Witam kobietki,
Bylam z chlopakiem 3 lata, rzucil mnie tydzien temu, nie umiem sobie z tym poradzic. Nadal go bardzo kocham Czy jest szansa ze do mnie wróci??
Wiec opowiem o nas.. Chodzilismy razem do liceum, on sie we mnie podkochiwal. Ja traktowałam go jak swietnego kumpla. Nadszedl czas studniowki.. I zaczeło sie.. Zaczelismy sie spotykac, ja na poczatku bylam ostrozna, balam sie tego zwiazku. Ale zakochalam sie i było super. Nawet urodziny mamy dzien po dniu Niestety ale moj brat byl smiertelnie chory. Pomagal mi i jezdzil po szpitalach ze mna ale rok temu brat umarł. Podlamalam sie bylo mi strasznie trudno. Co prawda swoje negatywne emocje kierowalam na niego.. Po pól roku od smierci ja trafilam do szpitala.. Okazało sie ze musze byc operowana.. W ciagu miesiaca byłam 3 razy operowana.. Byl ze mna ale nie odwiedzal mnie zbytnio w szpitalu. Nawet jak sie dowiedzialam gdy mialam 3 operacje walczaca o zycie on byl na impreie w klubie
Wyszlam ze szpitala pomagal mi w codzinnych sprawach bo bylam strasznie slaba. Bylismy razem ale on sie ode mnie odsunał.. a ja po tych przejsciach zrozumialam ze to ten jedyny. Teraz gdy czuje sie dobrze, chcialam zyc z nim. Przeszedl ze mna tyle trudnych chwil, wiedzial wszystko jak jest po prostu mnie porzucil. Twierdzac ze sie wypalil i mnie nie kocha i mowi ze musi to wszystko przemyslec. Ze moze za miesiac, dwa..
Bylam u niego wczoraj musialam cos mu dac.. Usmiechal sie do mnie, normalnie gadal, dalej w pokoju stoi ramka z naszymi zdjeciami, w tel tez ma mnie nadal tak sama zapisana.. Chcialam sie z nim spotkac na piwo niezobowiazujaco. Niby w oczy powiedzial ze okej a piszac twierdzi ze to za wczesniej i musi przemyslec i jest to dla niego trudne tak ze mna sie spotkac.
Powiedzcie czy jest szansa ze wroci?
Daj mu czas o ktory prosi. Nie badz nachalna , narzucajaca sie , nie szukaj kontaktu pod byle pretekstem . Nie pisz i nie dzwon za czesto. Szansa jest ale on musi zrozumiec ze za toba naprawde teskni i Cie Kocha. Nie zmusisz go do Kochania on musi byc pewny swoich uczuc abyscie byli szczesliwa para .
A jak nie zateskni?
Po takich przezyciach nie powinno nas bardziej to zblizyc?
No cóż, ciężka sprawa, musisz dać mu czas o który prosi, ale powinnaś zacząć się przygotowywać, że powrót może nie nastąpić, że to już definitywny koniec.
A jak nie zateskni?
Po takich przezyciach nie powinno nas bardziej to zblizyc?
Niekoniecznie. Wygląda bardziej na to, że do wypalenia mogło dojść już pewien czas temu, ale ze względu na twoje problemy nie chciał cię zostawiać, nie chciał być takim facetem, a teraz, gdy sytuacja się unormowała, to uznał, że to czas, by odejść. Problemem może być właśnie to, że za wiele przeszliście, na zbyt wczesnym etapie związku i w zbyt krótki czasie...
Tylko ze sytuacja jeszcze sie nie unormowala.. Czeka mnie jeszcze jedna operacja..
I zeby do niej doszlo w szybkim czasie powinnam jesc wysypiac sie i nie miec stresow.. I raptem w czerwcu sie okaze co i jak.. Ale jak mam dbac o siebie jak mnie teraz zostawil
uu, przykro to słyszeć, ale widocznie już nie wytrzymał, zapewne nie był przygotowany na taką ilość dramatu w związku, i stąd potrzeba przerwy - zmęczenie materiału -, szczególnie że jesteście jeszcze bardzo młodzi, a tu już takie przeszkody i zobowiązania... Ale nic na to nie poradzisz, musisz uzbroić się w cierpliwość; może się opamięta i zrozumie swój błąd albo utwierdzi się w swojej decyzji, i ruszy dalej z życiem. Faktem jest, że raczej nic na to nie poradzisz, w końcu nie zmusisz go do powrotu, mimo że zapewne mogłabyś zagrać na jego wyrzutach sumienia, ale wcześniej lub później by się to zemściło...
Ale nie rozumiem jak mozna uciec jak bylismy juz prawie na prostej, najgorsze ze wszystko rzuca na mnie. A ja nawet nie umiem temu zaprzeczyc.. Wszystko bylo zawsze moja wina wg niego.
Spokojnie. Naprawdę musisz teraz postarać się skupić na sobie. Szczególnie, że masz ku temu powazne powody. Pisząc do niego, ciągle przypominając mu o sobie - raczej wywołasz odwrotny skutek, niektórych to wręcz irytuje. Milczenie niejednokrotnie powoduje, ze osoba, która odeszła "pęka". Ale musi sama do tego dojść. Nie możesz nic sobie obiecywać i żyć nadzieją. Staraj się iść przed siebie - może nagle sama spostrzeżesz, że nawet jakby chciał już wrócić to Ty już nie będziesz miała takiej potrzeby.
Wiem co mówie, jestem świeżutko po rozstaniu i dopóki nie pogodziłam się z myślą, że on nie wróci, że związek nie rozpada się bez przyczyny i że nigdy nie jest to wina tylko jednej osoby...tak długo było mi ciężko zaakceptować rzeczywitość i zadręczałam się. Teraz jest już lepiej. Nie mówie, ze kolorowo, ale czuje się mocniejsza. Nie dałabym mu już drugiej szansy choć jeszcze kilka dni temu marzyłam żeby spróbować. Trzymaj się!:)
Czy uważacie ze po zwiazku jest mozliwa przyjazn (dobre stosunki)?
10 2014-04-18 20:56:01 Ostatnio edytowany przez robingirl (2014-04-18 21:04:04)
Byl ze mna ale nie odwiedzal mnie zbytnio w szpitalu. Nawet jak sie dowiedzialam gdy mialam 3 operacje walczaca o zycie on byl na impreie w klubie sad Wyszlam ze szpitala pomagal mi w codzinnych sprawach bo bylam strasznie slaba. Bylismy razem ale on sie ode mnie odsunał.. a ja po tych przejsciach zrozumialam ze to ten jedyny. Teraz gdy czuje sie dobrze, chcialam zyc z nim. Przeszedl ze mna tyle trudnych chwil, wiedzial wszystko jak jest po prostu mnie porzucil. Twierdzac ze sie wypalil i mnie nie kocha i mowi ze musi to wszystko przemyslec. Ze moze za miesiac, dwa..
Bylam u niego wczoraj musialam cos mu dac.. Czy uważacie ze po zwiazku jest mozliwa przyjazn (dobre stosunki)?
Martty, tydzień to aż tydzień i TYLKO tydzień. Jest Ci teraz ciężko, bo - moje ulubione określenie- jesteś niemalże jak narkoman po odstawieniu narkotyku.
Wydaje Ci się, że bez niego sobie nie dasz rady - dasz. Wierz mi, dasz sobie radę nawet z operacją. Za Tobą trudne chwile i przed Tobą pewnie też niełatwe, ale DASZ SOBIE RADĘ. jak to fanie napisał ktoś na tym forum: w końcu zanim go poznałaś też jakoś żyłaś i pewnie wcale nie było to takie smutne i beznadziejne życie. Ten chłopak towarzyszył Ci od dłuższego czasu, dlatego trudno jest sobie teraz wyobrazić wszystko bez niego. Trzeba włożyć sporo pracy w zmianę myślenia. Masz chyba jakąś rodzinę, masz znajomych i nawet jesli te kontakty zaniedbałaś, to odśwież je.
A facetowi i sobie daj czas. Niestety, najwyraźniej na chwilę obecną on nie jest gotowy na taki rodzaj związku, jakiego Ty byś oczekiwała. Jego zachowanie podczas Twojej choroby świadczy o tym, że może nie jest jakimś skończonym szubrawcem ale zdecydowanie liczą się dla niego inne rzeczy. Daj jemu i sobie czas. Jeśli faktycznie to ten jedyny, to przecież należałoby sie spodziewać, że on też będzie uważał Ciebie za tę jedyną. I prędzej czy później dojdzie do takiego wniosku. A jeśli nie dojdzie - cóż, to najwyraźniej jednak nie był ten jedyny. A w międzyczasie możesz opłakiwać rozstanie, tylko nie zapominaj, że Twoje życie toczy się dalej. Czas się nie zatrzymuje. Więc standardowo - rób to, co lubisz, skontaktuj się ze znajomymi, skoncentruj na rehabilitacji i zadbaniu o zdrowie po opreacjach - w końcu w zdrowym ciele zdrowy duch.
Nie będzie łatwo. Nikomu po rozstaniu nie jest łatwo. Ale im szybciej przestaniesz się zamartwiać tym lepiej. Nie ma sensu płakać, błagać i się nad sobą użalać, bo jak przeczytasz na wielu tutaj wątkach takie próby odzyskania partnera prowadzą donikąd.
Trzymaj się i jeszcze raz: daj sobie i jemu czas.
Czy uważacie ze po zwiazku jest mozliwa przyjazn (dobre stosunki)?
Tylko jesli chcecie od siebie tego samego. Jesli obojecie chcecie przyjazni,to ją będziecie mieli. Gorzej jesli jedna osoba nie chce nic, a druga milosci (i zyje nadzieją). Dwie skrajnosci i z tego nic nie wynika dobrego.
Czy uważacie ze po zwiazku jest mozliwa przyjazn (dobre stosunki)?
Nie da się jednoznacznie odpowiedzieć, bo życie pisze różne scenariusze.
MOIM zdaniem nie warto zostawać przyjaciółmi, bo to nigdy nie będzie uczciwa relacja. Zawsze będzie jakieś podejrzenie, że druga strona może jednak czegoś nie mówi, a jendnak chce. Poza tym, jak byliście w zwązku to byliście też przyjaciółmi, więc skoro związek się rozpadł na życzenie jednej strony, to co to za przyjaźń była, żeby warto było ją kontynuować.
Nie zrozum mnie źle, nie chodzi o to, żeby wstąpić na wojenną ścieżkę i się nienawidzieć. Natomiast próba utrzymania bliskiej relacji i częste spotkania w ramach przyjaźni jest w moim przekonaniu bezcelowa. Dodatkowo, jeśli zaczniesz sie kiedyś z kimś spotykać, to akurat kwestia "mój były jest moim najlepszym kumplem" w większości przypadków będzie działała odstraszająco (skoro spotyka się z byłym, to znaczy, że jeszcze coś do niego czuje). Zresztą, co Ty byś czuła wiedząc, że potencjalny Twój facet co dwa tygodnie umawia się ze swoją ex z którą był kilka lat...
Pamiętaj, jak ktoś zniknie z Twojeg życia, to pojawia się miejsce na kogoś nowego
:D:D
Z jednej strony masz racje robingirl.. Co do przyjazni z bylym. Tylko dobrze sie dogadywalismy i po prostu nie chcialabym wszystkiego stracic... Dalej mam nadzieje ze wroci. Tylko juz nie pisze i nie dzwonie.. Teraz pozostaje mi przerazajace czekanie..
Zastanawia mnie tez fakt ze szczerze prosto w oczy nie umie mi powiedziec ze mnie nie kocha.. Tylko piszac jest mocny jak to mu zle... To po co mowi ze musi przemyslec
martty co prawda nie jesteście małżeństwem wtedy dla mnie sprawa byłaby jasna: nie stanął na wysokości zadania wtedy gdy go najbardziej potrzebowałam. W takich sytuacjach poznaje się prawdziwe oblicze drugiego człowieka. Wtedy gdy jest trudno, źle i nieszczęśliwie. Czy gdyby to on a nie ty zachorował i przeżywał taka traumę po stracie bliskiej osoby zachowywałabyś się tak samo? Czy na prawdę zależy ci na człowieku, na którym w dłuższej perspektywie nie można liczyć?
Z tym masz racje Aniaa34.. Ja nawet jak z wlasnej glupoty malo co nie odmrozil sobie palcy lecialam i do lekarza wiozłam.. Nawet jak sie upil to zadzwonil to tez pojechalam bo balam sie ze moze mu sie cos stac..
Z jednej strony masz racje robingirl.. Co do przyjazni z bylym. Tylko dobrze sie dogadywalismy i po prostu nie chcialabym wszystkiego stracic... Dalej mam nadzieje ze wroci. Tylko juz nie pisze i nie dzwonie.. Teraz pozostaje mi przerazajace czekanie..
Zastanawia mnie tez fakt ze szczerze prosto w oczy nie umie mi powiedziec ze mnie nie kocha.. Tylko piszac jest mocny jak to mu zle... To po co mowi ze musi przemyslec
Zwróć uwagę na czas przeszły. DogadywaliŚĆIE się. To minęło. I nie bój sie, że coś stracisz. Jeśli on myśli tak samo, to uda Wam sie utrzymać miłą znajomośc. Ale na pewno musi minąć trochę czasu, żebyś Ty mogła na niego spojrzeć jak na znajomego a on na Ciebie. Więc ODCZEKAĆ.
Nadzieję, że wróci też możesz mieć. Ale jak ma wrócić, to wróci niezależnie od tego, czy Ty będziesz siedziała i się martwiła, czy nie. Więc po co się martwić?
A nie mówi szczerze, bo
a) naprawdę nie jest pewien swoich uczuć, potrzebuje czasu
b) nie chce Ci psuć nastroju przed operacją, więc gra na zwłokę
c) jest chińską podróbką faceta (cytat za Icemanem) i po prostu nie ma odwagi powiedzieć, że chce skończyć, bo wygodniej jest pomanewrować i może ona sama dojdzie do wniosku, że trzeba się rozstać - wtedy on umyje ręce
d) wyobraża sobie, że jak będzie rozstawać się z Tobą powoli, to mniej Cię będzie bolało
I możesz sobie wybrać dowolną odpowiedź, albo dopisać jeszcze ze dwie interpretacje własne. A jaka jest prawda - wie tylko on sam. Ja celuję w to, że jest po prostu niedojrzały i liczy na to, że Ty sobie odpuścisz sama i na Ciebie spadnie odpowiedzialność za zerwanie.
A tak przy okazji Ania34 ważne pytania zadała i odpowiedz sobie na nie, zanim zaczniesz płakać kolejn raz nad rozstaniem.
Wiec nie odzywanie sie pomoglo... Teraz to on zabiega chce sie spotkac, przeprasza, komplementuje.. Mowi ze przemysl i chce sprobowac i bedzie sie staral. Jest taki jak dawniej i zabiega o mnie. Choc teraz mam metlik w glowie poniewaz pamietam te raniace slowa..
Czy warto sprobowac? Zeby nie zalowac ze nie sprobowalam
minęło zaledwie kilka dni od kiedy opisałaś swoją sprawę, myślisz że on juz wszystko przemyślał i teraz już będzie idealnie?
ja bym była ostrożna... nie twierdze, żebyś nie wracała, ale uważaj żeby znowu się nie sparzyć...
Nie twierdze ze bedzie idealnie.. Jestem ostrozna. Tylko myslalam o tym wszystkim i za duzo sie u mnie wydarzylo w tak krotkim czasie. Na wszystko patrzylam w czarnych barwach, ciagly placz i zamartwianie sie o wszystko. Zero zycia bylo we mnie.
Jesteście młodzi, a jako związek doświadczyliście już dużo. I chyba właśnie za dużo, bo młodość ma swoje prawa, a to wszystko gdzieś umknęło pomiedzy problemami - po prostu nie dał rady tego dźwigać, czuje/czuł się młodo i w pewnym momencie zapragnął robić to, co jego rówieśnicy. Tak to widzę. Trudno jest to jakkolwiek ocenić, bo wszystko zalezy z którego punktu na to patrzeć.
Tydzień to właściwie bardzo mało czasu. I nie sądzę, aby jego ożywienie było wynikiem głębszych przemyśleń, to raczej ten pierwszy moment, pierwsza fala chęci powrotu. Oczywiście nie muszę mieć racji i życzę Ci wyjątku od reguły, jednak setki historii przeczytanych na tym forum i moja największa nauka, czyli moja własna historia, pokazały mi pewne mechanizmy, które kierują człowiekiem.
Jasne, że nadzieja zawsze gdzieś tam siedzi, ale nie to nie może być powód Twojego istnienia, mimo wszystko musisz nastawiać się na to, że dalej pójdziesz bez niego, choć doskonale rozumiem jakie to jest trudne, szczególnie na początkowym etapie drogi po zerwaniu.
Co do pytania o przyjaźń po zerwaniu... Odpowiadam NIE. Ja uważam, że to nigdy nie będzie możliwe, nigdy do końca szczere, a już na pewno nie od razu po zerwaniu. To chyba najbardziej z idiotycznych pomysłów. Strona, która zerwała czymś się kierowała, może dla niej to będzie łatwiejsze, natomiast druga strona zwykle bardzo boleśnie cierpi, a utrzymywanie pseudo przyjacielskich kontaktów będzie tylko jątrzyć ból z ciągle rozrywanej rany. Naprawdę ciężko jest rozmawiać, w powietrzu aż czyje się sztuczność, te opcję też przerobiłam na własnej skórze i z ręką na sercu mówię Ci, że nawet jak już uczucie to też trudno się rozmawia, bo za wiele jest jeszcze wspomnień, niedomówień i niedopowiedzeń. Dopiero po kilku latach potrafimy wreszcie pogadać jak kumple, ale od zerwania nigdy nie spotkaliśmy się jakoś celowo na kawie itp. Jedynie dziełem przypadku, w sklepie, na ulicy itp. I tak jest ok, z całą pewnością.
Życzę powodzenia i dużo siły! Daj znać jak sprawy się toczą.