W wielu wątkach na forum spotykam się z pewnymi żalami niektórych osób, znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej.
Problemy te dotyczą nie tylko niewłaściwych wyborów partnerów, a co za tym idzie nieustabilizowanej sytuacji emocjonalnej, ale również problemów natury finansowej.
Wtedy zaczynają się schody. Jedni postanawiają siedziec i użalac się nad sobą i swoim losem, obarczając winą za to, wszystkich spotykających po drodze. Siedzą i czekają, czy może "manna spadnie z nieba". I wciąż zadają sobie pytania, dlaczego to inni mają lepiej, a mi na dodatek nie chcą pomóc. A przecież mi się należy, bo mam np trójkę dzieci i 1000 zł na życie.
Jakoś ciężko przyjąc to do wiadomności, iż sami jesteśmy "kowalami własnego losu".
Niestety nie ma nic za darmo, każdy będzie sam odpowiadał za swoją przyszłośc. Złe decyzje również będą odbijały się na naszym życiu i to od nas samych zależy, co z tym wszystkim zrobimy.
Najwłaściwsza tutaj byłaby myśl -''Jak se pościelisz, tak się wyśpisz"
Pomijam przypadki ciężkich zdarzeń losowych czy chorób.
Oczywiście też nie jest tak, że inni ludzie są bez serca. Ale niestety nie da się brac na siebie odpowiedzialności za niepowodzenia innych.
Chciałabym poznac Wasze opinie, jak to widzicie ze swojej strony?
Szukacie rozwiązań, dajecie z siebie wszystko?
Czy może uważacie, że wszystko się należy, bo problemy niekiedy potrafią przerastać, gdy jest ich za dużo?
Jak postrzegacie problemy innych? Czy użalanie się prowadzi do wyjścia z sytuacji, bo może w końcu natrafimy na ''pomocną dłoń''?