Mieliście kiedyś tak, że relacja z kimś kosztowała Was tyle emocji i nerwów, że mimo iż bardzo lubiliście tę osobę, zależało Wam na niej, byliście zmęczeni zwyczajnie?
Wiecie, taka relacja, że z jednej strony świetnie się rozumiecie, z drugiej ciągle trzeba coś wyjaśniać, roztrząsać. I czujecie się tym zmęczeni. Dużo Was to kosztuje. Czasami gadacie godzinami i jest super, bratnia dusza. Ale też macie wysokie wymagania albo też może założenia. I ciągle jakieś emocjonalne sytuacje. Trochę jak w telenoweli:P.
Warto trwać w takiej relacji trwać? Czy może lepiej ją skończyć, puki nie ma za dużo wzajemnego żalu?