Pytanie do wierzących ( niestety pewnie tylko i wyłącznie chrześcijan. Piszę "niestety", bo ze względu na specyfikę struktury wyznaniowej Polski, zakładam ewentualne odpowiedzi li i tylko od wyznawców jednej religii, a nie dlatego, żebym uważała chrześcijaństwo za wyjątkowo szkodliwą religię).
Religia tłumaczy po co żyjecie- żeby po drugiej stronie spotkać wujka Zdziśka ( przepraszam za lekkie szyderstwo, ale w sumie chyba o to chodzi?) a czy tłumaczy w jakim celu bóg stworzył człowieka? Po co mu on?
Stworzył go z nudów?
Samotności?
Dla żartu?
Przecież jako istota doskonała, mógł sobie trwać i trwać w pustym wszechświecie.
"Niezmierzone królestwa myśli ,zamknięte w łupinie orzecha..."
Myślę że gdyby Bóg chciał byśmy znali powód naszego jestestwa ,to by nas oświecił. Nam pozostaje tylko gdybać niestety i co gorsza nie tylko w tym temacie,nie empirycznych zagadnień są miliony...
pozdrawiam ![]()
A może byłoby mu nudno tak samemu trwać w tym pustym wszechświecie ? Tak to zawsze jakieś tornado rozpęta, tsunami wskrzesi, ziemią potrzęsie, a to zawsze jakiejś rozrywki dostarcza.
4 2013-07-11 22:43:19 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-07-11 22:45:22)
Mi mówiono że z miłości...
Ale to brzmi raczej jakby z nudów: 'A wreszcie rzekł Bóg: ?Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi!?
27 Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz,
na obraz Boży go stworzył:
stworzył mężczyznę i niewiastę.' (Rdz.1,26-27)
5 2013-07-11 22:44:38 Ostatnio edytowany przez harmagedon (2013-07-11 22:47:22)
Nudzenie się neguje boskość( doskonałość i takie tam)...
Najlepsza odpowiedź: niezbadane są wyroki boskie. To właściwie wyklucza jakąkolwiek dyskusję choć dla wierzących stanowi odpowiedź- wytrych:)
Miłości? Do kogo, skoro przed stworzeniem nic nie było?
Mi chodzi o sam pomysł stworzenia... Człowieka, wszechświata...
Najlepsza odpowiedź: niezbadane są wyroki boskie. To właściwie wyklucza jakąkolwiek dyskusję choć dla wierzących stanowi odpowiedź- wytrych:)
To wyklucza wszelką dyskusję z wierzącymi. Na wszystko mają odpowiedź: bo Bóg wie najlepiej:)
Miłości? Do kogo, skoro przed stworzeniem nic nie było?
Dla Boga to podobno żadna przeszkoda.
8 2013-07-11 22:50:58 Ostatnio edytowany przez harmagedon (2013-07-11 22:51:34)
To wyklucza wszelką dyskusję z wierzącymi. Na wszystko mają odpowiedź: bo Bóg wie najlepiej:)
ale tak myślę, że dla wierzących jest to( przewrotnie) jedyna logiczna odpowiedź... Nie spojrzę w absurd , nie zmierzę się ze swoja niewiedzą, bo przecież coś/ ktoś musi usprawiedliwiać moje oddychanie, moją niechęć do Haliny z pokoju obok, moje nóg golenie, poranne wstawanie... Bo inaczej co?
edit: absurd egzystencji ofkors
harmagedon napisał/a:Miłości? Do kogo, skoro przed stworzeniem nic nie było?
Dla Boga to podobno żadna przeszkoda.
No tak- wracamy do niezbadanych wyroków. Istoty doskonałej.
W sumie głupi temat założyłam... ![]()
To wyklucza wszelką dyskusję z wierzącymi. Na wszystko mają odpowiedź: bo Bóg wie najlepiej:)
Ojej, jak Ty najlepiej wiesz co wszyscy wierzący myślą i w co wierzą...
Ja zmierzyłam się ze swoją niewiedzą i dlatego teraz przynależę do innej, bardziej wiarygodnej według mojej oceny religii, która w dodatku jest zgodna z moim pojmowanie życia i świata. Zasługuję to właśnie tym absurdom, które są lapidarnie tłumaczone, aby nie było więcej niedopowiedzeń. Myślę, że gdyby chrześcijanie byli bardziej otwarci i mniej agresywni w bronieniu swoich racji, to można by było takie tematy poruszyć, ale jeszcze dużo wody upłynie zanim będzie można bez spinki z nimi podyskutować.
Coradia
Czyli jakiej?
Ojej, jak Ty najlepiej wiesz co wszyscy wierzący myślą i w co wierzą...
Jeśli nie jesteś wyznawczynią jakiegoś mało popularnego kultu, to raczej wiadomo w co wierzysz..
Coradia
Czyli jakiej?
Buddyzm.
Jeśli nie jesteś wyznawczynią jakiegoś mało popularnego kultu, to raczej wiadomo w co wierzysz..
Ojej, to oświeć mnie katolika w co ja wierzę, bo widać sam nie wiem. A prawda, co 5 minut mruczę sobie pod nosem - niezbadane są wyroki boskie...
Snake
Katolicyzm nie jest wiarą tajemną- wasze zasady wiary są ogólnie znane. Jako typowa Polka, do pewnego wieku byłam członkinią kościoła rzymskokatolickiego.
Może zapomniałam, może nigdy nie poznałam odpowiedzi, więc ty, jako człowiek wierzący min. w trzy osoby boskie, odpowiedz mi na pytanie zawarte w temacie: po co bogom( w twoim wypadku Jahwe) człowiek?
Po nic. Straszne nie? I jakoś mi to nie przeszkadza być katolikiem. Nigdy zresztą nie wpadłem na pomysł aby Biblię odczytywać wprost jako wiedzę tajemną, która najsampierw spadła na głowę Mojżesza w postaci kamiennych tablic. Tylko jak zapis tego co rozumieli z otaczającego świata ludzie o takiej, a nie innej wiedzy.
Swoją drogą trochę śmiesznie wygląda wykpiwanie wiary w różne zapisy Biblii np. o tym Adamie i Ewie, gdy genetyka twierdzi dziś, że wszyscy mężczyźni na świecie noszą mutację chromosomu Y, która powstała u jednego mężczyzny jakieś 280 tys. lat temu. Nawet nazywa się go chromosomowym Adamem. Podobnież jest z mitochondrialną Ewą. A więc wszyscy jesteśmy potomkami jednego włochatego facecika latającego gdzieś daleko na południu... Może i Adam mu było na imię. Lepiej Adam niż Stefan.
"wasze zasady " To już mam rozumieć że nie są twoje? Żadne?
harmagedon Jesteś świadkiem Jehowy?...Jeśli tak, tym bardziej nie rozumiem twych postów..
"wasze zasady " To już mam rozumieć że nie są twoje? Żadne?
harmagedon Jesteś świadkiem Jehowy?...Jeśli tak, tym bardziej nie rozumiem twych postów..
Żadne zasady wiary nie są moje.
Skąd przypuszczenie, że jestem świadkiem Jehowy?
Czego w nich nie rozumiesz?
Z zacytowanego na początku fragmentu, można wnioskować, że z narcyzmu, w końcu stworzył na swoje podobieństwo, z drugiej strony można to odczytywać jako eksperyment, żeby sobie poobserwować co też taki człowiek zrobi, jak będzie rządził tymi zwierzętami i roślinami (jak widać, rządzi do du*y i moim zdaniem to był chory pomysł Boga).
Rozważam jeszcze opcję, że dla zabawy- tak to postrzegam patrząc na Bogów Olimpijskich, o żeby się pobawić ludźmi, po podrywać panienki, narobić małych herosów itp.
A tak serio to moim zdaniem, nie stworzył ludzi, tylko to ludzie go stworzyli.
Natomiast w ujęciu religijnym nie powinniśmy się nad tym zastanawiać, tak po prostu jest i musimy (katolicy) w to wierzyć
Po nic. Straszne nie? I jakoś mi to nie przeszkadza być katolikiem. Nigdy zresztą nie wpadłem na pomysł aby Biblię odczytywać wprost jako wiedzę tajemną, która najsampierw spadła na głowę Mojżesza w postaci kamiennych tablic. Tylko jak zapis tego co rozumieli z otaczającego świata ludzie o takiej, a nie innej wiedzy.
Swoją drogą trochę śmiesznie wygląda wykpiwanie wiary w różne zapisy Biblii np. o tym Adamie i Ewie, gdy genetyka twierdzi dziś, że wszyscy mężczyźni na świecie noszą mutację chromosomu Y, która powstała u jednego mężczyzny jakieś 280 tys. lat temu. Nawet nazywa się go chromosomowym Adamem. Podobnież jest z mitochondrialną Ewą. A więc wszyscy jesteśmy potomkami jednego włochatego facecika latającego gdzieś daleko na południu... Może i Adam mu było na imię. Lepiej Adam niż Stefan.
Mitochondrialna Ewa i chromosomowy Adam mijają się o jakieś 130 tysięcy lat... Ale szczęśliwi czasu nie mierzą .
Czyli wg ciebie stworzył człowieka bez powodu? Nagle w nieskończonej doskonałości istoty boskiej pojawiła się chętka stworzenia odrębnego bytu. Po co? Twoja odp. po nic to luzacka wersja: niezbadane sa wyroki boskie. Czytaj: koniec dyskusji.
22 2013-07-12 00:36:49 Ostatnio edytowany przez harmagedon (2013-07-12 00:37:32)
Z zacytowanego na początku fragmentu, można wnioskować, że z narcyzmu, w końcu stworzył na swoje podobieństwo, z drugiej strony można to odczytywać jako eksperyment, żeby sobie poobserwować co też taki człowiek zrobi, jak będzie rządził tymi zwierzętami i roślinami (jak widać, rządzi do du*y i moim zdaniem to był chory pomysł Boga).
Jako wszechwiedzący wiedział to już zanim powstało( tfu! stworzył) życie...:)
A tak serio to moim zdaniem, nie stworzył ludzi, tylko to ludzie go stworzyli.
Ciiii ![]()
Natomiast w ujęciu religijnym nie powinniśmy się nad tym zastanawiać, tak po prostu jest i musimy (katolicy) w to wierzyć
Amen:)
Edit: a właściwie i amen i dobranoc...
(Nie rozumiał bym) w.w. słów ignorancji płynących od świadków Jehowy np.
Przypuszczenie co do przynależności , biorą się z obserwacji w tym przypadku słów (pisanych), myliłem się .Zawsze warto się upewnić..
Żadne zasady wiary nie są moje.
Mam rozumieć, że jesteś ateistką, pytającą się o zamiary,Boga (oczywiście wszystko jedno jakiego czyli ) dość skomplikowane albo za razem zbyt ignorancko-proste, może faktycznie jak pisałaś "Nie potrzebnie założyłaś ten temat..Z góry znasz odpowiedzi których doskonale wiesz że nie uzyskasz od katolików więc po co? Po co w ogóle odpowiedzi dla ludzi twojego pokroju?...
Może wie, że błądzi i szuka jakiejś super duper inteligentnej odpowiedzi, której mogłaby się poddać i nawrócić
A może pyta po co Bóg stworzył człowieka, bo nagle się zorientowała, że nie wie po co żyje, pustka jakowaś wyje dookoła... a co najgorzej perspektywa jest dość żałosna, bo na końcu tylko zimny grób i robaki...
Snake
Głupią taką nadzieje miałem że wypłynie to od niej .... Czekać tylko jak idzie w zaparte
...
brzydulla napisał/a:To wyklucza wszelką dyskusję z wierzącymi. Na wszystko mają odpowiedź: bo Bóg wie najlepiej:)
Ojej, jak Ty najlepiej wiesz co wszyscy wierzący myślą i w co wierzą...
No tak mi zawsze odpowiadają na wszelkie pytania na które nie ma innej odpowiedzi ![]()
Kto? Wszyscy wierzący na świecie? Musisz mieć pojemną skrzynkę mejlową czy znajomych na FB...
Może wie, że błądzi i szuka jakiejś super duper inteligentnej odpowiedzi, której mogłaby się poddać i nawrócić
A może pyta po co Bóg stworzył człowieka, bo nagle się zorientowała, że nie wie po co żyje, pustka jakowaś wyje dookoła... a co najgorzej perspektywa jest dość żałosna, bo na końcu tylko zimny grób i robaki...
Jak zgłupieję na starość to może zacznę szukać odpowiedzi w skodyfikowanej religii. Kto wie , kto wie? A dlaczego tak brzydko mówię, ze musiałabym zgłupieć? Jestem agnostyczką, zakładam że jeśli istnieje istota wyższa, to nie może być sprzeczna z logiką, a to wyklucza zaangażowanie choćby w katolicyzm.
Powiedz mi- skoro nie zamierzasz odpowiadać na pytanie zawarte w temacie( oprócz tego 'po nic'), skąd w tobie ta buta? Dlaczego zakładasz, że ateista potrzebuje szukać sensu życia w kłamstwie i zabobonach? Przykro mi, ze uważasz perspektywę, która niechybnie cię czeka( chyba że się skremujesz) za żałosną. Jest jaka jest i nie zmienisz tego swoim magicznym myśleniem.
Nie potrzebnie założyłaś ten temat..Z góry znasz odpowiedzi których doskonale wiesz że nie uzyskasz od katolików więc po co? Po co w ogóle odpowiedzi dla ludzi twojego pokroju?...
Nie ja szukam objawienia. Mam nadzieję, że inni zaczną myśleć i kwestionować... Ale popatrz- min ty jako katolik, nie zawiodłeś mnie- nie potrafisz udzielić odpowiedzi, ale idziesz w zaparte ![]()
Powiedz mi- skoro nie zamierzasz odpowiadać na pytanie zawarte w temacie( oprócz tego 'po nic'), skąd w tobie ta buta? Dlaczego zakładasz, że ateista potrzebuje szukać sensu życia w kłamstwie i zabobonach? Przykro mi, ze uważasz perspektywę, która niechybnie cię czeka( chyba że się skremujesz) za żałosną. Jest jaka jest i nie zmienisz tego swoim magicznym myśleniem.
Cieszy mnie, że TY TO WIESZ. Byłaś po drugiej stronie, obejrzałaś, stwierdziłaś, że nic ciekawego i postanowiłaś zdradzić tą prawdę wszystkim innym. Ojej, nie bawiła Cię wiara w jakieś bóstwo, a teraz drażni Cię, że ktoś jednak lubi wierzyć w to co chce? Popatrz, ja jestem katolik, a nie drażni mnie, że protestanci wierzą trochę inaczej niż ja, że muzułmanie też inaczej, nie mówiąc o szeregu innych wierzeń. Szanuję nawet to, że można nie wierzyć w ogóle. Denerwuje mnie natomiast postawa niektórych odłamów wojujących elementów religijnych. Jak widać są i wojujący agnostycy.
Nie ja szukam objawienia. Mam nadzieję, że inni zaczną myśleć i kwestionować... Ale popatrz- min ty jako katolik, nie zawiodłeś mnie- nie potrafisz udzielić odpowiedzi, ale idziesz w zaparte
Ojej, nawracanie na ateizm jest równie żałosne jak latanie od drzwi do drzwi i nawracanie na jakąś tam jedyną słuszną wiarę...
Tak czytając wasze posty, dochodzę do wniosku, że lepiej w ogóle nie przejmować się sprawami religii i nie tracić czasu ( i życia ) na rzeczy, których nigdy nie pojmiemy. Choćbym nie wiem jak się zagłębiać w temat, czy to ze strony duchowej, czy czysto logicznej popartej dowodami, nikt z nas nie uzyska 100% odpowiedzi. Jak dla mnie każdy sam sobie Tworzy obraz tego świata, a także definicje i przeznaczenie Boga. Nie ma znaczenia w co wierzymy i jaki to ma "wyższy" cel. Najważniejsze jest by umiejętnie korzystać z cudu jakim jest obecne życie...
cudu jakim jest obecne życie...
Wydalanie jest też cudem jako jeden z przejawów życia? A inne fizjologiczne objawy życia? Życie muchy, siedzącej na odchodach, też jest cudem?
Życie jest procesem przemiany materii i nie ma w nim żadnego cudu.
Nie można logicznie odpowiedzieć na to pytanie z pozycji osoby, wierzącej w dobrego i rozumnego boga, a w każdym razie nikt taki nie udzielił zbyt przekonywującej odpowiedzi. Rozumiem, że celem pytania było doprowadzenie do tego wniosku.
Wydalanie jest też cudem jako jeden z przejawów życia? A inne fizjologiczne objawy życia? Życie muchy, siedzącej na odchodach, też jest cudem?
Życie jest procesem przemiany materii i nie ma w nim żadnego cudu.
Niby tak ale idź sobie gdzieś za miasto w ciepłą, bezchmurną noc. Połóż się na trawie i spójrz w niebo. Popatrz na te miliardy gwiazd i uświadom sobie, że kiedyś ta cała widzialna i niewidzialna materia oddalona od nas tak daleko, że światło od niej leci do nas od miliardów lat mieściła się w jednej małej kulce. Zadaj sobie pytanie, skoro cały ten świat był w tej kulce, to co było poza nią? Skoro zaś ta kulka się tak rozrosła, to gdzie jest jej granica? Co jest poza tą granicą?
Skoro tych gwiazd są miliardy i istnieją już miliardy lat czemu do tej pory nie dotarł do nas sygnał świadczący o istnieniu życia gdzieś tam w tym mroku? Owszem, okres istnienia ludzkości, który skutkuje sianiem promieniowaniem w kosmos, to w skali wszechświata mikroskopijna chwila ale z racji istnienia miliardów do którejś tam potęgi gwiazd, to gdyby życie było tak powszechne powinniśmy i tak odbierać ślady istnienia życia z przed eonów. Być może nie umiemy tego robić, rozpoznać. Być może wszechświat kipi życiem, a być może jesteśmy jedynym miejscem w całym wszechświecie, gdzie mucha siedzi na odchodach. W takim wypadku jej przesiadywanie na tej kupie jest jednak cudem.
33 2013-07-13 15:16:56 Ostatnio edytowany przez brzydulla (2013-07-13 15:17:29)
Skoro tych gwiazd są miliardy i istnieją już miliardy lat czemu do tej pory nie dotarł do nas sygnał świadczący o istnieniu życia gdzieś tam w tym mroku? Owszem, okres istnienia ludzkości, który skutkuje sianiem promieniowaniem w kosmos, to w skali wszechświata mikroskopijna chwila ale z racji istnienia miliardów do którejś tam potęgi gwiazd, to gdyby życie było tak powszechne powinniśmy i tak odbierać ślady istnienia życia z przed eonów.
To akurat dośc wytłumaczalne. Zważywszy na odległości w kosmosie i prędkośc z jaka przemieszczają się fale sygnał,który np wysyła ktoś w tej chwili dotrze do nas za kilka miliardów lat. Albo może wysłał np 10 miliardów lat temu ale nie miał kto go odebrać ![]()
Być może nie umiemy tego robić, rozpoznać. Być może wszechświat kipi życiem, a być może jesteśmy jedynym miejscem w całym wszechświecie, gdzie mucha siedzi na odchodach. W takim wypadku jej przesiadywanie na tej kupie jest jednak cudem.
Mimo wszystko jak się głębiej zastanowić nad pracą jelit to jednak 'cudem' bym tego nie nazwała.
A pytanie wcale nie jest glupie. Odpowiadając na Twoje pytanie wcześniej - oczywiście że nie wszyscy wierzący ale ci których znam. Masz jakąś lepszą odpowiedź?
No więc - czy Bóg ukochał człowieka tak bezgranicznie jeszcze zanim tenże człowiek zaistniał? Istniał sobie od zawsze, niewyobrażalne setki tysiący miliardów lat i nagle stworzył kosmos a w nim ziemię a na niej czlowieka? Po co? Istnieje na to jakaś religijna odpowiedź poza tą którą sama dałam (jako słyszaną od gorliwych katolików?)
PS. Tylko nie mowcie że dla Boga te setki tysięcy miliardów lat to bagatela bo nie to jest sensem pytania.
Niby tak ale idź sobie gdzieś za miasto w ciepłą, bezchmurną noc. Połóż się na trawie i spójrz w niebo. Popatrz na te miliardy gwiazd i uświadom sobie, że kiedyś ta cała widzialna i niewidzialna materia oddalona od nas tak daleko, że światło od niej leci do nas od miliardów lat mieściła się w jednej małej kulce. Zadaj sobie pytanie, skoro cały ten świat był w tej kulce, to co było poza nią? Skoro zaś ta kulka się tak rozrosła, to gdzie jest jej granica? Co jest poza tą granicą?
Skoro tych gwiazd są miliardy i istnieją już miliardy lat czemu do tej pory nie dotarł do nas sygnał świadczący o istnieniu życia gdzieś tam w tym mroku? Owszem, okres istnienia ludzkości, który skutkuje sianiem promieniowaniem w kosmos, to w skali wszechświata mikroskopijna chwila ale z racji istnienia miliardów do którejś tam potęgi gwiazd, to gdyby życie było tak powszechne powinniśmy i tak odbierać ślady istnienia życia z przed eonów. Być może nie umiemy tego robić, rozpoznać. Być może wszechświat kipi życiem, a być może jesteśmy jedynym miejscem w całym wszechświecie, gdzie mucha siedzi na odchodach. W takim wypadku jej przesiadywanie na tej kupie jest jednak cudem.
Wiesz te pytania są wspólne i bez odpowiedzi i dla ateisty i dla wierzącego( w końcu teoria wielkiego wybuchy, to tylko teoria, podobnie jak i teoria ewolucji). Różnica polega na tym ,że ateiści szukają odpowiedzi i mają odwagę podważać już istniejące, poddawać teorie próbom, negować lub potwierdzać- to jest nauka. Natomiast dla wierzących ludzi jest jedna odpowiedź- bóg i gdy trafiają na paradoksy przynajmniej obecnie nie do rozwiązania- powołują się na jego boską istotę nie do ogarnięcia. Bo to takie pocieszające.
Wychowuję swojego syna bez kłamstw. Kiedy pyta skąd wziął się pierwszy człowiek- bo przecież kiedy żyły dinozaury to nie było ludzi, to skąd pierwszy- mówię mu że nie wiem. I opowiadam i o teorii ewolucji i o mitach( w tym judeochrześcijańskich) i o tym ,że niektórzy sądzą że to kosmici stworzyli ludzi( tylko skąd kosmici?). To jest uczciwe postawienie sprawy, niech sam zdecyduje czy potrzebuje wierzyć czy ma odwagę tego nie robić.
Wiesz te pytania są wspólne i bez odpowiedzi i dla ateisty i dla wierzącego( w końcu teoria wielkiego wybuchy, to tylko teoria, podobnie jak i teoria ewolucji). Różnica polega na tym ,że ateiści szukają odpowiedzi i mają odwagę podważać już istniejące, poddawać teorie próbom, negować lub potwierdzać- to jest nauka. Natomiast dla wierzących ludzi jest jedna odpowiedź- bóg i gdy trafiają na paradoksy przynajmniej obecnie nie do rozwiązania- powołują się na jego boską istotę nie do ogarnięcia. Bo to takie pocieszające.
Wychowuję swojego syna bez kłamstw. Kiedy pyta skąd wziął się pierwszy człowiek- bo przecież kiedy żyły dinozaury to nie było ludzi, to skąd pierwszy- mówię mu że nie wiem. I opowiadam i o teorii ewolucji i o mitach( w tym judeochrześcijańskich) i o tym ,że niektórzy sądzą że to kosmici stworzyli ludzi( tylko skąd kosmici?). To jest uczciwe postawienie sprawy, niech sam zdecyduje czy potrzebuje wierzyć czy ma odwagę tego nie robić.
Nie zgadzam się z częścią Twojej wypowiedzi.
Religia zawsze zapełniała lukę eksplanacyjną w pozorny sposób.
Kiedyś ludzie byli przekonani, że błyskawica jest dziełem bogów, którzy mieszkają w chmurach i ją zsyłają. Obecnie nikt przy zdrowych zmysłach w to nie wierzy. Wyjaśnienie naukowe jest zadowalające. Pytanie o początek jest i pewnie pozostanie dla nauki pytaniem bez odpowiedzi. Pozorne, jak widać po tej dyskusji, wyjaśnienie poczatku świata daje wprowadzenie na scenę nowego aktora, jakim jest bóg. Przypomina ono zamykanie studni przy użyciu cienkiej warstwy materiału. Pytania w jaki sposób bóg tego dokonał i po co właściwie to zrobił są nadal bez odpowiedzi.
Z tymi kosmitami to jakiś nowy absurd. Ludzie, na własne nieszczęście zresztą, wyewaluowali z mniej rozwiniętych form życia. Pytanie o powstanie najprostszych form życia na Ziemii jest nadal pozbawione odpowiedzi w postaci naukowej teorii. Istnieje tylko szereg hipotez, z których najbardziej wiarygodna, chociaż pozbawiona dowodu empirycznego, jest teza mówiąca o samorództwie w wyniku wyładowań atmosferycznych w pierwotnej zupie związków organicznych.
Odwaga to bardzo dobre określenie.
Z zacytowanego na początku fragmentu, można wnioskować, że z narcyzmu, w końcu stworzył na swoje podobieństwo, z drugiej strony można to odczytywać jako eksperyment, żeby sobie poobserwować co też taki człowiek zrobi, jak będzie rządził tymi zwierzętami i roślinami (jak widać, rządzi do du*y i moim zdaniem to był chory pomysł Boga).
Rozważam jeszcze opcję, że dla zabawy- tak to postrzegam patrząc na Bogów Olimpijskich, o żeby się pobawić ludźmi, po podrywać panienki, narobić małych herosów itp.
A tak serio to moim zdaniem, nie stworzył ludzi, tylko to ludzie go stworzyli.
Natomiast w ujęciu religijnym nie powinniśmy się nad tym zastanawiać, tak po prostu jest i musimy (katolicy) w to wierzyć
Przepraszam ze spytam jesteś oficjalnie katoliczką a nieoficjalnie ateistką bo jeśli tak to radzę wsiąść się w garść i wypisać z kościoła.
Nic nie musisz ty masz siłę i swoją wolę jak trzeba to pomogę.
Sam nie byłem ochrzczony ponieważ byłem długo w szpitalu i tak się złożyło że jeden rodzić jest niewierzący.
Snake napisał/a:Niby tak ale idź sobie gdzieś za miasto w ciepłą, bezchmurną noc. Połóż się na trawie i spójrz w niebo. Popatrz na te miliardy gwiazd i uświadom sobie, że kiedyś ta cała widzialna i niewidzialna materia oddalona od nas tak daleko, że światło od niej leci do nas od miliardów lat mieściła się w jednej małej kulce. Zadaj sobie pytanie, skoro cały ten świat był w tej kulce, to co było poza nią? Skoro zaś ta kulka się tak rozrosła, to gdzie jest jej granica? Co jest poza tą granicą?
Skoro tych gwiazd są miliardy i istnieją już miliardy lat czemu do tej pory nie dotarł do nas sygnał świadczący o istnieniu życia gdzieś tam w tym mroku? Owszem, okres istnienia ludzkości, który skutkuje sianiem promieniowaniem w kosmos, to w skali wszechświata mikroskopijna chwila ale z racji istnienia miliardów do którejś tam potęgi gwiazd, to gdyby życie było tak powszechne powinniśmy i tak odbierać ślady istnienia życia z przed eonów. Być może nie umiemy tego robić, rozpoznać. Być może wszechświat kipi życiem, a być może jesteśmy jedynym miejscem w całym wszechświecie, gdzie mucha siedzi na odchodach. W takim wypadku jej przesiadywanie na tej kupie jest jednak cudem.
Fajna wypowiedź. Wychodzi na to że dowodzisz istnienia Boga, na tej podstawie że na dzień dzisiejszy z miliona powodów nie mamy danych o innych cywilizacjach (jak na 50 lat eksploracji kosmosu to zawiedziony nie jestem) i skoro dowodów nie mamy to może wbrew rachunkowi prawdopodobieństwa jednak jesteśmy sami, i wtedy to jest cud (pomijam już to że cud jest niemożliwy z punktu widzenia samej religii, kościół szerzy hasło w które sam nie wierzy jako opium dla ludu)
Wiesz te pytania są wspólne i bez odpowiedzi i dla ateisty i dla wierzącego( w końcu teoria wielkiego wybuchy, to tylko teoria, podobnie jak i teoria ewolucji).
Gwoli ścisłości: Teoria Darwina to jedno, a sam ewolucjonizm uznaje się za fakt. Materiał dowodowy i wnioskowanie logiczne wskazują że ma on miejsce na prawie 100%. Prawie, bo człowiek jako istota poznawczo ułomna, nie jest w stanie dotrzeć do pewnej wiedzy, za wyjątkiem pewnej wiedzy formalnej.
Różnica polega na tym ,że ateiści szukają odpowiedzi i mają odwagę podważać już istniejące, poddawać teorie próbom, negować lub potwierdzać- to jest nauka. Natomiast dla wierzących ludzi jest jedna odpowiedź- bóg i gdy trafiają na paradoksy przynajmniej obecnie nie do rozwiązania- powołują się na jego boską istotę nie do ogarnięcia. Bo to takie pocieszające.
I proste dla przygłupa.
Być może istnieją centaury, krasnoludki i glugluś. Tylko nie umiemy ich rozpoznać... Ale czy ktokolwiek potrafi dowieść, że nie istnieją?
Wchodzenie w "skórę" Boga, uważam za zupełnie zbyteczna zabawę intelektualną, bo zadając pytnia typu: po co mnie Bóg stworzył? Mogę dojśc do niebezpiecznego wniosku, że jestem zabawką w czyimś (nadprzyrodzonym) ręku, możemy utracić własną podmiotowość, a co za tym idzie godność. ![]()
Wchodzenie w "skórę" Boga, uważam za zupełnie zbyteczna zabawę intelektualną, bo zadając pytnia typu: po co mnie Bóg stworzył? Mogę dojśc do niebezpiecznego wniosku, że jestem zabawką w czyimś (nadprzyrodzonym) ręku, możemy utracić własną podmiotowość, a co za tym idzie godność.
Uważasz, że myślenie jest zbyteczne? Zadawaj pytania i zobacz dokąd cię zaprowadzą. Może nie ma w jaką skórę wchodzić?
Pytanie nie brzmiało po co mnie czy ciebie twój Bóg stworzył, ale generalnie ludzkość. Na kija mu? Stworzył ułomny byt, żeby popatrzeć na maraton, za którego metą jest zbawienie? Jeśli nie było nic, nie było też zła i cierpienia( a te przeważają na Ziemi i rachunek nie jest równy), lubi patrzeć jak się mniej lub bardziej metaforycznie wyżynamy? I jeszcze święte księgi wmawiają, że jeśli grzeszysz to twoja wina? Trzeba było stworzyć istoty, które nie grzeszą. Chciał, żeby ludzie nie żyli wiecznie- tam dam! umierają. Widocznie bogowie lubią zło...
No dobrze doszedłeś do wniosku, że źli bogowie stworzyli złych ludzi - jesteś ubogacony duchowo?
No dobrze doszedłeś do wniosku, że źli bogowie stworzyli złych ludzi - jesteś ubogacony duchowo?
A co każe ci myśleć, że ja wyciągnęłam podany przez ciebie wniosek?
A tak poza tym witki mi opadają- jeśli stosujesz nomenklaturę kościelną( koszmarne słowo 'ubogacić') używaj jej poprawnie i oprócz rozsiewania kościelnego slangu, nie twórz pleonazmów!
A co każe ci myśleć, że ja wyciągnęłam podany przez ciebie wniosek?
Twoje posty
I nie wkładaj w moją klawiaturę swoich postów, czytasz co piszesz?
A tak poza tym witki mi opadają- jeśli stosujesz nomenklaturę kościelną( koszmarne słowo 'ubogacić') używaj jej poprawnie i oprócz rozsiewania kościelnego slangu, nie twórz pleonazmów!
A mnie gdy widzę nastepnego karmiącego się swoim resentymentem. ![]()
harmagedon napisał/a:A co każe ci myśleć, że ja wyciągnęłam podany przez ciebie wniosek?
Twoje posty
I nie wkładaj w moją klawiaturę swoich postów, czytasz co piszesz?
Ależ oczywiście. Dalej twierdze, że niesłusznie insynuujesz mi jakikolwiek teizm. Nie wierzę w żadnego boga- ani dobrego ani złego. Rozważania teoretyczne, to li i tylko ćwiczenie intelektualne.
harmagedon napisał/a:A tak poza tym witki mi opadają- jeśli stosujesz nomenklaturę kościelną( koszmarne słowo 'ubogacić') używaj jej poprawnie i oprócz rozsiewania kościelnego slangu, nie twórz pleonazmów!
A mnie gdy widzę nastepnego karmiącego się swoim resentymentem.
Jeśli już to następną ( nie bez kozery używam czasowników w formie żeńskiej). Dbam o poprawność językową i staram się wyrażać starannie, tego samego oczekuję od rozmówców. Skoro musisz/ lubisz używać słownictwa związanego z określonym światopoglądem( choć muszę przyznać, że przekrada się on do języka świeckiego), rób to poprawnie. Pleonazm to błąd (abstrahując od tego, że sowo 'ubogacić' brzmi pokracznie. Dla mnie).
Dbam o poprawność językową i staram się wyrażać starannie, tego samego oczekuję od rozmówców. Skoro musisz/ lubisz używać słownictwa związanego z określonym światopoglądem( choć muszę przyznać, że przekrada się on do języka świeckiego), rób to poprawnie. Pleonazm to błąd (abstrahując od tego, że sowo 'ubogacić' brzmi pokracznie. Dla mnie).
Pani wyrażająca sie "starannie", wie co oznacza termin światopogląd i co wchodzi w jego skład? Wymaga od innych, a sama błedy aż żal czytać. ![]()
Pani wyrażająca sie "starannie", wie co oznacza termin światopogląd i co wchodzi w jego skład? Wymaga od innych, a sama błedy aż żal czytać.
To nie czytaj. Skoro uważasz, że nie można wyodrębnić światopoglądu religijnego ( a dokładniej katolickiego), to rzeczywiście rozmowa nie ma sensu...
To nie czytaj. Skoro uważasz, że nie można wyodrębnić światopoglądu religijnego ( a dokładniej katolickiego), to rzeczywiście rozmowa nie ma sensu...
A jaki ma światopogląd przykładowy katolik? Tylko proszę (tak jak się chwalisz) o staranność, czyli zgodnie z terminem światopoglądu. ![]()
Ty tak serio?
Najzabawniejsze, że po napisaniu wcześniejszego posta, od razu pomyślałam, że twój kolejny będzie brzmiał tak a nie inaczej( nie słowo w słowo, chodzi o treść).
Skoro nie wiesz jaki światopogląd uchodzi za katolicki- wygoogluj sobie:) Ja nie jestem nauczycielką i szkoda mi mojego czasu na dokształcanie ciebie...
A ja wiedziałem, że zagoniona w kozi róg zareagujesz arogancją. ![]()
A ja wiedziałem, że zagoniona w kozi róg zareagujesz arogancją.
No taki kozi róg, że koń by się uśmiał... Długo sie po tym ciosie nie pozbieram:)
Serio- szkoda mi czasu...na podstawy.
Uważasz, że religia nie jest częścią światopoglądu? Na jakiej podstawie?
"(...) światopogląd jest zespołem przekonań na temat świata jako całości, syntezą wiedzy i ocen, zawierającą odpowiedzi na podstawowe pytania dotyczące człowieka, jego miejsca w świecie i postępowania."
"Charakterystyczna właściwość światopoglądu(...) polega na tym, że istnieje on nie po prostu, ale jest zawsze jakiś, np.: naukowy, religijny, pozytywistyczny, materialistyczny, idealistyczny, mechanistyczny, estetyzujący, polityczny, ateistyczny itd. Wskazują one na punkty (można je nazwać punktami stałymi) brane z religii, nauki, sztuki i zapewne z innych dziedzin, wokół których dany światopogląd jest zorganizowany w przeświadczeniu kogoś, kto jest jego wyznawcą."
(Jan Woleński "Nauka i światopogląd")
Wchodzenie w "skórę" Boga, uważam za zupełnie zbyteczna zabawę intelektualną, bo zadając pytnia typu: po co mnie Bóg stworzył? Mogę dojśc do niebezpiecznego wniosku, że jestem zabawką w czyimś (nadprzyrodzonym) ręku, możemy utracić własną podmiotowość, a co za tym idzie godność.
To tak jakby powiedzieć że lepiej nie dociekać czy dziewczyna z amnezją po pobiciu została zgwałcona i kto jest sprawcą, bo jak się dowie że została zgwałcona to będzie się czuła pozbawiona godności.
Serio- szkoda mi czasu...na podstawy.
Dobrze, że nie jest tak jak mówisz i doczytałaś, dzięki rozmowie ze mną już wiesz co to jest światopogląd. Mam nadzieje, że będziesz używać tego terminu już prawidłowo. ![]()
Na przyszłość można uniknąć Twojej arogancji, ten etap jest zbyteczny i źle świadczy o Tobie. ![]()
harmagedon napisał/a:Serio- szkoda mi czasu...na podstawy.
Dobrze, że nie jest tak jak mówisz i doczytałaś, dzięki rozmowie ze mną już wiesz co to jest światopogląd. Mam nadzieje, że będziesz używać tego terminu już prawidłowo.
Na przyszłość można uniknąć Twojej arogancji, ten etap jest zbyteczny i źle świadczy o Tobie.
A skąd wniosek, ze dopiero doczytałam? Ciebie uświadamiam, bo nie mam pojęcia dlaczego uparcie twierdziłeś, że nie istnieje coś takiego jak światopogląd katolicki... Widocznie, biedaczku, nie wiedziałeś co to światopogląd.
Twoje wypowiedzi są aroganckie, a sianie uśmieszków niczego nie zmieni. I ta cała agresja, tylko dlatego, że wytknęłam ci błąd językowy oraz nadinterpretację moich słów? No wstyd. Powtarzam- jeśli używasz słów kojarzonych z określonym światopoglądem, nie zwalnia cię to od obowiązku używania ich poprawnie. Pleonazm to błąd, a ja nie jestem teistką więc w złych bogów nie wierzę.
Nie rozumiesz co to światopogląd, a do tego ciągle mi wmawiasz, że twierdzę coś czego nie twierdzę. Religia jest tylko jednym z czynników wpływającym na światopogląd danego człowieka. Istotny wpływ mają również inne czynniki np. kultura, nauka, sztuka itd. Nie rozumiesz tego trudno, dalej będziesz wygadywać głupoty o wpływie światopoglądu na sferę świecką, o której w tym przypadku nie można mówić i jak wynika z definicji światopoglądu (jako całości poglądu na rzeczywisytość) jest błędem logicznym. Każdy katolik może mieć inny światopogląd, bo oprócz religii determinują go czynniki inne. Zostawmy to, szkoda mojego czasu na to.
Wróćmy do sprawy niby mojego błędu w stwierdzeniu: ubogacenia się duchowego, gdzie widzisz w tym stwierdzeniu błąd logiczny? I dlaczego w dziale religijnym, mówienie o sferze duchowej jest wg Ciebie niestosowne?
Nie rozumiesz co to światopogląd, a do tego ciągle mi wmawiasz, że twierdzę coś czego nie twierdzę. Religia jest tylko jednym z czynników wpływającym na światopogląd danego człowieka. Istotny wpływ mają również inne czynniki np. kultura, nauka, sztuka itd. Nie rozumiesz tego trudno, dalej będziesz wygadywać głupoty o wpływie światopoglądu na sferę świecką, o której w tym przypadku nie można mówić i jak wynika z definicji światopoglądu (jako całości poglądu na rzeczywisytość) jest błędem logicznym. Każdy katolik może mieć inny światopogląd, bo oprócz religii determinują go czynniki inne. Zostawmy to, szkoda mojego czasu na to.
Te inne czynniki wymienione przez ciebie wzajemnie się przenikają- choćby religia jest częścią kultury.
Znasz jakąś definicję światopoglądu? Bo mądrzejsi od nas i mający wiele czasu na podobne rozmyślania ( czyli zawodowi filozofowie) nie są jej pewni. Jest ulotnym terminem... Ja nie jestem zawodowym filozofem, podobnie jak inni posługuje się pewnymi skrótami myślowymi, obecnymi w naszej codzienności. I takim skrótem był 'światopogląd katolicki'. Przynależność do kk determinuje znakomitą większość ( może u niektórych mniejszość, pewnie zależy od siły wiary) składowych światopoglądu. Dodatkowo w swojej wypowiedzi odwoływałam się do światopoglądu 'funkcjonariuszy' kk, a wśród nich jednomyślność, przynajmniej oficjalnie, jest większa( bo musi ze względów dyscyplinarnych).
Wróćmy do sprawy niby mojego błędu w stwierdzeniu: ubogacenia się duchowego, gdzie widzisz w tym stwierdzeniu błąd logiczny?
Błąd logiczno- językowy. O ile kilkaset lat temu 'ubogacić' znaczyło tyle co 'wzbogacić'( również materialnie) to obecnie jest słowem ściśle związanym jedynie ze sferą duchową( czyli oznacza wzbogacenie duchowe). Kiedy mówisz 'ubogacić' oznacza to właśnie wzbogacenie duchowe, nie trzeba dodawać tego 'duchowe' ,bo powstaje pleonazm czyli 'masło maślane'.
Dobra wyłazi ze mnie faszystka językowa, a prawda jest taka że czasem bywam złośliwa... Dodatkowo to nieszczęsne 'ubogacić' , niestety wydostaje się z języka stosowanego w kk i zaczyna być coraz powszechniej używane( mimo że brzmi pokracznie...) więc pewnie za kilkanaście lat ubogacony będzie Kowalski po dobrej inwestycji na giełdzie.
I dlaczego w dziale religijnym, mówienie o sferze duchowej jest wg Ciebie niestosowne?
???
Błąd logiczno- językowy. O ile kilkaset lat temu 'ubogacić' znaczyło tyle co 'wzbogacić'( również materialnie) to obecnie jest słowem ściśle związanym jedynie ze sferą duchową( czyli oznacza wzbogacenie duchowe). Kiedy mówisz 'ubogacić' oznacza to właśnie wzbogacenie duchowe, nie trzeba dodawać tego 'duchowe' ,bo powstaje pleonazm czyli 'masło maślane'.
Niestety znowu nie masz racji termin ubogacić ma wiele synonimów, oznaczają one wzrost wartości, wiedzy, róznorodnych zasobów choćby językowych, w tym również wzrost duchowości. Samo ubogacenie oznacza zatem jedynie wrost, zwiększenie - pozostaje pytanie czego? To, że Tobie się kojarzy z jednym to już Twój problem.
Dobra wyłazi ze mnie faszystka językowa, a prawda jest taka że czasem bywam złośliwa... Dodatkowo to nieszczęsne 'ubogacić' , niestety wydostaje się z języka stosowanego w kk i zaczyna być coraz powszechniej używane( mimo że brzmi pokracznie...) więc pewnie za kilkanaście lat ubogacony będzie Kowalski po dobrej inwestycji na giełdzie.
Nie. Problem w tym, że wymagasz od innych a sama robisz błedy w stosowaniu terminów, które sobie przeinaczasz wg własnego uznania. Do tego dochodzi ogromna niechęć i uprzedzenie do KK, którą widać prawie w każdym Twoim poście.
harmagedon napisał/a:Błąd logiczno- językowy. O ile kilkaset lat temu 'ubogacić' znaczyło tyle co 'wzbogacić'( również materialnie) to obecnie jest słowem ściśle związanym jedynie ze sferą duchową( czyli oznacza wzbogacenie duchowe). Kiedy mówisz 'ubogacić' oznacza to właśnie wzbogacenie duchowe, nie trzeba dodawać tego 'duchowe' ,bo powstaje pleonazm czyli 'masło maślane'.
Niestety znowu nie masz racji termin ubogacić ma wiele synonimów, oznaczają one wzrost wartości, wiedzy, róznorodnych zasobów choćby językowych, w tym również wzrost duchowości. Samo ubogacenie oznacza zatem jedynie wrost, zwiększenie - pozostaje pytanie czego? To, że Tobie się kojarzy z jednym to już Twój problem.
Czyli językoznawcy się mylą. OK.
harmagedon napisał/a:Dobra wyłazi ze mnie faszystka językowa, a prawda jest taka że czasem bywam złośliwa... Dodatkowo to nieszczęsne 'ubogacić' , niestety wydostaje się z języka stosowanego w kk i zaczyna być coraz powszechniej używane( mimo że brzmi pokracznie...) więc pewnie za kilkanaście lat ubogacony będzie Kowalski po dobrej inwestycji na giełdzie.
Nie. Problem w tym, że wymagasz od innych a sama robisz błedy w stosowaniu terminów, które sobie przeinaczasz wg własnego uznania. Do tego dochodzi ogromna niechęć i uprzedzenie do KK, którą widać prawie w każdym Twoim poście.
jw.
Być może istnieją centaury, krasnoludki i glugluś. Tylko nie umiemy ich rozpoznać... Ale czy ktokolwiek potrafi dowieść, że nie istnieją?
A kto to jest glugluś?!
A ja się domyślam kto to jest... glugluś to mlaskacz (słówko gluglu zapożyczone z j. hiszpańskiego funkcjonuje w j. ang. jako zamiennik do słów gobble, gurgle - mlaskać, cmokać, siorbać, generalnie wydawać głośne dźwięki)
Gluglusie istnieją.
Krasnoludki czyli karły też istnieją.
Szkielet centaura wystawiają na pewnym uniwersytecie.
Zgadzam się z przesłaniem Harmagedon są rzeczy niewyjaśnione lub niezauważone, lub zaprzeczane z braku dowodów, mimo , że istnieją.
Co do ufo to wygląda na to, że są całkiem blisko ?
Zależy o jakiego boga/bogów chodzi.
Ale gdyby odpowiedzieć na to pytanie nie faworyzując nikogo, to ja myślę tak: Bóg/bóg stworzył lub bogowie stworzyli człowieka, bo tak chciał/chcieli. Po prostu.
Tylko to nie jest szczegółowa odpowiedź, ale wydaje mi się, że jest najbardziej logiczna. A to przecież o tę logikę chodzi w tym wątku, co nie?
Bogowie potrzebują naszej energii. Po to im ludzie. Tłuczemy się, a oni korzystają.
Gdyby istnieli dla armii niewolnikow, chlopcow do bicia ale ze stoi za tym czlowiek to pytanie nie ma odpowiedzi jako nielogiczne (w stylu co mysla o nas jednorozce) i mozna je odwrocic po co czlowiekowi bogowie? Poza kaplanami ktorzy trzepia na tym kase..
Refleksja po ostatnich 3 postach
Jak twierdzi Dominisia zależy o jakiego b/Boga chodzi ? właśnie się podpinam pod to stwierdzenie.
Marioosh r/Retylianie, będą wściekli, że zdradzasz ich tajemnice!
Peeter chyba nie tylko o kasę chodzi, czy władzę nad tłumem i karierę? A co by ludzie zrobili gdyby nie mieli do kogo powzdychać, kogo poprosić, nie wierzyli, że ktoś jest przy nich i wysłucha? Jakby zareagowali gdyby się dowiedzieli, że nie mają wielkiego celu do którego dążą, lub dla niego cierpią? Albo, że nie ma życia po śmierci i gaśniemy jak płomień świecy?
64 2014-02-28 12:34:20 Ostatnio edytowany przez peeter (2014-02-28 12:45:33)
A na tym forum nie ma kto do kogo powzdychac i do czego mamy siebie? Nie tylko zagrozenia mozna spodziewac od czlowieka ale i pomocy, opieki, milosci jak sie uda a co marzy obecnie wielu kobietom od razu.
Cele jakie sa ciekawe i realne to te zwiazane z zyciem. Czy jest malo do zrobienia, wszystko wiemy, umiemy naprawic, wyleczyc? Nie, tak jak i gospodarce, kulturze, rodzajow pozytecznych misji jest masa i jeszcze te osobiste jak kariera, rodzina.
Po co szukac zastepczych celow? Te powyzej to za malo??
O tym jak jest przekona sie kazdy dopiero po swojej smierci a ja nie ufam pogloskom ze cos jest i to z niesprawiedliwymi glosicielami tych przekonan, z ideologia pelna dogmatow i dziwnych zasad. Istnienie obiektu wierzen nie zalatwia nic bo ani swiat nie staje sie przez to bardziej zrozumialy, sprawiedliwszy ani lepszy, jest taki sam - bo to tylko punkt widzenia.
Denerwuje mnie przy tym ze ktos "czujac wiecej" stawia to wyzej czy na rowni z "wiem i mysle" bo to drugie zmienilo swiat i zblizylo do wizji raju wiec nie powinno sie im przeszkadzac by robili dalej dobra prace z ktorej niestety korzystaja tez nierozsadni sypiacy piasek w tryby postepu ![]()
Nawiazujac do tematu watku Absolutowi nie potrzebny jest nikt do parady, nie kontaktuje sie z niczym i nie stwarza bo przeczy to jego doskonalosci. Juz na samym poczatku zalozen wiary jest powazny blad logiczny to co mowic o reszcie?
W druga strone patrzac tylko czlowiekowi moze byc potrzebny ideal czegos co nie ma w swoim zyciu a ktore ma liczne 'wyboje'. Tylko ze to inne pytanie i temat do ktorego sie czesciej tu nawiazuje.
A nie sądzisz, że pewni ludzie nie chcą być równi, lubią być lepsi jednym wystarczy do tego kariera, kasa lub talent czy coś tam, a inni z braku laku "czują więcej", w końcu niematerialnych rzeczy nie da się udowodnić i tu są górą?
Co do Absolutu jednym jest potrzebny, jednym nie, generalnie każdy dąży ku "polepszeniu" i upodobnieniu się do jakiś idealnych wyznaczników.
Co do ludzi obok, tak są tylko nie każdy ich potrafi zauważyć!