Gdzies podswiadomie marze o milosci, o tym by kogos bliskiego miec przy sobie. Ale z drugiej strony... Mysl, ze czesciowo strace niezaleznosc, wolnosc, mozliwosc podejmowania samodzilnych decyzji napawa mnie jakims lekiem. Obawiam sie, ze popadne w schematy, ze juz zawsze bede musiala sie "tlumaczyc" drugiej osobie z tego, co mysle, co robie i dlaczego. Jak sie tak zastanowie, przeraza mnie przyszlosciowa wizja bycia zona. Moze kiedys sie to zmieni, ale dzis postrzegam to jako ograniczenie mnie samej. Czy to moja niedojrzalosc do powaznego zycia i powaznych decyzji? Moze.
Czy ktos ma podobne myslenie? Czy jestem wyjatkiem?
Nie jesteś wyjątkiem. Ja myślę podobnie.
Wydaję mi się że jeśli uda się Tobie znaleźć faceta, który będzie szanował Twoją niezależność, pasję ( w moim przypadku jest bardzo ważne, zeby mój facet dał mi się rozwijać, realizowac moje pasję, pracę zawodową itp.), jeśli uszanuje Twoją wolnośc i czas jaki chcesz tez miec dla siebie to będzie idealnie.
Przynajmniej ja tak myslę.
Unikałabym facetów, którzy chca zawładnąc całym Twoim życiem, wszystkimi sferami i kontrolowac cię na każdym kroku. A tacy sa. I co to za szczęście.
Chyba zniewolenie.
3 2009-09-22 13:15:18 Ostatnio edytowany przez marta_t (2009-09-22 13:16:58)
Mysl, ze czesciowo strace niezaleznosc, wolnosc, mozliwosc podejmowania samodzilnych decyzji napawa mnie jakims lekiem. Obawiam sie, ze popadne w schematy, ze juz zawsze bede musiala sie "tlumaczyc" drugiej osobie z tego, co mysle, co robie i dlaczego.
Twoje obawy są całkowicie naturalne. Też takie miałam. Bałam się tego okropnie. Nawet przez takie myślenie miałam swój boski plan... będę sama, niezależna i szczęśliwa- bo nikt mi nie będzie mówił co mam robić!... A fizyczność? Przecież zawsze znajdzie się ktoś kto ją zaspokoi. Oczywiście, każdy związek to jest częściowe stracenie niezależności, ale nie odbieram już tego jako to zlo konieczne, a ni coś co mogłoby mnie w jakikolwiek sposób ograniczać. Cieszę się, że mam w kimś oparcie, że jest ktoś kto podpowie, doradzi, i ten problem, który w pierwszej chwili wydawał się być tak ogromny maleje w oczach. Nie istnieje też (u mnie bynajmniej) coś takiego jak tłumaczenie się... podstawa to zaufanie i przede wszystkim rozmowa... Nie wiem jak to ująć... Ale rozpoczynając (ponad 3 lata temu) związek z moim M. wszystkie te obawy prysły.... jak bańka mydlana...
A pasje... pomagamy sobie je rozwijać... M. jest dla mnie ogromny wsparciem...
dostalam zaproszenie od kolegi,aby isc z nim na impreze(jako os.towarzyszaca) moj Mezczyzna zrobil mi awanture,poklocilismy sie.Nie zeby mi zabronil.Powiedzial 'sama zdecydujesz' co oznacza u Niego 'jak pojdzies,to ja ci pokaze'. I teraz nie wiem co robic.On nie ma prawa mi zabraniac,ale czy jest sens klocic sie z nim o jakiegos kolege?
5 2009-09-25 11:54:39 Ostatnio edytowany przez Emilia (2009-09-25 12:01:27)
Myślę, że dojrzały związek nie polega na tym, żeby odbierać komuś niezależność, mieć pasje - ale tylko wspólne, spędzać ze sobą 100% wolnego czasu.
I, jeżeli czujemy, że ktoś chce nami zawładnąć, zabrać niezależność, to nie ma co inwestować w taki związek, po on wcześniej czy później się rozpadnie.
Amelia, to oczywiste, że jak napisałś nie ma prawa Ci zabraniać. To co robi Twój facet to nic innego jak szantaż emocjonalny. Wiem bo sama kiedyś przez to przechodziłam. Próbuje tak Cię zmanipulować, żebyś zaczęła mieć dylematy, a później czuła się winna. PowinnaŚ uniezależnić się od jego aprobaty lub jej braku. Czyli nie patrzeć na siebie jego oczami w żadnym wypadku. Uniezależnić się od jego opinii, wtedy będzie po Tobie spływało, co on o Tobie myśli i jak ocenia Twoje postępowanie. Zrób dokładnie tak jak chcesz i absolutnie nie miej wyrzutów sumienia.
A przy okazji: to z jego strony niedojrzałe, totalny brak szacunku dla Ciebie i Twojej niezależności w podejmowaniu decyzji.
dostalam zaproszenie od kolegi,aby isc z nim na impreze(jako os.towarzyszaca) moj Mezczyzna zrobil mi awanture,poklocilismy sie.Nie zeby mi zabronil.Powiedzial 'sama zdecydujesz' co oznacza u Niego 'jak pojdzies,to ja ci pokaze'. I teraz nie wiem co robic.On nie ma prawa mi zabraniac,ale czy jest sens klocic sie z nim o jakiegos kolege?
wg mnie nie proponuje się czegoś takiego zajętej osobie - postawił cię w niezręcznej sytuacji. jak dla mnie to tu jest kwestia lojalności wobec swojego mężczyzny a nie wolności.
wystarczy postawić się w sytuacji Twojego faceta... chciała bys tak?....
Ewel ma rację ![]()
dostalam zaproszenie od kolegi,aby isc z nim na impreze(jako os.towarzyszaca) moj Mezczyzna zrobil mi awanture,poklocilismy sie.Nie zeby mi zabronil.Powiedzial 'sama zdecydujesz' co oznacza u Niego 'jak pojdzies,to ja ci pokaze'. I teraz nie wiem co robic.On nie ma prawa mi zabraniac,ale czy jest sens klocic sie z nim o jakiegos kolege?
Ewel i marta_t mają rację. To ten kumpel jest jakiś niedojrzały, że wyjeżdża z taką propozycją do zajętej dziewczyny. I to nie jest kwestia zaufania czy ograniczenia kogoś, ale wg mnie po prostu tak nie wypada.
Wracając do tego, co napisała inesita: nigdy nie mogłabym być z kimś, kto mnie ogranicza. Nie wymagam, żeby facet uwielbiał to samo co ja, podzielał moje pasje, ale powinien mnie wspierać w tym co robię i w minimalnym stopniu się tym interesować, a nie ograniczać. Przecież świat nie kręci się wokół facetów.
dziewczyny,absolunie macie racje.To raczej wina kolegi,bo zapomnialam dodac,ze ten kolega podkochuje sie we mnie i moj jest o niego bardzo zazdrosny.Tak czy siak,zdecydowalam,ze nie ide na ta impreze.Poza tym,nienawidze imprez gdzie nie ma mojego Skarba.
bo zapomnialam dodac,ze ten kolega podkochuje sie we mnie i moj jest o niego bardzo zazdrosny
Ooo widzisz, to taki malutki szczegół;) Tak czy siak, ważne, że dobrze się skończyło:)