Witam! Przejrzałam forum aby znaleźć jakieś odniesienie do mojej sytuacji, ale trudno mi ją porównać do którejkolwiek z opisywanych przez Was. Wiele wątków dotyczy wprawdzie podobnych dylematów, czyli gdzie zamieszkać po ślubie - z rodzicami czy teściami, a może całkiem osobno. Mój problem jednak jest nieco innej natury. A więc po kolei.
Z moim narzeczonym jesteśmy bardzo szczęśliwi, niebawem się pobieramy. Jednak im bliżej ślubu tym więcej rozmów na temat naszej wspólnej przyszłości i tego jak on będzie wyglądać. Oboje pochodzimy z niewielkich miejscowości, które dzieli niespełna 30 km. Wychowaliśmy się w świetle podobnych ideałów i wartości, dlatego od samego początku bardzo dobrze się dogadywaliśmy i rozumieliśmy nawzajem swoje racje. I jak w wielu przypadkach zbliżało nas to do siebie, tak teraz staje się głównym źródłem nieporozumień między nami. Chodzi tu o fakt poczucia obowiązku wobec rodziców. O ile moi rodzice jak na razie dobrze się mają i są jak na razie dzięki Bogu aktywni, o tyle sytuacja moich teściów wygląda nieco inaczej. Teść jest już starszą, schorowaną osobą, ale za to teściowa to kobieta jeszcze pełna energii, ale gdyby została sama, to na utrzymanie zostałaby jej skromna renta. Nasz problem polega na tym, że w myśl tradycji, w której oboje dorastaliśmy, zarówno ja, jak i narzeczony czujemy się odpowiedzialni za swoich rodziców. Ja jestem najmłodsza (między mną a moim rodzeństwem jest spora różnica wieku) i to na moje wsparcie rodzice liczą, kiedy zabraknie im już sił. Są w tym wszystkim uczciwi względem mnie, bo powiedzieli że dom ze sporą działką, w którym teraz mieszkamy po ich śmierci (aż ciężko mi to pisać) zostawią dla mnie. Rodzeństwo natomiast wsparli w inny sposób, tak żeby nikogo nie wyróżniać i nikt z naszej trójki nie czuł się pokrzywdzony. "Pech" chciał, że znalazłam miłość mojego życia, która znajduje się w sytuacji analogicznej. Jego rodzice też oferują zaplecze mieszkaniowe w zamian za opiekę na starość, bo mają tylko jego. Tak jak wspominałam, teściowa ze swojej skromnej renty nie będzie w stanie opłacić rachunków i żeby zostało jeszcze na życie. Dodam jeszcze że gdybyśmy chcieli mieszkać sami, to również mamy taką możliwość, ale oboje czujemy to straszne poczucie obowiązku. Narzeczony nie widzi opcji, żeby zostawić mamę samą i pójść na swoje i z jednej strony mnie to denerwuje, ale z drugiej rozumiem go doskonale, bo gdyby odwrócić role i to dotyczyłoby któregoś z moich rodziców, to też nie wyobrażam sobie że potrafiłabym zostawić mamę lub tatę samych i pozwolić na wegetację i samotność.
Nie potrafię znaleźć dobrego wyjścia z tej sytuacji, dlatego liczę na Waszą pomoc, jakąś radę.