Czy to jest uzależnienie od partnera...? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2013-08-17 17:02:18)

Temat: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Witam!
Od jakiegoś czasu borykam się z pewnymi przemyśleniami dotyczącymi mojego związku - a konkretnie mojej postawy.
Będzie to mój pierwszy post na tym forum i mam nadzieję, że mimo natłoku myśli w miarę czytelny smile

Jestem z chłopakiem od prawie roku i mam wrażenie, że od jakiegoś dłuższego czasu jestem od niego hmmm uzależniona, tak bym to określiła.
Próbowałam się zastanowić na czym polega ta moja postawa "kobiety bluszcz", pomyślałam, że jeśli dojdę do tego to może będzie mi łatwiej z tym walczyć.
Otóż mam chyba problem z jakimś rodzajem dystansu do tego związku, rozmawiałam z chłopakiem szczerze i wiem, że mu na mnie zależy, traktuje mnie poważnie, jest mu ze mną dobrze. Nie mieszkamy razem, on mieszka z rodziną, ja ze swoją. Problem polega na tym, że ja bym chciała spędzać większość swojego wolnego czasu z nim natomiast on wychodzi z założenia, że każdy z nas musi mieć swoją przestrzeń, trochę wolności i nie ma w tym nic złego, że np. całego weekendu nie spędzamy ze sobą a jedynie część i zawsze zaznacza mi, że jak chcę iść z koleżankami to nie ma problemu, nawet na imprezy nie zabrania mi pójść bo mi ufa i liczy jedynie na moją szczerość typu gdzie i z kim idę, daje mi dużo wolności a ja nie czuję się zbyt dobrze z tym...
Generalnie jakieś 90% czynności chciałabym wykonywać z nim a on powiedział mi, że nie czuje potrzeby aż tak często się spotykać (częściowo wynika to z tego, że nie mieszkamy "blok w blok", on ma więcej obowiązków niż ja na co dzień, później kończy pracę i nie zawsze chce mu się robić to co mnie). Często jest tak, że w ciągu tygodnia widujemy się czasem tylko raz a potem w weekend i z jednej strony zdaję sobie sprawę z natłoku dnia codziennego, a z drugiej strony rodzi to moje frustracje i od jakiegoś czasu odkąd zaczęło mi mocno na nim zależeć to moje myśli krążą wyłącznie koło niego, czuję się z tym źle bo wiem, że nie należy do osób z jakąś dużą energią i spontanicznością - staram się to akceptować, ale zauważyłam, że zaczęłąm go naciskać o spotkania, czuję się jakbym się prosiła o nie czasem i nie zostawiam jakiejś dozy niedopowiedzenia, tajemniczości tym spotkaniom naszym...
Czuję się tak jakbym się wieszała na nim, cieszę się tylko jak spędzam czas z nim, żyje od spotkania do spotkania i nawet moje pasje typu fitness nie zaspokajają tego pragnienia przebywania z nim. Mój chłopak sam mi powiedział: "jak chcesz to idź z koleżankami, porób coś sama i to nie znaczy, że Cię olewam ale to jest nam potrzebne i nic się nie stanie jak nie spotkamy się dziś a jutro". Wstyd przyznać, ale nawet spotkania z kumpelami mogłabym olać bo wolę iść z nim, czatuję na kolejne spotkanie z nim zamiast jakoś na luzie bardziej podejść i czuję się, jakbym się sama zadręczała i jego też taką zaborczością swoją... Nie wiem z czego to wynika ale źle się czuje z tą moją cechą charakteru i nie wiem z czego to wynika, jak jego uwaga nie jest w 100% skupiona na mnie w sensie spędzania czasu itp. to jestem zła...

Nie mam pojęcia jak nazwać moje zachowanie, czym jest spowodowane i co najważniejsze - jak z tym walczyć, żeby się nie zadręczać?! Jest to mój pierwszy taki poważny chłopak i bardzo przeżywam to wszystko. Proszę o jakieś wasze rady, diagnozy i opinie. Może sobie uświadomię coś dzięki waszemu zdaniu.

Czekam na Wasze wypowiedzi smile

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-08-17 17:17:46)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Spowodowane jest brakiem zajęć i zainteresowań. Jesteś dobrym materiałem na nieszczęście - próbujesz budować zamki na piasku.
(Fitness jako pasja - hehe....)

3

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?
N4VV napisał/a:

Jesteś dobrym materiałem na nieszczęście - próbujesz budować zamki na piasku.

W kontekście czego "próbuję budować zamki na piasku"?

4

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

W kontekście budowania własnego świata na fundamencie osoby partnera.
Gdy on zdecyduje się odejść, ten świat zawali się, a Ty pozostaniesz wyłącznie z cierpieniem.
Z niczym więcej.

5 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2013-08-17 17:48:02)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

To jak nauczyć się podchodzić do tego związku bardziej na luzie, żeby nie przytłoczyć partnera swoją osobą?

6 Ostatnio edytowany przez lovemurder (2013-08-17 17:58:42)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Nie musisz się niczego uczyć.
Przyjmij po prostu do wiadomości, że jeśli nadal będziesz się w ten sposób zachowywać, On Cię zostawi.
O ile zainteresowanie, zazdrość są przyjemne, to zaborczość i kontrola to w moim odczuciu - początek końca.
' nie mam czym oddychać! '

7

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?
Wafelek napisał/a:

To jak nauczyć się podchodzić do tego związku bardziej na luzie, żeby nie przytłoczyć partnera swoją osobą?

Nie, niezrozumiałaś co N4VV, masz być zdolna do życia bez partnera będąc z nim związku. Jak ważny by nie był nie jest sensem życia, na którym masz budować swoją przyszłość, ma być dodatkiem, który owszem jest ważny i znacznie ubarwia to życie ale nie jest do życia niezbędny.
Paradoksalnie będąc zdolna do życia bez partnera, będziesz mogła budować szczęśliwy związek.

8 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2013-08-17 18:09:45)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?
lovemurder napisał/a:

' nie mam czym oddychać! '

No tak sad
Ja zdałam sobie sprawę już jakiś czas temu z tego mojego zachowania i sama czuję, że jestem jak taki bluszcz. Walczę z tym i czasem lepiej mi wychodzi ale czasem jest mi ciężko. Staram się dać odsapnąć partnerowi od siebie, tymbardziej, że nie jest on typem przylepy, który lubi robić wszystko razem.
Nie rozstajemy się, wszystko jest ok i rozmawialiśmy o tym szczerze i powiedziałam mu, że mam taki problem i czasem ciężko mi z tym, męczę się i uczę jak z tym walczyć. Tylko, że ja po prostu nie chcę go wystraszyć, chce też sama móc się cieszyć tym wszystkim a nie myśleć o tym jak o czymś najważniejszym w moim życiu.


Powiedzcie, czy to się da z czasem jakoś opanować? Naprawdę staram się bo nie chcę żeby czuł się jak w klatce.

9

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?
Wafelek napisał/a:

...Powiedzcie, czy to się da z czasem jakoś opanować? Naprawdę staram się bo nie chcę żeby czuł się jak w klatce.

Jakieś wciągające zajęcia są dobre, czyli rozwój osobowości, zainteresowań, kontaktów... etc.
Oczywiście z umiarem, bo przegięcie w żadną stronę nie jest dobre.

10 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2013-08-17 18:14:58)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Muszę się zastanowić, może jakaś dodatkowa praca wink
A czy partner też może w jakiś sposób w tym pomóc?
Czy przyznanie się w szczerej rozmowie może pomóc w walce z takimi cechami jak moje?

11

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

A może Ty trochę zachłysnęłaś się tym byciem razem, to dopiero początki, pół roku...
To pierwszy chłopak?
Możliwe, że przy odrobinie samokontroli Ci przejdzie.
A szczera rozmowa to takie panaceum na wszystko.

12

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Pierwszy, którego traktuje poważnie i bardzo mi zależy na nim.
Faktycznie chyba pierwszy raz tak się zakochałam na amen smile
Bardzo długo byłam sama i nie umiałam trafić na nikogo odpowiedniego.

13

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

A moze to nie jest uzaleznienie ?Spotkania raz w tygodniu,a wlasciwie jakas namiastka.Moze jemu wystarcza ,a moze autorce nie.Jak sie kogos lubi ,kocha to chce sie z nim spedzac jak najwiecej czasu.Owszem przestrzen jest potrzebna...Jednak moze potrzeby autorki sa tez wazne,a nie tylko chlopaka.On postawil granice,a gdzie w tym autorka.Zwiazek oprocz przestrzeni to  równiez kompromisy.Ja bym powiedziala ,ze potrzebuje wiecej sie spotykac.Moze jakies wspolne zainteresowania pogłebiac? mozliwosci jest wiele smile

14

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?
malina.m napisał/a:

A moze to nie jest uzaleznienie ?Spotkania raz w tygodniu,a wlasciwie jakas namiastka.Moze jemu wystarcza ,a moze autorce nie.Jak sie kogos lubi ,kocha to chce sie z nim spedzac jak najwiecej czasu.Owszem przestrzen jest potrzebna...Jednak moze potrzeby autorki sa tez wazne,a nie tylko chlopaka.On postawil granice,a gdzie w tym autorka.Zwiazek oprocz przestrzeni to  równiez kompromisy.Ja bym powiedziala ,ze potrzebuje wiecej sie spotykac.Moze jakies wspolne zainteresowania pogłebiac? mozliwosci jest wiele smile

Nieee, no raz w tygodniu nie, ale po prostu sytuacja wygląda tak a nie inaczej. Nie mieszkamy obok siebie, dzieli nas mała - ale zawsze - odległość, on pracuje w innych godzinach niż ja, ja od świtu jestem na nogach a on kończy pracę o 18 albo później i ma więcej na głowie niż ja. I trudno jest mi się z tym pogodzić. Rozmawialiśmy o tym, i często przez te swoje zajęcia, obowiązki jak już ma ten wolny czas to chce go też mieć trochę tylko dla siebie. Chyba nie ma w tym nic złego smile ale fakt faktem ja to jestem jak taka przylepa i mogłabym robić wszystko z nim, brzmi strasznie... :0 tongue

15

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Wafelek masz podobny problem do mnie:) sama jakies 2 miesiące temu zarejestrowałam się na tym forum własnie po to zeby z kimś się tym moim problemem podzielić. Sytuacja u mnie jest troche inna bo mój chłopak ( a właściwie narzeczony) mieszka 300km ode mnie i widujemy sie tylko w weekendy, ale co do jego czasu tez byłam zaborcza. To chyba najlepszy epitet zeby okreslic takie zachowanie. Dziewczyny wtedy dały mi kilka rad jak nad sobą popracować: po 1 ważne, że zdajesz sobie z tego sprawę; po 2. rozmowa z chłopakiem ZAWSZE bedzie ok i na pewno nie zaszkodzi; po 3. trzeba zająć czymś swój czas, czymś co lubisz (wspominałaś o fitnessie), spotkania ze znajomymi mile widziane:), możlwiości jest wiele ale najważniejsze 4. z czasem da się to opanować i będzie coraz lepiej. Ja próbuje od 2 miesięcy i wiadomo, że nie odrazu było super, że pstryk palcami i juz mój facet ma tyle przestrzeni ze hoho. Ale stopniowo daje to rezultaty i naprawde jest lepiej i juz nie jak na samym początku, że wyszukuje sie troche "na siłe" jakies zajecia podczas gdy On jest zajęty, ale staje sie to czymś spontanicznym... nie wiem jak to nazwac, po prostu "zwyczajnym", że każdy ma swoje zajęcia.

16 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2013-09-16 17:21:44)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Założyłam nowy wątek, ale moderator go zamknął z racji kontynuacji wcześniejszego, ale do rzeczy smile

Mam problem z moim mężczyzną, a może po prostu klapki z oczu mi schodzą po tym roku znajomości smile
Mam ostatnio bardzo nerwowy okres w pracy, mój mężczyzna też. Żali się, że za mało pieniędzy, wyznaje, że chciałby zamieszkać razem, mówi, że kocha itp. Rozumiem, że ma frustracje ale chyba ostatnio coś jakoś się nakłada za dużo rzeczy...


Ostatnio jak trochę go pomęczyłam smsami z pretensjami w jednej kwestii odpisał mi, "że (przepraszam za słownictwo) mu pierd**ę a on się źle czuje itd." po czym zadzwonił od razu z przeprosinami, że się zdenerwował i wyprowadziłam go z równowagi - ALE WCZEŚNIEJ TAK NIGDY NIE ZROBIŁ. W każdym razie nie pamiętam czegoś takiego.
Potem za jakiś tydzień też się z nim droczyłam trochę (w moim przekonaniu bardziej na żarty) i znowu nieładnie się zachował mowiąc, że "kur** mogłaś stanąć gdzieś i normalnie oddzwonić a nie takie coś". Powiedziałam, że w ten sposób nie będę z nim rozmawiać i się rozłączyłam po czym napisałam mu znowu parę smsów, że jest wredny jakiś niemiły i zaczęła we mnie rosnąć frustracja i żal do niego i tak napisałam parę emocjonalnych smsów z pretensjami... Nie mamy aż tyle czasu na rozmowy bo długo pracuje a ja tez mam swoje zajęcia po pracy, więc specjlanie nie ma jak od razu tych konfliktów konkretnie wyjaśnić.

Ostatnio znowu taka sytuacja, stęskniłam się za nim i chciałam parę razy w dniu porozmawiać bo był chory a już prawie tydzień się nie widzielismy a on mnie rozłączył i ogólnie wkurzyłam się na niego. Następnego dnia zadzwoniłam żeby dogadać się o której się dokładnie widzimy bo byliśmy umówieni a on nawet nie odebrał po godzinie 13 bo powiedział, że się regeneruje bo jeszcze słabo się czuje po chorobie a ja chciałam się konkretnie umówić, bo może nie będę czekać na jego telefon pół dnia i mam prawo wiedzieć. A on nie odbierał tylko odpisał, że śpi i potem oddzwoni i po tych wszystkich wydarzeniach zebranych do kupy w tym momencie dostałam prawie furii i znowu mu napisałam parę smsów z pretensjami, że nie dam się tak traktować i on oddzwonił pokłócilismy się, bo się śmiał do telefonu i ogólnie powiedzialam, że po tym jego zachowaniu nie mam ochoty się widzieć z nim już. Ale przyjechał popołudniu (ja w międzyczasie nie odzywalam się do niego), i że tak brzydko napiszę 'latał' koło mnie i przeprosił itp. Ja się zastanawiałam w ogóle czy zejść do niego...
Chciał iść do mnie ale nie chciałam i poszliśmy do knajpy. Zaraz było lepiej, ale czułam jakiś taki żal do niego mimo wszystko.
Mówił, że był chory i dlatego tak reagował. Ale postawiłam jasno sprawę, że nie będe tolerować takiego zachowania (jak opisane wyżej).

Zdaję sobie sprawę, że to nie jest jakiś duży problem, ale zastaniwam się skąd nagle jakaś taka skomasowana agresja u niego w tych słowach? Czy ja go aż tak denerwuję? Nie znałam go z tej strony, albo ślepa byłam (?) może.I mam wrażenie, że mnie olewa chwilami ale słowa i tłumaczenia do niego nie docierają zbytnio bo mówi, że gderam... i potem mam wrażenie, że nie traktuje mnie poważnie.

Tylko, że ja nie chce się z nim kłócić a słowami widzę ciężko coś przetłumaczyć. Jak go trochę utemperować? Może ja jakiś błąd robię, proszę o radę jakieś doświadczone kobitki i mężczyzn, będę wdzięczna za jakiś obiektywny pogląd na te sytuacje i moje zachowanie. Ogólnie nie jest źle, nie chcę mu nic narzucać ale żeby się bardziej dostosowywał o  smile

17

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Czy ktoś może zerknąć, proszę smile

18 Ostatnio edytowany przez Pyskata (2013-09-20 14:00:17)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?
Wafelek napisał/a:

Ostatnio jak trochę go pomęczyłam smsami z pretensjami ...

... Powiedziałam, że w ten sposób nie będę z nim rozmawiać i się rozłączyłam po czym napisałam mu znowu parę smsów, że jest wredny jakiś niemiły....

.... w tym momencie dostałam prawie furii i znowu mu napisałam parę smsów z pretensjami, że nie dam się tak traktować i on oddzwonił...

...ale zastaniwam się skąd nagle jakaś taka skomasowana agresja u niego w tych słowach? Czy ja go aż tak denerwuję?  Może ja jakiś błąd robię, proszę o radę jakieś doświadczone kobitki i mężczyzn, będę wdzięczna za jakiś obiektywny pogląd na te sytuacje i moje zachowanie. Ogólnie nie jest źle, nie chcę mu nic narzucać ale żeby się bardziej dostosowywał o  smile

Jestem ciekawa CO Ty mu piszesz?
Może przed wysłaniem tony smsów z pretensjami, przeczytaj co chcesz wysłać, odczekaj i ... nie wysyłaj??
Dajesz mu trochę popalić smile A z tego co piszesz, to mu zależy, ale że masz krewki charakter...
"Nie chcę go zmieniać, ale żeby był inny trochę..."
Wafelek przemyśl trochę swoje zachowanie. Trochę opanowania nie zaszkodzi.
Konflikty przez smsy to porażka, więc nie zaogniaj. Przyjmij sobie taką zasadę - gdy jesteś tak wściekła, że wysmarowabyś mu takiego smsa, że ho ho, to... absolutnie tego nie rób!
Poczekaj na wyjaśnienie w 4 oczy. On jednak chce wyjaśniać, coś zmieniać, skoro zaraz dzwoni, przyjeżdża... Doceń to, więcej opanowania, mniej pretensji, więcej uśmiechu:)

19 Ostatnio edytowany przez adlernewman (2013-09-20 15:46:02)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Wafelek, choremu czlowiekowi sie glowy nie zawraca, niewazne (a nawet tym bardziej!) czy jest naszym chlopakiem czy mezem czy bliskim przyjacielem. Wczuj sie w sytuacje- chcialabys byc zaczepiana, molestowana o uwage, jechana po, jak Cie glowa boli, z nosa leci a zyc sie nie chce? No, chyba nie. Wiec nie dziw sie, ze dostalas taka, a nie inna odpowiedz.

Uzaleznianie sie od drugiej osoby paradoksalnie oznacza, ze sami ze soba problemy mamy, ze zbytnio sie skupiamy na sobie: on musi mnie zabawic, on mi musi wypelnic zycie, bo ja sama czuje sie bezwartosciowa, nudna, nie chce mi sie. Takie zachowanie nie ma sensu, bo najzwyczajniej w swiecie ma maly zwiazek z miloscia, a duzy z niskim poczuciem wartosci i egotyzmem. Nikt nie ma obowiazku latac w kolo Ciebie, nawet Twoj chlopak. Sama zacznij sie soba zajmowac.

20

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Dziękuję Wam za opinie i rady, ja się bardzo szybko denerwuję i wybucham, mam choleryczny charakter. Ciężko mi z tym walczyć ale staram się. Bardzo nie lubię jak mnie ktoś olewa i nie skupia całej swojej uwagi na mnie. Prawdopodobnie tutaj jest błąd... postaram się zmienić to myślenie.

Dzięki! smile

21

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

A co śmiesznego jest w fitnessie jako pasji? Zainteresowanie bardzo dobre, jak niemal każde inne : )

Tak, koniecznie zmień myślenie, Wafelek. W związku ludzie muszą mieć przestrzeń dla siebie.
Inna sprawa, że jeśli widujesz partnera tylko 2 razy na tydzień, chociaż on mieszka blisko, to coś jest nie halo moim zdaniem : /

22 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2013-10-08 17:04:02)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Igriana, nie mamy się jak widywać specjalnie częściej... on zanim do mnie przyjedzie jest 20, a ja o świtu na nogach i juz jestem zmęczona, zostają sporadyczne spotkania w ciągu tygodnia no i weekend, choć on twierdzi np. że jak widzieliśmy się jeden cały weekend (sob i ndz) to nic się nie stanie jeśli następny weekend jeden dzień się spotkamy w drugi odpoczniemy sobie, choć ja jestem innego zdania, bo uważam, że weekend już mógłby poświęcić w takim przypadku dziewczynie, kiedy w dni robocze się nie widzimy czasem w ogóle, no ale trudno...
Ja nie mam samochodu i zanim dojadę jest ciemno zimno i już muszę wracać bo jest późno 'za chwilę'.



A tak ogólnie to znowu coś jest nie tak między nami, czym dłużej z nim jestem staram się nie być zaborcza, ale ponieważ tak mało czasu spędzamy razem zaczęłam mieć żal do niego właśnie w takich sytuacjach kiedy on jeden weekend spędza ze mna, natomiast drugi weekend spędzamy w wersji okrojonej bo on chce np. spotkać się od czasu do czasu z kumplem. No ale staram się to zrozumieć, bo ma mniej czasu wolnego dla siebie niż ja.
Ostatnio się pokłóciłam z nim parę razy, chyba ze cztery w ciągu tygodnia ostatnio... chyba mi klapki z oczu zaczynają spadać i nie umiem tolerować pewnych jego zachowań. Myślałam, że zrozumie pewne kwestie i dotrzemy się, ale jest jedna co do której rodzi się we mnie mega żal do niego sad
On według mnie unika spotykania się z moimi znajomymi, zawsze wynajdzie jakiś argument, na początku wierzyłam w to, ale teraz widzę, że to nie jest normalne zachowanie, tak mi się zdaje.
Dla mnie jest to bardzo ważna kwestia, bo nie chcę się zamykać we dwójkę w swoim świecie, jest to dla mnie przyjemność i urozmaicenie tego związku, czuje się głupio i bardzo przykro jak jestem sama w wszyscy moi znajomi zawsze w parach i tamci chłopacy nie mają problemu. Myślałam, że się otworzy ale minął rok i może ze cztery razy się spotkał z paroma moimi przyjaciółkami itp. a on jest domatorem, trochę ciężki i nie lubi ogólnie mówić zbyt dużo (przy innych osobach) i na początku wymyślał, że nie może przyjśc na domówkę, bo pracował do 21 i faktycznie nie mógł ok, potem miał L4, potem stwierdził, że nie będzie się tłukł na dwie godziny.
Potem przyszło lato i były zachowania typu siedzimy razem u mnie lub u niego i dzwonią znajomi a ja "o super chętnię się ruszę z domu" a on w lekką złość i że NIE CHCE MU SIĘ, bo on chce się nacieszyć mną, bo nie czerpie przyjemności z tego nie chce i jak chce to moge iść z nimi sama i ogolnie koniec dyskusji. Przykro mi się zrobiło bardzo, no ale co. Potem przeprowadziłam z nim rozmowę i to nie jedną...(wcześniej trochę się pokłócilismy o to). Powiedziałam, że robi mi tym przykrość dużą, że czuję się źle kiedy jestem sama i to w 90% przypadków. ALe od tamtego czasu nic się nie zmieniło w jego zachowaniu, chyba, że jesteśmy w knajpie i ktoś dołączy to też chce wracać do domu i nie siedzieć za długo bądź jest przez przypadek postawiony przed faktem dokonanym.
A to są ludzie którzy go lubią i moi najbliżsi znajomi akurat. Raz może był na domówce ze mną, ale tez niechętnie...
Parę dni temu było apogeum. Szliśmy na ślub mojej bliskiej koleżanki (też bardziej z obowiązku szedł, niby się cieszył, ale...) i dzień wcześniej było tłuczenie, chciałam aby go poznała (widziała go raz na oczy przez chwilę...) było to dla mnie ważne, bo akurat do niej i jej narzeczonego nigdy nie przyszedł ze mną choć wszyscy byli razem wtedy, a byliśmy już razem pół roku ponad i poprosiła mnie abym przyszła razem z nim, więc zadzwoniłam i naprawdę spokojnym tonem poprosiłam go że jest to ważne dla mnie i nie chcę znowu być sama. Gdy on to usłyszał wydarł sie na mnie, że nie ma dyskusji nie pójdzie na żadne "głupie tłuczenie" bo ma już swoje plany i musi posprzątać, wyjść z psemi włączyć zmywarkę...
a ja nadal go prosiłam spokojnie w tym telefonie że tyle rozmów na marne ale rozłączył się... potem mu napisałam smsa, że nie spodziewałam się, że znowu tak zrobi i widzę jak mnie kocha, znowu olewa i ważniejsze jest w tym momencie sprzątanie, przecież może na dzień następny je przełożyć... potem dzwoniłam do niego i się pokłócilismy i powiedział, że mu pierdolę bo ja też już straciłam cierpliwość, że to jest jak groch o ścianę. W końcu nie poszlam na to tłuczenie i inaczej spędziłam wieczór.
A po weselu nocowałam u niego i znowu była rozmowa, to powiedział, że pójdzie na kompromis jak nie będzie miał obowiązków i nie będzie zmęczony - a on się zawsze tym przesłania i boję się że to będzie takie błędne koło non stop.

Ja chodzę do jego znajomych nie mam z tym żadnych problemów, ustawiam czas tak aby spędzić go z nimi i z nim a on tak postępuje w tej kwestii. Dlaczego zawsze, praktycznie w 90% jest ważniejsze od tego sędzania czasu w większym gronie?
Doszło do tego, że zaczynam mieć do niego żal i nie chce mi się z nim być... dystansuje się... nie chce potem zgnuśnieć, zawsze byc sama i nie móc polegać na nim bo on będzie musiał nastawić zmywarkę i w tym momencie jego jest ważniejsze...
przestaje chcieć mi się w ogóle spędzać czas z nim tak powoli i wykazywać inicjatywę bo jak ją wykazuję i mówię, tłumaczę to on ma dość i się kłócimy, jak mówię spokojnie prosząc go to też nic nie daje. A ja chce spędzać czas w dużym gronie bo jest wesoło i jakoś tak mniej nudno smile
Ale nie chce go spędzać sama bo i tak mało się widujemy a boję się, że kolejny raz jak będę chciała go wyciągnąć w 4kę w weekend to znowu coś wymyśli i znowu będę płakać sad Dlaczego ja nie robię problemów a on tak?

ciężko mi i mam etap takiego wycofania... tzn. powzięłam sobie, że skoro rozmowami nie da rady i ZAWSZE coś jest w tym przypadku ważniejsze ode mnie i moich znajomych to może powinnam go olać? Umawaić się z nimi, spytać czy idzie jak nie to nie jak tak to fajnie, tylko że ja tak nie umiem rodzi się we mnie duży żal i nie chce mi z nim w ogóle spotykać... Proszę doradzcie mi jak mam postapić w tym przypadku skoro rozmową nie da rady??? Bo czuję się źle i jak stara babcia w tym związku ostatnio sad

23 Ostatnio edytowany przez Wafelek (2013-10-08 19:20:54)

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Czy ktoś mógłby zerknąć, proszę? smile

Teraz pod wieczór dół mnie złapał jakiś... sad

24

Odp: Czy to jest uzależnienie od partnera...?

"Miłość prawdziwa w czynie się objawia i prowadzi do czynu.
Miłość bez czynu jest samolubstwem.
ja bynajmniej tak to widzę i odbieram. pozdrawiam wink

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Czy to jest uzależnienie od partnera...?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024