało to ręce i nogi. Jak trzeba, możecie mi w d*pe kopa na opamiętanie zasadzić. I czy ja przypadkiem nie przesadzam z tym swoim jadem, nieufnością (mam problem z zaufaniem do kogo kolwiek, jak narazie jednej osobie zaufałem tak bardziej) i ogólnie, jak Wy byście postąpili na moim miejscu. Jest to dla mnie bardzo ważna osoba, a nie chce wtopy zaliczyć.
Dziękuję za przeczytanie tej lektury.
Pozdrawiam ![]()

Wybaczcie że post pod postem, ale na tel całość się nie zmieściła w jednym.
Proszę o wyrozumiałość
Wybaczcie że post pod postem, ale całość w jednym mi się nie zmieściła a ja na tel jestem.
Fota or didnt happen.
To co? Mam odpuścić? Bo z tego cytatu na to wynika
9 2014-08-13 17:10:09 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2014-08-13 17:12:36)
wiem, ze sie zakochales, ale z tego chyba nic nie bedzie...
Czyli lepiej będzie odpuścić sobie? Kurcze, mam taki mętlik w głowie, że już nie wiem co mam o tym myśleć
Czyli lepiej będzie odpuścić sobie? Kurcze, mam taki mętlik w głowie, że już nie wiem co mam o tym myśleć
nie wiem, co bedzie lepiej...
ale jestes o nia zazdrosny, to by znaczylo, ze cos czujesz, a ona kogos ma i wyraznie dala Ci do zrozumienia, ze nie chce z Toba byc, czyli bedziesz cierpial
z drugiej strony wyczuwa sie jakies napiecie miedzy wami...widocznie pociagacie siebie wzajemnie :-)
12 2014-08-13 18:11:45 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2014-08-13 18:13:00)
sorki, dwa razy wskoczylo :-)
Hm... Tzn ma. Mi powiedziała, że się spotyka z kimś ale nie ma nikogo. Sprawdza czy to prawdziwa miłość. Tylko teraz tak. Skoro ona jego sprawdza, to dlaczego ja w to wpadłem. Kurcze, niezły roller coaster się z tego robi.
14 2014-08-13 19:04:07 Ostatnio edytowany przez pomaranczowa 1 (2014-08-13 19:18:57)
Hm... Tzn ma. Mi powiedziała, że się spotyka z kimś ale nie ma nikogo. Sprawdza czy to prawdziwa miłość. Tylko teraz tak. Skoro ona jego sprawdza, to dlaczego ja w to wpadłem. Kurcze, niezły roller coaster się z tego robi.
jestescie mlodzi, takie rzeczy sie zdarzaja.
aaa , co mi przyszlo do glowy, moze jest tak, ze Ty lubisz , zeby bylo niedostepnie ??zeby byl roller coaster ?
i to Cie kreci?
albo , moze byc tak, ze jednak istnieje jakies "MY" i bedziecie ze soba
ja zawsze tak podchodze do tych spraw, ze jak cos mi sluzy , to bedzie ze mna, a jak nie, to...samo odpadnie
:-))))
Hm... Nie, nie przepadam za takimi roller coasterami. Bardziej lubię wiedzieć na czym stoję. W sumie nie głupia logika jaką przedstawiłaś i być może coś z tego wyjdzie. Zapomniałem o jednej rzeczy, cierpliwości i mamy efekt. Teraz muszę ogarnąć jak szalę na swoją korzyść przechylić i cierpliwie czekać przyglądając się. No i dorzucę od czasu do czasu do ognia...