Ciekawa jestem czy utrzymujecie bliski kontakt z rodzina i przyjaciolmi po wyjezdzie za granice.
Mnie sie nie udaje, chociaz ciagle jeszcze walcze, ale coraz czesciej dociera do mnie, ze chyba zostalam juz skreslona w ich zyciorysach.
Wielokrotnie , tak miedzy wierszami, dano mi do zrozumienia, ze w gruncie rzeczy jestem daleko i niewiele ich obchodzi co sie u mnie
dzieje i co sie ze mna dzieje. Nikt tez nie odczuwa potrzeby podzielenia sie ze mna rodzinnymi wiadomosciami. Przypadkowo dowiaduje sie
o smierci kogos z czlonkow rodziny, czyis slubach, narodzinach , itd ?
Jest mi wtedy bardzo przykro, bo ja mimo wszystko ciagle o nich mysle, chcialabym wiedziec jak sobie radza, dzielic z nimi radosci i smutki,
pomimo dalekiej odleglosci. To przykre, ze wyrzucili mnie juz poza nawias, a przeciez w Polsce bylismy sobie tacy bliscy, tacy niezastapieni ?
Nie wiem czy to tylko moja sytuacja jest taka. Czy ktos z Was ma moze podobne odczucia ?