Witajcie. Jestem mamą trójki dzieci; dwoje z nich żyje i nieźle daje w kość
Mój najmłodszy synek zmarł w połowie listopada, 16 godzin po urodzeniu. Cała ciąża była mocno powikłana, a synek miał problemy już w brzuszku (gigantyczne wodobrzusze, zarośnięta odbytnica, niedorozwój płuc), więc teoretycznie byliśmy przygotowani na najgorsze, ale... Od 18 tygodnia ciąży walczyliśmy o życie naszego maleństwa. Ja, lekarze; wszyscy robiliśmy co się dało. Ostatnia zastosowana terapia zaczęła przynosić efekty; wodobrzusze się zmniejszało, a to dawało ogromną nadzieję, że się uda. Nie udało się. W 28 tygodniu ciąży gwałtownie odkleiło się łożysko i miałam cesarkę. Za wcześnie; płucka nie były wystarczająco rozwinięte; mój synek żył 16 godzin. Nie zobaczyłam go żywego, ale pożegnałam go w zakładzie pogrzebowym. Był taki spokojny; wyglądał jakby spał....
Od urodzenia Marcinka minęły 3 tygodnie. W ciągu dnia jest ok; moje dzieci nie pozwalają mi na myślenie. Codziennie tłumaczę sobie, że widać tak miało być, a mój synek już nie cierpi. Staram się żyć jak przed ciążą, ale wieczorami, zwłaszcza w czasie kąpieli chce mi się wrzeszczeć. Mimo że biorę tabletki na zastopowanie laktacji piersi mam cały czas pełne mleka. Macica obkurcza się bardzo wolno i brzuch ciągle wygląda na ciążowy, chociaż jest już pusty... Nie umiem się poskładać, nie wiem jak sobie pomóc. Nie mogę tego z siebie wypłakać. Myślałam, że jestem silna, ale chyba mnie to wszystko przerasta...