Jakiś czas temu na jednym z portali przeczytałam historię kobiety - właścicielki niewielkiej firmy. Otóż prowadziła ona rekrutację, ustawione godziny rozmów kwalifikacyjnych, wszystko idealnie, dopóki nie przyszedł pewien pan. Dialogu w całości nie przytoczę, ale sens był mniej więcej taki:
- Jest mąż?
- Nie ma, ja...
- A ojciec jest?
- Nie, ale...
- Gdzie szef?
- TO ZE MNĄ PAN JEST UMÓWIONY.
- Aha, to do widzenia.
Pytanie do panów: czy naprawdę praca u kobiety to dla Was aż taka ujma na honorze? Dlaczego?
Pytanie do pań: czy miałyście podobne sytuacje?
Co sądzicie o takim zjawisku? Czy uważacie je za powszechne, czy jednak to już wyjątki u panów, którzy nie mogą się pogodzić z tym, że nie wszystkie kobiety siedzą w domu?