Mój synek nie żyje.... Co dalej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 46 ]

Temat: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Witajcie. Jestem mamą trójki dzieci; dwoje z nich żyje i nieźle daje w kość smile Mój najmłodszy synek zmarł w połowie listopada, 16 godzin po urodzeniu. Cała ciąża była mocno powikłana, a synek miał problemy już w brzuszku (gigantyczne wodobrzusze, zarośnięta odbytnica, niedorozwój płuc), więc teoretycznie byliśmy przygotowani na najgorsze, ale... Od 18 tygodnia ciąży walczyliśmy o życie naszego maleństwa. Ja, lekarze; wszyscy robiliśmy co się dało. Ostatnia zastosowana terapia zaczęła przynosić efekty; wodobrzusze się zmniejszało, a to dawało ogromną nadzieję, że się uda. Nie udało się. W 28 tygodniu ciąży gwałtownie odkleiło się łożysko i miałam cesarkę. Za wcześnie; płucka nie były wystarczająco rozwinięte; mój synek żył 16 godzin. Nie zobaczyłam go żywego, ale pożegnałam go w zakładzie pogrzebowym. Był taki spokojny; wyglądał jakby spał....

Od urodzenia Marcinka minęły 3 tygodnie. W ciągu dnia jest ok; moje dzieci nie pozwalają mi na myślenie. Codziennie tłumaczę sobie, że widać tak miało być, a mój synek już nie cierpi. Staram się żyć jak przed ciążą, ale wieczorami, zwłaszcza w czasie kąpieli chce mi się wrzeszczeć. Mimo że biorę tabletki na zastopowanie laktacji piersi mam cały czas pełne mleka. Macica obkurcza się bardzo wolno i brzuch ciągle wygląda na ciążowy, chociaż jest już pusty... Nie umiem się poskładać, nie wiem jak sobie pomóc. Nie mogę tego z siebie wypłakać. Myślałam, że jestem silna, ale chyba mnie to wszystko przerasta...

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Cassiopea, spotkała Cię chyba największa tragedia, jaką mogła spotkać matkę. Strata dziecka.
Ciężko jest pożegnać się z kimś, kogo bezwarunkowo kochało się już w dniu, kiedy się o Nim dowiedziało.
Nie wiem jak to jest, ale staram się z całej siły Cię zrozumieć.

Potrzebujesz teraz wsparcia swoich najbliższych. Nie odsuwaj się od Nich. Pozwól im cierpieć razem z Tobą. Wiedz, że jesteś im potrzebna i vice versa.
Czas leczy rany. Musisz być mega silna da dwójki, która żyje. Płacz i krzycz jeśli tego potrzebujesz. Nie wstrzymuj się.
Nikt nie karze Ci zapominać o synku, ale postaraj się kojarzyć jego krótkie życie ze szczęściem, a nie z cierpieniem. Mały już teraz jest spokojny i wierzę, że mimo to, iż nie ma go fizycznie, duchem jest właśnie z Tobą.

Życie rzuciło Ci wielką kłodę pod nogi. I tylko od Ciebie zależy, jak ją ominiesz.

Całym sercem Ci współczuję i naprawdę duchem jestem z Tobą.
Ściskam Cię mocno i życzę spokoju ducha przede wszystkim.

3

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Matko , aż się popłakałam jak przeczytałam co napisałaś. Musi być Ci strasznie ciężko, ja jestem w 4 miesiacu ciazy i nie wyobrażam sobie przeżyć tego co Ty teraz. Bądź silna. Jeśli nie uda Ci się samej z tym poradzić, spróbuj terapii z psychologiem. Może to przyniesie jakąś drobną ulgę. Trzymaj się !

4

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

witaj.
mam nadzieję, ze uda ci się dojść do porządku, że jakoś ukoisz ten ból.
przytulam cię:(

5

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Nie napisze nic pocieszającego, bo twojego bólu nie da sie pocieszyć sad Pewnie też nigdy on nie minie, ale nauczysz się z tym żyć. Bardzo ci współczuję, chciałabym jakoś móc cię wesprzeć, ale nie potrafię. Wspierajcie się z rodziną i nie pozwólcie żeby tragedia odsunęła was od siebie. Ściskam mocno, choć to pewnie w tej sytuacji niewiele znaczy

6

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?
Cassiopea napisał/a:

Witajcie. Jestem mamą trójki dzieci; dwoje z nich żyje i nieźle daje w kość smile Mój najmłodszy synek zmarł w połowie listopada, 16 godzin po urodzeniu. Cała ciąża była mocno powikłana, a synek miał problemy już w brzuszku (gigantyczne wodobrzusze, zarośnięta odbytnica, niedorozwój płuc), więc teoretycznie byliśmy przygotowani na najgorsze, ale... Od 18 tygodnia ciąży walczyliśmy o życie naszego maleństwa. Ja, lekarze; wszyscy robiliśmy co się dało. Ostatnia zastosowana terapia zaczęła przynosić efekty; wodobrzusze się zmniejszało, a to dawało ogromną nadzieję, że się uda. Nie udało się. W 28 tygodniu ciąży gwałtownie odkleiło się łożysko i miałam cesarkę. Za wcześnie; płucka nie były wystarczająco rozwinięte; mój synek żył 16 godzin. Nie zobaczyłam go żywego, ale pożegnałam go w zakładzie pogrzebowym. Był taki spokojny; wyglądał jakby spał....

Od urodzenia Marcinka minęły 3 tygodnie. W ciągu dnia jest ok; moje dzieci nie pozwalają mi na myślenie. Codziennie tłumaczę sobie, że widać tak miało być, a mój synek już nie cierpi. Staram się żyć jak przed ciążą, ale wieczorami, zwłaszcza w czasie kąpieli chce mi się wrzeszczeć. Mimo że biorę tabletki na zastopowanie laktacji piersi mam cały czas pełne mleka. Macica obkurcza się bardzo wolno i brzuch ciągle wygląda na ciążowy, chociaż jest już pusty... Nie umiem się poskładać, nie wiem jak sobie pomóc. Nie mogę tego z siebie wypłakać. Myślałam, że jestem silna, ale chyba mnie to wszystko przerasta...

Niestety to smutne,ale raczej niczego już nie zmieni. Nie wolno Ci się zamartwiać, masz dzieci i w tej chwili o nich musisz myśleć.Marcinek już jest z aniołkami,jest Mu dobrze. Domyślam się ,że to dla Ciebie trudny okres, ale żyć trzeba dalej,bo masz dla kogo. Głowa do góry, uśmiechnij się od czasu do czasu,bo Twoje dzieci też będą się czuły źle.Ból z czasem minie,mimo,że pamiętać bądziesz całe życie.Pozdrawiam.Trzymaj się.

7

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Bardzo wam dziękuję. Wiem, że ze swoim bólem muszę poradzić sobie sama. Wiem, że nawet najszczersze słowa współczucia go nie zmienią... Chyba piszę tu po to, żeby się wygadać, albo spotkać kogoś, kto przeżył coś podobnego.

Wydaje mi się, że mam wsparcie w mężu, chociaż on chyba wolałby, żebyśmy w ogóle nie rozmawiali o tym co się stało; żebyśmy wymazali z pamięci ostatnie miesiące i żyli dalej jak przed ciążą. Ja tak nie potrafię.... Może dlatego, że patrzę na siebie w lustrze i moje ciało na każdym kroku przypomina mi, że miało nas być pięcioro... Ale, jak zaczynam wieczorem płakać, to po prostu mnie przytula i mówi, że mnie kocha. Jest obok, chociaż przeżywa to wszystko zupełnie inaczej.

W dzień jest dobrze; dzieci mają uśmiechniętą mamę, która teraz jeszcze częściej je przytula i powtarza, że bardzo je kocha. Gorzej jest wieczorami, kiedy maluchy już śpią.

8

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?
Cassiopea napisał/a:

Wiem, że ze swoim bólem muszę poradzić sobie sama.

Nawet nie.Musisz tylko (aż?) przeczekać. W takim przypadku tylko czas...
Skoro w miarę normalnie funkcjonujesz to jesteś cholernie silna.

9

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Funkcjonuję w miarę normalnie, bo muszę. Mam dwoje małych dzieci, mąż za miesiąc znów wyjeżdża do pracy; muszę się ogarnąć, bo moje dzieci nie mogą cierpieć przez to, że ich mama nie potrafi się odnaleźć... Tylko ta pustka i smutek, kiedy robi się cicho w domu. Dopóki dzieci dokazują, jest ok, ale jak pójdą spać od razu łapie mnie przygnębienie... Dziś mi się wydaje, że nic tej pustki nie wypełni...

Pitagoras, myślałam, że jestem silna. Przez trzy miesiące ciąży, kiedy walczyliśmy o życie synka znosiłam z uśmiechem wbijanie igieł w brzuch (w sumie miałam 10 zabiegów wewnątrzmacicznych), leżałam grzecznie w szpitalu i spełniałam wszystkie zalecenia lekarzy. Kiedy okazało się, że Marcinek nie żyje, rozmawiałam z lekarzami, którzy próbowali go ratować i mówiłam im to samo, co próbuję sobie cały czas wytłumaczyć; że tak pewnie było lepiej dla mojego synka, że On już nie cierpi, a my ze swoim bólem sobie poradzimy, że mam dla kogo żyć, a maleństwo zawsze zostanie w moim sercu. Codziennie staram się racjonalizować to co się stało, ale wieczorami dopada mnie irracjonalność. Zawsze byłam optymistką, a teraz nie umiem...

Pewnie macie rację. Trzeba to przeczekać...

10

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Matko dziewczyno ile Ty przeżyłaś! Mimo tych strasznych chwil to jesteś bardzo silna. Zrobiłaś wszystko, zeby Marcinek przeżył, ale widocznie jego los był inny.
Ja straciłam 2 ciąże: w 5 i 10 tc. Bardzo to przeżyłam, więc rozumiem Twój ból. Na szczęście mam 4-miesięcznego synka, który jest całym moim swiatem.
Jest Ci teraz ciężko i nie ukrywaj emocji, pisz tutaj, co Ci siedzi na serduszku. Pamiętaj, ze z dnia na dzień będzie lepiej. Przytulam.

11

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

jak tu sobie poradzic:(

12

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Kochana jesteś wspaniałą matką, zrobiłaś wszystko aby ratować maleństwo.Życie bywa okrutne sad(

13

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Cassiopea, śledziłam Twój poprzedni wątek i podziwiałam Twoją siłę. Milczałam, bo nie umiałam nic mądrego napisać. Teraz tymbardziej nie umiem, ale jakoś już nie potrafię milczeć. Chciałabym Cię po prostu przytulić i pozwolić się wypłakać. Choć po przespaniu się z tematem, mam kilka myśli, którymi się z Tobą podzielę.

Mądrze piszą wyżej, że to jest coś co musisz przepracować sama w sobie. Ale nie samotnie! Uważam, że mąż powinien Cię wspierać, być przy Tobie. Jestem pewna, że dla niego też nie jest to łatwe doświadczenie, ale musi zrozumieć, że próbując poradzić sobie ze swoim bólem w samotności (co typowe dla mężczyzn), rani Ciebie. Musicie tutaj znaleźć jakieś wspólne rozwiązanie i jeśli wyjaśnisz mężowi co czujesz i czego potrzebujesz, to uda Wam się to.

Kolejna sprawa to dzieci. Ja nie udawałabym, że wszystko jest ok. Nie wiem w jakim są wieku, ale pewnie miały świadomość, że nosisz ich braciszka i że jest on chory. Nawet maluchy rozumieją więcej niż nam się wydaje i myślę, że nie powinny widzieć Cię jako kogoś, kto nad stratą dziecka przechodzi do porządku dziennego - nawet jeśli to tylko maska, tak jak jest to u Ciebie. Powinny wiedzieć, że bardzo synka kochasz, choć nie może być z Wami, że tęsknisz, że jest Ci ciężko, dlatego czasem jesteś smutna. Nie myśl, że dzieci nie widzą Twoich emocji. Nie daj im myśleć, że to np ich wina. Poza tym właśnie powinny wiedzieć choćby po to żeby wiedziały, że one są tak samo ważne, że to co dzieje sie z dzieckiem, jest zawsze wielkim bólem, albo wielka radością dla mamy. Że choć cierpisz z powodu ich brata, to cieszysz się, że oni są zdrowi i radośni. Porozmawiaj z mężem jak możecie dzieciom przekazać wiedzę o tym co się wydarzyło. Bo uważam, że zasługują na tę wiedzę, a nie na obciążenie, którym jest to teraz i będzie coraz większym, jeśli to przemilczycie.

14 Ostatnio edytowany przez Viggo (2013-12-08 13:56:45)

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Współczuję. W Ośrodkach Pomocy Społecznej dyżurują specjaliści-psycholodzy, w ramach realizowanego projektu unijnego "Kapitał Ludzki". Porady są w pełni bezpłatne. Być może warto zgłosić się po pomoc? Trudności z czynnikami adaptacyjnymi do tragedii, która Cię spotkała, wymagają konkretnej interwencji. Chyba,że jesteś w stanie poradzić sobie z tym sama. Gdzieś na forum spotkałam się ze stwierdzeniem "Kobieta jest organizmem ultradoskonałym, potrafi zregenerować się po ekstremalnie ciężkich doświadczeniach, przetrwa wszystko" Wierzę,że Ty też przetrwasz, musisz. Wytrwałości i pogody ducha życzę!

15

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Dziękuję wam za wasze posty.

Nocnalampka, moje dzieci mają 3,5 roku synek i 2,5 roku córka. Wiedziały, że mamusia ma w brzuszku dzidziusia, a teraz wiedzą, że mama ma chory brzuszek, a dzidziuś jest w niebie. Na cmentarz zabiorę je dopiero wiosną, jak na grobku stanie pomniczek. Poza tym najpierw sama chcę oswoić to miejsce, żeby moim dzieciom kojarzyło się ze spokojem. Wiem, że dużo rozumieją, ale myślę, że są jeszcze za mali na tłumaczenie czym jest śmierć. Te pytania pewnie się pojawią z czasem...

Mój mąż się na swój sposób stara mnie wspierać, ale to nie jest typ człowieka, który "musi coś zrozumieć". On ma swój punkt widzenia i nie ma powodu, żeby go zmieniać. Ma trudny charakter i nie bardzo potrafi rozmawiać. Gdyby nie ta ciąża, pewnie już nie bylibyśmy razem, bo od dawna mamy problemy z porozumieniem. Ale to nie ten wątek... W każdym razie, jak zaczynam płakać wieczorem, po prostu mnie przytula. Stara się być obok mnie.

Viggo, muszę przetrwać. Mam dla kogo. Usłyszałam kiedyś, że żeby się poskładać, najpierw trzeba się rozsypać. Chyba właśnie powoli się rozsypuję...

16 Ostatnio edytowany przez nokiaaa (2013-12-08 18:32:32)

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

tak mysle sobie o tych kobietach, ktore tak jak ty straciły dziecko, a które wróciły do pustego domu i nie mają innych dzieci.puste łózeczko, wyprawka, kupiony wózek...nie mają też kogo przytulić, albo związek im się sypie, bo nie wiedza jak rozpracować ten ból. trochę tego hałasu, zajęcie, praca przy 3 latkach to też moment gdy może jakoś dasz radę przetrwać.
ja wiem, że Marcinek był jeden jedyny, że teraz cierpisz.
a w sumie nie wiem, nie straciłam dziecka. moge poczytać i współczuć.
czytam na bieżąco i czekam na twoje wpisy.

17

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Nie wyobrażam sobie, co przeżywają kobiety w takiej sytuacji jak moja, dla których miało to być pierwsze dziecko.... Ja mam to szczęście, że w dzień moje dzieci skutecznie odwracają uwagę od smutnych myśli.

Dziś sobie rysowaliśmy serduszka i w serduszkach pisaliśmy nasze imiona. Pamiętali, że trzeba też wpisać Marcinka i, że on jest aniołkiem i mieszka w niebie. Dla maluchów wszystko jest takie oczywiste. Zazdroszczę im tej beztroski...

W przyszłym tygodniu mam wizytę u psychiatry. Zaraz po Nowym Roku skończy mi się urlop macierzyński, a nie czuję się teraz na siłach wracać do pracy (biuro obsługi Klienta; 10h uśmiechania się do ludzi i rozwiązywania problemów frustratów, którzy marzą o tym, żeby się na kimś wyżyć). Może lekarz pomoże mi się szybciej poskładać...

18

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

a jak koleżanki w pracy, szefostwo?
może praca pomoże jakoś się poskładać:(
w jakiej branży pracujesz?

19

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?
Cassiopea napisał/a:

Nie wyobrażam sobie, co przeżywają kobiety w takiej sytuacji jak moja, dla których miało to być pierwsze dziecko.... Ja mam to szczęście, że w dzień moje dzieci skutecznie odwracają uwagę od smutnych myśli.

Dziś sobie rysowaliśmy serduszka i w serduszkach pisaliśmy nasze imiona. Pamiętali, że trzeba też wpisać Marcinka i, że on jest aniołkiem i mieszka w niebie. Dla maluchów wszystko jest takie oczywiste. Zazdroszczę im tej beztroski...

W przyszłym tygodniu mam wizytę u psychiatry. Zaraz po Nowym Roku skończy mi się urlop macierzyński, a nie czuję się teraz na siłach wracać do pracy (biuro obsługi Klienta; 10h uśmiechania się do ludzi i rozwiązywania problemów frustratów, którzy marzą o tym, żeby się na kimś wyżyć). Może lekarz pomoże mi się szybciej poskładać...

Bardzo dobrze Ciebie rozumiem i wiem ,co to strata dziecka........stracilam swoje ukochane prawie dorosle chore syna 4 lata temu i czas tu nie odgrywa specjalnie roli,ale przyzwyczaja i oswaja nas  zyc ze swoja strata!Najgorsze sa swieta,daty szczegolnie bliskie.......tak naprawde kazdy rodzic po stracie potrzebuje pomocy,potrzebuje wsparcia,potrzebuje drugiego czlowieka,przytulam !Proponuje Ci zajrzec na strone  DLACZEGO.ORG.Pl lub BY DALEJ ISC tam znajdziesz pomoc i wsparcie takich matek jak Ty! Krysta

20

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?
Cassiopea napisał/a:

Staram się żyć jak przed ciążą, ale wieczorami, zwłaszcza w czasie kąpieli chce mi się wrzeszczeć.

Musisz sobie uświadomić, że masz teraz prawo, a nawet obowiązek do tego, aby dać upust każdej emocji, która w Tobie siedzi.
Przeżywaniu straty towarzyszy wiele silnych emocji, na które trzeba sobie pozwolić.

Najważniejsze jednak, aby nie zostawać z emocjami samemu. Krzycz w samotności, ale też nie bój się dzielić emocjami z rodziną i przyjaciółmi.

Cassiopea napisał/a:

Nie umiem się poskładać, nie wiem jak sobie pomóc. Nie mogę tego z siebie wypłakać. Myślałam, że jestem silna, ale chyba mnie to wszystko przerasta...

Jeśli masz tego świadomość, warto udać się po specjalistyczną pomoc, kogoś kto pomoże i da wskazówki.

W takich sytuacjach nie warto być silną. To jest czas na słabość, bo to zrozumiałe, że takie zdarzenia właśnie taki stan powodują.
Siła w takich momentach zawsze przykrywa inne emocje, a aby przejść etapy żałoby, trzeba wyciągnąć i przepracować wszystko, co z nią związane.

21

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Zgadzam się, nie mam dziecka i nigdy jeszcze nie miałam, więc wiem, że będąc z boku nie poczujemy tego co Ty, nie możemy idealnie się w to wczuć. Jednak to zrozumiałe, przeżyłaś ogromną stratę i jak piszą poprzednicy, np dorota.f pozwól sobie na wszystkie emocje z tym związane. Ja gdy traciłam np kogoś z rodziny, to niepotrzebnie też czasem jakby grałam silną, myśląc, że to pomoże mi lepiej sobie z tym poradzić. A to nieprawda, bo wtedy to przyszło potem ze zdwojoną siłą i rozpacz była jeszcze bardziej dojmująca. To normalne, że czujesz rozpacz, smutek i wiele innych emocji, pozwól sobie na nie. Nie udawaj, że jesteś silna i że jest wszystko ok, bo to na dłuższą metę nic nie daje. Bardzo współczuję Ci straty dziecka i przytulam :*

22

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Jeszcze raz bardzo wam dziękuję.

Jestem po wizycie u psychiatry. Powiedział mi to, co w sumie sama wiedziałam; że jestem na prostej drodze do depresji i, że trzeba coś z tym zrobić. Na początek dostałam leki stabilizujące (nie wiem, czy to antydepresanty; muszę poczytać ulotkę), żeby trochę uspokoić wahania nastroju. Po Nowym Roku mam kolejną wizytę; zobaczymy czy to pomoże.

dorota.f, ja w sumie nie mam z kim o tym porozmawiać. Jak pisałam wcześniej; mój mąż najchętniej wymazałby te kilka miesięcy z pamięci i nigdy nie wracał do tematu. Próbowałam mu powiedzieć jak się czuję i skąd to się bierze, ale on nie chce i chyba nie potrafi słuchać. Zaraz zaczął mnie atakować i czepiać się jakichś "dupereli", żeby tylko zmienić temat. Próbuje mnie wspierać odciążając mnie w domu itd, ale do rozmów się nie nadaje. A moi przyjaciele? Obchodzą się ze mną jak z jajkiem... To jest bardzo trudny temat więc nie dziwię się im, ze nie do końca wiedzą, jak go ugryźć. W pracy jest podobnie. Pracujemy w małym zespole, wszyscy wiedzą co się stało i jak się u nich pojawiam (nie w pracy, tylko "towarzysko"), to cichną rozmowy. Czuję się tam jak trędowata. Jednak coś w tym jest, że takie przeżycia stygmatyzują... Dlatego to forum traktuję trochę jak psychoterapię. Tu mogę się "wygadać", a to bardzo pomaga.

23

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

każdy pewnie współczuje, zycie.
dobrze ze poszłaś do lekarza!

24

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Najgorszy był dzień przed Wigilią. Szorowałam kafelki w kuchni do 23:00, bo nie mogłam przestać płakać... Chyba nigdy nie były takie czyste tongue I w kółko powtarzałam sobie, że chcę mieć swojego synka obok siebie...

Wczoraj pojechaliśmy na cmentarz, z dziećmi. Pomyślałam, że nocnalampka ma rację, a dzieci są na tyle elastyczne, że przyjmą każdą rzecz jako coś oczywistego. A wiosną mogą już nie pamiętać, że miał być dzidziuś i będzie to dla nich bardziej niezrozumiałe.  Powiedziałam im, że jedziemy odwiedzić Marcinka i zapalić mu lampki, żeby nie było mu zimno. Wiedzą już, że Marcinek to dzidziuś aniołek, który mieszka w niebie i który był ich malutkim braciszkiem. Teraz powiedzieliśmy im dodatkowo, że na cmentarzu zapalamy mu lampki, żeby wiedział, że bardzo go kochamy i o nim pamiętamy, i żeby nie było mu smutno, bo leży tam sam. Na pożegnanie oboje zrobili mu papa i przez chwilę myślałam, że pęknie mi serce...

Kryst54, dziękuję za forum DLACZEGO. Jeszcze się nie odważyłam tam napisać, ale świadomość, że jest tyle osób, które zmagają się z tym samym ma dobre działanie terapeutyczne

25

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?
Cassiopea napisał/a:

Jestem po wizycie u psychiatry. Powiedział mi to, co w sumie sama wiedziałam; że jestem na prostej drodze do depresji i, że trzeba coś z tym zrobić. Na początek dostałam leki stabilizujące (nie wiem, czy to antydepresanty; muszę poczytać ulotkę), żeby trochę uspokoić wahania nastroju.

A czy nie poradził Ci konsultacji z psychologiem, warsztatów, grupy wsparcia? Przecież powinnaś móc gdzieś się wygadać. Najlepiej pod okiem specjalisty. Słyszałam, że leki działają najlepiej, gdy brane są równolegle z uczęszczaniem na rozmowy z psychologiem.
No a już tym bardziej by Ci się to przydało, bo tak jak piszesz, nie masz z kim o tym rozmawiać.

Cassiopea napisał/a:

Jak pisałam wcześniej; mój mąż najchętniej wymazałby te kilka miesięcy z pamięci i nigdy nie wracał do tematu. Próbowałam mu powiedzieć jak się czuję i skąd to się bierze, ale on nie chce i chyba nie potrafi słuchać.

To najbliższa Tobie osoba. Wyobrażam sobie, że jest mu trudno.
On zastosował wyparcie, jako sposób na poradzenie sobie z problemem, ale ponieważ Ty wymagasz innego, powinien Cię wspierać.

Mój mąż tęż miał podobny problem. Bał się i nie chciał ze mną rozmawiać, ale wiele razy mu tłumaczyłam, że to dla mnie ważne i w końcu trochę się przełamał. Ja jestem po dwóch poronieniach. To zupełnie inny problem, ale emocje do Twoich targały mną podobne, choć zapewne w mniejszym nasileniu.

Cassiopea napisał/a:

A moi przyjaciele? Obchodzą się ze mną jak z jajkiem... To jest bardzo trudny temat więc nie dziwię się im, ze nie do końca wiedzą, jak go ugryźć.

Tu niestety Ty musisz zacząć temat. Nie bój się do nich mówić, opowiadaj o swoich emocjach i problemach. Nie poruszanie tematu przez nich, to bezpieczne chowanie się od niego, często w dobrej wierze. Myślą, że Cię chronią, nie rozdrapując tego, co jeszcze świeże. To Ty musisz im dać sygnał, że taka metoda Cię nie interesuje i że chcesz móc się im wygadać, bo chcesz z tym walczyć na świeżo właśnie, a nie odkładać i przeciągać w nieskończoność. Bo przecież czasami to wystarczy; wylać to z siebie, oczyścić się trochę i móc się do kogoś przytulić.

26

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Witajcie.

W Nowy Rok mieliśmy z mężem mały przełom w relacjach. Po północy wypiłam 0,33 aroniówki (w jakieś 10 minut:P) i puściły mi hamulce. Przestałam się przejmować czy będzie mu przykro czy nie i wyrzuciłam z siebie wszystko... Ryczałam chyba z półtorej godziny i jak sobie to teraz przypomnę, bo brzmiało to jak wycie. Rano mąż mi powiedział, że nie przypuszczał, że tak głęboko to wszystko we mnie siedzi i tak bardzo mnie boli i już nie unika rozmów o Marcinku, więc mogę się wygadać... Bo ja podobno na zewnątrz nie pokazuję bólu i sprawiam wrażenie, jakbym świetnie sobie sama radziła.

dorota.f; psychiatra nie mówił nic o grupach wsparcia, ale zalogowałam się na forum dlaczego.org i to jest coś w rodzaju takiej grupy. Piszą tam ludzie po stracie dziecka, albo zmagający się z chorobą swoich maluchów. Zawsze ktoś wirtualnie przytuli i uświadomi, że nie jestem sama w swoim bólu i, że obok jest wiele osób przeżywających to samo...

Leki od psychiatry odstawiłam. Efektu terapeutycznego nie było (wyciszenia i uspokojenia), a zaczęły się problemy z koncentracją i otumanienie. Na następnej wizycie poproszę o zmianę leków albo o ich odstawienie i inny rodzaj leczenia. Muszę móc się skupić i mieć refleks, bo przy dwójce małych dzieci chwila nieuwagi może się skończyć tragicznie.

Teraz jeździmy na cmentarz z maluchami 2 razy w tygodniu. Dzieci bardzo się cieszą, jak odwiedzamy Marcinka, a ostatnio mój starszy syn powiedział nam, żeby go wykopać, to on będzie z nim spał w łóżeczku i Marcinkowi już nie będzie zimno... A córka zawsze przybiega do grobu pierwsza, macha mu i woła "cesc Malcinku". Ech, strasznie ciężkie są takie momenty...

27

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Witajcie znów smile

Minęło już trochę czasu i muszę wam powiedzieć, że powoli wszystko wraca na swoje miejsce. Co prawda zawsze już będzie nas o jedno za mało, niezależnie od tego ile jeszcze dzieci uda nam się mieć, ale myśl o tym nie jest już tak paraliżująca....

Dziś byłam na cmentarzu i w zakładzie kamieniarskim wybierać pomniczek. Ciężkie przeżycie, bo bardzo dokładnie przypomniał mi się pogrzeb, i twarz mojego synka w tej maleńkiej trumience sad Chyba już zawsze na myśl o tym będą mi wilgotniały oczy...

Jak poradziliście sobie ze stratą maleństwa? Udzielałam się chwilę na forum dlaczego.org, ale ja chyba zupełnie inaczej przezywam swoją stratę... Poza tym ogrom bólu na tym forum był nie do udźwignięcia.... Może tu są osoby po stracie dziecka? Jak daliście sobie radę???

28 Ostatnio edytowany przez dorinka3 (2014-04-09 18:25:23)

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?
Cassiopea napisał/a:

Może tu są osoby po stracie dziecka? Jak daliście sobie radę???

Witaj Cassiopea, zapraszam na maila, jeśli chcesz pogadać smile Daliśmy radę, długo to trwało, ale daliśmy radę. Można dać radę. I trzeba dać radę. Pozdrawiam Cię ciepło i serdecznie

29

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

dorinka, napisałam smile

30

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Cassiopea, odpisałam smile
Pozdrawiam

31

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Jak sobie radzisz? Nadal przyjmujesz leki uspokajające?

Dość niedawno było tu pisane, a Ty się udzielasz, więc jeśli chcesz możemy porozmawiać o twojej stracie.

32

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Cass
Strasznie mi Przykro. Nie bede wiele pisala bo wiem ,ze nic nie jest w stanie cie pocieszyc.
Sciskam cie cieplo....
Jestes bardzo dzielna....

33

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

strasznie mi przykro co więcej mogę powiedzieć:(

34

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Cześć Kochani.

Dawno mnie tu nie było....
Anonymous1 leki uspakajające przestałam przyjmować gdzieś w okolicy kwietnia. Wtedy dostałam od psychiatry Asertin (antydepresant) i bardzo pomógł. Od czerwca, tzn od kiedy sie dowiedziałam, że znów jestem w ciąży nie przyjmuję niczego. Asertin odstawiałam stopniowo. Lekarz stwierdził, że hormony ciążowe zrobią swoje smile

Najlepszą terapią są moje dzieci smile Bez nich pewnie bym się zamknęła w domu i sobie odpusciła.

Na grobie mojego synka stoi już pomniczek. Taki śliczny, klęczący aniołek. Ewcia, jak go pierwszy raz zobaczyła, mocno sie do niego przytuliła i stwierdziła, że ona kocha aniołka Marcinka smile

Teraz jest we mnie strach, że to co się stało z moim synkiem może się znów powtórzyć, ale staram się mysleć pozytywnie. Zaczynam już pomalutku czuć ruchy i ta ciąża staje się bardziej "realna". Jest też strach, czy blizna po cesarce się nie rozejdzie, bo ciąża nie była planowana... Ale wierze, że mój mały aniołek będzie o nas dbał i nie pozwoli temu maleństwo cierpieć tak, jak on cierpiał.

Jeśli chcecie pogadać, zapraszam. U mnie jeszcze na myśl o tym co się stało wilgotnieją oczy, ale myslę, że tak będzie już zawsze. A w grupie zawsze raźniej smile

35

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Cass buziaki, moja dzielna współmatko :* :* :*

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?
Cassiopea napisał/a:

Cześć Kochani.

Dawno mnie tu nie było....
Anonymous1 leki uspakajające przestałam przyjmować gdzieś w okolicy kwietnia. Wtedy dostałam od psychiatry Asertin (antydepresant) i bardzo pomógł. Od czerwca, tzn od kiedy sie dowiedziałam, że znów jestem w ciąży nie przyjmuję niczego. Asertin odstawiałam stopniowo. Lekarz stwierdził, że hormony ciążowe zrobią swoje smile

Najlepszą terapią są moje dzieci smile Bez nich pewnie bym się zamknęła w domu i sobie odpusciła.

Na grobie mojego synka stoi już pomniczek. Taki śliczny, klęczący aniołek. Ewcia, jak go pierwszy raz zobaczyła, mocno sie do niego przytuliła i stwierdziła, że ona kocha aniołka Marcinka smile

Teraz jest we mnie strach, że to co się stało z moim synkiem może się znów powtórzyć, ale staram się mysleć pozytywnie. Zaczynam już pomalutku czuć ruchy i ta ciąża staje się bardziej "realna". Jest też strach, czy blizna po cesarce się nie rozejdzie, bo ciąża nie była planowana... Ale wierze, że mój mały aniołek będzie o nas dbał i nie pozwoli temu maleństwo cierpieć tak, jak on cierpiał.

Jeśli chcecie pogadać, zapraszam. U mnie jeszcze na myśl o tym co się stało wilgotnieją oczy, ale myslę, że tak będzie już zawsze. A w grupie zawsze raźniej smile

Wszystko będzie dobrze. Trzymaj się optymistycznie!

37

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Cass...sciskam :*

38

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Witam. Nazywam się Justyna (36lat). Czytam od wczoraj wszystkie możliwe fora na ten właśnie temat , matek które straciły dzieci , nie ważne w jakich okolicznościach, ból i żal jest ten sam , tak myślę. I muszę powiedzieć że to pomaga , że nie jestem sama która cierpi po utracie kogoś , kogo się nosiło pod sercem urodziło i wychowało. Moja córka miała 12 lat , 18 lipca wypadła przez okno z 10tego piętra , zginęła na miejscu. Zadaje sobie bez przerwy pytanie DLACZEGO?/?/?? Dlaczego ja , ona , moja rodzina przeżywamy taki szok. To jest coś okropnego , czasami mam wrażenie że to tylko zły sen , ale po chwili se uświadamiam że jednak nie , to prawda , bolesna prawda.  Wyczytałam również że są trzy etapy żałoby, pierwszy - szok, drugi - żal/rozpacz, i trzeci (najgorszy) - zaakceptowanie tego co się stało już się  nie odstanie , nie którzy piszą że trzeba się z tym pogodzić , nie wiem moim zdaniem się nie da . bo jak mam pogodzić się ze śmiercią córki?? Kiedy wszystko mi ją przypomina , jej rzeczy , ubrania, nawet zabawki , piosenki w radju jej ulubione, przystanek tramwajowy gdzie wysiadała i wsiadała jak jeździła do szkoły, kiosk gdzie kupowała bułki na śniadanie, no wszystko,  wszystko co zostawiła w swoim pokoju . Cały dzień jestem myślami z Natalią , modlę się za jej duszyczkę, niech spoczywa kochana moja córeczka. Mam takie wyrzuty sumienia że szok, bo mogłam jej nie puszczać na wakacje do Polski , mogłam zatrzymać ją w domu i nic by się nie stało jak by została , więc dlaczego do tego doszło? Czemu zostałam tak pokarana cała rodzina jej siostra starsza również cierpi, dlaczego? Chciałabym żeby ktoś mądry , który też to przeszedł doradził mi co mam zrobić z tym wszystkim jak to ogarnąć jak się pozbierać żeby nie zwarjować . Śpie z jej bluzeczką bo pachnie jej potem , noszę jej zegarek , branzoletkę którą zdjęłam kiedy leżała jeszcze w trumnie bo nie chciałam żeby była skremowana razem z nią, nosze jej ząbek na łańcuszku , który i ona nosiła. Co jeszcze mam zrobić żeby się ogarnąć? Myślę teraz o kolejnej ciąży ale nie wiem czy to dobry pomysł , bo nie wiem czy z mężem chcęm jeszcze być, mam do niego żal za jego problemy alkoholowe, boje się że jak mu dam jeszcze jedną szanse on to zatraci , tak jak było wcześniej , zacznie znowu pić. Jak mam ogarnąć swoje życie i życie mojej starszej córki(18lat)???

39

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Jusia...lacze sie z toba w bolu. Stracilam moja dzidzie w 12tym tygodniu ciazy i ciagle o niej mysle, tym bardziej nie wyobrazam sobie twojego bolu. Nieopisana strata...
Jest tutaj na forum watek "Smierc meza", udziela sie tam Becia, kobieta ktora stracila meza i corke w krotkim czasie...poczytaj jej posty, dodaja sily... Nie chce sie wypowiadac za ta kobiete ale moze napisz do niej, na pewno nie odmowi ci pomocy i dobrego slowa. To taka ciepla, empatyczna kobieta, czytam czasem jej posty bo i mi pomagaja.
Przytulam cie...

40

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

jusia/nati- linkuje CI forum gazety poświęcone stracie dziecka:
http://forum.gazeta.pl/forum/f,16556,Strata_dziecka_Chore_dziecko.html
I bardzo, bardzo Ci współczuje.

41

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

jusia, ja to kiedyś pisałam. Ból nie minie nigdy. Z czasem tylko przestanie przesłaniać ci cały świat....

Bardzo mi przykro, chociaż słowa w żaden sposób nie ukoją Twojego bólu.... Mój synek był na świecie tylko 16 godzin, a ja zbierałam się ponad pół roku. Twoja córka spędziła z Tobą 12 lat; masz prawo do bólu i rozpaczy. Masz prawo wrzeszczeć i wściekać się na świat. Myślę, że wręcz powinnaś wykrzyczeć ten ból, bo niewykrzyczany zacznie cię zabijać od środka....

Co najważniejsze TO NIE TWOJA WINA. Chociaż to straszne i niesprawiedliwe, wypadki się zdarzają, a my nie jesteśmy w stanie im zapobiec....

Jeśli czujesz, że sama sobie nie radzisz, możesz spróbować psychologa (kiedy będziesz na to gotowa). Ja chodziłam do psychiatry i dostawałam leki uspakajające i wyciszające. Takie, które ułatwiały mi funkcjonowanie.

Ciąża teraz to zły pomysł. To nowe maleństwo nie zastąpi Twojej córki. Najpierw powinnaś przeżyć żałobę, potem myśleć o kolejnym dziecku.

Jeśli będziesz miała ochotę/potrzebę, pisz. Ja swoją rozpacz mam już oswojoną. Mogę spróbować ci pomóc oswoić Twoją.....

ściskam cię mocno. Dasz radę.

42

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Dziękuję Ci bardzo , ja wogóle jest mi lepiej odkąd zajrzałam na tą stronę , wiem teraz że nie jestem sama , bo kto nas zrozumie - kobiety - jak nie my same , mąż może doda otuchy ale to nie to samo co kobieta , przyjaciółka itp Dziękuję jeszcze raz. Pozdrawiam Justyna

43

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Jusiu, jest takie forum "dlaczego.org". To forum na którym spotykają się rodzice po stracie dzieci; nie tylko maleństw ale również tych starszych. Możesz spróbować również tam poszukać wsparcia. Dla mnie na tym forum było za dużo bólu, ale może Tobie pomoże smile

Mój mąż po stracie Marcinka zastosował klasyczne "wyparcie". Chwilami miałam wrażenie, że wolałby, żebyśmy ostatni rok wymazali z pamięci. Faceci przeżywają stratę zupełnie inaczej, ale też przeżywają.

Nie jesteś sama. Niestety jest nas - kobiet po stracie dziecka - zdecydowanie za dużo. A najgorsze jest to, że każda z nas musi znaleźć swój sposób na przeżycie tego koszmaru. Wierzę, że Ty też swój sposób znajdziesz smile

Pisz do nas dużo. Może jak się wygadasz, będzie chociaż trochę lżej smile

44

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?
jusia/nati napisał/a:

Dziękuję Ci bardzo , ja wogóle jest mi lepiej odkąd zajrzałam na tą stronę , wiem teraz że nie jestem sama , bo kto nas zrozumie - kobiety - jak nie my same , mąż może doda otuchy ale to nie to samo co kobieta , przyjaciółka itp Dziękuję jeszcze raz. Pozdrawiam Justyna

Justynko wiem przez ,co przechodzisz....moim miejscem jest wlasnie to forum; dlaczego.org.pl tam znalazlam ukojenie,tam jedna matka druga zrozumie,pocieszy ,wyslucha...jestesmy tam bliskie sobie...ciezko by bylo isc,zeby nie pomoc  matek takich jak my!jest jeszcze jedno forum "by dalej isc.com.pl(nie jestem pewna czy napisalam wlasciwa nazwe tego forum,ale szukaj!) Jesli chcesz napisz do mnie na priv sad Przytulam !

45

Odp: Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Witajcie Kochani...

Zbliża się Wszystkich Świętych, a zaraz potem pierwsze urodziny mojego synka.... Wiecie, strasznie trudno mi uwierzyć, że to już rok minął. Dziś przeczytałam swoje wątki sprzed roku i znów się poryczałam.

Z perspektywy tego roku muszę powiedzieć, że ból nie mija... On rzeczywiście z czasem przestaje przesłaniać świat, ale nie mija. I cały czas jest żal, że akurat mojego maleństwu się nie udało... Jest pustka w sercu, której nic nie wypełni. I chociaż na co dzień funkcjonuję zupełnie normalnie, a za 3 miesiące urodzi się Tomek, to mam bardzo silne poczucie, że czegoś nam brakuje...

Za to wierzę bardzo mocno,że mój mały Aniołek opiekuje się nami i tym razem wszystko będzie dobrze. Przy Marcinku anioły się zagapiły....

Posty [ 46 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » PSYCHOLOGIA » Mój synek nie żyje.... Co dalej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024