Witam,
Może i ten wątek nie jest pierwszy w tym temacie ale licze na opinie...
Sprawa wygląda tak ze jakis czas temu facet powiedział mi po krótkim okresie znajomości że wg niego związki na odległość nie wychodzą, mieszkamy od siebie ok 200 km, i on nie chce żeby dalej ze mną próbować, chyba żebyśmy mieszkali bliżej siebie ,ponieważ od lipca wyjeżdza do pracy do Warszawy...
Moja sytuacja sie zmieniła,bo znalazłam prace i mieszkanie w warszawie również o czym on nie wie i teraz moje pytanie brzmi czy powinnam sie do niego odezwać i powiedziec że mieszkam też w warszawie czy lepiej odpuścić tą znajomość??
Dodam że troche mi dalej na nim zalezy....
Prosze o rade
Pewnie, że się odezwij. Nie dowiesz się co z tego wyjdzie, jeśli nie spróbujesz.
Popieram koleżankę.
Kto pyta nie błądzi.
A ja nie popieram.
Choć zapewne tak nie było, odebrałam Twoje słowa jakbyś "szła" za nim. Jeśli on też tak to odbierze, obróci to na swoją korzyść, co nie wyjdzie Ci na dobre. A to dlatego, że:
i on nie chce żeby dalej ze mną próbować, chyba ...
Sorki, ale albo facet chce się spotykać, albo nie. Odległość nie ma znaczenia, jeśli mu by zależało.
Warszawa nie jest aż taka duża, pewnie w końcu się spotkacie.
A dasz mu sporo do myślenia, jak Cię tam spotka, nic nie wiedząc, że tam jesteś.
Czy wyjdzie jej coś na dobre czy nie, to zależy tylko od niej. Będzie widziała jak chłopak zareaguje na spotkanie z nią i jak będzie się zachowywał. Przecież jak raz się z nim spotka, to nie znaczy że za tydzień wezmą już ślub
W razie czego go pożegna i tyle.
Może Warszawa i nie jest tak wielka, ale wystarczy że ona będzie mieszkać na Bemowie, a on na Targówku a już mogą się nie spotkać.
Margolinka zgadzam się z Tobą w 97%.
Bo autorka postu wydaje mi się, że zbyt duże nadzieje pokłada w tej znajomości.
A miejsce zamieszkania o niczym nie świadczy, bo jeszcze mogą się spotkać w metrze, tramwaju, kinie, restauracji, dyskotece.... możliwości jest jest wiele. I pod tym względem miałam myśl, że nie jest to takie duże miasto :-)
Po prostu nie popieram faktu, że ma mu napisać (niemalże zameldować): hej, ja też jestem w Warszawie.
Z tym "zobaczeniem się", to powiem Ci tak. Ja w ciągu paru lat mieszkania na Bemowie, za Wisłą byłam może ze 3 razy ![]()
Gdyby mieszkał tam mój znajomy, to z pewnością małe szanse by były na spotkanie się. Oczywiście jeśli on tak samo jak i ja, nie miał potrzeby jechać "za Wisłę"
Oczywiście to wszystko czysto teoretycznie, bo możliwe jest wszystko. ![]()
A z tym "meldowaniem się" to też nie przesadzajmy. Dobrze wiem jak to jest "kochać się na odległość". Z moim obecnym mężem dzieliło nas 400km. Po 3 miesiącach znajomości, o mały włos nie zerwaliśmy kontaktów, bo odległość wydawała się nam za duża aby przetrwać. Nie mieliśmy możliwości widywać się częściej niż co 1,5 miesiąca (czasem nieco więcej). Nie było łatwo. Jednak się udało.
Ich znajomość mogła nie dojść do tego etapu, aby "chcieć zrobić wszystko co możliwe". Czasami po prostu może przyjść zniechęcenie i całkowicie to rozumiem. Ja bym sie na miejscu autorki odezwała, jednakże byłabym ostrożna i nie nastawiała się od razu na wielki happy end. Zobaczyłabym jak chłopak zareaguje, jak potraktuje tą odnowioną znajomość...
Nie każdemu odpowiada z różnych przyczyn związek na odleglość i z tym należy się liczyć. Moim zdaniem facet postąpil sensownie i rzeczowo. Uczciwie powiedzial jak jest, nie robi nadziei, nie kombinuje, a przecież mógl by to dalej ciągnąć i wciągać emocjonalnie autorką tematu. Poza tym z postu autorki wątku wynika, że sam poddal myśl, tym samym niejako próbując jeszcze coś zdzialać mówiąć o zmniejszeniu odleglości. Moim zdaniem najrozsądniejszym wyjściem bylo by najpierw porozmawiać i powiedzieć o możliwościach zmiany miejsca zamieszkania i wtedy ocenić czy ma to sens, czy nie. Stawianie kogoś przed faktem dokonanym czasami przynosi zgola odmienny skutek od zakladanego, a i oczywiście samemu można się również rozczarować.
A ja nie popieram.
Choć zapewne tak nie było, odebrałam Twoje słowa jakbyś "szła" za nim. Jeśli on też tak to odbierze, obróci to na swoją korzyść, co nie wyjdzie Ci na dobre. ...
Korzyść?
To jakiś konflikt jest?
Bez sensu.
Nie chodzi o konflikt.
Korzyść w sensie zaangażowania autorki, podczas gdy z jego strony tego zaangażowania brak.
Że będzie się z nią kontaktował, gdy będzie czuł się samotny w nowym mieście, bo przecież wie, że jej na tej znajomości zależy.