Moja historia niestety należy do tych smutnych. Z Sebastianem byliśmy parą dpoiero od 7 miesięcy jak zaszłam w ciąże. Wspólnie doszliśmy do wniosku, że chcemy tego dziecka. Nasze rodziny nas poparły i pomagali nam we wszystkim. Ciąże znosiłam żle. Dwa razy trafiłam do szpitala, ale naszczęście poród odbył się w terminie. Niestety okazało się że Piotruś urodził się z rozszczepem podniebienia. Roszczep niebył duży i nieobejmował wargi. Do tego doszła zapadnięta klatka piersiowa i problemy z jelitami. W szpitalu spędziliśmy ponad dwa tygodnie, ale wierzyliśmy że wszystko będzie dobrze. Nasze maleństwo rosło i nabierało sił. Ale lekarze ostrzegali nas, iż dzieci z roszczepem często chorują. Trzy razy trafiliśmy do szpitala bo Piotruś miał zapalenie płuc. Gdy mój synek miał 6 miesięcy zoperowano mu roszczep, odwiedziliśmy wszystkich lekarzy którzy byli potrzebni. Piotruś wychodził na prostą, lekarz prowadzący był zadowolony z jego stanu zdrowia. Gdy skończył 15 miesięcy zdecydowaliśmy z mężem , że poślemy go do żłobka. Szybko przystosował się i po tygodniu już ciężko było go oderwać od zabawy aby zabrać go do domu. Był bardzo kochany i niedało się go nielubić. Opiekunki chwaliły że jest grzeczny. Wkońcu zdecydowaliśmy się na ślub. W grundniu Piotruś obchodził 2 urodziny. Póżniej podziębił się trochę, ale szybko odwiedziliśmy lekarza i wydawało się że wszystko jest dobrze. Niestety. Piotruś stał się nagle słaby. To była akurat niedziela. Ja poszłam do pracy na cały dzień, a mąż wrócił akurat z nocnej zmiany. Po paru godzinach odebrałam telefon, dzwonił Sebek " NASZ SYN UMIERA !!!". Gdzy dojechałam do szpitala niemogłam w to nadal uwierzyć. Piotruś leżał na OIOMie. Przeraziły mnie te wszystkie urządzenia, błagałam go aby otworzył oczy. Po rozmowie z lekarzem dowiedzieliśmy się że wydzielina zablokowała mu drogi oddechowe, ale musieliśmy czekać na wyniki tomografii mózgu. Spędzaliśmy przy jego łóżku cały czas. Patrząć na jego nieruchome ciało przepraszałam że go zawiodłam. Niestety diagnoza brzmiała "mózg nieżyje", ale nadal musieliśmy czekać bo ciało reagował na leki. Codziennie przyjeżdżaliśmy do szpitala i codziennie widziałam,że jego serduszko bije coraz słabiej. To było jedenaście najgorszych dni w maszym życiu. Ostatniego dnia niepojechaliśmy do szpitala, niemieliśmy już siły. Około południa do męża zadzwonił telefon i już wiedziałam. Piotruś odszedł. I znowu poczułam, że go zawiodłam. Ból jaki mnie ogarnoł nieda się opisać, bo jak? Niechciało mi się dalej żyć. Już na zawsze zostanie ze mną poczucie winy. Mój mąż oszczędził mi wszystkich formalności związanych z pogrzebem, był dla mnie wielkim wsparciem. Długo próbowaliśmy dojść do siebie. Teraz mamy dwóch zdrowych chłopców, ale każdego dnia zastanawiam się jak Piotruś by teraz wyglądał. Bardzo tęsknimy i mam nadzieję ,że nasz synek wie jak bardzo go kochamy.
To bardzo smutna historia gwiazdko, nie wiadomo co napisać bo łzy stają w oczach. Jestem pewna ,że Wasz synek jest ciągle z Wami i się Wami opiekuje. Życzę wszystkiego dobrego dla całej Waszej rodziny.
Dziękuję. Ja wiem, że on jest z nami. Ale tak bardzo chciałabym go zobaczyć, przytulić, a zdjęcia to już nietosamo.
Jestem wstrzasnieta Twoja opowiescia!Bardzo sie wyruszylam,dziekuje ze ja napisalas.To uswiadamia mi po raz kolejny ulotnosc chwili i przypominaja mi sie slowa ks.Twardowskiego : Spieszmy sie kochac ludzi tak szybko odchodza...Czasem zbyt szybko i niesprawiedliwie ![]()
mam dreszcze, Twoja historia mnie poprostu... nie wyobrażam sobie takiej tragedi, sama mam niespełna rocznego synka.. Podziwiam i życzę dużo wytrwałości i wiary w to że Piotruś jest zawsze blisko i proszę się nie obwiniać, ze zawiodłaś Go. Tak poprostu miało być. Nie my kierujemy swoim życiem.
ostatnio czytałam fajną książkę "Niebo na Ziemi" i z niej przytoczę tutaj cytat, który dla mnie jest bardzo wymowny.
"W oczekiwaniu na Cud zaufaj bezgranicznie Bogu, zaufaj w chwilach próby i zwątpienia, w chwilach niezrozumiałych i nie do pojęcia, w chwilach kryzysów, tragedii, żałoby".
Piękna postawa . Jesteś niesamowicie odważna ... WspOLczuję utraty Synka . To bardzo smutna historia , ale ukazuje siłę miłości . Życze dużo zdrówka dla całej Twojej rodziny !
Masz małego Aniołka nad sobą.
PAMIĘTAJ!
Gwiazdko.......bo właśnie to co jest w nas cudowne- to pamięć,która oby nigdy nie zgasła.
Masz szczęście że masz wspaniałego męża. Moja kuzynka nie miała takiego szczęścia. Po śmierci ich 2 letniego syna mąż odszedł zostawiając ją sama z tym wszystkim. Pozdrawiam gorąco
Piękna historia .
Podoba mi się cytat ,który masz w profilu. PFK
11 2009-01-13 22:35:00 Ostatnio edytowany przez wczesajka (2009-01-13 22:36:17)
Gwiazdeczko . Jak mawia moja kolezanka - czasami lepiej zamilknąć. ...
Nie wem co powiedziec, poniewaz nie przezywajac podobnej sytuacji, nie potrafie sobie wyobrazic co czulas, czujesz.
Wiedz,ze to wola Boża, a Twój Piotruś był widocznie po to stworzony.Po to,zeby teraz kierować swoimi bracmi. Pomagac. Chronic. Pokazał Ci jak wielka jest matczyna miłość, jak ważny jest w życiu każdy dzień. nie naleze do osob praktykujacych,ale w takich momentach wierze ,ze to wola Boska. Nic innego.
Najwazniejsze to ze masz kogo kochac, i kogos kto kocha Ciebie. Pamiec zostaje- to piekne. Trzymaj się. I życze wszelkiej pomyslnosci z dwoma szkrabami
- bo to nie lada wyzwanie.
Piękna i smutna historia ale zgadzam się z poprzedniczkami- teraz wsza rodzina ma małego Aniołka Stróża i zawsze o tym myśl w ten sposób ![]()
Pozdrawiam gorąco:)
płakać mi się chcę... ;(
nie wiem co mam napisać ;(
życze Tobie i Twojej rodzinie wszystkiego dobrego!
[*] dla Waszego Aniołka
Dziekuję za tą historię:) nie wiem jak i skad wzielaś na to siłę
Dziękuję ...
;( znowu się poryczałam
Gwiazdko naprawdę cię podziwiam.Jesteś niesamowitą osobą,bardzo odważną i mam pękną poetycką dusze.Spróbuj znowu zacząć pisać twe piękne wiersze.Dopiero teraz wiem co czujesz i jaki ból przeżyłaś.Pozdrawiam twoja przyjaciółka.
straszna historia ;( Najważniejsze, że wytrwaliście z mężem i macie teraz 2 wspaniałe pociechy
Trzymaj się ![]()
Przykra historia. Parę miesięcy temu straciłam kolegę. Miał podobną sytuację jak wasz synek. Mózg "umarł", ciało zyło. Roślinka. Po tygodniu zmarł. Współczuję z calego serduszka, stracić dziecko to coś naprawdę strasznego... Nie da się tego opisac słowami. Życzę wszystkiego dobrego !