Witajcie.
Piszę tego posta, bo potrzebuję informacji na temat cukrzycy typu pierwszego u osoby starszej. Głównie chodzi o to, że ojciec mojej kobiety zachowuje się skrajnie nietypowo, a widząc, jak negatywnie to wpływa na nią i na jej matkę [często są wykończone psychicznie] postanowiłem was zapytać o to, jak w tym wieku wygląda taka choroba. Internet ogólnie nie daje za wiele danych na ten temat, jeżeli chodzi o osoby starsze, a sytuacja jest dość skomplikowana i zanim zacznę cokolwiek robić, czy doradzać chciałbym wiedzieć jak najwięcej.
Jak się żyje z cukrzycą w wieku 50+?
Spróbuję wam troszkę opisać zachowanie tego człowieka. Otóż od 2 lat kompletnie unika jakiegokolwiek ruchu. Żyje z córką i żoną w dość małym mieszkanku i za każdym razem jak czegoś chce, to dzwoni lub wysyła SMS-y. Na tyle jest leniwy [lub odczuwa ból], że potrafi dzwonić do żony, by ta przyniosła mu napój, gdy ona jest w kuchni, dosłownie 4m od niego. Gdy ona i moja kobieta gdzieś jadą, on potrafi cały dzień nic sobie do jedzenia nie zrobić, czekając, aż jego żona mu coś przygotuje. Dziwi mnie to dlatego, że kuchnia jest oddalona od jego pokoju o 2-3m, a do WC chodzi bez problemów, kiedy odległość jest już 3x większa. Cały czas narzeka, że jest tylko problemem i że jest zniedołężniały, ale nie chce nic z tym zrobić. Do lekarza nie pójdzie, bo "on mu nie pomoże", a w przypadku, gdy ktoś mu odmówi przyniesienia czegoś do jedzenia, czy picia mówi, że nikt go nie chce tutaj, że lepiej już, żeby umarł. Podobno nadużywa środków przeciwbólowych. Tego nie jestem w stanie potwierdzić, a też nie będę myszkował, żeby sprawdzić co dokładnie bierze. Nie myślcie też, że moja dziewczyna i jej matka są bierne. Próbowały z tym walczyć na wiele sposobów, ale nie dały rady wygrać z tekstami, że "najwyżej umrze i wszyscy będą szczęśliwi". Obecnie jest dość krytycznie. Ciągłe kłótnie z żoną, synem, cały czas zaznacza, że nikt go tu nie chce, że jest zbędny... Może to zabrzmieć chamsko, ale mam wrażenie, że to jego wymówka na to, że nic nie chce robić. Przesypia jakieś 16h dziennie, potem raczej nigdzie nie chodzi, poza WC i w niedzielę czasem idzie do kościoła. No, jedzie do kościoła.
Wiem, że pomieszałem działy, ale to pasuje i do problemów i do zdrowia, dlatego pytam tutaj. Czy to normalne, że w takim wieku z cukrzycą ktoś się tak zachowuje? Wiem, że ten człowiek może mieć jakieś psychiczne problemy, ale czy są w pełni uzasadnione?
Nie wiem, czy znajdzie się tu ktoś, kto ma taki typ cukrzycy w takim wieku i zdoła wyjaśnić, jak to wygląda, ale bardzo na to liczę.
Czuję się bezradny, jak przychodzi do mnie dziewczyna i mówi, że jej ojciec właśnie powiedział, że "najlepiej byłoby, gdyby już umarł". Mój dziadek miał raka. Po czasie dostał przerzutów, mimo wielu zabiegów. Bolało go okropnie, ale chciał żyć jak najdłużej. Nie poddawał się. Ten człowiek, mimo że wiedzę ma na poziomie profesora uniwersytetu poddaje się bez walki, mimo że jego niepełnosprawna córka nadal go potrzebuje. Obiecał jej, że będzie o siebie dbał, jak się rozpłakała przy nim, po czym po kilku dniach wrócił do nie trzymania się diety, braku ruchu i żalenia się, że jest niedołężny.
Przepraszam, że to z siebie tu wylewam, ale co mi pozostało?