Witajcie!
Co prawda do sylwestra jeszcze sporo czasu, ale mam pewien dylemat i chciałabym, żeby ktoś spojrzał na sprawę obiektywnie.
Mam 21 lat, mój chłopak 25. Jesteśmy ze sobą jakieś 2,5 miesiąca,a znamy się miesiąc dłużej. Jak widać nasz staż nie jest długi i w dalszym ciągu poznajemy się.
Kuzyn mojego chłopaka wyszedł z propozycją balu sylwestrowego. Mieszka on prawie na drugim końcu Polski i tam właśnie miałaby odbyć się ta impreza. Kuzyn ten jest po 30, poza tym jeszcze będzie kuzynka mojego chłopaka z mężem, ich znajomi(też w podobnym wieku) oraz rodzice kuzyna i być może "teściowa". Większość osób (poza wujkiem i ciotką mego chłopaka) poznałam. Bardzo mili ludzie. Jednakże nie wiem, czy dobrym pomysłem jest taki wspólny sylwester.
Jak już wspomniałam, impreza miałaby odbyć się w innym mieście, czyli trzeba by było jechać zapewne dzień wcześniej. Powrót też przynajmniej dzień później, bo kierowca musiałby "odkacować" itd. Nie wiem jaki dokładnie przedział wiekowy obowiązywałby na tej imprezie,ale jak widać- zapewne byłabym najmłodsza. Wcale nie uważam, że jak ktoś ma "trójkę z przodu" to jest "stary"(;)),ale obawiam się, że jednak może nam brakować tematów do rozmów i w ogóle nie będę czuć się zbyt komfortowo. Myślę, że mniej wątpliwości miałabym, gdyby ta impreza odbywała się w naszym mieście i byłaby to kwestia spędzenie razem kilku/kilkunastu godzin,a nie minimum dwóch dni.
To nie jest tak, że "uciekam" przed poznawaniem rodziny mojego chłopaka. Cieszę się, że mają dobry kontakt.Obawiam się jednak "różnicy pokoleń". Tutaj właśnie mam na myśli bardziej rodziców kuzyna/mamę mojego chłopaka. Mam nadzieję, że wiecie o co mi chodzi.
W dodatku sama nigdy za bardzo nie przepadałam za tego typu "balami". Zwykle na sylwestra szłam na domówkę(z tego co wiem- mój chłopak też) i dobrze się bawiłam.
Problem w tym, że wszyscy się zdeklarowali poza nami. Nie mogę w nieskończoność odkładać "decyzji", ponieważ trzeba wcześniej wpłacić zaliczkę itd. Kuzyn mojego chłopaka też z tego co wiem wypytuje czy będziemy itd.
Mój chłopak mówi, że to zależy ode mnie czy pójdziemy. Wiem, że on chciałby iść na ten bal. W dodatku obawiam się, że jeśli powiem, że nie chcę to może to zostać źle odebrane przez rodzinę mojego chłopaka. W sensie, że się na nich "wypinam", że przeze mnie mój chłopak nie przyjedzie itd(wiem, że kuzyn bardzo by chciał, żeby przyjechał). Tym bardziej, że nie mamy póki co żadnej innej alternatywy na sylwestra. Boję się jednak, że z czasem pojawi się jakaś "lepsza" propozycja,a my już będziemy zdeklarowani na ten bal... lub też całkiem na odwrót- okaże się,że jednak żadne plany nie wyklarowały się, miejsc na bal nie będzie, a chłopak będzie mi "wypominać", że mogliśmy tam iść itd.
Serio, totalnie nie wiem co robić.
A Wy, jak postąpiłybyście na moim miejscu?