Po kuracji zakupionym w sieci dinitrofenolem w minionym tygodniu zmarła dwudziestolatka z Warszawy. Kapsułki miały ,,cudownie" wspomóc proces odchudzania młodej kobiety, niestety stały się przyczyną jej śmierci. Specyfik bez wiedzy rodziny zakupiła przez Internet. Być może uniknęłaby dramatu, gdyby chcąc osiągnąć zamierzone efekty w szybkim czasie nie zwiększyła dawki ponad zalecaną normę.
DNP, czyli dinitrofenol, jest trucizną. Co prawda przynosi pożądane efekty, ale jest śmiertelnie niebezpieczny. Jest specyfikiem stosowanym w przemyśle chemicznym, między innymi do produkcji barwników czy herbicydów, ale jako lek, głównie ze względu na ryzyko stosowania, jest nielegalny. Jego toksyczne działanie wzrasta wraz z dawką, przy czym działanie odchudzające wykazują dopiero dawki w granicach śmiertelnych. Prawdopodobnie w samym ubiegłym roku na świecie z powodu zażycia pigułek z DNP zmarło co najmniej 60 osób.
Czy zdarza Wam się kupować farmaceutyki w sieci? I jeśli tak, to czy oraz w jaki sposób, sprawdzacie ich oryginalność oraz legalność pochodzenia?
Czy bylibyście skłonni sięgnąć po pigułki/maść/inny produkt niewiadomego pochodzenia, który ma atrakcyjną cenę lub zgodnie z zapewnieniem producenta czy też sprzedawcy ma ogromnie wysoką skuteczność? Co ludzi do tego skłania? Determinacja, desperacja, naiwość, a może przede wszystkim niewiedza?