Znamy sie od kilku lat i zawsze trzymalismy sie razem, jego kobiea akceptowala Naszą przyjazn bo ja byłam w Jego życiu duzo wczesniej i Nasze relacje były czusto kolezenskie...zawsze moglismy na sobie polegac, spędzalismy razem duzo czasu, wspolnie imnprezowalismy, rozwiazywalismy problemy, zawsze moglam na Nim polegac, ale to nie byla podejrzana relacja, zwykle relacje przyjacielskie..
Ja bardzo kibicowałam jego zwiazkowi z G., co wiecej podpowiadałam mu jak jej zaimoponowac i zdobyc zanim sie zwiazali..są razem 1.5 roku.
Podczas jednej z imprez nie udało mi się dostac do domu wiec S. zaproponował, ze zostane u Niego, oduzeni alkoholem wracalismy razem windą i wtedy S. pierszy raz spojrzal na mnie i powiedzial wprost, że chce sie ze mną kochac...wysmiałam ten pomysl, uznałam to za zart i poszłam posłusznie spac.. Gdy G. dowiedziała sie że spedziłam Noc u Niego na początku dawała mi do zrozumienia ze to nie w porzadku ale powiedziałam jej, że powinna ufac swojemu facetowi i doskonale wie ze przyjaznimy sie od bardzo dawna i nie ma powodu do niepokoju.... z czasem to przetrawiła..
Pol roku pozniej sytuacja sie powtórzyła, znow spedzilam noc u Niego tylko ze od ok 3 miesiecy zaczelam sie zastanawiac kim dla mnie jest ten czlowiek...zaczelam dostrzegac, że ma On dla mnie znaczenie większe niz kumpel, ze zalezy mi na Nim inaczej ale nie na tyle, że jestem wstanie np wyznac mu milość... że cholernie chce żeby wszystko mu się w życiu układało i bardzo mi zależy na Jego szczęściu...Nie odczuwałam zazdrości gdy spędzał czas z G. dalej im kibicowałam.
Tego wieczoru, świadomo nadchodzącej rozłąki bo wyprowadzamy sie na okres kilku miesięcy do innych krajów, zebrałam się na szczerośc i powiedziałam o swoich przemysleniach i że za cholere nie potrafie tego określić, nie znam tego uczucia... może coś na rodzaj uwielbienia ale napewno nie milosc...wspomniałam sytuacje z windy gdy wprost zaproponował sex i ze to co czuje mogłoby byc podstawą do fajnego uczucia ale On ma swoja G a ja pewnie musze poczekac na swoje szczescie i wtedy zaczął mnie całować...ostatecznie skonczylismy na pettingu i to chwilowym, nie chciałam brnąć dalej, powiedziałam, że nie mam sumienia robic tego G i sobie bo zapewne podeszłabym do tego zbyt emocjonalnie a On ma swoje zobowiazania i zwiazek...
ostatcznie zasnelismy przytuleni, rano ustalilismy ze o byl sen...udawalismy ze nic sie nie stalo, nasze kontakty teoretycznie nie uległy zmianie, wyjechalismy oboje za granice, mamy kontakt nie widzielismy sie od miesiaca, wczoraj napisał i zapytal "co by bylo gdyby i czy serio sie w Nim zakochałam,"podczas rozmowy stwierdzil ze ma dwie kobiety, ta z ktora sypia i spędza dni i mnie z która tak świetnie spędza się czas i dogaduje..Ze z G. nie ma przyszlosci, ze to nie rodzaj milosci o jaka mu chodzilo, to raczej fascynacja jej urodą i szacunek za to jaka jest dla niego..poleciłam mu zeby dal znac jak dojrzeje, będzie wiedział czego chce i ze nasze zycie wlasnie sie zmienilo, ze juz nie bedzie jak wczesniej, nie bedzie wspolnych obiadow, rozmow, ze zawsze będę po jego stronie ale teraz jestesmy daleko od siebie i ciezko to zmienic...i ze tesknie..
caly dzien o tym mysle, po co wrocil do tego co bylo juz jakis czas temu, po co chcial gdybac, po co do tego wracal...i dalej nie wiem co do Niego czuje..