Witam Was
Mam 36 lat, ale już po dwóch związkach, nieudanych związkach i mam dwójkę wspaniałych chłopców. Niestety pierwszy związek był za wcześnie-nie udało się, po 11 latach każdy poszedł w swoją stronę, ze mną został nasz syn, ale mamy do siebie duży szacunek, relacje bardzo normalne. Drugi związek trwał 6 lat, ja byłam bardzo zakochana i oddana, partner również, ale jednocześnie związek był bardzo burzliwy, partner jest osobą starszą ode mnie o 9 lat, władczą, apodyktyczną, diaboliczną. Od początku tak było, ale byłam zakochana i koniec.....był bardzo zazdrosny, robił awantury nawet nie wiadomo o co, a później wszystko robił tak, że generalnie ja sama stwierdzałam, że to moja wina itp itd.... W życiu nie posądzałam go o zdradę wręcz przeciwnie, bo wiedziałam jaki ma do tego stosunek ( jego ojciec zostawił matkę). Urodził nam się synek w 2006 roku i byliśmy bardzo szczęśliwi, przynajmniej tak mi się wydawało,sprzedaliśmy jego mieszkanie, kupiliśmy działkę i wybudowaliśmy dom, od początku nadzorowałam całą budowę. Wierzyłam że to nas scali na amen i w końcu się wyciszy w naszym związku na czym też cierpiał mój syn z pierwszego związku a ja broniłam go jak lwica, co również było mi zarzucane jako mój defekt. Partner z pierwszego związku ma córkę, relacje między mną a jego córką były naprawdę bardzo dobre, z partnerem jego córka nie mogła się dogadać, zresztą wiem że w jego poprzednim związku było równie burzliwie jak w naszym, a wiem to od jego córki. Kiedy zaczęłam rozumieć, że nie ma szans na zmianę i że nie chcę tak żyć i zaczęłam głośno nie zgadzać się z jego zdaniem i wyrażać moje niezadowolenie i sprzeciw, zaczęło się. Byłam zawsze wesołą, uśmiechniętą, szaloną dziewczyną, przy nim zamilkłam, rodzina mnie niepoznawała. Doszło do tego, że wyprowadziłam się z naszej sypialni, nie czekając długo zaczął wyjeżdżać z domu wieczorami i wracać nad ranem, byłam pewna że kogoś poznał i tak było. W domu miał swoje biuro, zamykał je na klucz zawsze, gdy tylko z niego wychodził, ale pech chciał, że kiedyś popsuły się rolety zewnętrzne i naprawiano je, gdy on był po za domem. Miałam możliwość dostania się do jego biura od strony ogrodu i tak zrobiłam. W jego komputerze był email do nowego obiektu jego serca a w nim propozycja wyjazdu do Tunezji....wątpliwości nie było. Nadmieniam, że w między czasie próbowałam się do niego zbliżyć, żeby ratować rodzinę mimo wszystko. On niby chciał, później nie chciał a wiadomo dlaczego. Dla syna robił wszystko, jest do tej pory bardzo dobrym ojcem, nadrabia ojcostwo stracone przy córce. Robił wszystko tak, żeby syn bardzo się do niego zbliżył w ciągu dnia super tata, a wieczorami wykąpany, pachnący ruszał do niej. Przeprowadziłam z nim rozmowę i wręcz prosiłam, żeby wybrał rodzinę, że wszystko wybaczę, żeby się ze mną ożenił, żeby nie jechał z nią, on oczywiście twierdził że to nieporozumienie, całej rodzinie powiedział że inna firma zafundowała wyjazd za dobrą współpracę, a tak wcześniej było, wyjeżdżaliśmy.....pewnego ranka spakowany, pięknie ubrany wsiadł do taxi i odjechał....zostałam z dziećmi sama.....nie byłam w stanie jechać do pracy, myślałam że nie przeżyję, pojechałam do jego matki, myślałam że zrozumie, pomoże, w końcu sama tego doświadczyła 5 lat wstecz i od tej pory jest na prochach i ma silną depresję....bardzo kochała swojego męża, całe życie kręciło się wokół niego, a on poznał młodszą i ją zostawił....pomyliłam się......usłyszałam, że jest jej przykro, ale to jest jej syn. Generalnie syn zatrudnia połowę swojej rodziny a mamie pomaga finansowo.....nie kąsa się ręki, która karmi. Nie miałam żadnej pomocy, a tu gdzie mieszkamy jestem sama, moja rodzina jest 120 km ode mnie. W listopadzie 2009 roku musiałam się wyprowadzić z jego domu, wcześniej odpisałam się od działki, zmusił mnie. Wyprowadziłam się z dziećmi na stancję, on nie mógł się doczekać mojej wyprowadzki, żeby wprowadziła się ona.....straszny okres mojego życia. Żyłam jak zombi, automatycznie, byłam załamana kompletnie, życie każdego dnia ze mnie uchodziło. Dostałam 20 000 na otarcie łez i w między czasie załatwiałam kredyt na mieszkanie. Nie miałam sił o nic walczyć, na wszystko się zgadzałam. Ustaliliśmy, że młodszy syn będzie tydzień u niego i tydzień u mnie....straszne, ale sama nie dałabym rady.....wiedziałam że jak będę z nim walczyć to przegram.....jest bardzo majętnym facetem, ja nie. Brał syna i wyjeżdżali sobie w trójkę, doszło do tego, że syn po powrocie od taty, mówił o niej i że ma drugą mamę.....umierałam, ale nie byłam w stanie nic z tym zrobić. Ja dla niego umarłam ale z mojej strony. Nie dzwoniłam, nie płakałam, nie wyzywałam, nie robiłam awantur, nie stałam pod domem, nie śledziłam, wyłam dniami i nocami, dzieci się martwiły,,,,ale dla niego jakbym zapadła się pod ziemię. Przeważnie zdradzone i zranione kobiety robią inaczej....ja umarłam. Nie czekałam długo, ona się znudziła, było pewnie za normalnie za cicho z mojej strony i to ich pewnie nie cementowało, zaczął przyjeżdżać pod byle pretekstem, wydzwaniać, wysyłać smsy bez odpowiedzi, doszło do tego, że będąc z nią na wyjeździe...chyba Egipt to był, wydzwaniał ja nie odbierałam, aż w końcu odebrałam i przeprowadził godzinny monolog....że mnie kocha, że nie może beze mnie żyć i takie tam....gdzie ona była....nie wiem....było mi ich żal. Generalnie był z nią 2 lata w tym chyba z trzema przerwami, a w tych przerwach próbował do mnie wrócić, ale nie dawałam rady pomimo że kocham go nadal....to okropne....nie jest z nią już ponad rok i znów próbuje a mi on nadal nie jest obojętny, nie daję sobie z tym rady, jestem nienormalna....jednego dnia chciałabym z nim być i jestem dla niego miła, a następnego dnia nie mogę na niego patrzeć i nie potrafię być nawet miła...ostatnio próbowaliśmy rozmawiać o tym co się stało....wymusiłam to na nim i usłyszałam, że generalnie to jest nasza wina, że tak się stało i koniec, a ja powinnam o tym zapomnieć i jakoś sobie z tym poradzić. Jutro czeka mnie z nim rozmowa, on zaproponował....nie wiem co robić, jak się zachować, co powiedzieć, nie daję sobie sama z tym rady. Jestem cały czas osobą samotną, bardzo bym chciała być szczęśliwa, a jestem sfrustrowaną, nieszczęśliwą mamą.