"wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 14 ]

1

Temat: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach

Kogo, jeśli nie ich obwiniać za nieudane życie... Za rzeczy, które we mnie siedzą, nie pozwalają normalnie żyć. Psychoterapia nie zawsze i nie do końca pomaga. Długa praca jeszcze przede mną.
Zastanawiałam się, w którym wątku umieścić tą moją historię, bo tak naprawdę każdy z tematów zawiera w sobie element, który we mnie siedzi. Więc postanowiłam zacząć od źródła - od przyczyny - od początku.

Matka DDA, a więc przewrażliwiona, nadopiekuńcza i co-ludzie-powiedzą. Szantażystka emocjonalna. Nie daje sobie rady ze stresem. Nigdy nie chciała pójść na terapię. Ojciec typ weź-się-w-garść, uparty, nieskłonny do żadnej pracy nad samym sobą. Nieuważny. Oboje kochani i mili. Ciekawe, czy wiedzieli, że w dzieciństwie pewien człowiek bardzo mnie skrzywdził. Pewnie nie. Ale nie uwierzyliby mi, gdybym im to wyznała.
Trudno jest żyć wiedząc, że muszę się z nimi czasem spotkać, bo to rodzina. Kocham ich. I jest we mnie tak wiele żalu, złości, a jednocześnie tak wiele poczucia winy. To strasznie trudne.
"Muszę się z nimi czasem spotkać" - właśnie czytam ze zdziwieniem swoje własne słowa. Oczywiście, niczego nie muszę. Ale jednak muszę. To jest taki wewnętrzny przymus. Bo będą smutni, bo mama będzie płakać, bo inni członkowie rodziny będą mnie nagabywać, pytać, naciskać. A jeśli spróbuję wytłumaczyć, to i tak nikt tego nie zrozumie.

Do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego całe życie muszę się tłumaczyć ze swoich decyzji, które są sprzeczne z ich punktem widzenia. Tłumaczyć się z mojego życia, z moich odczuć, dlaczego słyszę, że "to niewłaściwe", "tak się nie robi", "tak nie można"...? Marzę o tym, żeby usłyszeć "to jest Twoja decyzja i jeśli to robisz, to znaczy, że masz ku temu powody" - zamiast "ta decyzja jest zła i nie zgadzamy się z nią (ale zawsze będziemy cię kochać)"...%^&*!!! Akceptacja. Jasne - mogę w życiu robić to, co chcę, jestem dorosłą kobietą, a jednak wiele rzeczy ukrywam przed nimi, o wielu kłamię, o wielu nie mówię. Żeby wyglądać w ich oczach na taką, jaką chcieliby żebym była. Po co? Sama się w tym gubię. Żeby dojrzeć tak przyjemną, upragnioną akceptację z ich strony???

Dlaczego w dzieciństwie byłam taką małą histeryczką, dzisiaj już trochę nad tym panuję, ale nadal...? Co to za frustracje we mnie siedzą od najmłodszych lat? Zamknięcie w plastikowej bańce? Dzisiaj mam problemy ze sobą, z pewnością siebie, z poczuciem kontroli, chociaż tu też poczyniłam już postępy. Cierpię na dolegliwości psychosomatyczne.
Kiedy wiem, że muszę, to robię różne rzeczy, nie jestem z pewnością szarą myszką, nie mam problemów z komunikacją i z kontaktem z ludźmi. Ale jednak w głowie zamęt, nieporządek, niepoukładanie, frustracje. Moja głowa chce tego, żebym była słaba, głupia i beznadziejna. Trudno żyć w ciągłej walce.

Na pewno są na tym forum osoby, które przeżyły to co ja. Które miały podobne dzieciństwo. Z pozoru spokojne i szczęśliwe. Doświadczyły mnóstwo miłości, ciepła, były kochane i przytulane - a życie jednak jest dla nich nieznośne. Bo pod pozorami pięknego dzieciństwa kryło się więzienie.
Ciekawa jestem, jak te osoby dzisiaj odnajdują się w życiu, co zrobiły, żeby nie przeszkadzały im potwory z przeszłości.
Piszę to, bo chcę się w końcu poczuć lepiej. Poczuć, że mogę wszystko. W głębi ducha wiem to, ale jednak coś mnie blokuje. Może ktoś czuje się podobnie.

Zobacz podobne tematy :

2

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach

Zwykle jestem spokojnym facetem. Tylko jedna osoba potrafi mnie błyskawicznie wyprowadzić z równowagi. Wiesz kto.

Fakt, presja na spotkania istnieje, ale też nie ma przymusu. Osobiście ograniczam kontakty do minimum, które jest dla mnie do przyjęcia. Z poczuciem winy uporałem się. Nie daję też pozwolenia nikomu wywierać na mnie presji. Bez tłumaczenia dlaczego. Nie muszę się tłumaczyć i nie obchodzi mnie, co ktokolwiek pomyśli. Hipotetycznie jedyną osobą, której chciałbym wytłumaczyć, była by moja partnerka - ale mogę wytłumaczyć jej tylko jednokrotnie.

Próby ingerencji w moje decyzje uciąłem z pozycji własnej niezależności. Nic nie tłumaczę - informuję (albo nie). Nie proszę o radę i nie pozwalam rad sobie udzielać. Wszelkie próby ucinam, a w przypadku nachalnosci oddalam sie ze znaczną prędkością. Konsekwencja spowodowała zaniechanie prób - taki odruch pawłowa. Nie potrzebuję akceptacji z tej strony, jestem już dużym chłopcem. Wdawanie się w dyskusje jest bezcelowe, ponieważ żadna argumentacja nie dociera. Szkoda czasu.

W swoim czasie największym moim pragnieniem było wynieść się z rodzinnego domu. Przez to wszedłem w toksyczny związek z nimfomanką i alkoholiczką. Kilka lat zmarnowanych, ale cieszę się, że wyszedłem z tego bez innych szkód. Mimo wszystko, było to lepsze, niż pozostanie TAM.

Teraz problem nie istnieje - choć pewnie ślady pozostały. Jako facetowi było/jest mi łatwiej. Nie obciąząją mnie kobiece pragnienia, jak dążenie zachowania relacji etc. Natomiast zdecydowanie i kategorycznie chronię moje relacje partnerskie przed wpływem rodzinki. Moja była widywała moich rodziców raz do roku, z okazji świąt jednych lub drugich. Ja z jej rodzicami widziałem się znacznie częściej - bo u niej było normalnie.

Zdaję sobie sprawę, że moje przeżycia nie dorównują Twoim nawet w jednej dziesiątej. Nie niosą skutków, o których piszesz. A może niosą, tylko je wyparłem. Nie wiem. Mam istotniejsze zagadnienia do rozważań, od relacji z rodziną - tą kwestię uregulowałem już.

3

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
Uma napisał/a:

Do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego całe życie muszę się tłumaczyć ze swoich decyzji, które są sprzeczne z ich punktem widzenia. Tłumaczyć się z mojego życia, z moich odczuć, dlaczego słyszę, że "to niewłaściwe", "tak się nie robi", "tak nie można"...? Marzę o tym, żeby usłyszeć "to jest Twoja decyzja i jeśli to robisz, to znaczy, że masz ku temu powody" - zamiast "ta decyzja jest zła i nie zgadzamy się z nią (ale zawsze będziemy cię kochać)"...%^&*!!! Akceptacja. Jasne - mogę w życiu robić to, co chcę, jestem dorosłą kobietą, a jednak wiele rzeczy ukrywam przed nimi, o wielu kłamię, o wielu nie mówię. Żeby wyglądać w ich oczach na taką, jaką chcieliby żebym była. Po co? Sama się w tym gubię. Żeby dojrzeć tak przyjemną, upragnioną akceptację z ich strony???

***

Piszę to, bo chcę się w końcu poczuć lepiej. Poczuć, że mogę wszystko. W głębi ducha wiem to, ale jednak coś mnie blokuje. Może ktoś czuje się podobnie.

Z pozoru w miarę spokojna rodzina, która wychowała rozpieszczoną jedynaczkę.
Oczywiście tylko z pozoru...

Przestałam tłumaczyć rodzinie i liczyć na zrozumienie (oraz akceptację) podejmowanych przeze mnie decyzji. Nie pytam ich o zdanie, bo jest ono dla mnie nic nie warte (nie są dla mnie żadnym autorytetem). Smutne... Również czuję przymus spotkań z nimi, zapętliłam się w okowy powinności. Jednak nie obwiniam ich za nic. Mam świadomość, że robili wszystko z miłości do mnie, jednak niekoniecznie oni mieli świadomość, że tak bardzo skrzywili mi psychikę.
Dostałam bardzo ważne pytanie, po co mi ich akceptacja i jedyna odpowiedź jaka do dzisiaj przychodzi mi do głowy, to żeby zaspokoić swoje dziecięce potrzeby, których (racjonalność podpowiada) i tak się nie da już zaspokoić.

Też w głębi ducha wiem, że mogę wszystko. Niska samoocena (bynajmniej nie okazywana na zewnątrz) skutecznie jednak temperuje te bohaterskie zapędy.
W życiu jakoś sobie radzę. Z życiem łatwiej niż ze sobą.
Jestem typem zadaniowca, mam zadanie to wykonuję je najlepiej jak potrafię (wypruwając z siebie flaki), osiągam zamierzony efekt (który tylko w moim mniemaniu i tak jest gorszy niż ten, który byłabym w stanie osiągnąć gdybym jeszcze bardziej się postarała - deprecjacja) i tak mi się życie kręci od zadania, do zadnia. Największy problem mam z nawiązywaniem poprawnych relacji z ludźmi. Nad tym cały czas pracuję.

4

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
Saligia napisał/a:

...Jestem typem zadaniowca, mam zadanie to wykonuję je najlepiej jak potrafię (wypruwając z siebie flaki), osiągam zamierzony efekt (który tylko w moim mniemaniu i tak jest gorszy niż ten, który byłabym w stanie osiągnąć gdybym jeszcze bardziej się postarała - deprecjacja) i tak mi się życie kręci od zadania, do zadnia.

Perfekcjonizm?

Saligia napisał/a:

... Największy problem mam z nawiązywaniem poprawnych relacji z ludźmi. Nad tym cały czas pracuję.

Poprawnych? Czyli jakich? Kto klasyfikuje poprawność?

5

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
N4VV napisał/a:
Saligia napisał/a:

...Jestem typem zadaniowca, mam zadanie to wykonuję je najlepiej jak potrafię (wypruwając z siebie flaki), osiągam zamierzony efekt (który tylko w moim mniemaniu i tak jest gorszy niż ten, który byłabym w stanie osiągnąć gdybym jeszcze bardziej się postarała - deprecjacja) i tak mi się życie kręci od zadania, do zadnia.

Perfekcjonizm?

Saligia napisał/a:

... Największy problem mam z nawiązywaniem poprawnych relacji z ludźmi. Nad tym cały czas pracuję.

Poprawnych? Czyli jakich? Kto klasyfikuje poprawność?

Perfekcjonizm - nie. Ze zbyt wielkim dystansem podchodzę do życia i mam to gdzieś jak to wygląda na zewnątrz. Bardziej umiłowanie do psychicznej autoagresji. Z zewnątrz dostaję pochwały, a z wnętrza karę.

Kto klasyfikuje poprawność? Oczywiście ja. Chce się dobrze czuć z ludźmi i nie uciekać przed nimi, gdy tylko pojawiają się emocje. Problem z relacjami, chyba jest bardziej złożony niż mi się obecnie wydaje.

6

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
Uma napisał/a:

Kogo, jeśli nie ich obwiniać za nieudane życie... Za rzeczy, które we mnie siedzą, nie pozwalają normalnie żyć. Psychoterapia nie zawsze i nie do końca pomaga. Długa praca jeszcze przede mną.
Zastanawiałam się, w którym wątku umieścić tą moją historię, bo tak naprawdę każdy z tematów zawiera w sobie element, który we mnie siedzi. Więc postanowiłam zacząć od źródła - od przyczyny - od początku.

Może nie obwiniać a podziękować za trud wychowawczy, bo wypuścili na świat pokiereszowane i przetrącone dorosłe już dziecko i zacząć życ po swojemu??? Zmieniając to co się DA zmienić!

Matka DDA, a więc przewrażliwiona, nadopiekuńcza i co-ludzie-powiedzą. Szantażystka emocjonalna. Nie daje sobie rady ze stresem. Nigdy nie chciała pójść na terapię. Ojciec typ weź-się-w-garść, uparty, nieskłonny do żadnej pracy nad samym sobą. Nieuważny. Oboje kochani i mili. Ciekawe, czy wiedzieli, że w dzieciństwie pewien człowiek bardzo mnie skrzywdził. Pewnie nie. Ale nie uwierzyliby mi, gdybym im to wyznała.
Trudno jest żyć wiedząc, że muszę się z nimi czasem spotkać, bo to rodzina. Kocham ich. I jest we mnie tak wiele żalu, złości, a jednocześnie tak wiele poczucia winy. To strasznie trudne.
"Muszę się z nimi czasem spotkać" - właśnie czytam ze zdziwieniem swoje własne słowa. Oczywiście, niczego nie muszę. Ale jednak muszę. To jest taki wewnętrzny przymus. Bo będą smutni, bo mama będzie płakać, bo inni członkowie rodziny będą mnie nagabywać, pytać, naciskać. A jeśli spróbuję wytłumaczyć, to i tak nikt tego nie zrozumie.

Toksyczni ludzie toksyczne związki, blog moje dwie głowy tak na cito. I pora zreformować słownik z "muszę" na chcę/mogę i etc.
"Zakochaj się w życiu" Ewy Folley.

Do dziś nie potrafię zrozumieć, dlaczego całe życie muszę się tłumaczyć ze swoich decyzji, które są sprzeczne z ich punktem widzenia. Tłumaczyć się z mojego życia, z moich odczuć, dlaczego słyszę, że "to niewłaściwe", "tak się nie robi", "tak nie można"...? Marzę o tym, żeby usłyszeć "to jest Twoja decyzja i jeśli to robisz, to znaczy, że masz ku temu powody" - zamiast "ta decyzja jest zła i nie zgadzamy się z nią (ale zawsze będziemy cię kochać)"...%^&*!!! Akceptacja. Jasne - mogę w życiu robić to, co chcę, jestem dorosłą kobietą, a jednak wiele rzeczy ukrywam przed nimi, o wielu kłamię, o wielu nie mówię. Żeby wyglądać w ich oczach na taką, jaką chcieliby żebym była. Po co? Sama się w tym gubię. Żeby dojrzeć tak przyjemną, upragnioną akceptację z ich strony???

I tak od dziś jestem sobie sterem, żeglarzem, okrętem... w suchym doku na smyczy rodziny hmm

Dlaczego w dzieciństwie byłam taką małą histeryczką, dzisiaj już trochę nad tym panuję, ale nadal...? Co to za frustracje we mnie siedzą od najmłodszych lat? Zamknięcie w plastikowej bańce? Dzisiaj mam problemy ze sobą, z pewnością siebie, z poczuciem kontroli, chociaż tu też poczyniłam już postępy. Cierpię na dolegliwości psychosomatyczne.
Kiedy wiem, że muszę, to robię różne rzeczy, nie jestem z pewnością szarą myszką, nie mam problemów z komunikacją i z kontaktem z ludźmi. Ale jednak w głowie zamęt, nieporządek, niepoukładanie, frustracje. Moja głowa chce tego, żebym była słaba, głupia i beznadziejna. Trudno żyć w ciągłej walce.

Czym skorupka za młodu nasiąknie...

Na pewno są na tym forum osoby, które przeżyły to co ja. Które miały podobne dzieciństwo. Z pozoru spokojne i szczęśliwe. Doświadczyły mnóstwo miłości, ciepła, były kochane i przytulane - a życie jednak jest dla nich nieznośne. Bo pod pozorami pięknego dzieciństwa kryło się więzienie.
Ciekawa jestem, jak te osoby dzisiaj odnajdują się w życiu, co zrobiły, żeby nie przeszkadzały im potwory z przeszłości.
Piszę to, bo chcę się w końcu poczuć lepiej. Poczuć, że mogę wszystko. W głębi ducha wiem to, ale jednak coś mnie blokuje. Może ktoś czuje się podobnie.

Szeroki przestwór oceanu to forum...
Ale od tematu toksyczności ogólnoludzkiej bym na Twoim miejscu zaczął.

Moim zdaniem toczysz walkę z jednej strony ze sobą a z drugiej z matką, która nie chce wypuścić z gniazdka swojego pisklaczka. "Bogobojne" matki są zawsze najmądrzejsze... szkoda tylko, że nie szanują i nie słuchają tego co druga strona ma do powiedzenia. Niestety toksyczne matki samotnie wychowujące swoje córki lub matki które wychowują synków na tych co to święci są to najtrudniejszy orzech do zgryzienia.Ty masz właśnie taką matkę, ja miałem właśnie taką teściową.ja swoja "matkę" zostawiłem z całym małżeńskim inwentarzem, gdyż to była jedna z niewielu tych spraw toksycznych, które niestety w imię wielkiej miłości do jej córki rozwalały moje życie i małżeństwo na miliony kawałków.
Moim zdaniem sprawa jest prosta albo ktoś przemówi Twojej matce do rozsądku - Tobie również - i odetniecie pępowinę, albo nie masz o co z nią walczyć... pocieszający jest jeden fakt. Z czasem dojdzie do tego, że Ty dobitnie zrozumiesz, ile złego wyrządziła Ci matka - nie Ona i efekt będzie taki, że ją znienawidzisz na swoją starość... Jeśli Ci na niej nadal na takiej relacji zależy, to obyś Ty nie poniosła gigantycznych tego konsekwencji w swoim przyszłym związku małżeńskim. Bo jak Twój facet będzie miał łeb na karku to nim się obejrzysz a będzie już Twoim byłym mężem.

Mówię to jako osoba z zewnątrz w takiej rodzinnej relacji... z pozycji już praktycznie byłego męża.

7

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach

Ja nie obwiniam swoich rodziców za swoje dzieciństwo choć nic w nim normalnego nie było oprócz tego że miałam co jeść zimą było ciepło a i do szkoły chodziłam bo to był obowiązek. Oczywiście państwo tak chciało nie oni. A już napewno nie stary.
  Teraz mam swoją rodzinę i kiedy myślę o dzieciństwie o tym co było kiedyś to choć czasem chce się płakać to mówię sobie że mam to gdzieś. Było minęło . To już nie wróci. Czas leczy rany ale nie pozwala zapomnieć. A szkoda bo nie ma co miłego wspominać. Mówili że hitler się znęcał nad ludźmi a ja gestapo to miałam kiedyś w domku rodzinnym.

  Wychodząc z rodzinnego domu czułam ulgę że to sie skończyło . Chciałam miłości akceptacji i ciepła rodzinnego i myślę że mi się to udało. Choć nie zawsze jest pięknie i kolorowo , choć czasem są złe dni w których trzeba iść na kompromis nie zgadzając się z daną sytuacją to i tak jest lepiej niż było. Nie ma już płaczu po nocach i strachu w dzień. Braku akceptacji wartości w siebie we własne siły. Teraz jestem Ja Tu na swoim, w swoim życiu . Też mi się kręci życie od zadania do zadania. Jak mam coś wykonać to musi być porządnie zrobione. Wszystko na swoim miejscu.

  Teraz to moje życie i moje sprawy żadna przeszłość nie może mi tego zniszczyć ani zabrać.

8

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
Saligia napisał/a:

...
Perfekcjonizm - nie. Ze zbyt wielkim dystansem podchodzę do życia i mam to gdzieś jak to wygląda na zewnątrz. Bardziej umiłowanie do psychicznej autoagresji. Z zewnątrz dostaję pochwały, a z wnętrza karę.

No tak, ale osobiście wiele zadań wykonuję dla siebie (hobby). Nikt z zewnątrz tego nie ocenia. Chyba za bardzo zwracasz uwagę jak Cię widzą. To by się zgadzało z niską samooceną.

Postaw sobie zadanie odcięcia się od zewnętrznych ocen. Wykonaj zadanie najlepiej jak potrafisz. Jeden raz. Drugi. Kolejny. W pewnej chwili zauważysz zmianę.

Saligia napisał/a:

...Kto klasyfikuje poprawność? Oczywiście ja. Chce się dobrze czuć z ludźmi i nie uciekać przed nimi, gdy tylko pojawiają się emocje. Problem z relacjami, chyba jest bardziej złożony niż mi się obecnie wydaje.

Chyba jest bardziej złożony.
Albo z kimś się czujesz dobrze, albo nie.
Jeśli praktycznie zawsze czujesz sie źle, to problem jest w Tobie, nie w relacji.
Zresztą w relacji też zmieniać możesz wyłącznie siebie.
Dlaczego uciekasz gdy pojawiają się emocje?
Jakie emocje?
Z czego wynikają?

9

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
N4VV napisał/a:

No tak, ale osobiście wiele zadań wykonuję dla siebie (hobby). Nikt z zewnątrz tego nie ocenia. Chyba za bardzo zwracasz uwagę jak Cię widzą. To by się zgadzało z niską samooceną.

Postaw sobie zadanie odcięcia się od zewnętrznych ocen. Wykonaj zadanie najlepiej jak potrafisz. Jeden raz. Drugi. Kolejny. W pewnej chwili zauważysz zmianę.

Nie zrozumieliśmy się. Wszystko robię tylko dla siebie (nie bez powodu zaznaczyłam na początku, że jestem rozpieszczoną jedynaczką, czyt. egoistką) smile
W ogóle nie zwracam uwagi na to jak widzą mnie inni. Sprawiam wrażenie osoby pewnej siebie. Często nawet nie liczę się z niczyim zdaniem, tylko robię tak jak ja chcę. Dopiero zaczynam się uczyć pokory.
Największym katem dla siebie jestem ja sama. Dobrze wiem, jak sobie "dowalić" bym czuła się gorzej. Oceny innych nie przebijają się przez skorupę, którą wyhodowałam przez te lata.
Wszystko to wynika prawdopodobnie z tego, że w dzieciństwie rodzice mnie nie chwalili (za to chwali się mną).

N4VV napisał/a:

Chyba jest bardziej złożony.
Albo z kimś się czujesz dobrze, albo nie.
Jeśli praktycznie zawsze czujesz sie źle, to problem jest w Tobie, nie w relacji.
Zresztą w relacji też zmieniać możesz wyłącznie siebie.
Dlaczego uciekasz gdy pojawiają się emocje?
Jakie emocje?
Z czego wynikają?

Drogi N4VV, gdybym znała odpowiedzi na te pytania, to pewnie problemu by nie było, albo przynajmniej nie byłby tak przytłaczający.
I zgadzam się, że problem jest we mnie. Tylko we mnie.


Xelfi, nawet nie wiesz jak bardzo pokrzepiający jest Twój post. To znaczy, że jest światełko nadziei, by stworzyć coś z niczego, czyli ciepło rodzinne nasączone miłością i akceptacją.

10

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach

No tak - muszę jutro przeczytać od początku.
Musisz być straszną suką. wink
Ale przynajmniej myślącą. smile
Tak, zawsze istnieje możliwość i zależy ona od Ciebie.
Ja myślę, że uda Ci się.

11

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
N4VV napisał/a:

jedyną osobą, której chciałbym wytłumaczyć, była by moja partnerka - ale mogę wytłumaczyć jej tylko jednokrotnie.

Moja wiara w to, że jednak oni zrozumieją jest naiwna, a ja za każdym razem popełniam ten sam błąd i próbuję się tłumaczyć. I za każdym razem upadek, frustracja, pytania do siebie samej "dlaczego".
Tak bardzo zawsze wierzę, że kiedyś staną po mojej stronie. Bezwarunkowo. Chciałabym przestać wierzyć, próbuję, ale nie potrafię. Byłoby łatwiej.

bags napisał/a:

Może nie obwiniać a podziękować za trud wychowawczy, bo wypuścili na świat pokiereszowane i przetrącone dorosłe już dziecko i zacząć życ po swojemu??? Zmieniając to co się DA zmienić!

Wiem, że nie robili tego celowo, chcieli jak najlepiej. Ale zagłaskali kotka na śmierć. Moi rodzice mają wiele fantastycznych cech i potrafię jeszcze czasem czuć się przy nich dobrze. Czasem.

Saligia napisał/a:

po co mi ich akceptacja i jedyna odpowiedź jaka do dzisiaj przychodzi mi do głowy, to żeby zaspokoić swoje dziecięce potrzeby, których (racjonalność podpowiada) i tak się nie da już zaspokoić.

A jednak... Świadomość, że ludzie tak mi bliscy stają zawsze po stronie osoby polemizującej ze mną - tak jakby był to ich nawyk, tak to odbieram; nawet w restauracji kiedy kelner podał mi niedopieczone danie i poprosiłam o wymianę, im żal było tego kelnera... A co, przecież mogłam zjeść i nie narzekać a potem siedzieć na kiblu ze sraczką, ale to nic. Nie znajduję słów.
To jest straszny ciężar. Świadomość, że nikt nie jest po twojej stronie. Uczucie osamotnienia.

Saligia napisał/a:

Też w głębi ducha wiem, że mogę wszystko. Niska samoocena (bynajmniej nie okazywana na zewnątrz) skutecznie jednak temperuje te bohaterskie zapędy.
(...)
Bardziej umiłowanie do psychicznej autoagresji. Z zewnątrz dostaję pochwały, a z wnętrza karę.

Doskonale te rzeczy zobrazowałaś. Czuję dokładnie to samo.
Chociaż muszę się pochwalić, że dawno nie usłyszałam od siebie samej "jesteś beznadziejna" smile

Niech spadnie na mnie bomba, albo nie wiem co, żeby mi mózg przekręciło w inną stronę i żebym potrafiła inaczej spojrzeć na to wszystko. Próbuję, staram się, ale kiedy chcę patrzeć do przodu i stwierdzam, że nie mogę zrobić kroku do przodu, to mnie krew zalewa. Czuję się dosłownie jakbym wrosła w ziemię, chcę się uwolnić, marzę o tym i stawiam sobie cele, ale nie potrafię ich realizować. Szczególnie ostatnio.

12 Ostatnio edytowany przez N4VV (2013-07-19 09:05:44)

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
Uma napisał/a:

...Moja wiara w to, że jednak oni zrozumieją jest naiwna, a ja za każdym razem popełniam ten sam błąd i próbuję się tłumaczyć. I za każdym razem upadek, frustracja, pytania do siebie samej "dlaczego".

To chyba nie jest wiara, To są inne mechanizmy - poza kontrolą świadomości.

Uma napisał/a:

...Świadomość, że nikt nie jest po twojej stronie. Uczucie osamotnienia..

Może to dla Ciebie niewiele znaczy, ale znajdzie się wielu, co z automatu będą po twojej stronie - bo wiedzą.
Przynajmniej ja jestem po Twojej stronie.

Saligio - przeczytałem Twój wątek. W zeszłym roku poznałem dziewczynę, która mogła by napisać niemal dokładnie to samo (różnice w szczegółach). W pewnym momencie zrobiła coś dziwnego (bezsensownego). Gdybym opisał ją i sytuację, chciało by Ci się napisać, co o tym myślisz - jak to wygląda z Twojego punktu widzenia?

13

Odp: "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach
Uma napisał/a:

Moja wiara w to, że jednak oni zrozumieją jest naiwna, a ja za każdym razem popełniam ten sam błąd i próbuję się tłumaczyć. I za każdym razem upadek, frustracja, pytania do siebie samej "dlaczego".
Tak bardzo zawsze wierzę, że kiedyś staną po mojej stronie. Bezwarunkowo. Chciałabym przestać wierzyć, próbuję, ale nie potrafię. Byłoby łatwiej.

Uma, chcesz już zawsze wierzyć w bajki? Tworzyć historie jak pięknie mogło by być?

Uma napisał/a:

A jednak... Świadomość, że ludzie tak mi bliscy stają zawsze po stronie osoby polemizującej ze mną - tak jakby był to ich nawyk, tak to odbieram; nawet w restauracji kiedy kelner podał mi niedopieczone danie i poprosiłam o wymianę, im żal było tego kelnera... A co, przecież mogłam zjeść i nie narzekać a potem siedzieć na kiblu ze sraczką, ale to nic. Nie znajduję słów.
To jest straszny ciężar. Świadomość, że nikt nie jest po twojej stronie. Uczucie osamotnienia.

Czyli skoro nikt nie jest po Twojej stronie, to znaczy że "wszyscy" to Twoi bliscy, rodzina, rodzice?

Uma napisał/a:

Chociaż muszę się pochwalić, że dawno nie usłyszałam od siebie samej "jesteś beznadziejna" smile

Good job! big_smile

Uma napisał/a:

Niech spadnie na mnie bomba, albo nie wiem co, żeby mi mózg przekręciło w inną stronę i żebym potrafiła inaczej spojrzeć na to wszystko.

Potrafisz, tylko jeszcze o tym nie wiesz. smile


N4VV napisał/a:

Saligio - przeczytałem Twój wątek. W zeszłym roku poznałem dziewczynę, która mogła by napisać niemal dokładnie to samo (różnice w szczegółach). W pewnym momencie zrobiła coś dziwnego (bezsensownego). Gdybym opisał ją i sytuację, chciało by Ci się napisać, co o tym myślisz - jak to wygląda z Twojego punktu widzenia?

Jasne, że będzie mi się chciało. Jestem ciekawa co Twoim zdaniem oznacza coś dziwnego i bezsensownego, bo zaraz może się okazać, że większość moich decyzji jest tak postrzegana.

Posty [ 14 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » RELACJE Z PRZYJACIÓŁMI, RELACJE W RODZINIE » "wspaniałe" dzieciństwo, "wspaniali" rodzice, czyli o pozorach

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024