Hej,
jestem tu zupełnie nowa, ale postanowiłam napisać... mam problem z chłopakiem - moim pierwszym chłopakiem, którego znalazłam w wieku 25 lat. Jest odrobinę młodszy, dość nieodpowiedzialny i nieogarnięty, ale jest nam razem ta dobrze... to nie do opisania, jak bardzo się do niego przywiązałam emocjonalnie, jak bardzo mi na nim zależy, jak dosłownie szaleję na jego punkcie. Tymczasem rozum i moja własna rodzina mi podpowiadają, że to nie jest materiał na dłuższy, solidny związek. Co mam z tym zrobić? Czuję się rozerwana pomiędzy uczuciem i pragmatyzmem, jak z jakiegoś wiktoriańskiego romansu...
W końcu musisz otrzeźwieć, nie możesz być cały czas pijana uczuciem. ![]()
Musisz mu to wytłumaczyć że jest infantylny nie śmieszny bo faceci tego czasem nie rozróżniają ,myśli pewnie że szpanuje i ci tym imponuje.. Daj mu jasno do zrozumienia żeby dorósł ,że życie to nie tylko wygłupy.Stanowcze ultimatum i jak mu na tobie zależy to myślę że ogarnie i się uspokoi ,może spoważnieje .. ;/
A jak długo jesteście razem? To jest Twój pierwszy chłopak, zazwyczaj tak jest, że do tych pierwszych bardzo przywiązujemy się emocjonalnie, zapewne jeszcze bardziej, kiedy ich poznajemy dość późno, tak jak Ty w wieku 25 lat. Ty myślisz już o poważnym solidnym związku, on być może z racji wieku (a jest od Ciebie młodszy) ma inne podejście do tych spraw. A może nie jest kimś kogo potrzebujesz, być może szukasz kogoś zupełnie innego? Porozmawiaj z nim szczerze, powiedz co Ci się nie podoba jakie masz obawy ... Szczera rozmowa jest receptą na rozwiązanie wszystkich problemów.
Nie wiem na czym dokładnie polega ta jego nieodpowiedzialność i nierozgarnięcie ... dlatego ciężko cokolwiek tutaj napisać i radzić. Ale przy tym wszystkim piszesz, że i tak jesteś szczęśliwa i jest Ci z nim dobrze, dlatego ciesz się tym co masz, a czas pokaże co będzie dalej ;-)
Jestem w podobnym wieku, co Ty, mój chłopak też jest ode mnie trochę (niewiele) młodszy. Jesteśmy razem od czterech lat, wciąż borykamy się z jego nieogarnięciem życiowym, które - wydaje mi się - wynika jednak z jego charakteru, a nie wieku.
Twój chłopak może być jeszcze niedojrzały emocjonalnie, ale jest też druga opcja - że po prostu taki jest, i się nie zmieni!
Podaj jakieś przykłady jego nieodpowiedzialnosci, łatwiej będzie wtedy coś powiedzieć.
moja rada: słuchaj sie rozumu, bo ja na moim sercu sie wiele razy przejechalam, a rozum to jednak rozum
mowil co innego niz serducho , ktorego potem szkoda
Jego nieogranięcie polega na tym, że zawalił studia i powtarza rok, a poza tym koło marca obiecał, że znajdzie sobie pracę i nie będzie na garnuszku rodziców, skoro już nie studiuje w pełnym wymiarze.... ciężko mu z tym idzie. A jesteśmy razem prawie rok. Rozmawiam z nim często na ten temat i on doskonale wie, jakie jest moje zdanie i że kiedyś mogę od niego odejść, jeśli nic się nie zmieni. Trochę się zmienił - mam wrażenie (i chcę, by tak było), że jeszcze nie ma żadnego doświadczenia w szukaniu pracy. Dlatego najpierw próbował z ulotkami, potem z call center... zrobił sobie książeczkę sanepidu... coś próbuje, w sumie przechodzi podobne fazy jak ja, tylko kilka lat wcześniej. Mam nadzieję, że jednak pokaże mi w końcu, że da sobie radę w życiu, choć czas przemawia mu na niekorzyść. Tymczasem siedzi i nerdzi, ogląda seriale, gra... i mu nie przeszkadza, że pół roku minęło, a on nie ma dalej pieniędzy, nie pojechaliśmy razem na wakacje, jak chcieliśmy. Ech. Dałam mu już ultimatum, ale daję też więcej czasu, bo nie potrafiłabym go teraz zostawić. Oj. Ciężko, ciężko...
Póki co wszystkie radzicie, bym jednak słuchała rozumu. Może jednak jest jakaś nadzieja? <wzdech>
Nadzieja jest zawsze, tym bardziej, że sama piszesz, że coś próbuje, ale z drugiej strony prawda jest taka, że jeżeli ktoś chce się usamodzielnić to chwyci się każdej roboty. Dla studentów nawet tych zaocznych jest wiele ofert pracy. Myślę, że nie szuka on nie wiadomo jakiego zajęcia na początek?
To, że zawalił studia i powtarza rok, to jeszcze nie jest tragedia, każdemu może zdarzyć się potknięcie, istotne jest to, że wrócił i kontynuuje naukę ... Czegoś takiego nie powinno się wypominać. No chyba, że będzie to się powtarzało, no to wtedy należy wyciągnąć wnioski.
Jesteście ze sobą prawie rok, nie jest to ani krótko, ani też zbyt długo, dlatego ja bym poczekała i dała temu wszystkiemu czas, nie spinała się za bardzo. Tutaj ewidentnie widać, że jesteś od niego dojrzalsza, być może uda mu się dogonić Ciebie "emocjonalnie", albo też i nie ... czas pokaże.
Ja sobie nie wyobrażam życia z facetem, który szuka pracy, tak aby jej nie znaleźć i siedzi na garnuszku u rodziców, bo jest mu tak wygodnie. Dlatego bądź czujna, jeżeli nie zauważysz jakiejś większej poprawy i będzie Ci nadal przeszkadzał jego sposób życia, odejdź, bo szkoda marnować czas ...
Upsss, powiem Ci tak: ja dalej jestem w tym związku, choć radykalnej przemiany mój chłopak nie przeszedł. "Symptomy", o których piszesz bardzo przypominają mi początki mojego związku. Nie chcę Ci mydlić oczu - moim zdaniem nie masz co liczyć na nagłą metamorfozę (choć życzę Ci tego z całego serca). Zmiany pewnie będą, ale malutkie, stopniowe. Takie, które trzeba nauczyć się dostrzegać i za które trzeba głaskać po głowie, bo w odczuciu Twojego faceta będą niemalże kamieniem milowym.
Nie powiem Ci, co masz zrobić. Powiem Ci tylko, że gdybym miała jeszcze raz wejść w ten związek, ze świadomością tego, jak będzie wyglądał, to zrobiłabym to. Choć czasem (nawet dość często...) mam wątpliwości, czy dobrze robię, to jednak bardzo dużo się przez te 4 lata nauczyłam o życiu i o sobie. Poza tym po prostu go kocham
A co będzie dalej - zobaczymy.
Musisz pozwolić swojemu chłopakowi dorosnąć. I ma to zrobić sam, nie jesteś jego matką, żeby go wychowywać. A ze swojej strony zastanów się czy chcesz czekać aż on dojrzeje.
Musisz pozwolić swojemu chłopakowi dorosnąć. I ma to zrobić sam, nie jesteś jego matką, żeby go wychowywać. A ze swojej strony zastanów się czy chcesz czekać aż on dojrzeje.
Dodałabym do tego jeszcze: ... wiedząc, że może się nie zmienić.
Bosa, to nie zawsze kwestia dojrzewania. Czasem to po prostu taki charakter...
bosa napisał/a:Musisz pozwolić swojemu chłopakowi dorosnąć. I ma to zrobić sam, nie jesteś jego matką, żeby go wychowywać. A ze swojej strony zastanów się czy chcesz czekać aż on dojrzeje.
Dodałabym do tego jeszcze: ... wiedząc, że może się nie zmienić.
Bosa, to nie zawsze kwestia dojrzewania. Czasem to po prostu taki charakter...
Masz rację, ale założyłam optymistyczną wersję, że ze względu na młody wiek chłopak jeszcze zmądrzeje ![]()
Masz rację, ale założyłam optymistyczną wersję, że ze względu na młody wiek chłopak jeszcze zmądrzeje
Gorzej,jaki mu to do 40stki zostanie.Ale to już pesymizm.
bosa napisał/a:Masz rację, ale założyłam optymistyczną wersję, że ze względu na młody wiek chłopak jeszcze zmądrzeje
Gorzej,jaki mu to do 40stki zostanie.Ale to już pesymizm.
Kochana ja to bym nawet do 30stki chyba nie czekała ![]()
Kochana ja to bym nawet do 30stki chyba nie czekała
I słusznie.
Wysłałam Ci priv.
rossanka napisał/a:bosa napisał/a:Masz rację, ale założyłam optymistyczną wersję, że ze względu na młody wiek chłopak jeszcze zmądrzeje
Gorzej,jaki mu to do 40stki zostanie.Ale to już pesymizm.
Kochana ja to bym nawet do 30stki chyba nie czekała
Dobrze dla Ciebie! Ja mam chyba tendencję do emocjonalnego podejścia
Nie mówię, że jest ono gorsze, bo też ma na pewno swoje plusy (np. to, że dajesz drugiej osobie szansę na rozwój i zmianę
), ale na pewno będziesz się mniej męczyć dzięki swojemu racjonalizmowi! Ja mam bardzo często dylematy z tym związane.
Zmiany pewnie będą, ale malutkie, stopniowe. Takie, które trzeba nauczyć się dostrzegać i za które trzeba głaskać po głowie, bo w odczuciu Twojego faceta będą niemalże kamieniem milowym.
Dzięki za ten wpis - bo ja widzę takie drobne zmiany, bardzo drobne. I z jednej strony się cieszę razem z nim, pomagam, uczę pisania różnych dokumentów do rekrutacji, a z drugiej znów jak wracam do rodziców, to są uporczywe pytania "i co, dalej to samo? znalazł coś lepszego wreszcie?"... I znów mam doła, że jednak nie potrafię go zmotywować na tyle, że presja, żeby go zostawić, bo nic nie wart. Tymczasem on jest naprawdę wiele wart, bo jest uczciwy, wierny, z zasadami. Z drugiej strony też racja, że na rynku pracy kiepsko. Poczekam jeszcze. Dzięki za wszystkie komentarze:)