Witam.
Jestem nowa na forum, moj problem jest zapewne podobny do wielu innych tu opisanych, jednak chciałabym się nim podzielić. Nie mogę zapomnieć o mężczyźnie, który być może mnie wykorzystał, wciąż go próbuje odzyskać.
A cala historia wygląda tak...
Jeszcze zanim poznałam tego faceta wiedzialam, ze ma on od 4 lat dziewczyne. Jednak nigdy nie planowałam go kochac. Poznaliśmy się przypadkiem, początkowo nasze spotkania byly kolezenskie, potem jednak narodziły się jakies uczucia. Znajomość trwala pół roku, spotykalismy się troche rzadko, bo jego dziewczyna bardzo go pilnuje(kontroluje jego grafik pracy, nie pozwala wychodzic z kumplami). Natomiast non stop pisalismy smsy, w kazdej godzinie i minucie. Wielokrotnie powtarzał, że mu zalezy, dawał mi prezenty na walentynki, dzien kobiet. Był dumny, jak mogl sie ze mna gdzies pokazac, np w pizzerii znajomych(oczywiscie nie byli to znajomi jego kobiety a spotkania były w miejscach, gdzie ani ona, ani nikt z jej rodziny by nas nie zobaczyl). Namawiał mnie tez, zebysmy zrobili sobie dziecko. Interesował sie bardzo moim zyciem, przychodził na moje treningi sportowe, martwil sie o mnie, bo trenuje dosyc niebezpieczna dyscypline.
Wydawało mi sie, ze jest szczery, moze dlatego, ze mam niskie doswiadczenie z mezczyznami. Ciagle mowil mi, ze go wkurza, ze jest takim draniem, ze nie moze sie zdecydowac ktora dziewczyne wybrac- mnie czy ją. Mowil tez, ze boi sie zerwac, bo takie cos popsuje opinie ludzi o mnie a jego rodzina go znienawidzi. Mial raz wybitna okazje do zerwania, ktos z jego rodziny widział go ze mna(myslal, ze to jego dziewczyna, pomylil mnie z nia) i wypalil ta wiescia przy rodzinnym obiedzie. Jego dziewczyna sie wkurzyla, jednak on sie wybronil. Byłam pewna, ze wtedy zerwali, jednak on mnie oswiecil, ze nie mogl tak przy rodzinie.
Jakies 3 tygodnie temu poklocilismy sie. Bylismy umowieni na spotkanie, jednak on zaspal, a gdy juz chcial przyjechac, odmowilam wyjscia, bo zajelam sie czyms innym. On sie zdenerwowal i przestal odzywac, napisal do mnie "nie pisz do mnie więcej". Potem oznajmil mi, ze chce zakonczyc nasza znajomosc, nic tu nie dawały moje przeprosiny i prośby. Przestal sie znowu odzywac. Dopiero jak mu napisalam, ze mialam wypadek i jestem w szpitalu pisal ze mna smsy, mowil ze sie martwi, wkurzal sie na sport ktory uprawiam. Jednak nigdy nie odzywal sie pierwszy a gdy pytalam go "co slychac?" itp. to przestawal sie odzywac. Moj swiat sie zawalil, mialam mysli samobojcze. Dopiero pare dni temu znow sie odezwalam i pisalismy dosyc normalnie.
Bardzo mi na nim zalezy, licze ze przez takie delikatne pisanie on znowu zapragnie miec ze mna kontakt. Duze nadzieje wiaze z wakacjami, w ktore jego dziewczyna ma duzo pracowac, wiec on bedzie samotny. Nie wiem, co robic, z jednej strony w myslach mam wizje tego, ze on ja zostawi i bedziemy zyli dlugo i szczesliwie, a z drugiej strony czytalam troche to forum i wiem, ze takie sytuacje rzadko kiedy koncza sie dobrze. Niestety jestem tez osoba, ktora nigdy sie nie poddaje, wiec ciezko mi tak po prostu odejsc.