Witam wszystkich. Mam na imie Kasia i mam 23 lata. Od 4 miesiecy praktycznie nie zyje. Bylam zawsze pelna zycia dziewczyna , pracowalam u taty fizycznie bo odpowiadala mi taka praca, robilam slodycze w kazde wakacje. Studiuje na 2 stopniu administracje, mieszkam w malej miejscowosci przy duzym miescie. W pazdzierniku cos sie ze mna stalo, balam sie wychodzic z domu na uczelnie, czulam sie bezpiecznie tylko w autobusie i tam staralam sie zasypiac zeby nie widziec ludzi. Balam sie pojsc do sklepu, do jakiejs galerii handlowej, jak poszlam na uczelnie nie rozumialam co ktos do mnie mowi ogarnial mnie taki paralizujacy strach lęk nawet nie potrafilam sie rano ubrac czy umyc. Ktoregos razu w listopadzie popelni.am probe samobojcza lezalam na toksykologii, skad przeniesli mnie do szpitala psychiatrycznego gdzie lezalam tydzien. W szpitalu rowniez sie balam ludzi a ze tata zna dyrektora tego szpitala to zalatwil mi pojedyncza sale. Przychodzila do mnie rodzina, wujkowie, ciocie, babcie codziennie przynosili mi slodycze jakies jedzenie.do mojego pokoju przychodzily dziewczyny a ja sie tak panicznie ich balam ze oddawalam im jedzenie. W pierwszy dzien pobytu w szpitalu obudzilam caly oddzial i chodzilam i plakalam blagam dajcie mi telefon dajcie mi zadzwonic do taty niech mnie stad zabierze...tam byly takie lazienki gdzie byl prysznic na srodku i jak sie kapalo to kobiety rzucaly na ciebie papierosy. Byla tez stolowka gdzie wszyscy jedli ja mialam takie l?ki ze nic tam nie zjadlam przez tydzien. Tata mnie wypisal na wlasne moje zadanie bo go blagalam. Wrocilam do domu i 2 miesiace nigdzie nie wychodze tylko spie cale dnie jak ktos cos do mnie mowi nie rozumiem nic jest mi caly czas zimno ciagle placze czuje sie bezpiecznie tylko jak moj tata jest w domu a ze ma taka prace to moze byc. Na uczelnie nie chodze a nawet jakbym chodzila to i tak pewnie znowu wchodzilabym na wiezowce jak w pazdzierniku. Blagam co mi jest nie wytrzymam tego juz dluzej
Czzie
To wszystko przyszło samo z siebie? Nie wydarzyło się nic w Twoim życiu? Mam na myśli jakieś przykre wydarzenie?
Samo z siebie....; (
Na pewno nie samo z siebie. Pisałaś o swoim chłopaku, który Cię "wyzywał od szmat, dziwek, suk, popierdolonych grubasów i łajz i zdradzał i uderzył" a później, gdy byłaś z kimś innym, chciał żebyś do niego wróciła, wpędzał Cię w wyrzuty sumienia. Żyłaś w ciągłym stresie i w końcu Twoja psychika się zbuntowała. Teraz musisz się wyciszyć, na nowo uwierzyć w siebie. Widzę, że masz dobrego ojca, który Cię kocha, wspiera, daje poczucie bezpieczeństwa, a i dalsza rodzina troszczy się o Ciebie. Doceń to, jesteś dla nich ważna. Trzymaj się Kasiu!
Samo z siebie....; (
Też wyczytałam post o byłym chłopaku. Możesz napisać jaka teraz jest sytuacja z Nim? Może to wszystko Cie przerosło.
Dużo pisałaś też o ojcu,niestety nigdzie nie wyczytałam czy wspiera Cię Twoja mama.
6 2014-01-25 21:10:53 Ostatnio edytowany przez nerwuska23 (2014-01-25 21:11:56)
Witaj !
Nie jestem lekarzem aby stawiać diagnozy itp.Lecz uważam,że masz bardzo siln a nerwicę z zaburzeniami lękowo-depresyjnymi.Poza tym, napewno coś jest tego powodem.Nie możliwe jest,aby tak silne objawy wzięły się same z siebie.Najgorsze co zrobilaś to to,że wypisałaś się ze szpitala.Nie poradzisz sobie sama.
Piszesz,że masz za sobą próbę samobójczą -to bardzo niedobrze.Rodzina powinna robić wszystko, aby Cię przekonać do pozostania w szpitalu.Uważam,że tylko w taki sposób staniesz na nogi.
Kasiu, a czy jest jeszcze w Twoim życiu ktoś oprócz taty z kim możesz na ten temat porozmawiać? Np. mama? Ktoś kto jest Ci bardzo bliski? Wiem co czujesz. Ja kiedyś przeszłam podobny stan tylko, że u mnie był powód- wielka trauma. Ale już po- na szczęście. Trzymaj się dziewczyno, a jak będzie trudno to pisz tutaj, zawsze się jakaś duszyczka znajdzie co Cię wesprze. Pozdrawiam Cię cieplutko.
8 2014-01-25 22:46:35 Ostatnio edytowany przez behappy81 (2014-01-25 22:49:52)
Kurcze, aż się wystraszyłem jak to przeczytałem. Na pewno wydarzyło się w Twoim życiu coś, z czym Ty i Twoja psychika poradzić sobie nie możecie. To oczywiste. Pisałaś, że byłaś tydzień w szpitalu psychiatrycznym. Rozumiem, że to efekt jakiejś diagnozy i skierowania lekarza psychiatry, tak? Jeśli tak, to o co Cię pytał, czy doszliście do jakichkolwiek wniosków odnośnie powodu (ten chłopak, monotonia, otoczenie, trauma spowodowana czymś/kimś i stale masz z tym styczność itd.)? Czy w rodzinie miewał ktoś wcześniej takie problemy?
Dziewczyno, trzymaj się, bo jeszcze 78% pięknego życia przed Tobą! Jesteśmy z Tobą, ale faktycznie Biały.Kwiat.Paproci ma rację - jak wyglądają Twoje relacje z Mamą, masz jakąś przyjaciółkę czy kogoś przy kim czujesz się dobrze? Problem musisz rozwiązać tam gdzie powstał czyli w rzeczywistości. My, schowani za monitorami niewiele możemy, oprócz życzliwych "klików", a sprawa wygląda na bardzo poważną.
Przepraszam, że pytam, ale czy brałaś wcześniej jakieś leki lub miałaś jakiś epizod z narkotykami?
Dziekuje za liczny odzew. Nigdy nie bralam narkotykow. Mama caly czas na mnie krzyczy - mowi rob sobie co chcesz ze swoim zyciem jak ty je zmarnujesz to twoj problem. mi lzy kapia calymi dniami po prostu nie wytrzymuje juz!
w szpitalu psychiatrycznym bylam przez to ze z toksykologii zabrala mnie tam karetka i musialam sie zgodzic albo wydal by postanowienie sad. Juz tak dluzej nie moge !
wszyscy uwazaja ze klamie a ja nawet ubrac sie nie moge ;( czuje jak bym miala moze z 2 lata nawet jem jakos dziwnie ;( lekarz stwierdzil depresje, zaburzenia adaptacyjne, derealizacje i depersonalizacje ale ja obawiam sie ze to cos powazniejszego! boje sie byc sama w domu! czekam az brat albo mama wroci z uczelni i sie do nich przytulam i mowie prosze przytulcie mnie nie zostawiajcie mnie samej !! ONI mowia : tak tak wmawiaj sobie chorobe ! nie moge sie uczyc pojsc do pracy nie ma mowy
a mama mysli ze sobie to wymyslam wszystko !
nie daje juz rady!!!
co do przyjaciolki to mam i boje sie odbierac od niej telefony.... mialam tak nawet w listopadzie ze poszlam z pewnym chlopakiem na dyskoteke i w srodku zaczelam plakac i mowic blagam Cie boje sie tych ludzi !!
na uczelnie nie chodze juz wogole mama tak mowila - zaczniesz za rok a teraz codziennie jest na mnie zla ze siedze w domu i nic nie robie ( tzn sprzatam i gotuje) ojciec mowi ze po to mi dal Bog nowy dzien zeby go nie marnowac i sie "NAD SOBA NIE UZALAC"! ale ja tego nie robie! naprawde czuje sie jak w jakims koszmarze ktos cos do mnie mowi a ja sie na wszystko zgadzam! pewna dziewczyna w szpitalu do mnie mowila : dziewczyno nie martw sie dostaniesz rente!
co z moimi dawnymi marzeniami i planami! ta choroba mi zniszczyla zycie
;( powiem nawet ze mialam wlosy do srodka plecow piekne geste a w grudniu pojechalam do fryzjera i zeby mi je scial na chlopaka! zrobilam to. wtedy nie wiedzialam co robie tak bym snila ! i mam tak ciagle... juz nie moge dluzej
Kasiu, sama widzisz, że coś niedobrego się z Tobą dzieje, powinnaś pójść do lekarza, jak będziesz pod opieką psychiatry czy psychologa to Twoja rodzina przestanie uważać, że kłamiesz, że sobie coś wmawiasz. Cokolwiek to jest trzeba to leczyć. Na uczelni chyba najlepiej weź urlop zdrowotny. Staraj się myśleć pozytywnie, w domu naprawdę jesteś bezpieczna. Trzeba czasu, ale wyjdziesz z tego, zobaczysz. Pisz jak sobie radzisz. Trzymaj się Kasiu!
:)Hallo Kasia, MOIM skromnym zdaniem,nawet najbardziej zyczliwe slowa nie sa w stanie Teraz Ci pomoc tak, jak tego potrzebujesz. One sa tylko odskocznia na chwile i nie maja do Ciebie sily przebicia.
Uwazam, ze zanim zaczniesz sie intensywnie i dlugotrwale faszerowac lekami ,powinnas poszukac dobrego bioterapeute, aby sie sie energetycznie oczyscic i doladowac na wszystkich poziomach.
A pozatym wiadomo, ze najsilnieszym lekiem jest prawdziwa milosc.
W jakich sytuacjach czujesz, że jest Ci dobrze i stan ten potrafi się najdłużej utrzymywać? (jakaś konkretna osoba, muzyka, miejsce itp.). I przeciwnie - co/kto wpływa na Ciebie bardzo negatywnie i od razu zaczynasz "świrować"? Potrafisz do zdiagnozować, Kasiu? Sama nie dasz rady sobie z tym poradzić, nieważne czy skierujesz swoje kroki do bioenergoterapeuty, psychologa czy psychiatry (na pewno powinnaś; być może trafiłaś na tamtym etapie po prostu na nieodpowiednich specjalistów, którzy działali dodatkowo pod presją czasu), to pewne jest jedno, że ktoś przy Tobie w tym czasie fizycznie musi być, ktoś, kto Cię rozumie i będzie chciał Ci pomóc, będzie pilnował kolejnych wizyt, lekarskich zaleceń itd. Sama tego nie ogarniesz, a już szczególnie jeśli znów wpadniesz w ten upiorny stan. Współczuję Ci braku zrozumienia u najbliższych. Z ciekawości - co to za "pewien chłopak", z którym poszłaś na dyskotekę, stara znajomość czy ktoś nowy? Czy był świadomy Twoich problemów i stanów, w jakie popadasz?
ten chlopak to moj byly chlopak. i nic nie wiedzial o tym... zastanawiam sie moze naprawde nie powinnam zyc ;(
15 2014-01-26 14:30:14 Ostatnio edytowany przez takiwiatr (2014-01-26 14:42:58)
Nawet się nie zastanawiaj! Powinnaś żyć i wracać do zdrowia! Przecież to jasne!
Powiem Ci w sekrecie lub nie ale każdego nerwica dopada w taki własnie sposób. Ja nie musiałam iść do szpitala, bo u mnie w domu były już nerwice i mimo abstrakcyjnego silnego lęku, zostałam w domu. Pierwsze co to trzeba ustawić leki, ten stan już ich wymaga. Jak możesz udać się z kimś do mazowieckiego to dam ci namiar do lekarza, który szybko postawi cię na nogi. Nie martw się , nie taki diabeł straszny jak go malują, już nie długo będzie dobrze. Jeszcze nie jestem wyleczona, ale mój stan pozwala mi funkcjonować. Pracuję jeżdżąc za granicę i jestem w tym dobra. Hymm BEDZIE dobrze tak ma WIELU LUDZI. To obecna choroba cywilizacyjna,. Buzi ciepłe
Życie to największy dar od Boga, jaki mamy w swoich rękach. Trzeba zawsze pamiętać, że życie każdego jest też połączone z życiem innych ludzi i myśli o odebraniu go sobie są wyrazem największego egoizmu, a także swoistym pójściem na łatwiznę, Kasiu. Rozumiem, że masz depresje, jesteś bezsilna na to wszystko, ale robisz coś, żeby to zmienić. Twoja obecność tutaj jest również tego wyrazem. Staramy Ci się pomóc na tyle na ile rozumiemy problem, na ile pozwala nam nasza empatia, a w tym wypadku także na tyle na ile jako laicy w większości potrafimy postawić trafną diagnozę Twojego stanu. Szukamy, pytamy, chcemy pomóc, ale do tego potrzebujemy też Twojej otwartości i chęci walki z Twojej strony! Wokół Ciebie jest na pewno tylu ludzi, którzy Cię kochają i dla których Twój los jest bardzo ważny. Dla nich też jest to trudna sytuacja. Rodzice na pewno dobrze Ci życzą, może też "testują" różne sposoby dotarcia do Ciebie i poprawy Twojego stanu. Może właśnie czasem wstrząs od najbliższych, walka z Twoim użalaniem się, próba postawienia Cię do pionu i obudowanie obowiązkami - jest z ich strony formą terapii... Często "głaskanie" prowadzi do pogłębienia się problemu, a nie do jego rozwiązania. Oni też błądzą, szukają i chcą Ci pomóc. Pomyśl o tym i w ogóle o ich bólu.
Odpowiedz mi na moje wcześniejsze pytanie o sytuacje, które Cię uspokajają i takie które potęgują Twój stan zagubienia i strachu. Czy "ten chłopak", to osoba odpowiedzialna za Twoje różne traumatyczne przeżycia, o jakich tutaj wspomniano czy wcześniejszy, bo się pogubiłem? I odbierz ten telefon od przyjaciółki, może właśnie jej teraz potrzebujesz, a nawet o tym nie wiesz. Wykorzystuj każdą nadzieję na powrót do codzienności.
Rozumiemy, że jesteś na emocjonalnej huśtawce, walczysz sama ze sobą, chcesz zrozumieć siebie i z pewnością jest Ci bardzo ciężko, ale walcz dalej, bądź dzielna, bo tego od Ciebie oczekujemy chcąc Ci pomóc. Mam nadzieję, że samo wyrzucanie z siebie problemu, dzielenie się nim z innymi - przynosi Ci chociaż małą ulgę.
Puk, puk. Fordziku, jak tam - jedziesz jakoś do przodu czy mroźne otoczenie Cię unieruchomiło i trzeba popchać? ![]()
kasia wruc do szpitala mialam syna ktury pszegrai z tom horobom jestem w zaiobie miai 27 iat dzieki tobie i dla innch zrozumialam jak ty cierpisz matka dawida jeslisz chcesz poznac prawde o moim synu otpisz mama dawida w 2014 odszei
Nie bój się niczego ,musisz wyjść jakoś z tego swojego zagubienia .Możesz na mnie liczyć zawsze ,nie zapominaj o tym .Hejka
21 2015-09-11 00:10:03 Ostatnio edytowany przez ilona151991 (2015-09-11 00:11:12)
witaj, nie jestes sama mam dokladnie tak samo. otaczaj sie dobrymi ludzmi, uwierz w to co ci mowia, ile wartosci w sobie masz , nie daj zeby jaki glupek ci wmowil cos innego co ci zaszkodzi tylko. rowniez wszyskiego sie boje, unikam wyjsc i spotkan z ludzmi, jestem na przemian smutna, w depresji i zalamana, totalnie zalekniona, jest ciezko z tym zyc ale trzeba walczyc, bo inaczej to cos zwalczyc moze ciebie jesli trwac bedzie zbyt silnie i w dodatku dlugo. jesli masz ochote popisac czesciej na ten temat to zapraszam cie d swojego email, tez o tym samym nie mam z kim sie podzielic, a i moze jakos nam to zycie ulatwi jak wygadasz sie ty , ja nawzajem ? ilona772@wp.pl.
Oj kochana, musisz pędzić do psychologa. To wygląda na fobię społeczną ![]()
Musisz się postarać i nie bać się niczego i nikogo ,wszyscy jesteśmy tacy sami.Każdy z nas ma jakieś problemy w swoim życiu .
takiwiatr Hm jezeli masz racje ,to ona ma depreche
Witam,
Jak się teraz czujesz ? Czy Ci się już polepszyło ? Jeśli masz nadal taki problem, to proszę napisz. Sam przez to kiedyś przechodziłem co Ty i jestem już zdrowy i cieszę się życiem i być może będę mógł Ci pomóc.
Pozdrawiam,
Artur