Witajcie,
jak już widać po tytule mam problem z zaufaniem..
tak, żeby zacząć od początku mój poprzedni związek trwał prawie 10 lat, zakończył się w czerwcu, ponieważ poprzedni partner mnie okłamywał (drobnostki i poważniejsze sprawy jak np to, że nie pracował itp). Mieliśmy też taką sytuację, że przez portal społecznościowy rozmawiał z kilkoma koleżankami ze studiów w taki sposób, że kiedy się o tym dowiedziałam mocno zabolało, mimo, że z nikim nic fizycznie go nie łączyło. Ale ok, sprawa skończona, do rozstania zabierałam się dwa lata (naprawdę nie było łatwo podjąć decyzji) i jak już to zrobiłam, muszę powiedzieć, że ani razu nie popłynęła łezka.
miesiąc po rozstaniu przeprowadziłam się do innego miasta, poznałam chłopaka i zaczęliśmy się spotykać. Wszystko szybko się potoczyło i po niecałych trzech miesiącach zamieszkaliśmy razem- tak mieszkamy od czterech miesięcy.
... i tu pojawia się mój problem, nie wiem, czy to dlatego, że od miesiąca szukam pracy- czytaj mam za dużo wolnego czasu i się nakręcam, czy może to pozostałości po ostatnim związku ale naprawdę ciężko mi jest zaufać.. Teoretycznie mój obecny chłopak nie daje mi żadnych powodów, żebym nie ufała, wszystko między nami układa się dobrze, jest miły, kochany, dba o mnie, mam dobry kontakt z jego rodziną, spędzaliśmy razem święta.... ale za każdym razem, kiedy siada przy komputerze, przy FB, dostaje sms, mail, cokolwiek- ja panikuje (tzn oczywiście nie sprawdzam go, nie pokazuje tego, że panikuje itp, to sie dzieje we mnie, w środku). Nie wiem, co mam zrobić, nie chcę stracić tego co mam, wiem, że za nikogo nie można dać sobie ręki uciąć, ale ja naprawdę tak właściwie to nie mam powodów, żeby nie ufać, tylko nie mogę sobie wbić tego do mojego pustego łebka..
jest jeszcze taka kwestia, że na początku przez jakiś czas się przyjaźniliśmy- wiem dużo o jego poprzednim związku, o tym, że poprzednia dziewczyna była zżyta z rodziną- rozstali się jakiś rok temu i jakoś moja pewność siebie tak uleciała, w sensie, że zastanawiam się czasami czy nie chciałby do niej wrócić. Samo to, że jestem tu na 'obcym terenie' bez moich znajomych i rodziny dodatkowo podcina mi skrzydła.
kilka dni temu powiedziałam chłopakowi o moim problemie z zaufaniem, wiem, że sprawiłam mu tym dużą przykrość. To męczy też mnie, bo niczego zdrowego się nie zbuduje bez zaufania... myślę, że może po prostu za szybko się z kimś związałam, tylko jeżeli tak, to co mam zrobić?
a teraz pomyśl, że siada przy Tobie przyjaciółka i mówi Ci dokładnie o tym samym, że nie ufa... Co jej radzisz?
To co w Tobie siedzi, to na pewno przeszłość. Skoro nie ma podstaw, to po co się dręczysz? Za dużo spokoju wokół Ciebie?
Jacy są faceci każdy wie, jakie są kobiety - też. Ale nie mierzmy wszystkich jedną miarą. Gdyby każdy był jak każdy to raczej długo byśmy partnerów nie szukały.
Walcz z tym, warto. Stopniowo ufaj mu bardziej. Zacznij od zejścia z jego ramienia gdy pisze na fb - ma prawo do prywatności, nawet jak pisze z kolegą. Potem puśc go do pubu z kolegą, ale Ty też nie siedź w domu.
Może właśnie dlatego wariujesz. Znajdź sobie hobby zajmij myśli.
Jeśli on wyczuje, ze mu nie ufasz to zacznie się dusić, będziecie się kłócić, popadniesz w jakąś paranoje i wszystko się rozpadnie. A tego byś nie chciała, prawda?
To wymaga poświęcania - jak wiele wartościowych spraw.
wiesz, jeżeli chodzi o brak zaufania nie okazuję tego, nie ma czegoś takiego, żebym czegoś zabraniała/wisiała na ramieniu, jak jadę do domu- do rodziny, wiem, że chłopak spotyka się z kolegą, jakby chciał gdzieś wyjść- wie że nie mam nic przeciwko, jak włącza swój komputer- ja biorę swój albo książkę- to wszystko siedzi we mnie. Chodzi mi o brak takiej pewności, że jemu jest dobrze ze mną, że nie musi oszukiwać, takiej, że jak ja jadę do domu to kolega z którym się spotyka jest kolegą a nie koleżanką. Myślałam, że taka pewność przyjdzie z czasem, ale wydawało mi się, że po tych kilku miesiącach będę ją miała. zdaję sobie sprawę, że problem jest we mnie- tak samo bardzo jak chciałabym, żeby było dobrze, boję się tego, że przeszłość coś we mnie zabiła i nie będę już umiała zaufać, nie odzyskam nigdy takiej pewności siebie jaką miałam
Hobby mam- od roku trenuję pole dance, więc tam wyładowuje wszystkie emocje
wszystkie czynniki zew. wywołują w nas zmiany. Pytanie czy przekształcimy je na zalety?
Oczywiście, że już nie zaufasz mu tak bezgranicznie jak ufałaś tamtemu - do pewnego momentu. Taka ostrożność jest w porządku, tylko nie zwariuj.
Co myślisz, co czujesz kiedy uaktywnia się w Tobie ta zazdrość? Jaka wtedy jesteś wobec niego?
co myślę? ciemne scenariusze. co czuję? czuję się niewystarczająco dobra. ale zachowania wobec faceta nie zmieniam- mam na myśli to, że nie jestem złośliwa, nie mam fochów ani się nie obrażam. gotuje się we mnie, ale nie robię nic.
Autorko watku rozumiem cie bardzo dobrze ezeli ktos si erozchodzi z calkeim innyhc powodow to jest alkiem inaczej niz z pwodu wlasnie klamstw partnera poniewaz jak ktos nas osukuje i nie jest toobca osoab a najblizsza to potem ciezko jest zaufac komus nowemu i to bardzo, zawsze bedziemy mieli wrazenie ze cos kreci za naszymy plecami i na kazdym kroku nas oszukuje mowi co inenego robi co inengo. Trzeba sie jakos tego pozbyc sam jescze nei wiem jak do konca ale to bardzo przeszkadza w nowych relacjach z nowymi partnerami.
początki są trudne, ale spróbuj myśleć w mniej mroczny sposób, zamiast tego myśl pozytywnie. "wmawiaj" sobie, że to co się dzieje w Twojej głowie nie sprzyja. Nie bój się. Nie trać czasu na "co by było gdyby", albo snucie nierealnych scenariuszy. Potrzeba Ci tylko motywacji, znajdź ją w nim. Jeśli jednak sama nie dasz rady, udaj się do kogoś z kwalifikacjami ![]()