Witam.
Jestem wykształconą,dorosłą osobą która utraciła kontakt z rzeczywistością.
Przez większość czasu czuje się bezradna wobec mojego prywatnego życia.
Pracuje w zawodzie który wybrałam i naprawde lubię to co robię ale jest to praca z ludzmi , wymagająca i stresująca , więc dla higieny zdrowia psychicznego w domu powinnam odpoczywać i regenerować psychikę a tak nie jest. Często po prostu czuję się tak jakbym nie miała dokąd wracać.
Mąz ma powazne problemy z alkoholem i nie radzi sobie psychicznie ze swoją, również obciążająca psychikę pracą. Upija się do nieprzytomności, ktoś go przywozi nie wiadomo skąd. Bardzo często pije w okolicy mojej pracy, dodam, że ludzie tam pracujący w większości tam mieszkają. Nie muszę dodawać , że całkowicie mnie to pogrąża zawodowo. działam również w komisji alkoholowej więc tylko czekam jak jakiś klient każe mi spadać do domu i tam rozwiązywać problemy.
Mąż wystawia się widok publiczny w ,,Tym" stanie, zaprasza pijaczków do domu pod moją nieobecność,sika tam gdzie leży lub stoi, zanieczyszcza się i np. wannę. Po piciu często ma jakieś pretensje typu a gdzie obiad? potrafisz coś ugotować? Wiem jak działa mechanizm wyparcia i agresji zamiast poczucia winy.
Pijany chodzi po domu i doszło nawet do tego, że poprzestawiał piec i zostawiał drzwi otwarte a gaz włączony, butla.Muszę zamykać na klucz pokoje- on wtedy w nocy się wydziera , że chce np. jeść.
KaZda impreza domowa lub spotkanie towarzyskie kończy się jego ,,zgonem". Wstyd jest mnie a nie jemu. Wiem, że powinnam się z tego wydostać ale brak mi sił. Często chciałabym gdzies wyjść, spotkać się z kimś ale czuję się nudna bo zmęczona nie mam już ochoty rozmawiać z ludzmi prywatnie.
Mamy wzięty kredyt na dom. Dzieci nie mamy.
Jak mam zacząć proces odchodzenia? żal mi tego wszystkiego na co tak ciężko pracowałam.
Jak mam działać , bo w ,,naprawę" męża już nie bardzo wieżę.