Mam do Was pytanie czy myślicie że to normalne i czy kazda z Was czasem tez tak ma? Otóż kiedys jak bylam mlodziutka po smierci mamy chodzilam do psychologa który powiedzial mi ze jestem bardzo wrazliwa na poczucie winy przez to że jako mala dziewczynka wmówiłam sobie ze to moja wina ze mama umarła bo nie zadzwonilam na pogotowie dość szybko. Zakotwiczylo się to we mnie i rzeczywiscie przez cale zycie czulam bardzo czesty wyrzut sumienia ze coś się stalo przeze mnie, albo przez moje zaniedbanie, albo że jesli nie bede opiekowac sie dostatecznie tata to on umrze itp. Długo trwaly te leki az w koncu zaczelam realnie z tym walczyc odpowiednimi technikami i po roku pracy jestem full wolna i szczesliwa od wszelakich lęków. Jednak wciaż kiedy wchodze w zwiazek z mezczyzną to czasem ulegam zatraceniu percepcji kto ma racje. Zwlaszcza gdy bardzo kocham. Na poczatku wiem ze mezczyzna robic cos zlego, nie zgadzam się na to ale jak zaczyna obracac kota ogonem, argumentowac, grac na litość albo ogolnie zaczyna szantazowac mnie emocjonalnie i wpychac mi poczucie winy to zaraz czuje się fatalnie, zaczynam się wahać że może nie mam racji jak wszytscy w okol mówią ze palant i nad czym sie dziewczyno zastanawiasz? Usprawiedliwiam złe zachowanie. Zamiast twardo stac przy swoim zaczynam się gubić, aż w końcu stwierdzam że jednak to moja wina. Dopiero odcięcie się od dyskusji, zamknięcie w sobie przywraca mi równowagę i podejmuję właściwe decyzje nawet jeśli są trudne. I wtedy jestem uparta jak nieboskie stworzenie ;D Tylko tak łatwo namieszać mi w głowie. Przez to kiedyś zmarnowałam wiele lat zycia z jednym facetem który zle mnie traktowal, oklamywał ale umial tak mna manipulować ze czulam się winna wszytskiemu. Dopiero po zerwaniu odczułam ulge i siłę, Czy wam też zdarza się taki mętlik w głowie w relacjach?
Może to poczucie winy wynikało faktycznie z wcześniejszych doświadczeń. Mogłaś też trafić na dobrego manipulatora, po prostu, są ludzie, którzy świetnie odwracają kota ogonem i swoją winę przypisują drugiej osobie.
Twoje doświadczenie tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że praca z psychologiem zazwyczaj kończy się marnie.
Moim zdaniem nadal nie rozwiązałaś problemu z poczuciem winy tkwiącym w Tobie od śmierci mamy. Poruszyłaś go, ale nie zamknęłaś. To tylko pozór, że jesteś 'wolna'. Gdybyś naprawdę się uwolnila, miałabyś większą pewność siebie i umiałabyś walczyć o swoje. Chociaż musisz wziąć pod uwagę pewne aspekty- czasem tylko wydaje nam się, że mamy racje, a wcale jej nie mamy. Trzeba dużo samokrytyki,by to zauważyć. Druga sprawa- pogodzenie się z samym sobą to proces, więc nic dziwnego, że nadal czujesz sie tak, a nie inaczej. Być może potrwa to jeszcze jakis czas, a może nigdy?Po trzecie- manipulatorów na tym świecie nie brakuje, właściwie kady z nas jest manipulantem, dlatego warto się edukowac w tym temacie, by przede wszystkim ustrzec się przed innymi, a także nie ranić innych. Manipulacja zazwycza jest nieświadoma, więc cięzko ją nam dostrzec,przez co często gęsto tkwimy w bezsensownych związkach i myslimy, że to coś z nami nie tak. Skieruj zatem swoją uwagę na podniesienie poczucia swojej wartości.
tostownica ja niestety mam podobne obawy jak Przedmówczyni. Zatarłaś to jakoś, wytłumaczyłaś sobie, przypisałaś tej oto sytuacji z dzieciństwa, ale nadal Cię to trzyma
Nadal, bo uciekasz w to niczym ten "tonący brzytwy" a wiesz dlaczego? Bo to dobrze znasz, wybierasz zatem to, co jest oswojone.
Poczucia winy nie przepędziłaś, po prostu je oswoiłaś.