Wątek zakładam, ponieważ jestem ciekawa zdania osób, które w jakiś sposób przyczyniły się/starały się przyczynić do rozpadu czyjegoś związku. Lub może znacie kogoś, kto był w takiej sytuacji i wiecie co nim kierowało.
W jaki sposób działa to u osób, które zdecydowały się zawalczyć o zajętą osobę? Chodzi jedynie o seks czy motywem jest chęć stworzenia związku uczuciowego? To nic złego i skoro on/ona kręci z kimś na boku to jej/jego sprawa? A może chodzi o tak obezwładniające uczucie, którego nie można powstrzymać, pomimo wyrzutów sumienia?
Dla mnie czyjś związek to strefa zakazana. Oczywiście potrafię docenić, że np chłopak Agnieszki jest zabójczo przystojny, albo wyjątkowo dobrze dogaduję się z Markiem, który ma dziewczynę. Tylko, że nawet jeżeli któryś z nich by mi się szczególnie podobał, to bym nie brała pod uwagę bycia z nim, póki jego związek się nie zakończy (bez mojego udziału). Kiedyś zakochałam się w zajętym facecie i czekając, aż mi przejdzie (lub jemu w stosunku do x
), nie drążyłam tematu.