gawel napisał/a:Caly czas mnie wszystko boli w srodku. Pojechalem samotnie w podroz gdzie kiedys bylismy wspolnie i gdzie spedzilismy wspaniale chwile. Odwiedzilem miejsca w ktorych razem bylismy. Zdecydowalem sie na taki krok poniewaz chcialem pozegnac sie ze wspomnieniami, i poczuc troszke ciepla ,ktore kiedys otrzymalem. Przypominajac sobie poczulem troszke ulgi i checi do dalszego zycia, lecz te wspaniale momenty szybko pekly jak banka mydlana. Patrzac teraz z perspektywy momentu mysle ze umarlem w srodku. Ze bol ktory towazyszy mi kazdego dnia usmiercil we mnie czlowieka ,ktorym bylem. Nie potrafie juz sie cieszyc z zycia ktore mam. Nie moge sobie wybaczyc ze bedac z osoba ktora byla dla mnie wszystkim nie dostawala takiego ciepla jakiego potrzebowala. Ze moj egoizm pchnal ja do takiej decyzji i czynu. Nie potrafie sobie przebaczyc...
Gaweł, sprawa wygląda następująco:
Twoja kobieta od dłuższego czasu chciała zakończyć związek z Tobą, tylko nie miała wystarczająco silnego pretekstu, który byłby DLA NIEJ SAMEJ dobrym usprawiedliwieniem swojego przewału. Zdaj sobie sprawę Kolego, że niemal w 100% przypadków, kiedy kobieta odchodzi z przyczyn niejasnych, to w grę wchodzi "nowszy model". Zabawne, że w nim taka agentka widzi zarówno Twoje zalety, jak i jego własne, nowe. Ale Błędów nie widzi. Dlatego tak szybko i bezlitośnie tego typu akcje przebiegają. Uświadom sobie, że jej celem było wpędzenie Cię na do widzenia w poczucie winy. Dzięki temu sama nie musi czuć się winna, choć doskonale wie, że ona ponosi wszelką odpowiedzialność. I mogą mnie forumowicze i forumowiczki obrzucić błotem, ale moje zdanie jest takie: ONA TEMU WINNA. Dlaczego? A dlatego, że do diabła gdy kogoś kochamy, to stać nas przynajmniej na tyle, by na sam koniec ( gdy wiemy, że to koniec ) podać prawdziwe powody odejścia, przeprowadzić szczerą i konstruktywną dyskusję, dlaczego dzieje się tak, jak się dzieje. A nade wszystko - gdy kochamy, to damy nie jedną, nie dwie, a tysiąc szans, by naprawić swoje błędy i zacząć ponownie! Kobieta od Ciebie nie odeszła. Ona spieprzyła w ramiona szeroko pojętego harlequina, i zgadzam się z przedmówcami, że będąc z Tobą juz była adorowana i szala się przeważała na nowego gacha. Nie zmienisz tego faktu. Będzie Cię to bolało. Długo. Ale nie ma innego wyjścia, jak to zaakceptować. Nie musisz się z tym godzić. Ale zaakceptować musisz. Nie masz innego wyboru, jeśli chcesz zachować zdrowe zmysły. Wiedz jedno - siłę człowieka poznaje się dopiero wtedy, kiedy zostaje zupełnie sam. Jestem pewien, że sam siebie w trakcie tej "kwarantanny" zaskoczysz w pozytywny sposób. Każdy z nas, zostawionych w tak perfidny, wyrachowany i bezwzględny sposób, przeżywał tak samo jak Ty. u mnie to prawie rok, ale wciąż czuję się jak ścierwo. W gardle ściska od wspomnień. Ale co mogę z tym zrobić? Nic. Zaakceptowałem, że tak się stało i już się nie odstanie. Bo przecież nic nie mogę zrobić. Nie przymuszę kogoś, kto już nie kocha do darzenia mnie uczuciem. Tego uczucia już nie ma. A Ty... Ty kochasz kobietę z przeszłości, której już nie ma. Dziś zastąpiła ją inna. Perfidna, zdradliwa, zakłamana. Zrozum to. Kochasz wspomnienia. Przeszłość. Kochasz to, jak się przy niej czułeś. Teraz czujesz się zagubiony i samotny, kiedy Ci to odebrano. I to jest naturalne. Czas, to to, czego potrzebujesz. Czas, by pobyć sam ze sobą. By zrozumieć siebie, swoje uczucia, poukładać je. Może to trwać rok, dwa, może pięć...to sprawa bardzo indywidualna. Ale tego okresu nie przeskoczysz i nie ominiesz. Bardzo ważne jest, byś się nie obwiniał więcej. Uzyj logiki. Poświęć czas na analizę. A sam za jakiś czas zrozumiesz, że padłeś ofiarą manipulacji tak bezlitosnej, że wręcz nieludzkiej. Zrozumiesz, że Twoja kobieta chciała, byś sam się obarczył winą, by ona mogła pójść w świat wybielona. A tak nie jest. Odetnij się od swojej kobiety, nie nawiązuj za żadne skarby nigdy więcej z nia kontaktu. A być może zechce do Ciebie wrócić, gdy za jakiś czas dotrze do niej, że choć Cię bolało wszystko, to stanąleś na nogi i potrafisz żyć bez niej. Ale nie próbuj pokazywać na siłę, że jesteś szczęśliwy. To musi wypływać z Ciebie naturalnie. Trzymam za Ciebie kciuki.