jakiś czas temu to forum bardzo mi pomogło, w ramach terapii chorego serducha jestem tu po raz kolejny, mam nadzieje że pomożecie raz jeszcze, oto historia jakich wiele...
Byłam z facetem 6 lat, rozstaliśmy sie 2 razy, po 3 latach i po 6. Nie było zdrad, kłamstw, przemocy... porostu przestawaliśmy sie dogadywać, chyba oboje byliśmy zbyt mlodzi na związek. Za każdym razem rozstanie wychodzilo z jego inicjatywy, bo ja chyba nie odważyłabym sie go zostawić. Początkowo długo dochodziliśmy do siebie, imprezy alkohol, przygodny seks, w końcu inne związki. Byłam zakochana, zauroczona, przywiązana lecz nigdy nie kochałam. Tak minęło kilka lat. On doszedł do wniosku ze powinnismy do siebie wrócić skoro z nikim innym nie umiemy byc. Podchodze do tego bardzo sceptycznie, ale mimo to w jego ramionach dalej czuje sie bezpiecznie i dobrze, jak w zadnym innym męskim uścisku.
czy mozna dorosnac do miłosci?
Czy mozna zakochac sie w tej samie osobie po raz drugi?
czy warto odkurzyc stare zdjecia i zmierzyc sie z demonami przeszlosci?
czy byliscie w podobnej sytuacji i jak sie to skonczyło?