Hej, jestem tu nowa. Poznałam fajnego faceta. Niestety zerwią się nam kontakty na 2-3 miesiące przez mój wyjazd. Póxniej mamy się spotykać częściej niż wcześniej (przez pracę). Nie ma nikogo, ale miał kogoś dosyć długo. Spędzał z tą osobą mnóstwo czasu, ale nie wypaliło
Co myśleć o 26 letnim facecie, który robi podchody żeby wybadać moje uczucia
Pracujemy razem. Jest miły serdeczny, bardzo mi pomógł w jednej życiowej sprawie (kiedy nikt nie mgł pomóc już), obejmuje, gdy chce mu się wyrwać trzyma mnie mocno, dotyka mnie swoim ciałem niby przypadkiem nie odzywając się, nie zwracając niby na mnie uwagi. Sprzecza się ze mna, wspiera mnie jak nikt. Wymusza sytuację, żeby się odważyła w jakies przedsięwzięcie zawsze mnie wrabiając. Oczywiście zawsze mam wyjście i z niego korzystam nie opierając mu się
.
Bardzo jest zestresowany gdy rozmawia ze mną, myli pojęcia, godziny daty, ale jednocześnie czuje chyba spokój po jakimś czasie. Ciągle się uśmiecha gdy mnie widzi. Łapie mnie by chwile pogawędzić, chcoaiż nasze rozmowy są pełne skrępowania. Sprawdza wcześniej zawsze czy chce z nim rozmawiać, bo czeka aż ja rozpoczne rozmowę. Nie jest nieśmiały. Wyłapuje każde moje słowo i bardzo długo o nich pamięta. Daje mi mnóstwo wsparcia mimo że nie jesteśmy nawet znajomymi. Dosłownie kilka razy dłużej rozmawialiśmy.
Gdy ja podchodzę by porozmawiać nie ucieka, ale widzę że nie ma ochoty, ale jest pełen życia gdy on inicjuje nasz kontakt. Zaproszenie go gdzieś więc odpada. Skoro nie chce żeby inicjowała kontaktu to tym bardziej żebym inicjowała spotkanie.
Nie muszę mówić że bardzo mnie ujął. Różni się od facetów z którymi byłam. Jestem na pewno zauroczony może jeszcze nie zakochana... nie zawsze pokazywałam mu że fajnie że rozmawiamy. Gdy sama robiłam krok widziałam jego reakcje później przy następnej rozmowie byłam chłodniejsza, próbowałam się zdystansować. Na początku też go nie zauważałam ![]()
takie coś niestety trwa już dobre parę miesięcy i mam już dosyć tego.