Jak wyżej, czyli czy traktujecie swoje osiedle, miasto jako swoją własność, o którą trzeba dbać, czy raczej granicą są drzwi do mieszkania, a za nimi niech się pali, wali, niech kradną ... bo wspólne, czyli niczyje.
Mnie osobiście nie obchodzi to, co się dzieje na zewnątrz. Niestety, mieszkam w kamienicy, gdzie sporo jest typowych 'roboli', więc niestety jest dość głośno i tylko to jest mnie w stanie wyprowadzić z równowagi. Chociaż...nie tylko. Nie znoszę plotek, obrabiania komuś tyłka, ani nawet rozmów na temat cudzego życia, czym zajmuje się tu większość kobiet... Mam gdzieś, czy za drzwiami się pali, wali, etc. dopóki osobiście mnie to nie dotyczy.
Moje osiedle i miasto traktuję jak swój dom, w końcu i jedno i drugie sama sobie wybrałam.
Na tym polega różnica między Polakiem i Niemcem. Jak w Polskim mieście jest coś co szpeci krajobraz to Polak ma to gdzieś. Jak w Niemieckim mieście coś szpeci krajobraz to Niemiec przyniesie kwiatka żeby to coś ładniej wyglądało.
Moje miasto, to moja mała ojczyzna. Wybrałam je świadomie, dlatego wcale nie jest mi obojętne, co dzieje się wokół. Mało tego, ogromnie cieszą mnie wszelkie inwestycje, zmiany na lepsze, uwielbiam patrzeć, kiedy pięknieje.