Pomóżcie mi, bo sam już nie daję rady. Jest mi cholernie ciężko, muszę to z siebie wydusić a wolę to zrobić przez internet.
Przejdę do meritum.
Mam 26 lat rok temu poznałem cudowną dziewczynę, piękną, mądrą z genialnym charakterem, mimo kilku moich związków, nigdy nie trafiłem na taką jak Ona.
Poznaliśmy się w pracy, więc siłą rzeczy widzimy się codziennie, bo pracujemy na podobnym stanowisku. Z początku nasza znajomość była typowo koleżeńska, ale z każdym dniem, od samego początku, gdy ją poznawałem zacząłem widzieć w niej coś więcej, to wszystko rodziło się powoli, zwykłe rozmowy o wszystkim i o niczym, uśmiechy, później rozmowy na coraz bardziej prywatne tematy, wiele razy Ona zwierzała się z swoich problemów, czasem wkradał się między nami jakiś dotyk a ja się w niech zakochiwałem z dnia na dzień, myślałem że to zwykłe zauroczenie, ale teraz jestem już pewny że tak nie jest.
Z czasem gdy nasza znajomość się rozwijała w pracy zaczęli sobie z nas żartować, wiecie o co chodzi, widziałem że jej to nie przeszkadzało, sama sobie też wiele razy żartowała, podobało jej się gdy i ja to robiłem taki niby zwykły flirt. Kilka razy wybraliśmy się nie zobowiązująco w parę miejsc, zawsze było cudownie, rzadko kiedy była między nami chwila ciszy. Gdy wyskoczyła jakaś okazja (czasem i bez) czy to urodziny, czy to święta kupujemy sobie jakieś prezenty w całej firmie robimy to tylko my, między sobą.
I to wszystko trwało już naprawdę długi czas, ja wiedziałem już że dla mnie Ona jest najważniejszą osobą w życiu, pokochałem ją jak nigdy nikogo innego na świecie, ale bałem się to wyznać mimo iż sądziłem że może i Ona coś do mnie czuje patrząc nasze (w dużym " ") "wspólne życie", nie był
Jakiś czas temu zauważyłem jak by jakieś ochłodzenie między nami, nie jest już taka skora do żartów, do rozmowy, ostatnio gdy kupiłem jej małą drobnostkę, przyjęła to cholernie źle, na drugi dzień powiedziała mi praktycznie prosto z mostu że ma nadzieje że do niej nic nie czuje, że to tylko drobiazg, tego dnia zawaliło mi się całe życie, nie potwierdziłem jej obaw, obróciłem to w drobny żart. Może to przez to że zbytnio jej pomagam na każdym kroku? Że latam za nią jak głupi? Że jestem zbyt uprzejmy?
Najgorsze jest to że wokół Niej zaczął kręcić się jeden z innych pracowników a widzę że Ona bardzo lubi z nim przybywać i rozmawiać. Po tym całym "incydencie" nasze relacje zaczęły się niby poprawiać, ale to nie jest to co kiedyś.
Kocham ją ponad całe moje życie, jest dla mnie wszystkim, nic innego się dla mnie nie liczy, oddał bym WSZYSTKO co mam za samą próbę bycia z nią a to dlatego że jestem cholernym romantykiem i to od kiedy pamiętam. Nigdy nie liczyły się dla mnie przelotne związki i inne pierdoły. W całym życiu najważniejsza jest dla mnie szczera i prawdziwa miłość. Mogę nie mieć nic, jeśli miał bym Ją, kochającą mnie.
Może na koniec dopiszę coś o niej jest starsza ode mnie o 4 lata, jest... kilka lat po ślubie, ma syna 2 letniego, ale z tego co mi kiedyś często opowiadała - żałuje tego ślubu, nie kocha już męża, prawdopodobnie się rozwiodą
Czy uważacie że jest szansa że mnie pokocha? Boże ja od kilku miesięcy codziennie myślę tylko o niej, jest moją pierwszą myślą z jaką wstaję, ostatnio z jaką się kładę, nie pamiętam snów bez Niej. Nie piszcie że to obsesja, już taki po prostu jestem. Zwykły chłopak, któremu w życiu zależy tylko na jednej sprawie.
Czy mam ją gdzieś zabrać i to wszystko opowiedzieć? Tylko że boję się odrzucenia, jak będą wyglądały dalej nasze relacje? Zabraknie naszych rozmów?
Jeśli tak faktycznie by było to najchętniej bym skończył że sobą. Życie już tyle razy mnie wystawiło na próbę, tyle razy mnie kopnęło że mam dosyć. Ona jest tą osobą która jeszcze mnie tu trzyma...