Nie chcę się zbytnio rozpisywać i zanudzać, ale mam pewien problem i nie ukrywam że każdy kobiecy komentarz do tego co napiszę jest na wagę złota.
Od jakiegoś czasu widuję przepiękną dziewczynę w kościele, niestety tylko w kościele. Ta sytuacja jest wyjątkowo trudna w zasadzie nie mam pomysłu jak się do niej zbliżyć, nic nas nie łączy : nie mamy wspólnych znajomych, nie wiem jak się nazywa, czym się zajmuje, nie mam żadnego punktu zaczepienia, udało mi się ustalić tylko jej adres. Można powiedzieć że widuję ją regularnie powiedzmy godzinę tygodniowo bo tyle trwa msza i tyle. Nie jestem zbyt pewną siebie osobą jeżeli chodzi o kontakty damsko ? męskie, mam sporo koleżanek potrafię być przyjacielem, ale gdy tylko zaczynam rozmawiać z dziewczyną, która mi się podoba od razu się blokuję. Powiem szczerze, że nie wyobrażam sobie abym zaczepił ją przy kościele i odkrył się całkowicie przed nią narażając się na ewentualne odrzucenie z jej strony. W zasadzie tylko pewnie czuję się jak mówię o sztuce ponieważ jestem studentem malarstwa. W zasadzie jedyna sytuacja, w której czułbym się pewnie jest taka : po kościele podchodzę do niej, przedstawiam się kim jestem i pytam czy nie zgodziłaby się abym namalował jej portret.
Podsumowując jestem ciekaw jak byście zareagowały gdyby po mszy podszedł do Was wysoki brunet i zapytał uprzejmie czy zgodziłabyś się abym namalował Twój portret ???