Mniej więcej za 2- 3 tygodnie będę wyprowadzała się z domu. Dla większości ludzi którzy znają moją sytuację jest to jedyne wyjście. Przyjaciele zapewniają, że w razie czego to pomogą mi finansowo, że będę mogła oddać jak będzie lepiej i takie tam. Tylko jeden kumpel zasiał mi ziarnko nie pewności, tekstem że wyprowadzając się z domu zapracuję na bezdomność, że mimo że jest źle warto zacisnąć zęby i mieć przynajmniej ten pewny dach nad głową. Jego słowa od dość dawna chodzą mi po głowie. Może nie potrzebnie się wkręcam, ale już parę razy potraciłam przyjaciół (tych co najbardziej zapeniali mnie o przyjaźni). Im bliżej wyprowadzki tym strach jest większy, że słowa kolegi i tak się spełnią. Wiem, że wychodząc z domu nie będę miała do niego powrotu (bo nigdy nie miałam prawa do popełniania błędu, nawet jak chciałam go naprawiać to mogłam nawet nie startować, bo to nie miało sensu).
Boję się... że nie dam sobie w efekcie rady... Jakoś nie widzę siebie, bym utrzymała się totalnie samodzielnie za 20 złotych dziennie....
Ile masz lat? Czym podyktowana jest Twoja decyzja o wyprowadzce?
Sporo. Długo mieszkałam w rodzinnym domu ze względu na sytuację w nim (mama była nieuleczalnie chora i przy opiece były potrzebne dwie osoby, a jestem jedynaczką). Ojciec zaczął po śmierci mamy dość mocno świrować i przypomniał sobie że jednak ma dziecko... Pracuję w takim miejscu, że w domu potrzebuję spokoju, żeby się nie wykończyć.
należy chronić przede wszystkim siebie, a potem myślec o rodzicach i rodzenstwie.
a ta mama twoja nieuleczalnie chora wyleczyła się czy niezyje?ile czasu trwała opieka?
Mama chorowała na SM. To jest tak, że na nie się nie umiera, lecz na jego konsekwencje. Moja Mama zmarła na zapalenie płuc. Trudno tak na serio określić ile trwała opieka. Na samym początku była jeszcze wstanie pracować. potem powoli choroba odbierała jej kolejne funkcje. Pod sam koniec jej pobytu w domu walczyłam z ojcem bym lek na padaczkę przeszedł Jej przez gardło (często się to nie udawało). W sumie cały proces od diagnozy do śmierci trwał 13 lat.
Avakallec, większość ludzi obawia się zmian. Ale zmiany są konieczne, żeby się rozwijać.
Podjęłaś decyzję i się jej trzymaj. Nie roztrząsaj tego CZY sobie poradzisz tylko JAK sobie poradzić. Możliwości zawsze są różne. Jeśli człowiek czegoś bardzo chce to okazuje się, że rozwiązania się znajdują.
Pewnie się znajdują... Wiem, że mnożę problemy, mimo że na starcie nie mam najgorzej, bo mam mieszkanie, gdzie właścicielka nie zdziera, bardziej jej zależy na regularnych wpłatach. Jest we mnie nie wiadomo ile niepewności i strachy przed nie znanym, ale z drugiej strony wiem, że jak teraz się zatrzymam to po raz drugi już nie ruszę.
Nie słuchaj innych. Nie polegaj na innych.
Słuchaj siebie i polegaj na sobie. Uda Ci się.