Mój syn ma 30 lat i właśnie wyprowadza się do swojego mieszkania ( kawalerka 3/4 jego ).Do tej pory wszystko było super, dogadywałam się z nim bez słów. Wszyscy mi zazdrościli, buntowali go, śmiali się, że jest mamusi synek itd. bronił się, a teraz to tak jakby diabeł w niego wstąpił. Wydziera się na nas, ma pretensję o te 3/4 mieszkania, chociaż wcześniej mu nie przeszkadzało.Nie ma dziewczyny, ma tylko kolesiów. Nie wiem co to wszystko znaczy. Nie wiem co robi, gdzie jest, boję się , żeby coś złego się nie stało.Nie pozwala dzwonić, bo niby się wtrącam, nie pozwala nawet żeby coś kupić do mieszkania, bo rządzę itd. Co mam robić, jak postępować?
Porozmawiać z Nim. Syn nie musi opowiadać kolesiomza dużo , bo kolesie zazdrośni . A najlepiej , zeby zmienił kolesiów na prawdziwych kolegów. Niech Sobie najpierw Sam urządzi mieszkanie . To jest dla Niego nowość , być może jest podenerwowany , nową sytuacją .
Mój syn ma 30 lat i właśnie wyprowadza się do swojego mieszkania
Nie wiem co robi, gdzie jest, boję się , żeby coś złego się nie stało.
Nie pozwala dzwonić, bo niby się wtrącam, nie pozwala nawet żeby coś kupić do mieszkania, bo rządzę itd.
Co mam robić, jak postępować?
Pozwolić wyprowadzić się i żyć własnym życiem. Przez niego i przez Ciebie.
Nie musisz wiedzieć gdzie jest i co robi. Boisz się, że coś złego mu się stanie? Jak każda matka. Będziesz się już tak obawiać do końca życia, ale to nie oznacza, że masz go kontrolować czy wtrącać się w jego życie.
Zadzwonić - tak, ale czasem.
Z czasem wyjdzie to na dobre Wam obojgu.
Czego serdecznie życzę.
Twój syn ma 30 lat. Sporo. Najwyższy czas na jego usamodzielnienie się. Najwyższy czas na to, byś uświadomiła sobie, że jest to dorosły człowiek ze wszelkimi konsekwencjami wynikającymi z tego faktu.
Pytasz się, jak postępować. Zająć się swoim życiem, swoimi sprawami, rozwijać swoje zainteresowania, spotykać się ze swoimi znajomymi. I pogodzić się z faktem, że człowiek którego urodziłaś 30 lat temu nie potrzebuje opieki mamusi.
Jak dobrze źe nie ma jeszcze dziewczyny-poprawka - kobiety!!! Czas pozwolić synowi na źycie własnym źyciem,pozwolić popełniać mu błędy .Ale znając takie mamuśki to nie odpuścisz tak łatwo - bo przecieź tak wiele dla niego zrobiłaś.
Dobrze,źe chce się usamodzielnić .Twój syn to nie problem ,to ty moźesz być problemem dla niego traktując go jak małego chłopca.
mam nadzieje ze znajdzie sobie dziewczyne i ty nie bedziesz sie wtracala, kolesie to nic dobrego-masz racje piwko pewnie, ale to jego życie i jego sprawa.
nie urządzaj mu mieszkania, nie noś obiadków, nie pierz skarpetek. poczytaj co tu inne piszą matki i teściowe także, chlopak ma prawo byc szczesliwy. bo go stłamsisz.
7 2014-02-16 22:26:50 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-02-16 22:27:29)
ja zabralam ostatniego syna, matka ciagle probuje nas do siebie sciagnac, siedzi sama, dzieci wyjechaly, nie jest naremna ale probuje wcisnac mu mieszkanie a zarazem zapewnic sobie towarzystwo na starosc. nie wiem co o mnie mysli, jest dobra kobieta ale z takiej dobroci to płoną miasta i wsie...można taką miłością zamęczyć. kobieto!!!!!!!!!!!!!!!!
Dziękuję za wypowiedzi, czasami dość ostre.Wydawało mi się, że skoro syn nie posiada kobiety, to mogę mu pomóc w jego nowym domu, poukładać, zawiesić firanki.To dla mnie takie zrozumiałe, gdyby miał jakąś kobietę na pewno bym się nie wtrącała. Mam przecież drugiego syna już żonatego i bardzo rzadko dzwonię, chyba że jest taka potrzeba. Dziękuję Luc za wsparcie, ale naprawdę nie wiedziałam, że tak mi trudno zrozumieć, że on da sobie radę, że nie zaśpi do pracy itd. Nie wiedziałam, że tak trudno , tak ciężko jest, gdy z domu wyprowadza się ostatnie dziecko. Na pewno był z nami zbyt długo i to jest ostatni dzwonek na jego usamodzielnienie. Łatwo mówić jak jest się po drugiej stronie " barykady ", kiedy się ma jeszcze małe dzieci. To my rodzice chcieliśmy, by się usamodzielnił, by w końcu się od nas wyprowadził dlatego kupiliśmy mu mieszkanie ( kawalerkę - 30 m kw. ).Wcale nie wypominam tego zakupu, ale gdyby nie my, to mieszkałby z nami do końca naszych dni.Nie wiem co myśleć, jak dać sonbie radę.Wiem powiecie zając się swoim zyciem, wiem, ale to wszystko nie takie proste. W ten weekend, żeby nie myśleć , żeby do niego nie dzwonić pomyłam wszystkie okna w swoim domu i pozmieniałam firanki. Wszystko łatwe i proste jak mnie nie dotyczy.
(...) Łatwo mówić jak jest się po drugiej stronie " barykady ", kiedy się ma jeszcze małe dzieci. (...)
Po drugiej stronie barykady? Po drugiej stronie? Barykady?
Pamiętam, jak walczyłam, by mając dwójkę nastolatków w domu nie czynić ich zależnymi od siebie. Moje dzieci co prawda dość dawno wyprowadziły się z domu, ale na tyle niedawno, że pamiętam też swoje zmagania się z samą sobą i pozbywaniem się (i pozbyciem) syndromu mamy-kwoki. Stąd napisałam to, co napisałam.
Pomocnym jest uświadomienie sobie, że to nie dziecko opuszcza Twój dom, ale dorosły mężczyzna. I ten dorosły mężczyzna jest samodzielnym, i nie potrzebuje o p i e k i kobiety. Opieki żadnej kobiety, ani mamusi, ani żony. I potrafi różne rzeczy sam zrobić, albo też tych rzeczy się nauczy, gdy będą mu potrzebne.
Przy okazji wielka prośba/apel do kobiet wychowujących swych synów.
Nie kastrujcie ich. Nie udowadniajcie im, że są na tyle nieudolni, że bez opieki (jedynej mądrej) kobiety sobie nie poradzą i na tym świecie zginą.
Autorko, dopadł Cie syndrom pustego gniazda.
Nie ma nic gorszego niż życie życiem swoich dzieci. On ma aż 30 lat. Stary chłop z niego...da sobie radę!
Dziękuję za wypowiedzi, czasami dość ostre.Wydawało mi się, że skoro syn nie posiada kobiety, to mogę mu pomóc w jego nowym domu, poukładać, zawiesić firanki.To dla mnie takie zrozumiałe, gdyby miał jakąś kobietę na pewno bym się nie wtrącała. Mam przecież drugiego syna już żonatego i bardzo rzadko dzwonię, chyba że jest taka potrzeba. Dziękuję Luc za wsparcie, ale naprawdę nie wiedziałam, że tak mi trudno zrozumieć, że on da sobie radę, że nie zaśpi do pracy itd. Nie wiedziałam, że tak trudno , tak ciężko jest, gdy z domu wyprowadza się ostatnie dziecko. Na pewno był z nami zbyt długo i to jest ostatni dzwonek na jego usamodzielnienie. Łatwo mówić jak jest się po drugiej stronie " barykady ", kiedy się ma jeszcze małe dzieci. To my rodzice chcieliśmy, by się usamodzielnił, by w końcu się od nas wyprowadził dlatego kupiliśmy mu mieszkanie ( kawalerkę - 30 m kw. ).Wcale nie wypominam tego zakupu, ale gdyby nie my, to mieszkałby z nami do końca naszych dni.Nie wiem co myśleć, jak dać sonbie radę.Wiem powiecie zając się swoim zyciem, wiem, ale to wszystko nie takie proste. W ten weekend, żeby nie myśleć , żeby do niego nie dzwonić pomyłam wszystkie okna w swoim domu i pozmieniałam firanki. Wszystko łatwe i proste jak mnie nie dotyczy.
No na szczęście idzie wiosna
Możesz chodzić na spacery, zająć się ogrodem albo chociaż na balkonie poszaleć z roślinkami. Pomyśl o Uniwersytecie Trzeciego Wieku, organizują fajne zajęcia. Musisz skupić się na sobie. Pomyśl tak:
Mój syn NARESZCIE się wyprowadził i od teraz jestem wolna! Mogę wszystko ![]()
Pomyśl co lubisz robić wspólnie z mężem, jak towarzysko się rozruszać i na koniec ostatni rada:
Dlaczego wybrałaś taki nick starsza60 ???? To jest twój tok myślenia o samej sobie, zmień to! Jesteś kobietą po 60tce ale to nie znaczy, że masz już się zacząć czołgać w kierunku cmentarza ![]()
Ps. Twój syn starszy syn mógł odciąć pępowinę bo został ci ten młodszy i na nim się skupiłaś, czas to zmienić od teraz ty i twój mąż jesteście najważniejsi ![]()
12 2014-02-17 14:16:21 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2014-02-17 14:17:38)
Dziękuję za wypowiedzi, czasami dość ostre.Wydawało mi się, że skoro syn nie posiada kobiety, to mogę mu pomóc w jego nowym domu, poukładać, zawiesić firanki.To dla mnie takie zrozumiałe, gdyby miał jakąś kobietę na pewno bym się nie wtrącała. Mam przecież drugiego syna już żonatego i bardzo rzadko dzwonię, chyba że jest taka potrzeba. Dziękuję Luc za wsparcie, ale naprawdę nie wiedziałam, że tak mi trudno zrozumieć, że on da sobie radę, że nie zaśpi do pracy itd. Nie wiedziałam, że tak trudno , tak ciężko jest, gdy z domu wyprowadza się ostatnie dziecko. Na pewno był z nami zbyt długo i to jest ostatni dzwonek na jego usamodzielnienie. Łatwo mówić jak jest się po drugiej stronie " barykady ", kiedy się ma jeszcze małe dzieci. To my rodzice chcieliśmy, by się usamodzielnił, by w końcu się od nas wyprowadził dlatego kupiliśmy mu mieszkanie ( kawalerkę - 30 m kw. ).Wcale nie wypominam tego zakupu, ale gdyby nie my, to mieszkałby z nami do końca naszych dni.Nie wiem co myśleć, jak dać sonbie radę.Wiem powiecie zając się swoim zyciem, wiem, ale to wszystko nie takie proste. W ten weekend, żeby nie myśleć , żeby do niego nie dzwonić pomyłam wszystkie okna w swoim domu i pozmieniałam firanki. Wszystko łatwe i proste jak mnie nie dotyczy.
a wnuki?nie ma jakichs wnuków żebyś mogła sie "zrealizować", odciążyć dzieci np przyprowadzając je ze szkoły?i już 3 godziny dziennie mniej...myślenia.
dzis jedna pani kolo 55 lat pouczała mnie w lumpeksie, ze okno otwarte, a dziecko bez czapki.
pewnie świetna teściowa z niej:)
wiosna idzie, masz działkę?
moja teściowa aż pieje do roztopów:)
tak sobie myślę, ze 30letni syn to przecież nie dziecko, żebys nagle utraciła sens istnienia, no bo ile taki chlopak moze mamie zając czasu?pogadac przy filmie wieczorem co najwyzej.
Łatwo mówić jak jest się po drugiej stronie " barykady ", kiedy się ma jeszcze małe dzieci.
Po pierwsze, dlaczego piszesz o barykadzie? ![]()
Tu nie ma żadnej barykady. Są tylko różne podejścia.
Po drugie, moje dzieci są pełnoletnie, chociaż ciągle na moim utrzymaniu bo studiują.
Sama nie mogę się doczekać kiedy staną na własne nogi i wyprowadzą się na stałe. Gdyby koło trzydziestki któreś z nich ciągle z nami mieszkało, to byłabym poważnie zaniepokojona.
Pozwól synowi urządzić swoje mieszkanie wg jego gustu. Ja nie wtrącałam się do urządzania pokoi przez dzieci nawet w naszym domu, chociaż niektóre ich pomysły mi się niekoniecznie podobały.
Nie wiem co myśleć, jak dać sonbie radę.Wiem powiecie zając się swoim zyciem, wiem, ale to wszystko nie takie proste. W ten weekend, żeby nie myśleć , żeby do niego nie dzwonić pomyłam wszystkie okna w swoim domu i pozmieniałam firanki. Wszystko łatwe i proste jak mnie nie dotyczy.
Jak już ktoś wyżej zauważył, dopadł Cię syndrom opuszczonego gniazda. To z tym musisz sobie poradzić, a nie martwić się jak poradzi sobie Twój syn. Jak będzie potrzebował pomocy, to być może zwróci się do Ciebie. Sama się z tym nie narzucaj. To co Ty uważasz za zwykłą troskę, on uzna właśnie za wtrącanie się. Nasze dzieci, w większości, strasznie nie lubią kontroli ze strony rodziców. O ile jest ona uzasadniona gdy dzieci są małe, to gdy dorosną, odbierana jest jako inwigilacja czy ingerencja. Nikt tego nie lubi.
Odśwież jakieś własne zainteresowania, hobby, to co odpuściłaś, bo zajmowałaś się dziećmi i domem. Teraz masz na to czas.
Masz/macie wspólnie z mężem więcej czasu dla siebie. To też warto wykorzystać.
Dobrze, że w weekend nie dzwoniłaś. Poczekaj aż sam się odezwie. Jak zadzwoni, to nie wypytuj go jak sobie radzi. Jak będzie chciał, to sam powie, a jak nie, to trudno.
Życzę powodzenia ![]()
14 2014-02-18 13:48:35 Ostatnio edytowany przez starsza60 (2014-02-18 14:03:00)
Wielokropku mówisz,
Twój syn ma 30 lat. Sporo. Najwyższy czas na jego usamodzielnienie się. Najwyższy czas na to, byś uświadomiła sobie, że jest to dorosły człowiek ze wszelkimi konsekwencjami wynikającymi z tego faktu. Pytasz się, jak postępować. Zająć się swoim życiem, swoimi sprawami, rozwijać swoje zainteresowania, spotykać się ze swoimi znajomymi. I pogodzić się z faktem, że człowiek którego urodziłaś 30 lat temu nie potrzebuje opieki mamusi.
Myślę przez cały czas jak mam postępować , jak mam się wyciszyć, jak zapełnić po nim zwykłą pustkę. To zapene jest syndrom pustego gniazda o kórym piszecie, lecz wszystkim jest z tym źle. Wiem jednak, że z popełnionymi błędami przyleci do nas , oby były do naprawienia.
Na pewno musi się sam sparzyć, dopiero zrozumie. Tak zgadza się był zbyt długo z nami, a teraz na pewno nam wszystkim jest trudno tak jakoś się rozstać.
Mam wnuki, już duże , które nie potrzebują babcinej opieki ( zreszto jakoś tak się dziwnie składa, że młode mamy wolą swoje dzieci zostawiać swoim mamom ) . To jest takie życie i nikt mi nie powie, że nie mam racji. Owszem zdarzają się wyjatki , jak w każdej regule. Ja? Nadal pracuję jeszcze zawodowo , robię to co lubię. Otóż trochę mi brakuje do tych " tuskowych lat ", JOGA , a NIK napisałam trochę z wyprzedzeniem.
Jak z domu odchodził nasz starszy syn, to był w domu młodszy i to przecięcie pempowiny było bezbolesne, łatwiesze.
Cały czas myślę jak wszystko rozwiązać, by nie narzucać się z kupowaniem na siłę do jego mieszkania. Jak wytrzymać, gdy ma w nim bałagan, a ja mogłabym w ciągu godziny zrobić należyty porządek. On to ten młodszy w domu to taki zawsze mniej poradny i zawsze wymagający szczególnej opieki. A to choroba go dopadła ( mobbing w pracy ) , a to problemy ze znalezieniem następnej pracy itd. Łatwo powiedzieć jak się nie jest matką, lub matką maluszka.
Oto prawda stara jak świat: " Im większe dzieci tym większe problemy ". Pewnie, że są rodzice, którzy potrafią żyć swoim tylko życiem, a często " jeszcze wyciągać rękę do swoich " dzieci.
starsza60, życzę Ci, byś przypomniała sobie i odszukała rzeczy, które lubisz robić, które Cię interesują, albo też znalazła takie nowe. Życzę Ci, byś znalazła motywację do bycia szczęśliwą bez konieczności bycia potrzebną. Wówczas syndrom pustego gniazda będzie tylko upiornym wspomnieniem i czymś, o czym będziesz mogła gdzieś przeczytać, a który nie Ciebie będzie dotyczył.
Zastanawiasz się, jak nie lecieć do jego domu i nie robić mu porządków wedle swych standardów.
Przyjąć do wiadomości, że jest to samodzielna osoba. Gdy to naprawdę zrobisz, nie będziesz miała już takich dylematów. Pytanie tylko, czy na to się decydujesz, czy nie wybierasz opcji matki poświętliwej, której marnotrawny młodszy syn nie docenia.
Twierdzisz, że ten właśnie syn był mniej poradnym. Może przyczyną tego był sposób jego traktowania w domu? Może był wyznaczonym nie do samodzielnego, odpowiedzialnego życia, ale do tego, byś Ty mogła czuć się potrzebną? Miej jednak świadomość, że życie z uwieszoną na szyi rodzicielką jest niezwykle trudne. Często też "dzieci", by od jej opieki się uwolnić, podejmują bardzo drastyczne kroki, z zerwaniem jakichkolwiek kontaktów włącznie.
Wielu osobom pomocne były zdania z mej sygnatury. ![]()
Cały czas myślę jak wszystko rozwiązać, by nie narzucać się z kupowaniem na siłę do jego mieszkania. Jak wytrzymać, gdy ma w nim bałagan, a ja mogłabym w ciągu godziny zrobić należyty porządek. On to ten młodszy w domu to taki zawsze mniej poradny i zawsze wymagający szczególnej opieki. A to choroba go dopadła ( mobbing w pracy ) , a to problemy ze znalezieniem następnej pracy itd. Łatwo powiedzieć jak się nie jest matką, lub matką maluszka.
Oto prawda stara jak świat: " Im większe dzieci tym większe problemy ". Pewnie, że są rodzice, którzy potrafią żyć swoim tylko życiem, a często " jeszcze wyciągać rękę do swoich " dzieci.
a ja tak powiem: Ty nie jestes na swiecie po to, by jego balagan w ciagu godziny sprzatac. I zalkladac mu " nalezyty porzadek ".
Dlaczego nie chcesz go "puscic"?
Tak , sa rodzice, ktorzy zajmuja sie swoim zyciem.Ale jak widze w ostatnim zdaniu, TY MASZ IM TO ZA ZLE.
Droga autorko...pomyśl, że swoim postępowaniem robisz synowi krzywdę.
Już się zaczyna buntować..
I możesz doprowadzić do sytuacji, ze zerwie z Tobą kontakt, lub ograniczy do minimum.
Masz jeszcze czas, żeby do tego nie dopuścić.
monia absolutnie masz rację, a zreszto wszystkie na FORUM macie rację. Nie wiedziałam, że tak mocno " boli" odcięcie pępowiny ostatniego syna wychodzącego z domu.
Właściwie to zrozumiałam, że rzeczywiście syn zbyt długo był z nami. Musimy się wreszcie pogodzić z faktem, że jest samodzielny, że nie chce i nie potrzebuje naszej opieki. Dzięki waszym wypowiedziom staram się nie dzwonić, nie pytać zbyt dużo, nie ładować się ze swoją pomocą, chyba, że poprosi. Nie da się przez całe życie chronić, " prowadzić za rączkę", trzymać pod " kloszem"
Wartości, które wyniósł z domu rodzinnego powinny procentować, a jeśli nie? Trudno, takie jest życie.Obydwoje z mężem pracujemy, realizujemy się zawodowo i prawdopodobnie musimy więcej czasu przeznaczyć dla siebie. Dlatego muszę zrobić transformację swoich myśli i działań skierowanych tylko na siebie. Przez całe życie żyliśmy dla swoich dzieci. Nie liczyły się nasze potrzeby, nasze marzenia. Oni zawsze byłi najważniejsi i pierwsi. Najpierw ich edukacja, potem zapewnienie warunków mieszkaniowych itd. Braliśmy kredyt za kredytem na potrzeby naszych dzieci. A teraz właściwie to już schyłek naszego życia, nikt już nas nie potrzebuje, a sami też nie mamy zbyt wiele, bo nasze potrzeby były skierowane na dobro naszych dzieci. Nie pomyślcie, że się skarżę, że żałuję. Nic z tych rzeczy, a jednak czuję " pustkę".
" Mądry jest ten, kto potrafi uczyć się od każdego napotkanego człowieka "
Dlatego muszę zrobić transformację swoich myśli i działań skierowanych tylko na siebie. Przez całe życie żyliśmy dla swoich dzieci. Nie liczyły się nasze potrzeby, nasze marzenia. Oni zawsze byłi najważniejsi i pierwsi. Najpierw ich edukacja, potem zapewnienie warunków mieszkaniowych itd. Braliśmy kredyt za kredytem na potrzeby naszych dzieci. A teraz właściwie to już schyłek naszego życia, nikt już nas nie potrzebuje, a sami też nie mamy zbyt wiele, bo nasze potrzeby były skierowane na dobro naszych dzieci. Nie pomyślcie, że się skarżę, że żałuję. Nic z tych rzeczy, a jednak czuję " pustkę".
" Mądry jest ten, kto potrafi uczyć się od każdego napotkanego człowieka "
Życzę, żeby "transformacja" się udała
a na koniec dodam od siebie:
Pokolenie naszych matek (w tym mojej) wychowane w gorszych, trudnych czasach dla swoich dzieci starało się zrobić to czego ich rodzice nie robili. Poświęcają się więc, żyją wyłącznie dla dzieci i z myślą o nich. Boją się odrobiny zdrowego egoizmu, boją się zaspokajać własne potrzeby, spełniać własne marzenia, bo a nuż, ktoś oskarży je o egoizm? Nazwie złą matką? Bo może dziecko się obrazi???
Masz męża, o ile dobrze przeczytałam w innym wątku, Wasze małżeństwo było szczęśliwe, więc, jesteś potrzebna, kochana i masz dla kogo żyć. Zajmijcie się sobą, egoistycznie do bólu, wspólne spacery, kolacje we dwoje, jakieś szaleństwo jak za czasów młodości. Kino, spacer???
Nie myśl, o schyłku życia ale o jego początku o nowej fajnej karcie. O spełnianiu marzeń, o szaleństwie na które nigdy nie mogłaś się zdecydować "bo dzieci". Teraz niech dzieci się odwdzięczą, wyślą Was na drugi miesiąc miodowy
Co do syna, lepiej żeby uczył się na własnych błędach teraz, kiedy jeszcze żyjecie i ewentualnie możecie mu pomóc niż kiedy was zabraknie, wtedy to może być bardziej bolesne. Nawet gdyby miał kupę na środku mieszkania, pozwól mu na to, to jego życie i wybory, niech będzie szczęśliwy na swój własny sposób ![]()
Oczekuję, że w nastepnym poście napiszesz nam jakie masz plany na wiosnę i lato ![]()
Mnie w tej całej historii "zabolało" coś jeszcze. Argumenty typu- "bo myślałam, ze jak syn nie ma kobiety to ja moge mu pomóc- powiesić zasłony..." itp. no litości, to chłop 30 lat nie może sobie sam firanki powiesić, ma to robic jego starsza matka? a jak nie matka to per kobieta, "jego kobieta". Autorko traktowałaś swojego syna jak króla któremu sie usługuje i do tego poziomu sprowadzasz jego potencjalne partnerki, jeszcze ich nie ma, a juz wiadomo, ze Twoim zdaniem to one powinny koło niego skakać.
Nirvanko piszesz tak: Mnie w tej całej historii "zabolało" coś jeszcze. Argumenty typu- "bo myślałam, ze jak syn nie ma kobiety to ja moge mu pomóc- powiesić zasłony..." itp. no litości, to chłop 30 lat nie może sobie sam firanki powiesić, ma to robic jego starsza matka? a jak nie matka to per kobieta, "jego kobieta". Autorko traktowałaś swojego syna jak króla któremu sie usługuje i do tego poziomu sprowadzasz jego potencjalne partnerki, jeszcze ich nie ma, a juz wiadomo, ze Twoim zdaniem to one powinny koło niego skakać.
To jest tak- nam matkom wydaje się, że wszystko robimy najlepiej, podpieramy się nosem, a nadal robimy coś dla innych, a nigdy dla siebie. Nivanko masz dużo racji, ale nie tak do końca. Otóż mam drugiego syna i synową, mam z nimi pozytywne relacje, ale potrafiłam od początku " przeciąć tzw. pępowinę "
Ja w tej chwili jestem jeszcze na etapie uczenia mojego młodszego syna: prania, prasowania, sprzątania, gotowania , składania ubrań w kosteczkę itd. Co prawda wiele już umie, ale może jeszcze nie tak do końca.Traktowłam go jak króla? być może, na pewno podtykałam co najlepsze " kęski ",Troche jednak źle wyciagnęłaś wnioski, bowiem mój syn jest tzw. złotą rączką, potrafi wszystko zrobić sam i fajnie i z wielkim pomysłem. Jest samowystarczalny i na pewno nie potrzebuje by jego kobieta ( jeśli będzie ) mu usługiwała .W ostatnich latach uczyłam go wszystkich tzw. kobiecych robót, co nie oznacza, że to robi w moim domu, a ja leżę do góry brzuchem. Jest lepszy, o wiele przystojniejszy od swojego ojca, ale nie ma tych " kurwików" w oczach co on.
22 2014-02-21 14:43:15 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-21 15:36:20)
Przeraża mnie to co piszesz. Mam 12 letnią córkę...i potrafi sprzątać, prostsze rzeczy prasować, o składaniu ubrań w kostkę nie wspominając.
Twój 30-letni syn nie umie prać, gotować i sprzątać?! No to gratuluję kolejnej mamuśce która wychowała mamisynka, kalekę życiową i ciepłą kluchę... Z góry współczuję przyszłej synowej (o ile jakakolwiek kobieta będzie chciała żenić się z dzieckiem a nie z mężczyzną i będzie chciała być jego mamuśką a nie kochanką i żoną), bo taki facet, to nie facet...
To jest tak- nam matkom wydaje się, że wszystko robimy najlepiej, podpieramy się nosem, a nadal robimy coś dla innych, a nigdy dla siebie. (...)
Sprostuję. Nie "nam matkom", tylko "nam - nadopiekuńczym matkom". ![]()
Niektóre matki, na szczęście nie wszystkie, za cel swego istnienia stawiają sobie uzależnienie swych dzieci (męża również) od siebie, robią to nie w trosce o nich, tylko ze względu na siebie.
Te kobiety nie mają swego życia, gdy "dziecko" znika z domu są przerażone, bo jedyny (w ich mniemaniu) powód ich istnienia zniknął z zasięgu wzroku. Zapominają tylko o jednym, gdyby dać dzieciom wybór, gdyby ktokolwiek pytałby te dzieci o zdanie, na pewno usłyszałby, że nie chcą mieć matki poświęcającej się, nadskakującej, robiącej z nich kaleki życiowe.
Wielokro[ku mój syn wszystko potrafi, nie jest kaleką życiowym. Ale ja chcę by był we wszystkim dobry, by nie potrzebował czyjeś pomocy ( szczególnie w pracach domowych ).
A teraz szczególnie do młodych pań " punkt widzenia od miejsca siedzenia ". Myślałam, że na tym FORUM można się poradzić, uzyskać jakieś rozwiązanie ,jakąś pomoc , a tutaj na każdym kroku krytyka. Jedno słowo źle napisane jest wielokrotnie rozmieniane na czynniki pierwsze. Nie nadążam za wami. Gdy miałam 20-30 lat to myślałam tak jak i wy tzn. jako żona i partnerka ,a teraz bardziej jako matka.
Pierwszy krok już zrobiliśmy, bo syn już mieszka sam. Sam wpada do nas wypróżnia lodówkę i zmyka. Nie dzwonię, nie wypytuję -jak coś powie to dobrze, jak nie to trudno. Co mam jeszcze zrobić?
Twój 30-letni syn nie umie prać, gotować i sprzątać?!
missF- odpowiedz ile miałaś lat, gdy Ojciec nauczył Cię:
1.Wymieniać tarcze hamulcowe
2.Przepychać kibel tzw. żmijką
3.Szpachlować regipsy
Nie komentuj, po prostu odpowiedz.
* * *
Starsza 60, nie przejmuj się durnymi pretensjami.Ja jestem tuż po trzydziestce, też mieszkam na swoim, chociaż często gęsto wpadam do mamy i nie czuję się z tego powodu wybrakowany.
Faktycznie, pierwsze miesiące po wyprowadzce są irytujące dla obu stron, z tego ci czytam, u wszystkich wygląda to tak samo.
Moja mama też uparcie chciała wieszać mi firanki:)
Jak powiedziałem że mi w ogóle firanki nie są potrzebne to nie wiedziała o co chodzi...
Hmmm, kawalerskie mieszkanie to trochę inna bajka, niż tzw. ''normalny dom''.Inne oczekiwania i inne filozofie.Zrozum to, nie wtrącaj się.Za kilka miesięcy, jak syn się nacieszy >wolnością< Wasze relacje się unormują a nawet poprawią. Sama zobaczysz.
(...) Co mam jeszcze zrobić?
Nic.
Często cytuję ten fragment mądrej książki; może będzie Ci pomocnym.
(...)A kobieta trzymająca dziecko przy piersi odezwała się: Mów nam o dzieciach.
A on rzekł:
Wasze dzieci nie są waszymi dziećmi,
Są synami i córkami Życia, które pragnie istnieć.
Rodzą się dzięki wam, lecz nie z was,
I chociaż z wami przebywają, nie należą do was.Możecie obdarzyć je waszą miłością, lecz nie waszymi myślami.
Albowiem mają swoje własne myśli.
Możecie dać schronienie ciałom ich, ale nie duszom.
Albowiem ich dusze zamieszkują dom jutra, do którego nie możecie wstąpić nawet w snach.
Możecie usiłować upodobnić się do nich, lecz nie starajcie się, aby one stały się do was podobne.
Albowiem miłość nie cofa się wstecz ani nie ociąga się, by pozostać w dniu wczorajszym.
Jesteście łukami, z których wystrzelono wasze dzieci jak żywe strzały.
Łucznik dostrzega cel na drodze do nieskończoności i napina was Swą mocą, aby Jego strzały pomknęły szybko i daleko.
Niech napięcie dłonią Łucznika napełni was radością;
Albowiem Ten, który kocha lecącą strzałę, nie mniej miłuje nieruchomość łuku.
Edit:
Syn jest samodzielnym człowiekiem? Gratuluję i Tobie, i mężowi sposobu wychowania. Ale... tym bardziej nie masz żadnego powodu do ingerowania w jego życie.
Z moimi, dorosłymi, ale też wcześniej nastoletnimi, dziećmi zawarłam umowę. Ustaliliśmy, że będą mi mówili wprost, gdy będę próbowała wejść w relacje opiekuńczo-wychowawcze. Miałam i mam jednak świadomość, że gdy przekroczę granicę, oboje są gotowi powiedzieć to mi w oczy - nie każdy umie się na to zdobyć.
Wytrwałości w drodze do własnego szczęścia życzę. ![]()
28 2014-02-22 17:40:03 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-22 17:48:35)
missF napisał/a:Twój 30-letni syn nie umie prać, gotować i sprzątać?!
missF- odpowiedz ile miałaś lat, gdy Ojciec nauczył Cię:
1.Wymieniać tarcze hamulcowe
2.Przepychać kibel tzw. żmijką
3.Szpachlować regipsy
Nie komentuj, po prostu odpowiedz.
* * *
Starsza 60, nie przejmuj się durnymi pretensjami.Ja jestem tuż po trzydziestce, też mieszkam na swoim, chociaż często gęsto wpadam do mamy i nie czuję się z tego powodu wybrakowany.
Faktycznie, pierwsze miesiące po wyprowadzce są irytujące dla obu stron, z tego ci czytam, u wszystkich wygląda to tak samo.
Moja mama też uparcie chciała wieszać mi firanki:)
Jak powiedziałem że mi w ogóle firanki nie są potrzebne to nie wiedziała o co chodzi...
Hmmm, kawalerskie mieszkanie to trochę inna bajka, niż tzw. ''normalny dom''.Inne oczekiwania i inne filozofie.Zrozum to, nie wtrącaj się.Za kilka miesięcy, jak syn się nacieszy >wolnością< Wasze relacje się unormują a nawet poprawią. Sama zobaczysz.
Przesada....prasowanie gaci, to nie wymiana tarcz hamulcowych. Od tego są mechanicy. A codzienna obsługa samego siebie, to inna para kaloszy.
29 2014-02-22 17:42:54 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-22 17:53:17)
Wielokro[ku mój syn wszystko potrafi, nie jest kaleką życiowym. Ale ja chcę by był we wszystkim dobry, by nie potrzebował czyjeś pomocy ( szczególnie w pracach domowych ).
A teraz szczególnie do młodych pań " punkt widzenia od miejsca siedzenia ". Myślałam, że na tym FORUM można się poradzić, uzyskać jakieś rozwiązanie ,jakąś pomoc , a tutaj na każdym kroku krytyka. Jedno słowo źle napisane jest wielokrotnie rozmieniane na czynniki pierwsze. Nie nadążam za wami. Gdy miałam 20-30 lat to myślałam tak jak i wy tzn. jako żona i partnerka ,a teraz bardziej jako matka.
Pierwszy krok już zrobiliśmy, bo syn już mieszka sam. Sam wpada do nas wypróżnia lodówkę i zmyka. Nie dzwonię, nie wypytuję -jak coś powie to dobrze, jak nie to trudno. Co mam jeszcze zrobić?
Nie rozumiem Twojego oburzenia...sama pisałaś, że 30 letniego faceta uczysz prasować i układać rzeczy w kostkę.
Dziwisz się reakcji innych? Tak punkt widzenia zależy od nas samych...bo nie chcę wychować dziecka na kalekę życiową, to jest coś nie tak według Ciebie?
Może powinnaś nam pogratulować, że mamy już trochę inne spojrzenie na role matki i kobiety w domu, niż chociażby pokolenie naszych matek.
Pamiętam jak moja mama mówiła, że dziewczyna ma obowiązek umieć ugotować, posprzątać, uprać a mężczyzna ewentualnie może, i nikt mu głowy suszyć o to nie będzie. I tak było, że ja w domu byłam od roboty wszelkiej, a moi bracia jak dwa niebieskie ptaki.
Jednego wojsko nauczyło prawdziwego życia, a drugi na szczęście zmądrzał i nauczył się powoli wszystkiego, tak, że żona ma z niego pociechę i wsparcie.
Co masz zrobić? Odcinać pępowinę zdecydowanie i konsekwentnie. Lepiej późno, niż wcale ![]()
Szczerze życzę, żeby się udało a TY kochana ciesz się życiem
Pitagorasie, ja przeżyję bez umiejętności wymiany klocków hamulcowych. A ile przeżyje facet który nie będzie umiał ugotować makaronu, a z każdym praniem będzie biegł do mamusi? To nie jest to samo. Każdy powinien mieć jakieś podstawowe umiejętności- pisanie, czytanie, zrobienie jedzenia (nie mówię o wykwintnej kolacji na 10 osób, ale o gotowaniu tyle, żeby nie paść z głodu i nie odżywiać się zupkami chińskimi z chlebem), wypranie brudnych gaci. Jak mamusia odejdzie z tego świata, co to taka sierotka zrobi, skoro włączenie pralki i usmażenie kotleta ją przerasta?
Pamiętam jak moja mama mówiła, że dziewczyna ma obowiązek umieć ugotować, posprzątać, uprać a mężczyzna ewentualnie może, i nikt mu głowy suszyć o to nie będzie.
W tej kwestii nic się nie zmieniło.Dalej jest tak, że jak facet umie dobrze zarobić, to reszta może go nie obchodzić. Dopiero jak facet zawala tę najważniejszą swoją powinność, to się baba czepia całej reszty, ale to już wynika z ogólnej jej frustracji.
* * *
Abstrahując od kwestii ideologicznych, chyba warto zauważyć, że masa kobiet unieszczęśliwia się wychodząc z założenia, że podstawą szczęścia rodzinnego jest nieszczęsne pranie, gotowanie i składanie ubrań w kostkę.I wypruwają sobie żyły wykonując rzeczy nikomu niepotrzebne.Co jak co, ale sens składania gaci w kostkę, czy gotowania siedmiodaniowych ''domowych obiadków'' jest żaden.To czysta fanaberia.
Pitagorasie, ja przeżyję bez umiejętności wymiany klocków hamulcowych. A ile przeżyje facet który nie będzie umiał ugotować makaronu, a z każdym praniem będzie biegł do mamusi? To nie jest to samo. Każdy powinien mieć jakieś podstawowe umiejętności- pisanie, czytanie, zrobienie jedzenia (nie mówię o wykwintnej kolacji na 10 osób, ale o gotowaniu tyle, żeby nie paść z głodu i nie odżywiać się zupkami chińskimi z chlebem), wypranie brudnych gaci. Jak mamusia odejdzie z tego świata, co to taka sierotka zrobi, skoro włączenie pralki i usmażenie kotleta ją przerasta?
Ot i cała prawda, zawarta w paru zdaniach.
33 2014-02-22 20:19:23 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-22 20:20:09)
moniaCo napisał/a:Pamiętam jak moja mama mówiła, że dziewczyna ma obowiązek umieć ugotować, posprzątać, uprać a mężczyzna ewentualnie może, i nikt mu głowy suszyć o to nie będzie.
W tej kwestii nic się nie zmieniło.Dalej jest tak, że jak facet umie dobrze zarobić, to reszta może go nie obchodzić. Dopiero jak facet zawala tę najważniejszą swoją powinność, to się baba czepia całej reszty, ale to już wynika z ogólnej jej frustracji.
* * *
Abstrahując od kwestii ideologicznych, chyba warto zauważyć, że masa kobiet unieszczęśliwia się wychodząc z założenia, że podstawą szczęścia rodzinnego jest nieszczęsne pranie, gotowanie i składanie ubrań w kostkę.I wypruwają sobie żyły wykonując rzeczy nikomu niepotrzebne.Co jak co, ale sens składania gaci w kostkę, czy gotowania siedmiodaniowych ''domowych obiadków'' jest żaden.To czysta fanaberia.
Często to fanaberia marudzących mężusiów, którym się wydaje, że jak zarabia nie wiadomo ile, to mu się należy.
Nie masz racji, że nic się nie zmieniło w kwestii podziału ról w domu...na szczęście dinozaury, prezentujące takie poglądy jak Ty, odchodzą powoli do lamusa.
Ale żeby tak się stało, to matki i ojcowie również, muszą mądrze wychowywać swoje dzieci...
I żeby nie być, jak to nazywasz, sfrustrowaną babą....należy umiejętnie wprowadzić partnerskie zasady w związku.
Wtedy nie będzie płaczu i zgrzytania zębów.
pitagoras napisał: Starsza 60, nie przejmuj się durnymi pretensjami.Ja jestem tuż po trzydziestce, też mieszkam na swoim, chociaż często gęsto wpadam do mamy i nie czuję się z tego powodu wybrakowany.
Faktycznie, pierwsze miesiące po wyprowadzce są irytujące dla obu stron, z tego ci czytam, u wszystkich wygląda to tak samo.
Moja mama też uparcie chciała wieszać mi firanki:)
Jak powiedziałem że mi w ogóle firanki nie są potrzebne to nie wiedziała o co chodzi...
Hmmm, kawalerskie mieszkanie to trochę inna bajka, niż tzw. ''normalny dom''.Inne oczekiwania i inne filozofie.Zrozum to, nie wtrącaj się.Za kilka miesięcy, jak syn się nacieszy >wolnością< Wasze relacje się unormują a nawet poprawią. Sama zobaczysz.
Dziękuję pitagoras za słowa otuchy, dziękuję - masz rację to jest nowa sytuacja dla nas obydwojga. Nie tylko ja i syn, ale i ojciec chodzi jak " perszing "wszystko mu nie pasuje. Na pewno wszystko się unormuje, już dzwoni, wpada na chwilę, sam prosi o jakąś pomoc.
Po co od razu mami synek, niedorajda życiowa, kaleka, czy ciepły klucha? Jest tzw. " złotą rączką " potrafi zrobić wszystko z wielkim pomysłem, potrafi również prawie wszystko zrobić w domu. Starszy syn również wszystko potrafi , gotuje nawet obiady ( obydwoje pracują ) Cieszę się, że właśnie nie są kalekami życiowymi.Myślę, że to wszystko jednak bardziej dzięki ojcu, a mojemu mężowi, bo od małego wszystko kazał robić w domu. i tak np. 7 letni chłopiec sam musiał naprawić rower, bo ojciec zrobić nie chciał. Pokazał i już!
35 2014-02-23 22:05:31 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-23 22:09:44)
Po co od razu mami synek, niedorajda życiowa, kaleka, czy ciepły klucha?
Bo tak go przedstawiłaś na forum
Forum niesie ze sobą ograniczenia, musimy wyrażać się precyzyjnie, bo możemy zostać źle zrozumiane. Ty pojawiłaś się tutaj jako spanikowana matka-Polka, której syn zaraz zejdzie z tego świata, bo czyha z rogiem jego mieszkania samo zło a on sam jeden biedaczek bez mamusi i tatusia ![]()
Ja chciałabym zwrócić jeszcze Twoją uwagę na jedno piszesz o nim "Ale ja chcę by był we wszystkim dobry Pozwól mu żyć własnym życiem, bo co znaczy "dobry we wszystkim"? Robiący wszystko tak jak go nauczyłaś czy tak, żeby jemu było w zyciu wygodnie?
Masz jakąś obsesję na punkcie bycia idealną matką idealnego syna ..... to zaczyna być chore ![]()
Pitagoras ma rację jakie znaczenie ma składanie ubrań w kosteczkę i wieszanie firanek??? Jemu może to do życia nie jest w ogóle potrzebne! Daj mu odetchnąć pełną piersią. Dzieci wychowujemy kiedy są małe, z biegiem czasu pozwalamy im na coraz większą swobodę. Powiesz nam dlaczego sami kupiliście synowi mieszkanie ??? Dlaczego to nie była jego inicjatywa??? W końcu facet ma już 30 lat!!!!!!\
Wielokropku cytat fantastycznie mądry!!!! Idę googlać gdzie mogę to kupić ![]()
. Powiesz nam dlaczego sami kupiliście synowi mieszkanie ??? Dlaczego to nie była jego inicjatywa??? W końcu facet ma już 30 lat!!!!!!\
Joga, a dlaczego uważasz, że kupienie swojemu dziecku mieszkania to coś nagannego?
Mnie bardziej intryguje to, że syn nie jest w pełni właścicielem tego mieszkania. Tak jakby rodzice nie do końca ufali, że np. nie zastawi tego mieszkania....
37 2014-02-24 09:54:21 Ostatnio edytowany przez starsza60 (2014-02-24 10:01:43)
Joga napisał:
. Powiesz nam dlaczego sami kupiliście synowi mieszkanie ??? Dlaczego to nie była jego inicjatywa??? W końcu facet ma już 30 lat!!!!!!\
Joga, a dlaczego uważasz, że kupienie swojemu dziecku mieszkania to coś nagannego?
Mnie bardziej intryguje to, że syn nie jest w pełni właścicielem tego mieszkania. Tak jakby rodzice nie do końca ufali, że np. nie zastawi tego mieszkania....
Chyba każdy wie i nie muszę podawać statystyk, jak wyglada rynek pracy, jak w dzisiejszych czasach jest trudno ludziom młodym. Jakie są płace, jakie umowy o pracę. Pewnie, że Banki czekają na każdego z otwartymi rękoma i można z nim się związać nawet do śmierci.Ale też stawiają swoje warunki i to wcale nie takie proste. Na pewno jest łatwiej żyć , jeśli rodzice mogą i chcą pomóc. Bowiem wiele razy zdarza się, że rodzice mogą, ale nie chcą, bo żyją własnym życiem. Balują, wyjeżdzają za granicę i w czubku nosa mają swoje dzieci ( przecież są już dorosłe ) Jesteś dorosły synu " radż sobie sam , zobaczysz jak to łatwo spada manna z nieba " Urodziłam, wychowałam, zadbałam o wykształcenie i " bujaj się sam". Każdy rodzic wie jak spożytkować swoje pieniądze zdobyte ciężką pracą. Potrafi kupić wczasy na Wyspach Kanaryjskich, do Ziemi Świętej czy na Bermudy. Dlaczego kupiliśmy mieszkanie? bo sam nie byłby w stanie, a chcieliśmy żeby był samodzielny. A dlaczego nie jest w pełni właścicielem? żeby za łatwo nie sprzedał i być może jak piszesz nie oddał tego mieszkania w zastaw. Brak zaufania? Może i tak- Nie chcielibyśmy, żeby przez jakąś głupotę, czy zbyt wielkie zaufanie został bez " dachu nad głową ". Może i tak, zawsze lepiej na zimne dmuchać. Kto płaci ten dyktuje warunki. Nie podoba się proszę bardzo mieszkaj z nami, albo wynajmij u obcych ludzi, albo zwiąż się z Bankiem. Innej opcji nie ma, takie jest życie, takie są reguły gry, twarde, ale prawdziwe. Czy to się komuś podoba, czy nie.
Czy ocenicie teraz, że jesteśmy złymi rodzicami? Kochamy naszych synów, ale miłość ma też pewne granice. Nikt z nas nie ma recepty na szczęście, my też jej nie posiadamy - ale robimy tak jak dyktuje nam serce.
38 2014-02-24 10:19:02 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-24 10:22:14)
Na pewno jest łatwiej żyć , jeśli rodzice mogą i chcą pomóc. Bowiem wiele razy zdarza się, że rodzice mogą, ale nie chcą, bo żyją własnym życiem. Balują, wyjeżdzają za granicę i w czubku nosa mają swoje dzieci ( przecież są już dorosłe ) Jesteś dorosły synu " radż sobie sam , zobaczysz jak to łatwo spada manna z nieba " Urodziłam, wychowałam, zadbałam o wykształcenie i " bujaj się sam". Każdy rodzic wie jak spożytkować swoje pieniądze zdobyte ciężką pracą. Potrafi kupić wczasy na Wyspach Kanaryjskich, do Ziemi Świętej czy na Bermudy.
Przerysowałaś zdecydowanie! To, że rodzice się dobrze bawią i korzystają z życia nie zawsze oznacza, że mają swoje dzieci w tyle! Można być szczęśliwym i żyć oddzielnie, nie wisieć na szyi dzieci i "pomagać i poświęcać się " do śmierci. Potępiasz rodziców, którzy się nie poświęcają w imię dobra dzieci po raz kolejny.....
Dlaczego kupiliśmy mieszkanie? bo sam nie byłby w stanie, a chcieliśmy żeby był samodzielny. A dlaczego nie jest w pełni właścicielem? żeby za łatwo nie sprzedał i być może jak piszesz nie oddał tego mieszkania w zastaw. Brak zaufania? Może i tak- Nie chcielibyśmy, żeby przez jakąś głupotę, czy zbyt wielkie zaufanie został bez " dachu nad głową ". Może i tak, zawsze lepiej na zimne dmuchać. Kto płaci ten dyktuje warunki. Nie podoba się proszę bardzo mieszkaj z nami, albo wynajmij u obcych ludzi, albo zwiąż się z Bankiem. Innej opcji nie ma, takie jest życie, takie są reguły gry, twarde, ale prawdziwe. Czy to się komuś podoba, czy nie.
Czy ocenicie teraz, że jesteśmy złymi rodzicami? Kochamy naszych synów, ale miłość ma też pewne granice. Nikt z nas nie ma recepty na szczęście, my też jej nie posiadamy - ale robimy tak jak dyktuje nam serce.
Jeśli już prosisz o ocenę to ja bym takiej mamy mieć nie chciała, takiej teściowej również. Kochasz swoje dzieci na swój własny sposób, chory sposób. Nie ufasz swojemu 30 letniemu synowi, choć jak piszesz w innym poście jest zaradny, mądry. Jesteś typem, kontrolującym, poświęcającym się i zawsze wiesz lepiej.
A co jeśli Twój syn zamieszka z jakąś kobietą? Jeśli będą mieli dziecko???? Nadal będzie mieszkał w nie do końca w swoim mieszkaniu, bo zapobiegliwa mamusia, zatroszczy się na zapas o to, żeby wredna laska go nie przekręciła na kasę - prawda???
W pierwszym poście znajomych syna nazywasz "kolesiami" - to słowo ma raczej pejoratywne zabarwienie, to tak jakby Twój syn, miał jakieś szemrane towarzystwo dookoła i wszyscy czekaliby, żeby go oszukać, przekręcić, balować w jego nowej chacie.....
Dlatego zapytałam o powody kupna mieszkania, bo ciekawa byłam odpowiedzi i to co napisałaś, wyraźnie pokazuje jakim typem matki jesteś. A co do syna, dziwi mnie, że sam wcześniej nie podjął prób usamodzielnienia się, w końcu 30 lat to nie mało. Tym bardziej, że niby dajesz - znaczy jesteś dobra matka - ale nie do końca - czyli jesteś "przewidująca". Ja wolałabym nie dostawać takich "prezentów" i radzić sobie sama, czułabym się upokorzona, tym bardziej, że to 30latek a nie nastolatek, który rzeczywiście może być nie do końca dojrzały. Traktujesz go nadal jak dziecko!
Co to znaczy zły i dobry rodzic ???? Co wg Ciebie znaczy kochać dzieci???Bo tutaj też masz jakiś skrzywiony obraz. Podsumowując masakra......
Jezu, ludzie, skąd tyle zawiści.To normalne że rodzice chcą wyekwipować dzieciaka na starcie.Skoro mogą sobie pozwolić na kupno mieszkania, to super!
Kurde, macie problem, że starzy zabezpieczyli się przed tym, żeby młodemu coś nie odwaliło albo żeby jakaś baba nie wydamała go na chatę, którą kupili.I dobrze!
Gdyby w imię samdzielności zapożyczył się na 100 lat, co miesiąc bulił odsetki w prezencie bankowi to też nie byłby 100% właścicielem.
Ale wspólnota z obcymi ludźmi z jakiejś instytucji to OK, z własną rodziną już jest be...
Starsza60- widzę w Twoim zachowaniu sporo nadopiekuńczości, ale sam fakt że tu piszesz każe sądzić że się z tego leczysz.A te skrajnie agresywne posty to raczej wynik zazdrości- że Twój synowi się udało trafić rodziców, którzy mają chęć i możliwość pomóc na starcie.
PiITAGOR dziekuję ci za słowa otuchy, bo myślałam że się załamię taką agresją Jogi. Masz rację, gdyby się zadłużył w Banku to rzeczywiście byłby w 100% właścicielem. Joga najlepiej weś kredyt w Banku i ciesz się, że oddasz z tego conajmiej 1/4 wartości kredytu. Zobaczysz jak to fajnie całe życie być zależnym od Banku i całe życie bać się KOMORNIKA. ? Chcieliśmy pomogliśmy, na starcie jak to pisze Pitagoras ( jednemu i drugiemu synowi ) ale czasami najlepszemu odwala . I co w tym złego, że trzyma się rękę na pulsie? A ja już nie chcę być ani dobrą matką , ani dobrą żoną . Kurde już mi się to znudziło, wszak być może mam skrzywiony obraz wartości. Ale czy to się komuś podoba, czy nie chcę już żyć dla siebie. Ile ludzi tyle ocen. Pitagoras wiem, czuję że jesteś dobrym synem, gratuluję wychowania. Dziękuję ci za wsparcie jeszcze raz. Z racji swojej pracy napatrzyłam się na rodziców płaczących na swoje , a jakże kochane dzieci, które potrafią zrobić piekło na starość. Rodzice niejednokrotnie wstydzą się powiedzieć, że to piekło zrobił syn czy córka. Ale ten temat jest już na oddzielny post.
starsza60, jak czytam Twoje opinie (jestem mniej wiecej w wieku Twojego syna), to mam wrażenie ze jesteś podobna do mojej mamy. Ona zaprzecza, twierdzi że ma swoje życie, swoje zajecie, itd. Ale najchętniej by mnie zagłaskała na śmierć, jak jej zwrócę uwagę, żeby mi dała spokój, wolnosć, to się obraża, bo przecież ONA CHCE DOBRZE.
Nie wiem jak między Tobą a mężem, ale mam wrażenie że średnio u Was z relacjami (ja i u moich rodziców) - nie mają wspólnych zainteresowań - no może telewizja, mama najczęściej by chciała spędzać czas ze mną, choć już trochę wyluzowała, co wywalczyłam niestety ale kłótniami (co nie jest dobre, bo ja z kolei czuję wyrzuty sumienia i wpadam w błędne koło, bo później staram się jej coś wynagrodzić). Rozumiem doskonale Twojego syna - uswiadomił sobie pewne kwestie i reaguje agresją - ja też tak mam - bo pewnie inaczej z Tobą się nie da (jak i z moją mamą)!
42 2014-02-24 13:09:40 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-24 13:16:17)
Joga najlepiej weś kredyt w Banku i ciesz się, że oddasz z tego conajmiej 1/4 wartości kredytu. Zobaczysz jak to fajnie całe życie być zależnym od Banku i całe życie bać się KOMORNIKA. ? Chcieliśmy pomogliśmy, na starcie jak to pisze Pitagoras ( jednemu i drugiemu synowi ) ale czasami najlepszemu odwala . I co w tym złego, że trzyma się rękę na pulsie?
Ależ ja właśnie jestem razem z mężem obciążona kredytem! I wolę to niż gdyby moja mama ofiarowała mi coś w części w obawie, że resztę przebimbam. Zresztą widzisz dzięki Tobie widzę, że z moją mamą nie jest aż tak źle
Ona jak już daje to daje i nawet nie pyta na co przeznaczymy pieniądze. Zresztą ja nie wymagam i nie oczekuję od niej bo bym się najzwyczajniej wstydziła. Dorosłość to nie tylko metryka ale odpowiedzialność i samodzielność w każdej dziedzinie życia.
Jestem dumna z tego, że razem z mężem wybudowaliśmy dom, sami go powoli urządzamy i nie oglądam się na rodziców. Jak chcą to coś dadzą a jeśli nie to nie, nie chcemy zresztą, żeby się nadal zarzynali finansowo, bo im się też coś od życia należy. Uważam, że teraz kolej na odwrócenie relacji, teraz my dajemy
Pitagorasie ja nie zazdroszczę ani nie chciałabym się zamienić na role z synem autorki
Mnie jest go szkoda najzwyczajniej w świecie.
Piszesz, że rozumiesz, bo "młodemu może coś odwalić hehhe dobre!!!!! Młody to jest 17latek
ten facet ma 30 lat! Tacy ludzie z reguły mają poukładane w głowie, a autorka traktuje go jak lekko upośledzonego pierdołę. Niby jest zaradny, niby ma złote ręce ale rozumek to raczej malutki
- zdaniem mamy oczywiście.
Co do faktu, żeby "jakaś baba nie wydymała go na chatę to chyba masz jakiś problem z kobietami. Nie ma jeszcze kobiety ale zapobiegliwa mama, już myśli o przyszłości syna i zabezpiecza mieszkanie, bo jak się jakaś pojawi to na pewno, żeby go obrać do skarpetek z kasy
Wiesz dawno się tak nie uśmiałam, mam lekkie deja vu. Mogę Ci tylko współczuć jeśli i Ty tylko takie kobiety spotykasz, bo albo masz pecha albo .... średnio to o Tobie świadczy, nie umiesz wybrać partnerki ![]()
Na początku wspólczułam autorce, bo trudna sytuacja dla niej nowa zaistniała i nie umiała się odnaleźć. Jednak im więcej pisze o relacjach pomiędzy nią a synem tym bardziej mnie zadziwia i teraz już nawet bawi ![]()
Znikam już, bo szkoda mojego czasu na wynurzenia.
ps. nie jestem agresywna tylko krytyczna a to zasadnicza różnica, najlepiej żeby pochwaliła " tak jesteś cudowną matką, jak syn Cię nie wpuszcza, to na siłę wejdź w końcu mieszkanie wspólne! Co znaczy, że firanek nie chce???Co znaczy, ze nie zadzwoni trzy razy dziennie, żeby zdać relację" - to chciałabyś usłyszeć prawda???? ![]()
Miałam taką przyszłą/niedoszłą teściową - koszmar nie do opisania ![]()
tak czy siak kawalerka to za mało, będzie musiał wziac kredyt na dwupokojowe/trzypokojowe a to sprzedać.
mówię o tym, gdyby założył rodzine i miał dzieci.
wówczas jego żona byłaby z nim na wspólnocie?
Co do faktu, żeby "jakaś baba nie wydymała go na chatę to chyba masz jakiś problem z kobietami.
Widzisz, kobiety poza olbrzymią ilością wspaniałych cech, mają również kilka niefajnych.Jedną z nich jest mentalność ofiary oraz idące za tym ''mi się należy''.
Z racji kontaków w środowisku prawniczym asystowałem przy kilku rozwodach moich znajomych(kobiet-żeby nie było) i widziałem doskonale jak to działa.
Jest dokładnie tak jak opisałem: kobiety ZABIERAJĄ majątek, na który wcale nie zapracowały i są święcie przekonane że robią słusznie i uczciwie.
Osobna sprawa- również na tym forum aż kotłuje się od wątków co się komu należy-urlop macierzyński, jakieś dofinansowania, zapomogi,dopłaty do kredytów, czort wie co jeszcze- i do tego to wszyscy pierwsi.Do mojej i Twojej kasy.
Ale przyjąć dobrowolne wsparcie od własnych rodziców- to już nie.Wszyscy honorowi nagle.
45 2014-02-24 14:48:47 Ostatnio edytowany przez Joga (2014-02-24 14:50:09)
Widzisz, kobiety poza olbrzymią ilością wspaniałych cech, mają również kilka niefajnych.Jedną z nich jest mentalność ofiary oraz idące za tym ''mi się należy''.
Z racji kontaków w środowisku prawniczym asystowałem przy kilku rozwodach moich znajomych(kobiet-żeby nie było) i widziałem doskonale jak to działa.
Jest dokładnie tak jak opisałem: kobiety ZABIERAJĄ majątek, na który wcale nie zapracowały i są święcie przekonane że robią słusznie i uczciwie.
Osobna sprawa- również na tym forum aż kotłuje się od wątków co się komu należy-urlop macierzyński, jakieś dofinansowania, zapomogi,dopłaty do kredytów, czort wie co jeszcze- i do tego to wszyscy pierwsi.Do mojej i Twojej kasy.
Ale przyjąć dobrowolne wsparcie od własnych rodziców- to już nie.Wszyscy honorowi nagle.
No ale to duże uogólnienie. Gdybym chciała tak myśleć jak Ty to powinnam wszystkich facetów uważać za maminsynków, leni, takich co oczarować potrafią ale popracowac to już absolutnie, nie! Bo właśnie taki był mój eks, którego utrzymywałam przez trzy lata
Spłukałam się z oszczędności a kiedy się rozstawaliśmy to stwierdził, że pieniędzy mi nie odda, bo nie ma
I tak właśnie zainwestowałam w lenia!
Ludzie są różni ale taka zapobiegliwość jaką reprezentuje starsza60 przypomina mi moją teściową
Ja znam akurat przypadek, gdzie mąż starający się o status "byłego" założył sprawę cywilną i chce zwrotu połowy kasy z wesela, obrączek i pierścionka oraz sprzętów domowych na pół. Choć sam się wyprowadził i stara się o rozwód to z torbami chce puścić własne dziecko i kobietę, którą pół roku temu kochał a teraz mu się odmieniło, smutne to.
Co do urlopu macierzyńskiego to jak sobie wyobrażasz wychowywanie dzieci bez niego???? Ja uważam, że mi się "należał" i skorzystałam z niego dwa razy (ooo bezczelna co??!) a teraz korzystam z wychowawczego i też nie uważam, że robię coś złego.
Co do dofinansowań - tak! Będę się starała o pieniądze z EFS Kapitału Ludzkiego, bo to też jest szansa dla mnie, na założenie własnej firmy. Bo niestety u nas polityka prorodzinna jest żadna i mój pracodawca jak tylko wrócę do pracy wręczy mi wypowiedzenie - nie mam mu tego za złe. Natomiast dlatego, że chcę pracować, szukam rozwiązań i pomysłów dla siebie.
Co do otrzymywania kasy od rodziców, to nic złego pod warunkiem, że nie jest to ograniczaniem i uwiązywaniem własnych dzieci. Jak coś dajesz to dawaj z czystym sercem, bez żalu i bez stawiania warunków a jeśli się boisz, że dziecko to zmarnuje, bo mu nie ufasz to sobie odpuść. Ja jak napisałam czułabym się upokorzona, gdyby matka traktowała mnie jak 30letnią nieodpowiedzialną laskę, która może wszystko przebimbać. Albo masz zaufanie do dziecka albo nie!
Zaufanie i fajne relacje buduje się przez całe życie, przez całe życie, każdego dnia dziecko się od nas uniezależnia. Samodzielność i umiejętność radzenia sobie w życiu to jest to co najcenniejszego możemy dostać od rodziców. Materialne rzeczy są ulotne.
Ludzie są różni ale taka zapobiegliwość jaką reprezentuje starsza60 przypomina mi moją teściową
.
I chyba tu jest problem, że Ty patrzysz na sprawę przez pryzmat jednostkowego, niemiłego wspomnienia, a ja bardziej beznamiętnie.
W tym, że rodzice zostawili sobie ''prawo veta'' w przypadku mieszkania nie uważam za coś nagannego.
Dojrzałości nie określa się wiekiem.Jak trzydziestolatek wisiał na starych do tej pory, to ma prawo być ''opóźniony''.
Ja nie widzę problemu,by w odpowiednim momencie przepisać na niego resztę udziałów- jako prezent ślubny itp.
Ogólnie, w zachowaniu autorki wątku-jak do tej pory- nie zaobserwowałem nic złego.Fajnie, że ze swoimi dylematami przyszła tutaj.
PITAGORAS brawo! Mądry i życiowy z ciebie człowiek., chociaż młody. Taki człowiek, co zna życie. Może nie potrafię czasami wyrazić słowem pisanym o tym jak myślę, ale również widziałam w życiu takie sytuacje o których piszesz i w których nie chciałabym brać udziału. Nikogo nie skrzywdziłam, i nie mam takiego zamiaru, Nie muszę się nikomu podobać, a Joga odpuść, bo każdy z nas jest wolnym człowiekiem i ma prawo mieć swoje zdanie. ja tak jak i ty nie otrzymałam niczego ani od jednych, ani drugich rodziców, wszystko zawdzięczamy wyłącznie sobie. Co prawda to nasza satysfakcja, ale bez przesady. Nikomu nie musimy dziękować, ale o ileż byłoby łatwiej otrzymać w prezencie jakieś pieniądze, czy mieszkanie. Na pewno bym była wdzięczna i na pewno bym przyjęła. Nie dostałam nic, a dochowałam swojego ojca w swoim mieszkaniu ( majątek dostał brat ) i to przez całe ostatnie 10 lat jego życia. Nie walczyłam o zachowekTacy ludzie jak my chcemy by na starcie naszym dzieciom żyło się lepiej. Żeby za młodu wyjeżdzali sobie na wczasy za granicę, żeby się bawili ( bo potem już się nie chce ) a nie oddawali te pieniądze do Banku. Nawet małe mieszkanie jest ułatwieniem na starcie, a potem? łatwiej o coś więcej. Zreszto można narazie mieszkać w małym, a samemu zakupić sobie inne większe lub pobudować dom. Okno jest zawsze otwarte i możliwości wiele. Za prezent od rodziców, który ma być takim " ciężarem" też można podziękować i unieść się honorem. Nie wypominam nikomu, tylko tak sobie myślę , bo troszczę się o przyszłość. Czytając te posty nauczyłam się wiele .......
PITAGORAS brawo! Mądry i życiowy z ciebie człowiek., chociaż młody. .......
Wygląda na to, że tylko czekałaś na uzasadnienie swojej pokrętnej logiki.
Kiedyś, jak byłam młodsza, chciałam wyjechac na studia dalej od domu, niestety nie było mnie na to stać. Próbowałam mamie tłumaczyć, że chcę się usamodzielnić, odciąć pępowinę, to ona strasznie się oburzyła, że to pewnie mnie koleżanki buntują, dlatego tak myślę! To tak apropo tego, że twierdzisz, że koledzy buntują Twojego syna - a może po prostu on do tego dorósł sam?
popieram jedno, jezeli Autorka wraz z mężem kupili to mieszkanie to normalne, ze sie w jakiś sposób zabezpieczyli nie dając całych udziałów synowi. Ale rzeczywiście jak pojawi się żona i dzieci to to mieszkanie będzie za małe i co wtedy? Ani tego nie sprzeda, ani nie będzie żył na takiej ograniczonej powierzchni w 3 lub więcej osób
Ja zgadzam się z Pitagorasem.Co w tym złego że rodzice kupują mieszkanie?Starsza ja mam jednego syna 23 lata a młodszy nastolatek.Na razie starszy mieszka z nami ale planuje kredyt.I też na pewno będę się martwić jak się wyprowadzi.W tym też nie ma nic dziwnego i nie wiem czemu wszyscy tak na ciebie najeżdżają.Mam coś podobnego do ciebie bo młodszego syna traktuje trochę inaczej.Zawsze tak było że więcej ze mną rozmawiał,chyba jest bardziej do mnie przywiązany.Jak on się będzie wyprowadzał to dopiero będę przeżywać! Nie przejmuj się tym co piszą i najeżdżają na ciebie .Można mieć swoje życie ale wyprowadzka dzieci z domu jest dużym przeżyciem i nic dziwnego że się martwisz.Zresztą ja jestem z tych które za bardzo bardzo się przejmują.Każde niepowodzenie moich dzieci zawsze bardzo przeżywałam i tak zostanie.I nie zmieni tego fakt że są dorośli! A zarzuty że 30 latek z wami mieszkał.Ja znam wielu takich co mieszkają z rodzicami i nigdy się nie wyprowadzą bo ich nie stać,nawet jak już mają rodziny .Nie każdy dostanie kredyt i nie każdego stać na wynajem. Znam takich co wynajmowali mieszkanie a potem wracają bo nie dają rady z opłatami.Takie są u nas realia .I jeszcze jedno,dlaczego piszecie że mamusie wychowują mamisynków którzy nic nie potrafią.A takich córeczek nie ma ,co mają po 20 lat i mamusia rajstopki pierze pannie.Są,są mam taką koleżankę.
Niki 71 dziekuję za wsparcie, ale nasze dzieci nawet jak będą mieć i 50 lat to też będą naszymi dziećmi. Czy już takiemu dorosłemu to już uwagi nie można zwrócić , bo co? uderzy? żle jak rodzice pomagają, wspierają i źle jak w ogóle się nie intetesują. Jak mama delikatnie zadzwoni do syna i zapyta jak się czuje i co robi to już mamisynek? Jak kupiła firanki i chce je zawiesić to skandal. To wielki grzech, to wtrącanie się, to wychowywanie klucha, niedorajdę czy zwykłego gniota. A jak mówi nie podobają ci się te firanki to oddaj, to on mówi, że już się przyzwyczaił. Natomiast znam córki co w ciągu dnia rozmawiają ze swoją matką nawet po 10 razy? Córka ma 30 lat i mieszka z facetem w innym mieście, a relacje są składane dokładnie, codziennie, sama słyszałam. Pytam o czym? Jak nazawać takie zachowanie? Nie wspomnę o alkoholizmie, molestowaniu w rodzinach itp. co często słychać w naszych mediach. To aż skóra cierpnie jakie są rodziny, a często córeczki zachowują się gorzej niż synowie .Mało jest takich ambitnych i honorowych jak Joga. Pewnie że zdarzają się dzieci , którym odwala, i rodzice z którymi nie da się wytrzymać twz. toksyczni rodzice. To żadna nowość, są nawet książki na ten temat. Są charaktery, których nie zmieni ani kościół, ani sam diabeł. Jeśli dajesz dzieciom forsę, mieszkanie czy coś innego nie obiecuj sobie zbyt wiele, bo taka jest kolej rzeczy, bo dzieci oddadzą ten kredyt swoim dzieciom, a my? my możemy cichutko usunąć się w cień, ale wcześniej samodzielnie zabezpieczyć sobie starość. Bo stary będzie każdy, czy to wcześniej, czy później, ale będzie, nie oszukujmy się. Starość jest przykra, a stary człowiek nie jest ani ładny, ani dobry.Narazie to my rozdajemy swoje karty , a na was przyjdzie wkrótce swój czas. I tak się składa kto rozdaje karty, ten rządzi czy to się komuś podoba czy nie?
(...)I tak się składa kto rozdaje karty, ten rządzi czy to się komuś podoba czy nie?
To zdanie odsłania kulisy Twej postawy. Szkoda, że od niego nie rozpoczęłaś swego wątku.
53 2014-02-25 13:05:09 Ostatnio edytowany przez moniaCo (2014-02-25 13:06:39)
Jaki sens ma popadanie w skrajności w skrajność?
Trzeba wypracować złoty środek i tyle.
Wiadomo, że są i maminsynkowie i córeczki, które pępowiny nie odcięły ..
Mało to dramatów, bo córcia woli z mamusią niż mężem żyć?
Zdrowy rozsądek i będzie dobrze....
Ale dlaczego piszesz rządzić? Ty chcesz rządzić życiem Twojego syna? Czyli jesteś toksyczną matką ![]()
Ale rzeczywiście jak pojawi się żona i dzieci to to mieszkanie będzie za małe i co wtedy? Ani tego nie sprzeda, ani nie będzie żył na takiej ograniczonej powierzchni w 3 lub więcej osób
Przecież syn może w każdej chwili oddać rodzicom mieszkanie które mu kupili albo inaczej uregulować tę kwestię i kupić większe lokum własnym sumptem.
Kupienie mieszkania jest cudownym gestem ze strony rodziców i w żaden sposób nie blokuje bycia w 100% na swoim, bo przecież oni nie zmuszają syna, żeby mieszkał w mieszkaniu, do którego również mają prawa.
Ich syn ma po prostu lepszy start, większe możliwości, ja zazdroszczę takich rodziców.
Mało jest takich ambitnych i honorowych jak Joga
Przepraszam bardzo, Joga sama przyznaje, że nie ma nic przeciwko życiu na cudzy koszt (macierzyński, wychowawczy); braniu kasy z EFS...
Czyli owszem, ja, Ty i Starsza60 mamy finansować Jogę i to jest ok, ale już swoich własnych krewnych to NIEEEE.
Starsza masz rację.Ja się nie wtrącam do mojego dorosłego syna, to już prędzej mój mąż ale ja go hamuje.Każdy musi popełnić swoje błędy ale to nie znaczy że słowa nie można powiedzieć!I owszem uważam że dorosłym dzieciom w miarę możliwości trzeba pomagać,bo czasy mamy jakie mamy. Nas akurat nie stać na kupno mieszkania ale co będziemy mogli to pomożemy.A jeśli ktoś wyznaje zasadę jesteś dorosły to spadaj to jego sprawa i już.
Czy jeśli robię wszystko w domu bo akurat nie pracuję a wszyscy idą do szkoły ,pracy to moi synowie są mamisynkami?
57 2014-02-25 13:49:12 Ostatnio edytowany przez Mussuka (2014-02-25 14:34:56)
Nirvanka87 napisał/a:Ale rzeczywiście jak pojawi się żona i dzieci to to mieszkanie będzie za małe i co wtedy? Ani tego nie sprzeda, ani nie będzie żył na takiej ograniczonej powierzchni w 3 lub więcej osób
Przecież syn może w każdej chwili oddać rodzicom mieszkanie które mu kupili albo inaczej uregulować tę kwestię i kupić większe lokum własnym sumptem.
Kupienie mieszkania jest cudownym gestem ze strony rodziców i w żaden sposób nie blokuje bycia w 100% na swoim, bo przecież oni nie zmuszają syna, żeby mieszkał w mieszkaniu, do którego również mają prawa.
Ich syn ma po prostu lepszy start, większe możliwości, ja zazdroszczę takich rodziców.
a ja wspolczuje. Ta pani starsza to normalnie mobbing domowy.
Na miejscu jej syna nie wzielabym klepki z tego "darowanego" mieszkania. Oj przepraszam, prawie darowanego. Bo to taki prezent na sznurku.
I wlasnie tak sobie pomyslalam, jak sama w wieku 27 lat zaciagnelam pozyczke (100%) na wlasne M3 i ja co miesiac splacalam , sama zyjac i zywiac sie raczej bardziej niz skromnie, to moja mama tylko gderala, ze sobie nie poradze, ze bez ich pomocy i takie tam ble ble- Jakos sobie potradzilam, caly kredyt splacilam - sama, bez meza.
Ale jaka cholerna satysfakcje mialam kiedy dostalam wreszcie klucze do tego swojego pustostanu i pomyslalam - to MOJE. Ciasne, puste ale wlasne. Moge sobie, przykladowo oczywiscie,kupe psia na srodku pokoju polozyc w ramach dekoracji i NIKT nie ma prawa wtracac sie i kazac sprzatnac. To jest wlasnie samodzielnosc i prawo do decydowania o sobie, swoim zyciu, swoich upodobaniach, przyszlosci.. To co ma syn autorki to zycie z wieczna zrzedzaca kula u nogi. I to co roku coraz ciezsza kula, bo taka bezwladna, bez wlasnego zycia, wlokaca sie zanim jak zly cien i wyrzut sumienia oraz lista wszelkich poswiecen dla niego dokonanych.
Starsza, ja od Ciebie na Antarktyde bym uciekla, pieszo. Nie tylko jako od matki, od czlowieka tez. Masz poglady na zycie, na macierzynstwo, wychowanie, martyrologie rodzicielska, role mezczyzn i kobiet, roznice pokoleniowe, prawo wlasnosci, tzw. starosc - godne pozalowania. Nie zdziw sie, kiedy stracisz kontakt z synem na dobre. Sama sobie bedziesz winna. Ja matka i niepokorna corka wlasnej matki (Twojego odbicia lustrzanego) Ci to mowie. Chcesz wiedziec ile razy odwiedzam swoja mame albo do niej dzwonie - prawie wcale. I mam swiety spokoj, a Twoj syn tez tego wlasnie chce. Wiec pozwol mu w tym jego-waszym mieszkaniu nawet gazetami okna wykleic.
Wielokropku przeczytaj cały mój post ze zrozumieniem, a to zdanie napisałam specjalnie (...)I tak się składa kto rozdaje karty, ten rządzi czy to się komuś podoba czy nie? śmiać mi się chce, jak po jednym zdaniu oceniacie człowieka. Dziękuję
starsza60 napisał/a:Mało jest takich ambitnych i honorowych jak Joga
Przepraszam bardzo, Joga sama przyznaje, że nie ma nic przeciwko życiu na cudzy koszt (macierzyński, wychowawczy); braniu kasy z EFS...
Czyli owszem, ja, Ty i Starsza60 mamy finansować Jogę i to jest ok, ale już swoich własnych krewnych to NIEEEE.
Jessu jakie bzdury piszesz...cudzy koszt? Skoro pracuje, odprowadza składki wszelakie to i może iść na macierzyński...
Piszesz, nie mając pojęcia o temacie
Czy jeśli robię wszystko w domu bo akurat nie pracuję a wszyscy idą do szkoły ,pracy to moi synowie są mamisynkami?
Nie są...jeśli potrafią również to zrobić i nie oczekują aż mamusia pod nos wszystko podstawi.
Wielokropku przeczytaj cały mój post ze zrozumieniem, a to zdanie napisałam specjalnie (...)I tak się składa kto rozdaje karty, ten rządzi czy to się komuś podoba czy nie? śmiać mi się chce, jak po jednym zdaniu oceniacie człowieka. Dziękuję
Specjalnie? ![]()
Nie oceniłam Cię po jednym zdaniu. Nie oceniłam Ciebie po wielu zdaniach. Oceniłam Twą postawę wobec Twego 30-letniego syna na podstawie tego, co sama tutaj na forum napisłaś. I od początku współczuję wam obojgu, Tobie - bo miotasz się, gdy syn zaczyna urywać się ze smyczy, i jemu - bo przegryzanie pępowiny w wieku dojrzałym jest trudne. Współczuję, bo wiem jak szkodliwe są konsekwencje postawy zależności, jak bardzo rzutuje ona na życie młodego człowieka i jak wiele trudnej pracy ma przed sobą osoba, gdy podejmie decyzję o zminimalizowaniu kosztów tej zależności.
Nigdy nie występowałam przeciw bliskim kontaktom, również z dorosłymi dziećmi, ba, jestem ich wielką orędowniczką. To, przeciwko czemu protestuję jest uzależnianiem dzieci (również dorosłych) od siebie, mniejszym lub większym wywieraniem presji, by dokonywali wyborów zgodnych ze standardami rodziców, manipulowaniem.
Jeśli Ciebie moje zdania nie dotyczą, niepotrzebnie się bulwersujesz. To ja się pomyliłam. Jeśli dotyczą - też Twe zdenerwowanie nie ma sensu. Wyraziłam swoją opinię. Skorzystasz z niej - dobrze. Nie skorzystasz - drugie dobrze. Przecież to Twoje życie, Twoje decyzje, ale też Twoje konsekwencje.
Skoro pracuje, odprowadza składki wszelakie to i może iść na macierzyński...
Piszesz, nie mając pojęcia o temacie
Nie twierdzę, że nie może.Zauważam, że suma odprowadzonych składek nie odpowiada wysokości ''świadczeń''.Reasumując- różnica w kwotach nie bierze się znikąd.Żeby jeden dostał te pieniądze, muszą one zostać komuś zabrane.
Ekonomia dla ubogich, rozdział pierwszy.Polecam.
moniaCo napisał/a:Skoro pracuje, odprowadza składki wszelakie to i może iść na macierzyński...
Piszesz, nie mając pojęcia o temacieNie twierdzę, że nie może.Zauważam, że suma odprowadzonych składek nie odpowiada wysokości ''świadczeń''.Reasumując- różnica w kwotach nie bierze się znikąd.Żeby jeden dostał te pieniądze, muszą one zostać komuś zabrane.
Ekonomia dla ubogich, rozdział pierwszy.Polecam.
A to już problem systemu świadczeń w naszym kraju a nie Jogi.
pitagoras napisał/a:moniaCo napisał/a:Skoro pracuje, odprowadza składki wszelakie to i może iść na macierzyński...
Piszesz, nie mając pojęcia o temacieNie twierdzę, że nie może.Zauważam, że suma odprowadzonych składek nie odpowiada wysokości ''świadczeń''.Reasumując- różnica w kwotach nie bierze się znikąd.Żeby jeden dostał te pieniądze, muszą one zostać komuś zabrane.
Ekonomia dla ubogich, rozdział pierwszy.Polecam.A to już problem systemu świadczeń w naszym kraju a nie Jogi.
nie w naszym monia, tylko w kazdym, ktory prowadzi jakakolwiek opieke socjalna i polityke prorodzinna.
65 2014-02-25 15:29:36 Ostatnio edytowany przez rachelgreen (2014-02-25 15:33:35)
Przepraszam bardzo, Joga sama przyznaje, że nie ma nic przeciwko życiu na cudzy koszt (macierzyński, wychowawczy); braniu kasy z EFS...
Czyli owszem, ja, Ty i Starsza60 mamy finansować Jogę i to jest ok, ale już swoich własnych krewnych to NIEEEE.
To ja przepraszam bardzo! Czy macierzyński i wychowawczy a tym bardziej EFS (sic!) to życie na cudzy koszt?! Proponuję Ci przeczytanie Konstytucji RP tak na dobry początek, bo aż szkoda język strzępić na takich ignorantów jak TY!
Może mam Tobie powymieniać, co Ty robisz, żyjąc na cudzy koszt (wg Twoich kategorii???). Chociażby na początek proponuję zrezygnować z autostrad i dróg lokalnych, w końcu są na cudzy koszt a nie bezpośrednio TWÓJ!!! P.S. Ciekawe czy bilansują się Twoje składki na zdrowotne przy założeniu że masz rodzinę? Ekonomia dla ubogich rozdział 2.