Mam skończone 21 lat, kobieta nie jestem zaznaczę
,Chciałem wyrazić tylko swoja opinie bo mnie tekst strasznie zaciekawił ,miałem w pewnym sensie podobne życie jak przedmówcy .Myślę ze tez potrzebuje pomocy. Mam problem...Na czym on polega chciałbym się dowiedzieć.
Zaczeło sie od ojcia tego jestem pewien,nie był alkoholikiem-pił może raz na "ruski rok".Pamiętam wszystko tak miej więcej od 3 roku życia kiedy przyprowadziłem się na swoje osiedle.Ojciec miał patologiczna rodzinę(wielodzietna, ojciec alkoholik ,przemoc), Od wczesnych lat pamiętam ze znęcał się nad matka,bałem się było mi wstyd ale wiedziałem ze niektórzy maja tez takie problemy to mnie w pewnym sensie pocieszało.Ojciec nie bił matki często ,gdy byliśmy w domu ,miał pewnego sensu "ograniczenie moralne" (dzieci ja i 3 braci).Ogólnie tak jak pisali przedmówcy o wszystko ja obarczał,potrafił moja matke budzic i wpajac do głowy głupoty do samego rana(w pewnym sensie manipulacja) bo przez pietnascie lat myslała ze ona zle postepuje,w wieku 35-40 lat osiwiała całkowicie.Ojciec moze niekiedy przesadził z pasem(rzadko sie zdazało za łepka)... do czasu.Teraz mysle ze to własnie przyszło wsystko z biedy i problemów rodzinnych .Nam tez ledwo starczało zeby do końca miesiaca miec co do garnka włozyc.Ludzie przychodzili z pomoca ojciec nie chciał ale sam pomagał.W wiekszosci chodziło o znecanie psychiczne ,piłował matce ze wychowała sie w wezowej rodzinie ...alkoholizm,kurestwo dalej możecie sobie dopowiedziec.W końcu matka zrozumiała ,ktos jej pomugł,ze mozna inaczej zyc, niepamietam jak jej sie to udało ,troszke sie dowartosciowała...pamietam bylismy starsi postawilismy sie ojcu zadzwoniła na policje.Rozwód,stwerdzili ze ma paranoje trwało to 5 lat,ubezwłasnowolnienie ,leki ,szpital,Matka została sama z 4 łepasami z najnizsza krajowa ,zasiłkiem rodzinnym i 4 banieczkami na młodsze dzieci.W sadzie powiedzieli ze Ci starsi musza matce pomoc.Dzień dzisiejszy ojciec mieszka u swojej matki po terapi lekowej .NIe mam z nim kontaktu rozmawiałem moze z 3 razy jak odwiedził najmodszego brata.Matka staneła na nogi, w wieku 45 lat wyglada lepiej niz lata 95.Ale...
Starszy brat uciekał z domu podczas ciagnacych sie spraw kiedy ojciec zaczynał "gadac" .W wieku 17 lat zaczał pic wczesniej miał problem z aklimatyzacja wsród rówiesników poszedł do starszych TAM SIE NAUCZYŁ. Pije strasznie duzo niby tylko w weekend.tERAZ CZYMA SIE Z EKIPA.Co najgorsze na mojim osiedlu jest wiecej takich ludzi i młodzi zarabia pieniadze a gdy przyjdzie piatkowe popołudnie kazdy dzumi pod sklepem. Jest alkoholikiem ,WYBIERA TO BO WSYSCY pija.On pierwszy sie postawił ojcu.skończył zawodówke pracuje zarabia daje matce pieniadze .Niestety matka chciała mieszkac normalnie zainwestowała w remont mieszkania,do dzisiaj mamy długi a ja choc chce pujsc na swoje wiem ze gdybym to zrobił to nie bedzie miała szans.
Byłem chłopakiem wstydliwym w podstawówce wszyscy mnie lubili ,miałem wrogów ale mysle ze byłem w czołuwce "gosci" jak to teraz sie powiada.Uczyłem się dobrze na tle klasy(matka mowiła ze trzeba zeby było lepiej)przyszedł czas dojzewania wiecej problemów z ojcem ,przegrałem pierwszy raz szkolna bujke ,zaufanie do kolegów ,byłem strasznie nerwowy,i na koniec szkoły najnizszy w klasie,zawse byłem najsilniejszy bo ojciec od małego mnie troszke chartował(pozytywnie) rower wakacje codziennie nad woda pływanie,piła itp.najlepszy kolega sie odwrócił a on mnie zawsze prowadził,załamka depresja,rzadko wychodziłem z domu,do gimnazjum trafiłem z najsłabszym chłopaczkiem jedynakiem.w szkole walczyłem ciagle byłem najmniejszy ale nieprzyjmowałem tego do siebie,kolegowałem sie z słabiakiami,wszyscy inni stali na korytarzu a ja bałem sie podejsc bo wiedziałem ze ktos cos powie niefajnego,chciałem byc czescia tych lodzi,bo byli top.Niestety tak sie nie stało.
3 klase Gimnazjm zawaliłem poszedłem do sredniej technikum tak doradził kolega,na osiedlu zaczełem sie aklimatyzowac.Urosłem zmezniałem zaczeła sie pierwsza klasa poznawanie ludzi ktos wybadał ze jestem słaby psychicznie ze niepotrafie sobie poradzic z sytuacja ze ktos mnie obraza ale najlepsy kolega w pewnym sensie pomugł bicie to głupota ale niema miejsca dla słabych,Zobaczył ze gosc mnie kopie (miałem wymówke ze wyrzuca mnie ze szkoły ,ale tak naprawde bałem sie porazki i tego ze bede pozniej ponizany sie bałem waliłem na lekcjach(wiadomo zeby zainponowac)widział ze jestem silniejszy ,a moze chciał ztłamsic jednego z klasowych bossów,udało sie ja zyskałem szacun ,najlepszy rok puzniej było tylko gorzej zle reagowałem na głupie zarty znajomych,ale juz nie myslałem jak wczesniej miałem w dupie ze gadaja głupoty bujałem sie ze swojimi kumplami a opinia reszty mnie nie obchodziła.W domu dochodziło do kulminacji warunki do nauki tragiczne,uczyłem sie rzadko mimo to byłem jednym z najlepszych uczniów.Zaczeły sie balety alkochol,amfetamina,znalazłem tam swoje miejsce.Niechce byc takim człowiekiem jak ojciec ale wiem ze mam do tego zajebiste predyspozycje.ciezka mi zagadac do obcej dziewczyny,niekiedy same podchadza na dyskotece bo 4 lat
smigania prawie co weekend daje nauke tańca a dotega garna wiadomo.Oczywiscie wszystko zganiałem na sytuacje rodzinna ale 4 klase zawaliłem, opusczałem ,niewagarowałem,siedziałem w domu spałem do pozna totalna załamka,mysle ze feta dała najwiecej do popisu .Nudzi mnie siedzenie na osiedlu gadanie i picie uwielbiam tanczyc w tym sie odnalazłem,najgorsze ze za tym poszło cpanie biore tylko na imprezach ale naług jakis jest jesli tylko sie nadzumie albo impreza mi sie nie podoba to wale kreske.Zdałem mature na studia chciałem isc z lenistwa nie poszedłem ,a tłumaczyłem sobie ze zapierdzielam po 12h matce daje kase i nie stac mnie.Najgorsze jest to ze boje sie ze pojde w slady ojca.Wstydze sie swojej rodziny ,boje sie z kims wiazac,z pracy przychodze zestresowany i dre jape na najmłodszego brata ktury kompletnie nie ma zadnych obowiazków,oczy sie niekiedy zamykaja a musze sprzatac po dzieciaku.Z tego wszystkiego stał sie taki wrazliwy ze niekiedy ktos krzyknie a on płacze a ja nieprzytule go i nieprzeprosze bo niepotrafie,nikt tak nie robił wobec mnie a ciezko tego sie nauczyc.Starszy brat mowi ze robie z siebie ofiare, a ja uwazam sie za lepszego .Choc wiem ze tak naprawde nic nieosiagnełem,patrze na ludzi ktorzy maja łatwiej i nie musza pracowac na sukces,popełniam mase błedów ,to i tak niepotrafie sie zmienic dlatego ze rozwiazania ktorych szukam sa dlamnie w pewnym sensie nudne,juz niepasuja do mojego stylu zycia.W wieku dorosłym nie miałem nigdy dziewczyny ,w łuzku takze szukam takiej ktorej moge zaufac a kolega mowie ze byłem z ta i tamta zeby sie dopasowac i ze strachu przed odrzuceniem.
Mimo tak wielu porazek czekam na nastepny dzień bo mnie ciekawi i zyje dla pieknych chwil,i dla garstki ludzi ktorych zycie by było całkowicie inny gdyby mnie nie było....
prosze o kometarz.
ps. za błedy przepraszam zawsze robiłem w miare postepu posta zaczełem filozofowac taki długi bo chciałem przedstawic swoja sytuacje jak najlepiej.