BEZRADNOŚĆ! - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 21 ]

Temat: BEZRADNOŚĆ!

Witam Wszystkie netbabeczki:)
Jestem nowa i niewiem czy już był taki problem poruszany:)
A mianowicie mam niereformowalnego faceta!
Jesteśmy prawie 6lat po ślubie,mamy 5-letnią córkę.
W sumie to niewiem jak zacząć...
Mój mąż to bardzo wybuchowy człowiek,o byle pier..łe sie czepi i jest wielka awantura,ale przywykłam do tego,wręcz mi to już wisi.
Nie w tym rzecz,niech sobie wrzeszczy jak już musi. Tylko w ten sposób ze mną rozmawia.
Najbardziej to mnie wkurza jego obojętność na wszytko,normalnie samo wystarczalny człowiek!
Trzy lata po urodzeniu córki nie pracowałam,dom na błysk,cały czas z dzieckiem, paniczowi wszystko pod nos(jak zjeżdżał bo cały czas był na wyjazdach),panicz ani chwili nie potrafił poświęcić ''sprzątaczce''(czyli Mnie:))czasu,o dziecku nie wspomne,jego ulubioną i jedyną rozrywką jest telewizor lub komputer.
Między trzecim a czwartym rokiem córki powiedziałam dość,wziełam sie za siebie znalazłam prace(dorywczą)ale trochę z tego wyciągałam,panicz oczywiście nie uważał ze to praca. I mnie wyganiała do"normalnej roboty"...
Przyszedł moment ze ciągłam na cały etat i nieźle na tym wychodziłam.
Myślałam że jak zobaczy, że jak człowiek chce to potrafi że go zmobilizuje...be zskutku...
wręcz odwrotnie! Mój mąż przestał pracować!
Niby szuka,chwile popracuje,ale 90% swojego czasu siedzi w kompie! za chwile znów nie ma pracy, bo w każdej coś nie tak i niby znów szuka, no to przecież musi w kompie siedzieć jak szuka...
Szlak mnie trafia bo nie umiem do niego dotrzeć,spłacamy mieszkanie,życie nie jest tanie,i jak jest możliwość dochodów od obojga to spoczywa na laurach. No tragedia.
Nie rozumiem co sie z nim stało,ja w tej chwili pracuje 16-17h dziennie(wraz z obowiązkami domowymi,bo on nie raczy siedząc w domu nawet po zakupy pójść,a jak poprosze to wielkie fochy!)
Z góry przepraszam ze tak chaotycznie pisze ale na samą myśl rogi i ogon mi rośnie!
O czasie dla siebie to nie ma mowy jak tylko mam chwile to poświęcam córce,gdyż pracuje w domu...
i tu też problem bo św,spokoju nie ma.
W dzień jak widzi ze parcuje to co cheile coś chce,co chwile czegoś znaleźć nie może tysiące pomysłów do rozmów,a jak przerwe zrobie żeby nie było ze go zaniedbuje to on kawka,piwko i telewizor,no jakby na złość,ja mu mówie możemy teraz porozmawiać nie pracuj sobie no i dogadaj sie z głupim.
Mało tego jak już wreszcie sie położe koł 22:30 to on wtedy telewizor a długie czasy wyjeżdzał  to nie przyzwyczajona jestem do zasypiania przy telewizorze. On wstaje 9-10 to jest wyspany to też lubi do 1w nocy posiedzieć przed telewizorem i koło sie zamyka.Wszystko nic tylko że moje miejsce pracy, sypialnia,telewizor jest w jednym pokoju!
Miałam myśl żeby do córki chodzić spać ale później bym sie nie odlepiła tyle co ją nauczyłam żeby sama spała w swoim łóżku i pokoju. Także jestem skazana na zasypianie w katuszach...
W domu jest od pół roku z tego pracował 2mies tak dorywczo niewiele z tego było bo po znajomości i tak na tym wyszedł ze szkoda gadać. No nic szukał pracy w necie przez jakieś biuro(dziwie sie mu bo już raz sie naciął)i znalazł jakąś tam oferte, w sumie to z tego biura mu znależli,pojechał.Na miejscu już coś nie tak, i do mnie że za tydzień wraca bo umowa była na dwa tyg. to jakieś 6stów bedziemy w plecy na tych jego ''wczasach''.
Ja mu mowie ze nawet niewiesz czy po tej próbnej cie zostawią a już sam postanowileś że nie zostajesz...
bo jak to stwierdził tylko tysiąc euro na czysto.. no tak Panicz nie bedzie robil za takie pieniądze...
Tyle że większość bezrobotnych ludzi co mają rodziny na utrzymaniu by sie ucieszyło...
a tu... nie nie opłaci sie a bo to narzedzi nie ma a to tamto sramto...
Dla mnie kolejna wymówka...I tak biorąc tą jego kariere zawodową to stwierdzam ze albo zarobić kokosy albo nic,po środku sie nie opłaci...
Najgorsze jest to ze mamy już prawie zimę i wszedzie cieżko z pracą bedzie lub już jest,jak on przesiedzi w domu do wiosny to obawiam sie ze mnie doprowadzi do szału i pójde siedzieć:)
Tylko taka sytuacja,wegetacja mojego męża ani pomoc w domu ani do pracy to mnie wypala,zwłaszcza ze kompletnie go nie ma wsiąknie w komp i go nie ma,niewie co sie dzieje obok niego całymi miesiącami!
Wiem że potrzebuje wstrząsu i nie dużo mi brakuje żeby tą granice przekroczyć, ale jeszcze poczekam, może dotrze coś do niego w końcu.
Próbowałam z nim rozmawiać tysiące razy zawsze ja jestem ta najgorsza,zła,coś wymyślam,czepiam sie, nic niewiem ,wtracam sie itd to już od pewnego czasu robie swoje czyli wszystko!!!! i mam w nosie...
tylko jak długo człowiek tak potrafi.
Byłam na tyle silna ze po 11latach rzuciłam papierosy na półtora roku! ale niestety od pół roku znów dymie i też cieżko znów sie zmobilizować do rzucenia,poza uśmiechem mojej córki to moja jedyna przyjemność...
Mimo wszystko jestem uśmiechnięta i bedzie dobrze:)chyba...
Przepraszam za chaos w tych moich wypocinach:)
Może ktoś ma podobnego niereformowalnego ślubnego,chętnie posłucham że nie tylko ja tak mam:)
próbowałam już wszystkiego.
Pozdrawiam serdecznie taselka-BEZRADNA!

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Chyba jednak nikt nie ma takiej sytuacji:(

3 Ostatnio edytowany przez PodPseudonimem (2013-12-01 23:01:25)

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Nie byłam w takiej sytuacji ale:
wątpię żeby dotarło do niego coś jeśli może nic nie robić a ty wszystko bierzesz na siebie
przestałabym obsługiwać, nie dawałabym pieniędzy, gotowałabym dla siebie i dziecka. Skoro on nie daje nic z siebie, to dlaczego koło niego skaczesz?
Utrzymujesz dom a w tym domu trzy osoby, tak więc dopóki nie pójdzie do pracy powinien dbać o dom
A  może terapia szokowa, wyprowadź się z dzieckiem na kilka dni, zostanie sam, będzie musial zrobić zakupy, posprzątać jeśli zarośnie brudem, może go to trochę otrzeźwi i pracować mu się zacznie opłacać

4

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Witam,dziękuję za odpowiedź.
Próbowałam już,to co zastawałam to koniec świata,nie skacze,powiedziałabym ze naprawde nie dbam tak jak wcześniej o dom, bo nie starcza mi czasu,a 5letnie dziecko też w brudzie nie może przebywać bo takie nawyki nasiaknie:/
Gotować przestałam w tygodniu bo córka w przedszkolu,i co z tego jadł byle co a jak juz gotował to na taką godzine ze ja musiałam coś sobie wczesniej zorganizować. ale nic dziwnego jak ja wstaje 5rano to nie bede do 16 na obiad czekać...jemu pasowało bo o 12je sniadanie po wypiciu trzech kaw przed kompem od zejścia ze snu nocnego. Po prostu masakra. Na podłodze może leżeć wszytko potknie sie i nie podniesie,tak wyniósł z domu tam mamunia wszytko sprzatała i pod nosek posuwała. Teraz jeszcze doszły demony z przeszłości. Powiem tak: on ucieka bo to chyba o to chodzi,przed ślubem było ich dwóch i ma pretensje ze nie umiałam wybrać. wygladało to tak ze był ktos inny przed nim on sie pojawił to dopiero po kilku miesiacach zakonczyłam tamto tyle ze to teoria bo tamten ani razu nie był u mnie(mieszkał daleko).i pretensje przez 5lat zamyka sie wsiąka a jak wybuchnie to jest wałkowanie zmory z przeszłosci ja mu weto ze on te 5lat zmarnował ale jak grochem o sciane nic nie dociera przeprosimy sie dwa dni jest fajnie póżniej znów go nie ma wsiąka ucieka i koło sie zamyka. My jesteśmy tylko na papierze...Już go dzisiaj separacją straszyłam,co wiem ze to i tak nie działa. Chyba dla samej siebie pójde do specjalisty abym była zdrowa psychicznie...

5

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Najgorsze w tym wszystkim jest to ze córka go wogóle nie obchodzi,kupił jej ostatnio tableta i myśli że to zastąpi spacer z córką rozmowe zabawe,owszem grają razem,albo typu tata nagraj mi punktów...no jest jakiś kontakt ale chyba nie za dobry ze by 5letnie dziecko grało tylko i wyłącznie wtedy gdy tata jest dla niej...
Ja może też mam trochę skrzywione patrzenie na rodzicielstwo bo rodzice nigdy nie zajmowali sie mną i pilnuje bardzo aby córka nie czuła sie odtrącana. Dobrze że mam taką prace ze w każdej chwili mogę sie dla niej oderwać tu sie pilnuje na tym. Tylko cholera mnie bierze jak słysze ich kłótnie,bo córka bajki ogląda a tata je przełączy na swoje...normalnie jakbym dwoje dzieci miała.
Tylko to wiekszę dziecko tylko czeka jak mniejsze pójdzie spać i taaaaaaaaak wtedy jest zainteresowany żoną wiadomo po co...
a ja taaaaaaaką właśnie mam wtedy awersje na niego ze szkoda gadać ostatnią rzeczą o jakiej myślę jest seks z nim,ale nic dziwnego jak tak daje popalić,i też jak to chłop fuczy później bo żona nie dała,ech...już sama niewiem co z nim nie tak albo ze mną...

6

Odp: BEZRADNOŚĆ!

czytając twój post to jak bym widziała siebie z przed kilku lat. z tą tylko różnicą że mój mąż coraz bardziej zagłębiał się w oparach alkoholu. znosiłam to przez długi okres czasu aż wreszcie powiedziałam dość. odeszłam. mój mąż stracił darmową sprzątaczkę. nie było już podaj przynieś pozamiataj. teraz jestem wolna za to on on sam boryka się z trudnościami dnia codziennego.
pozdrawiam

7

Odp: BEZRADNOŚĆ!

No właśnie nie dodałam że jak sie nie rzucam to pije codziennie niby tylko piwo, ale jak złapie to na trzecim,czwartym sie kończy,ale przecież piwo to nie alkohol...taki sobie znieczulacz już wogóle wtedy wsiąka i go nie ma...

8

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Za cztery dni wraca i chyba powiem dość albo terapia albo sie rozstajemy. Już na samą myśl mam dość że znów bedzie w domu siedział,miałam nadzieje że jednak zostanie,wymówka że coś tam warunki jakieś,tylko w plecy na tych jedno dwutygodniowych wczasach...przyjedzie i bedzie mnie wku...na każdym kroku swoją wegetacją...Sam fakt że jak wyjedzie jak juz sie zmusi gdzieś poszukać pracy mnie przeraża że ulge czuje...

9

Odp: BEZRADNOŚĆ!

A tak cieżko zdecydować o rozstaniu jak sie ma 5letnie dziecko,jaki by nie był to ojciec którego ona potrzebuje:(
Bede próbować to ratować jak mnie nie trafi wczesniej...

10

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Bo Ty gadasz i straszysz, a nic nie robisz.

Chcesz mu zrobić terapie wstrząsową, to zrób, a nie tylko o tym gadasz.
Po postach widać, że jesteś konkretna, ogarnięta i zdeterminowana, żadne tam pitu pitu. W takim razie, jak mąż wróci po 4 dniach witasz go pozwem rozwodowym na stole i Twoimi walizkami w przedpokoju. Oznajmiasz, że masz dość, nie dość, że jest bezużyteczny w domu to jeszcze na niego nie zarabia, odwracasz się i wychodzisz.

Lepszego sposobu szokowego nie znam.

11

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Raczej to jego walizki by stały w przedpokoju,bo mieszkanie jest moje i nie widze podstawy abym to ja miała je opuszczać:)

12

Odp: BEZRADNOŚĆ!

A pozew o rozwód pisałam już kilka razy tylko nigdy nie ujrzał światła dziennego...Niewiem co mnie blokuje dotychczas wszystko co zamierzałam osiągałam...Albo to jeszcze nie kres mojej cierpliwości i wytrzymałości albo jestem po prostu tchórzem i nie potrafie tej granicy przekroczyć.Wiele razy myślałam sobie,niech mnie zdradzi to bede mieć zielone światło do rozwodu...Tylko że nigdy go o to nie podejrzewałam,nigdy nie dawał powodu,no bo w sumie w domu to jedynie z telewizorem mnie zdradza.Mało co wychodzi to jak pozna niedoszłą kochanice:)Śmieszne ale już dość łez leciało za ten nasz czas,teraz sie tylko do złego śmieję.Także niewiem już mam mętlik w tej mojej rozczochranej. Dziś mi wiadomość dnia przedstawił,że praca jest na miejscu, w sobote idzie na spotkanie,jak zjedzie z wyjazdu na którym bedziemy w plecy,a jednak miałam cichą nadzieje ze tam zostanie i sie ogarnie...A na miejscu to ja wiem,wyjdzie jak zawsze...Wogóle to musze historie wyczyścić przeglądarki bo to szpieg jest i zawsze przeszukuje cały komp. także pewnie w piątek ostatni post,bo nie bede miała nawet jak napisać. A chyba by mnie zabił jakby tu wszedł:/ Co do wstrząsu,to naprawde chciałabym nim wstrząsnąć,tylko jak pisałam wyżej chyba jeszcze nie potrafie,chyba mam nadzieje że nie bede musiała aż tak drastycznie. Ne chodzi o mnie bo dość krwi mi już wypił,tylko on nie patrzy nigdy na dziecko,nie rozumie że pewnych rzeczy,słów nie powinno soe odbywac w obecności 5letniej córki...Chcę ją chronić i tak musze robić za ojca i matke i wypełniać te braki. Tak nieraz sobie myślę,za 15lat ona bedzie miała swoje zycie a ja? tez swoje tylko zmarnowane...Albo  dalej sie bawić w meczennice i do tego przywyknąć tylko czy sie da przywyknąć do tego ze na okrągło ci ktoś krew wypija...Dziękuję za pomoc,nawet podtrzymanie na duchu to jest bardzo dużo,bo jakąkolwiek decyzje ja musze podjąć i do niej dojrzeć.Pozdrawiam.

13

Odp: BEZRADNOŚĆ!
Taselka napisał/a:

A tak cieżko zdecydować o rozstaniu jak sie ma 5letnie dziecko,jaki by nie był to ojciec którego ona potrzebuje:(
Bede próbować to ratować jak mnie nie trafi wczesniej...

moja droga - kogo ty okłamujesz, to ma być jakaś zasłona dymna, by wytłumaczyć, czemu z nim tkwisz? dziecko przecież może widywać, alimnety płacić będzie, nie wiem, co ot za wymówka. może brak dziecka na co dzień nawet go do czegoś zmotywuje?
widać, ze ci to cholernie leży na sercu, skoro tyle piszesz, wyrzucaj to z siebie.
jeśli on pije, to możesz być współuzależniona. poczytaj trochę o tym, zobacz, czy nie masz objawów - biorąc pod uwagę, jak on cię traktuje, a jak ty jego - jest to wysoce prawdopodobne.

14

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Wiem to samo mi mówi moja najblizsza z rodziny osoba,że to moję zycie. W sumie w naszym wypadku jak on teraz był w domu pół roku a 5lat w rozjazdach to pewnie córka różnicy by nie zobaczyła,ale widze ze im starsza tym bardziej jej ojca brakuje czy on jest czy nie. Leży na sercu bo jak są jeszcze jakieś uczucia to za wszelką cene człowiek chce to ratować. tyle ze czasem sie nie da,kolejna szansa,kolejna,kolejna itd...i wracamy do punktu wyjścia. Bardzo czesto porównuje sie z moja teściową,stwierdzam ze przed ślubem i zajściem w ciąży to był cudowny facet,dbał troszczył,rozmawiał kochał a teraz ja siue poprostu czuje przezroczysta i potzrebna tylko do zachcianek, Przytula to mnie córka jedynie....a miłość do dziecka jest ogromna ale niestety nie wystarczająca. Wiem ze jakbym już nic do niego nie czuła to by mi wszytko wisiało i dawno było by po wszystkim,mam tu prace swoje mieszkanie przyjaciół,to on wiecej by stracił niż ja...chodzi o to ze ja niebo wywracam żebysmy wreszcie żyli szcześliwe-razem jak rodzina a nie ja+córcia i on sam gdzies tam z boku samowystarczalny. Pije tak jak pisałam już tylko piwko,ale bywało ze miesiącami dnia nie opuścił,bo przeciez to nie alkohol ale tym sie tez można uchlać i to nieżle a strasznie namolny jak pijany mam taką awersje na to jego niby popijanie ze jak widze ze kupił to mnie az rogi i ogon rośnie. Teraz to sie mogę postawić,jakoś więcej odwagi mam jak pracuję,bardziej niezależna i powiem co myśle,ale tu grochem o sciane to też wiele nie daje. Przynajmniej już nie duszę w sobie. Dziś tak bardziej na smutno bo cała w stresie jestem bo za kilka dni już zjeżdza rrrrrrrrrrrrrr.
no i sam ten fakt ze juz sie stresuje jak wróci zamiast sie cieszyć,zła jestem o to wszytko bo naprawde miałam nadzieje ze pomoże w utrzymaniu rodziny a tu jeszcze koszty,i na spokojnie próbuje go naprowadzić żeby myślał żeby jednak został ale wyczuje w końcu ze ja chce i bedzie że go zmuszam moja wina jak nie wyjdzie i tak dalej,już sie nie wtrącam chce osobnego życia niech ma. Znów straszny zawijas ten post ale późno już a ja od 5 na nogach,trzeba chyba dziś już odpuścić i po prostu iść spać aby mieć siłe jutro pracować:)
Dzięki dziewczyny,zawsze to lżej na sercu jak sie wyrzuci z siebie:) Dobrej nocy wam życze.

15

Odp: BEZRADNOŚĆ!

jak piwo to nie alkohol? kto tu komu mydli oczy. Moja droga, Ty jesteś współuzalezniona. Twój facet prawdopodobnie jest uzależniony od intenretu lub alkoholu, a ty zamykasz na to oczy. I prawdopodobnie ta twoja "slepota" (wybacz okreslenie) bierze sie z dziecinstwa i opuszczenia przez rodzicow, o ktorym pisalas. Boisz sie od niego odejsc, bo nie wiesz, czy sobie poradzisz. Poza tym dziecinstwo nauczylo cie, ze milosc to obojetnosc (tzn w dziecinstwie nie zyskalas wzorca pozytywnej milosci, wiec zachowanie meza podswiadomie bierzesz za dobra monete). Wiem, ze psychologizuje i teoretyzuje teraz, ale mam wrazenie, ze trafiam celnie. Kochasz go bardzo, bo w pewien sposob wierzysz, ze jak on cie pokocha, to odzyskasz milosc rodzicow. Zreszta jest cala masa ksiazek na ten temat, nie wiem, ktory raz polecam na tej stronie ksiazke "Kobiety, ktore kochaja za mocno"- mysle, ze tam jest odpowiedz na twoje watpliwosci.
a prawda jest taka, ze twój maz to truten, emocjonalny lodowiec oraz za pewne w srodku pogubiony, maly chlopiec. ale nie dopusci ciebie do siebie, jak dalej taka bedziesz. ty natomiast placisz straszna cene, wiec musisz zajac sie soba.

16

Odp: BEZRADNOŚĆ!

w zupełności zgadzam się z marusią 17 dodam tylko od siebie że to może być tylko chwilowe picie jednego piwka. ktoś kto pije często nie tak szybko zmienia swoje przyzwyczajenia. to że teraz pije tylko jedno piwo to nie świadczy o tym że nie wróci do tego co było wcześniej. wiem to z własnego doświadczenia. mój mąż też mówił że piwo to nie alkohol. a co to niby jest??? napój energetyczny?

17

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Hej dzięki za posty. Ja nie twierdze ze piwo to nie alkohol, to miało byc w formie sarkazmu.On tak twierdzi ze nie alkohol... Dziwne to wszystko w sumie,bo jakbym na wszystko co on wyprawia pozwalała to by mi wisiało,zwracam uwage strasze prosze obrażam sie co wie jakie są tego konsekwecje i co z tego jest zamknięty jak beton. Tak kocham go i próbuje znaleźć złoty srodek,nie tak powinna wyglądać rodzina ze ja flaki wypruwam a on ma wszytko gdzieś,wieczne słysze:nie chce mi sie wiecznie zaraz poźniej potem i w końcu nigdy...czuje sie jak ten chomik w kołowrotku biegne a stoje w miejscu...jego popijanie niesamowicie mnie wkurza,nie patrzy ze małe dziecko,ze trzeba gdzies pojechać,że to nałóg że sie wciąga...
no bo przecież nie ma zmartwień to z nudów pije,tak raz stwierdził...Dziś to nawet weny nie mam bo dopiero teraz usiadłam od 5rano,a tu jeszcze troche obowiązków jest.
I ktoś tu dobrze ujął,ja mam cały czas przeświadczenie że on po prostu nie dorósł,gówniarz,co tylko w kompie siedzi i na złość matce robi,tak zamienił sobie matke na żone...Ja to już powoli chyba przywykłam ze potrzebna tylko do jednego ale serce mi pęka jak córka do niego przychodzi a on ją odpycha nie ma czasu itd.Rozwodu sie nie boje,wiem jak to wygląda trzy najbliższe mi kobiety są po rozwodzie,wiem jakie piekło przeszły ale widze że było warto w ich wypadku. Tyle ze później nie ma odwrotu,ja tu mam jeszcze nadzieje ze może jednak jest tyci szansa, że sie palnie w ten głupi łeb i ogarnie... Wiem ze znów bedzie wielka próba sił zwłaszcza moich, jak zjedzie bo znów bedzie w domu,może mi w końcu udowodni ze sie go nie da zmienić i w afekcie go spakuje...
Najgorsze ze jakakolwiek próba porozmawiania konczy sie tym ze sobie znów coś wymyśliłam,naczytałam itd,ON WOGÓLE NIE WIDZI PROBLEMU-jemu przecież jest najcudowniej,zbudował sobie swój świat a ja mu go burze,właże tam bezczelnie i czegoś wiecznie chce...
Tak to widze,innego wytłumaczenia nie ma.
A jak wczesniej sie nie zarobie na śmierć to może wieczorem bede chodzić sama na terapie...w ostatnich dniach ktoś najblizszy mi powiedział że terapia by dużo pomogła...a książke już zamówiłam bo w naszym zadu...to cieżko cokolwiek dostać:)w sumie niezły pomysł wciągnąć sie w lekture,dawniej bardzo lubiałam czytać(za panny)połykałam książki niewiem kiedy.
Teraz bym musiała na wieczory sie do kuchni ewakuować,bo cieżko czytać jak ktoś co sekunde skacze po kanałach w tv...
Sorki że tak nieskładnie ale po 14godz mam dość.

18

Odp: BEZRADNOŚĆ!

ja cie rozumiem doskonale, tez pracuje w domu, we wlasnej firmie i wiem, jak to jest.
on nie zauwazy swoich problemów- ale ty mozesz swoje. tak naprawde do niczego ci nie jest potrzebny. wiem, ze to brutalne stwierdzenie, ale prawdziwe. tkwi sie w takich związkach, bo ma sie nadzieje, ale ona nic nie daje.
za to mam nadzieję, że cię zainspiruję historią moich rodziców - rozwiedli się, gdy miałam 10lat. Ojciec pił, moja mama stwierdziła, że nie chce takiego życia. Powiedziała mu wprost- albo się ogarnie, albo won. O dziwo, podziałało. Najpierw chlał, szalał sobie sam. Ale po jakimś roku go olśniło. Poszedł na terapię. Ozdrowiał. Wrócił do mojej mamy - w sumie dwa lata nie byli razem, teraz nie są małżeństwem, ale nie narzekają, dalej są ze sobą, a to już 17 lat wink Jednak wierzę, że gdyby moja mama nie trzasnęła mu drzwiami - pewnie by już dawno zachlał się na śmierć. Rozwód więc nie jest ostatecznością. Jednak moim zdaniem nie powinnaś podchodzić do niego też jak do szansy na naprawę wszystkiego. Po prostu powiedz mu stop. Jak zawalczy - jego wygrana. Jak nie- jego strata. Jest dorosły i  ma prawo wyboru.
Jednak ty masz prawo do szczęścia swojego i swojego dziecka, a bierzesz za dużo na siebie. I właśnie to wasze szczęście musi być twoim celem, bo neistety nie da się czuć i robić wszystkiego za siebie i męża. Zacznij dbać o siebie. Jak masz za dużo obowiązków - odpuszczaj sobie. Nie pierz jego rzeczy, nie sprzątaj po nim, wyrzuć telewizor z sypialni - pracujesz i masz prawo do odpoczynku, a on ot musi szanować. Zacznij stawiać granice- bez płaczu, ale mów spokojnie i jasno: od dziś jest tak i tak, bo ja tego potrzebuję. Wyznaczaj mu zadania - jak nie zrobi, niech nie liczy na nic od ciebie. A jak dalej nic nie będzie robił- kopa na drogę.

19

Odp: BEZRADNOŚĆ!
marusia17 napisał/a:

ja cie rozumiem doskonale, tez pracuje w domu, we wlasnej firmie i wiem, jak to jest.
on nie zauwazy swoich problemów- ale ty mozesz swoje. tak naprawde do niczego ci nie jest potrzebny. wiem, ze to brutalne stwierdzenie, ale prawdziwe. tkwi sie w takich związkach, bo ma sie nadzieje, ale ona nic nie daje.
za to mam nadzieję, że cię zainspiruję historią moich rodziców - rozwiedli się, gdy miałam 10lat. Ojciec pił, moja mama stwierdziła, że nie chce takiego życia. Powiedziała mu wprost- albo się ogarnie, albo won. O dziwo, podziałało. Najpierw chlał, szalał sobie sam. Ale po jakimś roku go olśniło. Poszedł na terapię. Ozdrowiał. Wrócił do mojej mamy - w sumie dwa lata nie byli razem, teraz nie są małżeństwem, ale nie narzekają, dalej są ze sobą, a to już 17 lat wink Jednak wierzę, że gdyby moja mama nie trzasnęła mu drzwiami - pewnie by już dawno zachlał się na śmierć. Rozwód więc nie jest ostatecznością. Jednak moim zdaniem nie powinnaś podchodzić do niego też jak do szansy na naprawę wszystkiego. Po prostu powiedz mu stop. Jak zawalczy - jego wygrana. Jak nie- jego strata. Jest dorosły i  ma prawo wyboru.
Jednak ty masz prawo do szczęścia swojego i swojego dziecka, a bierzesz za dużo na siebie. I właśnie to wasze szczęście musi być twoim celem, bo neistety nie da się czuć i robić wszystkiego za siebie i męża. Zacznij dbać o siebie. Jak masz za dużo obowiązków - odpuszczaj sobie. Nie pierz jego rzeczy, nie sprzątaj po nim, wyrzuć telewizor z sypialni - pracujesz i masz prawo do odpoczynku, a on ot musi szanować. Zacznij stawiać granice- bez płaczu, ale mów spokojnie i jasno: od dziś jest tak i tak, bo ja tego potrzebuję. Wyznaczaj mu zadania - jak nie zrobi, niech nie liczy na nic od ciebie. A jak dalej nic nie będzie robił- kopa na drogę.

Bardzo dziekuję,jak czytam wasze odpowiedzi to aż lepiej,w tym rzecz że ja to wszystko wiem:/ próbuje cos zmienić a później znów to samo...
Z sypialni telewizora nie wyrzuce chyba że do przedpokoju bo sypialnia biuro gościnny wszytko w jednym na 18m pokoju:) Jeszcze dziś spokojny wieczór jutro między 22 a 3 w nocy bedzie niewiem dokładnie o której ale już mam noc nie przespaną,takze dziś musze wcześniej chodźby sie waliło.
Z tym pomaganiem czasem mi sie uda na niego wpłynąć i zrobi o co prosze a czasem tygodniami zamknięty beton. Ale postanowiłam porozmawiać na spokojnie i powiedzieć czego oczekuje od niego i jeśli nie potrafi to do widzenia,przecież nie bede siódmy,ósmy dziewiąty...rok prosić bo tylko więcej siwych włosów i zmarszczek,nic wiecej mi z tego nie przyjdzie.
A taki kwas miedzy nami to może jeszcze gorzej wpłynąć na dorastające dziecko(zwłaszcza dziewczynke)niż rozwód.
Ale jak któraś tu wyżej mi pisała można spakować walizki i zaserwować mały wstrząs,mała domowa separacja:)
Tatuś pojedzie na chwile do babci mieszkać bo tam ma prace:)
Dobrze ze to setki kilometrów stąd:) Przynajmniej jeszcze teściowej tu nie mam codziennie,a taka jest zeby była,wręcz zamieszkała:)
Idę coś zjeść w końcu dziś i pewnie jeszcze zaglądne przed snem:)

20

Odp: BEZRADNOŚĆ!

Hej,ja tylko na chwile,pewnie to ostatni post przez dłuzszy czas.
Mam nadzieje że jak już napisze to z dobrą wiadomościa,że dało sie uratować moje małżeństwo:)
Zobaczymy...
Ale wiem jedno-koniec obojętności na jego obojetność:) Albo zacznie ze mną żyć albo do widzenia.
Jednak mam jeszcze nadzieje,że w końcu sie zmieni,napewno nie od razu ciężkie prace przede mną,ale wierze że sie uda.
Dziś mam ostatni wieczór samej,więc musze to wykorzystać,napełnić sie dobrymi myślami i spokojem,jak to mówią przygotować do bitwy:) W końcu z jakiegoś powodu go wybrałam na męża. tylko musze sobie przypomnieć z jakiego;)
Dziękuję dziewczyny za wsparcie i rady,trzymajcie kciuki.
Pozdrawiam was gorąco.

Posty [ 21 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024