Witam ponownie.
Od mojego ostaniego postu; w którym opisywałam swój nieudany związek wiele w moim życiu się zmieniło, ale tak na prawdę mam wrażenie, że moje życie zatoczyło pętle i jestem w tym samym momencie, co miesiąc temu. K'woli wprowadzenia; Moje życie emocjonalne przypomina telenowelę brazylijską. Znam smak łez, bólu, poznałam na własnej skórze smak miłości chorej- obsesyjnej. Obawiam się, że ciązy nade mną klątwa ;P. W tym roku zakończyłam dwa związki i prawdopodobnie jutro zakończy się nagle mój trrzeci związek.
Pierwszy zakończyłam po 4 latach spotykania się; praktycznie tuż przed zaręczynami, jednakże uważam, że to była słuszna decyzja ;D
O drugim związku pisałam niespełna... miesiąc temu na forum. Pokochałam miłością, która zakrawała na miłośc obsesyjną, jednakże udało mi się pozbierac dośc szybko; m.in. dzięki nieocenionej pomocy netbabeczek, które pozwoliły mi zrozumiec istotę działan byłego uświadamiając mi, że chłopak cierpiał na borderline. To uchroniło mnie przed błędem, który mogłam popełnic wracając do niego (za co dziękuję serdecznie wszystkim jeszcze raz ;*) post ten pisąłam już w momencie, gdy pogodziłąm się ze stratą tego mężczyzny, co swoje przepłakałam i mogłam inaczej spojrzec na temat uczuc i z podniesioną głową ruszyc dalej.
jak wiadomo; życie pisze najbardziej zwariowane scenariusze. W momencie, gdy polubiłąm soją samotnośc i doceniłam walory samotności pojawił się on... Znałam go wcześniej, gdyż środowisko, w którym się obarcam jest dośc hermetyczne... W najmniej oczekiwanym momencie dostałam od niego propozycję spotkania. W zasadzie stwierdziłam, że nic nie zaryzykuję spotykając się z nim na małą kawkę ;P. Spotkaliśmy się jakiś tyddzień później... Pierwsza "randka" była bajeczna. Już wtedy postanowilismy spróbowac się "oswoic", a już od drugiej randki staliśmy się nierozłączni. Nigdy z żądnym facetem nie było mi tak dobrze ;D. O ile przez ostatnie pół roku prawie codziennie płakałam z powodu mężczyzn, to gdy wracałam po spotkaniu z nim; siadałam na dywanie i płakałam ze szczęścia. Wspieraliśmy się na arenie zawodowej, w życiu prywatnym. Moi znajomi z poza "środowiska" wprost za nim przepadają. ja zdążyłam wkupic się w łaski jego kumpli. mam wrażenie, że on bardziej zaangażował się w to wszystko jak ja, gdyż nauczona doświadczeniem nie chciałam znów rozczarowac się po raz kolejny. We wtorek ON dostał awans. gdy tylko zakończył spotkanie jak na skrzydłach przybiegł do mnie z szampanem świętowac sukces. Oczywiście nowe stanowisko wymaga od niego poświęcenia, co ja doskonale rozumiem, bo o ironio; pracujemy w jednej branży i doskonale rozumiem brak czasu. Cieszę się z jego sukcesu, daje mu do zrozumienia, że doceniam jego pracę, że może ZWASZE na mnie liczyc, pomagam mu na tyle ile mogę. Oczywiście nowe obowiązki bardzo wpłynęły na częstotliwośc naszych spotkań i widywaliśmy się rzadziej. Nowa sytuacja zmusiła mnie do rezygnacji z moich potrzeb emocjonalnych; co było dla mnie nieprzyjemną koniecznością- dla jego dobra... dla jego kariery, jednakże dalej czułam się ważna dla niego. W sobotę- wczoraj sytuacja się diametralnie zmieniła. Pojechaliśmy do domów. Umówiliśmy się, że skontaktujemy się przez gadu, lecz jego nie było. Wysłałąm mu jednego smsa, bo on w ogóle się nie odzywał, więc stwierdziłam, że jednen sms, nie zaszkodzi. On odpisął tylko; Dobranoc =*. Drugiego dnia, znów ten schemat się powtórzył, cały dzień nie pojawił się na necie, mimo, że obiecał.
W końcu stanowczo, acz dyplomatycznie powiedziałam mu, że mimo, że rozumiem jego obecną sytuację, że ma moje wsparcie, to chciałabym, żeby mi poświęcił więcej uwagi. Odpisął po 9 godzinach (oto treśc maila) masz racje- problem jest we mnie, nie w Tobie. Dosc długo byłem sam. Pojawiłaś się Ty- nie zdążyłem Cię poznac i się do Ciebie przyzwyczaic i oswoic a już w trybie hiper mega natychmaistowym byliśmy "związkiem" i w ciągu kilku dni wywróciłaś moje życie do góry nogami. We wtorek moja sytuacja zawodowa zmieniła się i nadszedł czas, gdy muszę się skoncentrowac na projekcie, spręzyc i dac z siebie wszystko to co najlepszetaka szansa może się nie powtórzyc! To kolejne obciążenie psychiczne a Ty mi piszesz z pretensjami. Nagłe zmiany zawodowe, nagłe zmiany prywatne- nie wytrzymuję już tego! Jeśli wszystkie moje myśli skupiają się wokół projektu i nawet nie wybiegają w Twoją stronę- to nie jest to dobry znak. Tęsknię do pracy, nie do Ciebie. Przepraszam
Napisałam mu, ;Myślę, że to nie jest temat, który powinien byc rozwiązany przez sms i musimy przeanalizowac wszystkie aspekty tego problemu.Wiesz, że jestem z Ciebie dumna i trzymam kciuki za Twój sukces. Chyba nie muszę mówic, jak bardzo bolą mnie słowa, które napisałaś w drugim smsmem. Jakkolwiek uważąm, że absorbujące życie zawodowe nie wyklucza udanego życia uczuciowego
Przepraszam, że piszę w ten sposób. Nie powinnam Cię teraz stresowac dodatkowo. Wierzę, że damy sobie rady, ale musimy zainwestowac w to wszystko trochę wysiłku. na mnie możesz liczyc.
Nie odpisał nic. To tylko trzy tygodnie, ale ja chcę jakoś to naprawic. Chcę walczyc. Pomóżcie!!! Po raz kolejny zlitujcie się nade mną biedną uwikłaną w te ch%$%rne meandry uczuc... Mam nadzieję, że znów znajdę na tej stronce pomoc, jak znalazłam przy okazji ostatniego rozstania.
Pozdrawiam wszystkie netbabeczki.