Witajcie !!!Pisze do Was ponieważ niemam nawet z kim porozmawiać,a mój chłopak uważa to za marudzenie.A więc przeprowadziłam się do miasta swojego chłopaka,lecz nie mieszkamy razem.Bo przed moim przyjazdem ostatnie dni powiedział ,że nie jest jeszcze na to gotowy.
Jest mi przykro...Nawet się z nim rozstałam..Napisałam mu list ,że nie czuje sie kochana,że to ja tylko kochałam..Odezwał sie po 6 tygodniach..Że chce wrócić ,że przemyślał wszystko...I Znowu razem,a wcześniej podejrzewałam ,że może kogos poznał dlatego stał sie oziebły dlatgo tez byłam pewna że ma kogoś lub wrócił do ex bo miał z nia cały czas kontakt Myślałam że zapadła zmiana decyzji jeśli o zmieszkanie chodzi..Gdy tylko wspomne o tym ,zaczyna sie....Reaguje strasznie nerwowo..Tłumaczy się,że musi rozwinać firme,żeby sie do mnie wprowadzić i że po co tak dalekie plany skoro jutro juz można nie zyc..Gdy się pytam CZYLI NIE KOCHASZ MNIE =a on na to ..GDYBYM CIEBIE NIE KOCHAŁ TO BYM NIE ROBIŁ TEGO CZY TAMTEGO..
Ale nie rozumiem jednego,on jest co wieczór u mnie..No właśnie co wieczór bo cały dzień niby załatwia sprawy ,dzień w dzień...A ja myślę ,że może siedzi sobie u siebie w domu..Ostatnio nawet byłam zobaczyć jak u niego w domu jest...Miałam nadzieje,że bedzie jakieś nasze wpólne zdjęcie..Ale nic takiego nie było.Kiedy sie spytałam dlaczego,odpowiedział-że on nie jest taki typ..Ale wczesniej był bo swojej ex w komputerze na pulpicie miał..A on mówi ,że dlaczego tak porównuje.I cały czas mówi,że musi umieć zapewnić dobry status mi dopiero można pomyśleć-jak to ujął..A ja taka samotna jestem z pracy do domu..Gdy mam wolne spędzam czas przy komputerze ,aby zabić czas.I czekam kiedy zechce mu sie ze mna zamieszkać.A on goni za pieniędzmi otwarciem firmy..Tam potrafi planować..A w naszym zwiazku nie..Tylko w kółko słysze czekaj...nie naciskaj..A ja mówię..Tak...tak....firma sie super rozwinie ,ty poznasz jakąś inną i wtedy mi podziękujesz..A on na to że chora jestem..
3 lata razem ja mam 30 a on 33 i nie jest gotowy i nonstop czekać...Tą firme już rozkrecał na poczatku naszego związku..I tak juz trzy lata..A on żyje spełnianiem własnych marzeń..A na moje marzenia muszę czekać..Nawet na urlop jedzie ze mna tylko na tydzien i to jeszcze tak z łaski,bo musi wracać bo klienci i sprawy..Kolejne 3 tygodnie zostane sama..Fajny urlop w samotności..
Jest mi tak cięzko..On ma tu rodzinę .znajomych..wszystkich..A ja od swojej rodziny daleko..Tylko telefonicznie lub przez skype.Cały czas powtarza,że jestem na pierwszym miejscu.A ja jakos tego nie widzę..Widzę go wieczorami to słysze ciagle to samo ,że zmęczony.I o pracy o klientach..Dzwoni do mnie kilkanaście razy na dzień jak jest w drodze i też opowiada,jaki to stres miał..I tak codziennie...A ja sie boje po raz kolejny spytać o zamieszkanie..Bo wiem ,że znów będzie kłótnia..Albo jego milczenie...Ja mam 30 lat czas mój ucieka..Na poczatku pierwszego roku naszej znajomości umiał mówić o ślubie,o wspólnym zamieszkaniu..Po 1.5 roku juz niewiadoma..Ale po co wracał jak 6 tygodni wytzrymałam,nie pisałam,.Płakałam i cierpiałam przez pierwsze 4..A on sie zjawił po 6 i niby przemyslał ,a jest ciagle tak samo..I mówi ,że go nierozumiem ile on to stresu ma....A ja się boję ,że pewnego dnia zostane sama..Ale on zapewnia ,że tak niebedzie..Ale takiego kroku jak wspólne zamieszkanie nie chce zrobić..
PORADZCIE..DZIEKUJE ZA ZROZUMIENIE
1 2013-07-08 19:36:24 Ostatnio edytowany przez Asteroida24 (2013-07-08 19:45:56)
Wracaj do siebie skoro tak Ci zle a rozmowy z ukochanym nic nie dają. Może wtedy się otrząśnie
Oto czego w Tobie nie rozumiem:
1. Chęć zamieszkania razem NA SIŁĘ. Ty normalnie chcesz faceta zmusić żeby z Tobą mieszkał. A nie pomyślałaś, że naprawdę nie jest gotowy na to? Zaakceptuj, że nie musi być wszystko tak jak Ty chcesz, a wywoływanie kłótni o to pokazuje Cię jako taką księżniczkę co tupie nóżkami jak coś nie idzie po jej myśli. I jeszcze gra na emocjach pt. "TO W TAKIM RAZIE TY JUZ MNIE NIE KOCHASZ". Sory, ale żałosne jak na Twój wiek
2. porównywanie się do ex. Ona to była ona a Ty to Ty. I rozdziel to jedną grubą krechą i nie przechodź z jednej strony na drugą.
3. Narzekanie, że jesteś samotna, bo Twojego mena nie ma cały czas przy Tobie. To nie masz zainteresowań poza swoim facetem? Kto każe Ci siedzieć przy komputerze po powrocie z pracy? A wyjdź do ludzi, przecież związek to nie klatka. Znajdź hobby. Realizuj się.
I serio, zacznij się czymś zajmować. Widzę z opisu, że Twoj facet realizuje się w swojej pracy, że kocha Ci o tym opowiadać. No i bardzo dobrze. Ciesz się tym razem z nim. Znajdź coś co też będzie sprawiało Ci tyle radości, że będziesz mogła ględzić o tym non stop. I przestań z tym zamieszkaniem razem. Zrobiłaś sobie z tego życiowy cel. A później co, będziesz naciskać na zaręczyny? Ślub, później dziecko i skończą Ci się "życiowe cele". To nie jest zdrowe myślenie, a jak nie zmienisz przekonań to Ciężko będzie Ci zaznać szczęścia.
Jest mi tak cięzko..On ma tu rodzinę .znajomych..wszystkich..A ja od swojej rodziny daleko..Tylko telefonicznie lub przez skype.Cały czas powtarza,że jestem na pierwszym miejscu.A ja jakos tego nie widzę..Widzę go wieczorami to słysze ciagle to samo ,że zmęczony.I o pracy o klientach..Dzwoni do mnie kilkanaście razy na dzień jak jest w drodze i też opowiada,jaki to stres miał..I tak codziennie...A ja sie boje po raz kolejny spytać o zamieszkanie..Bo wiem ,że znów będzie kłótnia..Albo jego milczenie...Ja mam 30 lat czas mój ucieka..Na poczatku pierwszego roku naszej znajomości umiał mówić o ślubie,o wspólnym zamieszkaniu..Po 1.5 roku juz niewiadoma..Ale po co wracał jak 6 tygodni wytzrymałam,nie pisałam,.Płakałam i cierpiałam przez pierwsze 4..A on sie zjawił po 6 i niby przemyslał ,a jest ciagle tak samo..I mówi ,że go nierozumiem ile on to stresu ma....A ja się boję ,że pewnego dnia zostane sama..Ale on zapewnia ,że tak niebedzie..Ale takiego kroku jak wspólne zamieszkanie nie chce zrobić..
PORADZCIE..DZIEKUJE ZA ZROZUMIENIE
Powiem ci co ja zrobiłam w trochę podobnej sytuacji. Miałam 33 lata, mieszkaliśmy co prawda razem, też się dla niego przeprowadziłam do jego miejscowości, on przez większość naszego wspólnego czasu nie pracował, bo każda praca była poniżej jego oczekiwań materialnych i jego wykształcenia. Akurat na końcu naszego wspólnego życia podjął pracę, byliśmy razem 3 lata. Na początku były wspólne plany, później wszystko się rozmyło. Miałam wrażenie, że stoję w miejscu. On ciągle wyjeżdżał - to akurat rozumiem taka praca, wracał na weekend i pierwsze kroki kierował do mamusi, do domu docierał wieczorem, kolejne dni też miał zaplanowane a jeśli nie - "odpoczywał". Moja rola ograniczała się do sprzątania, gotowania, prania, prasowania i dupczenia. Nie wychodziliśmy na spacery bo on był zmęczony, nie robiliśmy razem podstawowych zakupów bo on był zmęczony, ciągle on, on, on....Chciałam urządzić mieszkanie, w którym mieszkaliśmy, miałam dosyć pudełek kartonowych, jak za karę poszedł do sklepu, wybrał cokolwiek, a kiedy meble przyjechały był nieszczęśliwy i zły, miałam wrażenie, że nam zupełnie nie po drodze. Chciałam konkretów, deklaracji, na przykład, że ślub za rok, że dzieci, itd. Kobieta jeśli chce zostać matką ma na to mniej czasu niż facet. W końcu doszłam do ściany. Miałam dość ciągłego dostosowywania się do niego, chciałam poczuć, że on chce tego samego co ja, postawiłam wszystko na jedną kartę.
Zaczęłam spokojną rozmowę, chciałam żeby powiedział mi, jak wyobraża dobie nasze przyszłe życie za rok, dwa trzy.....co chciałby osiągnąć co zmienić. Powiedział, szczerze, że nie jest gotowy na ślub, nie myśli o dzieciach, nie chce żadnych zmian, jest dobrze jak jest - wtedy dotarło do mnie, że marnuję czas, poprosiłam żeby się wyprowadził. To była trudna ale jedna z najlepszych decyzji w moim życiu. Nie chciałam marnować kolejnych kilku lat z facetem, który "nie jest gotowy", bałam się że w okolicach czterdziestki obudzi się i powie, że chce się rozstać, wtedy będzie dla mnie za późno na dzieci, na spełnianie marzeń o rodzinie.
Porozmawiaj z nim, niech się określi. Dziwne jest dla mnie, że 33 letni facet nie chce mieszkać z dziewczyną, która dla niego zmieniła miejsce zamieszkania, woli mieszkać u rodziców, raczej nie jest to normalne!
3maj się ciepło i nie marnuj życia!