potrzebuję pomocy!
sytuacja wygląda tak że przez 10 ostatnich lat w moim życiu był ten jeden jedyny, mimo iż rozstaliśmy się 3 lata temu nadal utrzymywaliśmy bliskie kontakty ze względu na wspólnych znajomych i w sumie nie wiem co jeszcze... więź i chemia z mojej strony a z jego nie wiem. przyjaźń nie była czysto platoniczna. On przez ten czas miał jakieś inne dziewczyny wtedy oddalał się ode mnie, niedługo później zawsze wracając. Pomijając całą moją głupotę ciągnięcia naszej relacji w taki sposób, robiłam to zupełnie świadomie i licząc się z konsekwencjami, że na nic głębszego nie mam co liczyć i w końcu kiedyś odejdzie raz a dobrze.
Druga strona to dwie bliskie mi przyjaciółki, z którymi jestem bardzo zżyta - są mi naprawdę bliskie i od dłuższego czasu cały mój świat kręci się wokół relacji z nimi.
Wszyscy w czworo lubiliśmy spędzać czas razem - sama byłam inicjatorem tych spotkań, chcąc mieć wszystkich przy sobie, tym samym zacieśniając znajomość moich przyjaciółek z nim (wcześniej były uprzedzone znając naszą historię). nie widziałam w tym nic złego mając czyste intencje i chęć dobrej zabawy.
trzy tygodnie temu sytuacja się zmieniła.. tzn. on od dłuższego czasu podrywał pisząc smsy i dzwoniąc początkowo bez skutecznie (nigdy nie robił nic gdy byliśmy we czwórkę) ale zrobiło się na tyle poważnie że uciął ze mną kontakt (z codziennego zeszliśmy z dnia na dzień do zera) ja w tym momencie przypuszczałam że ktoś się w jego życiu pojawił bo zawsze tak robił ale nie wiedziałam że chodzi o jedną z moich przyjaciółek.
sprawa wyszła na jaw w zeszłym tygodniu - sama powiedziała mi o tym, nie wiedząc co robić. twierdziła się że ponieważ to jest beznadziejna sytuacja zerwie z nim kontakt i nie chce bywać już na naszych jakiś wspólnych spotkaniach wśród znajomych.
Ja zadzwoniłam do niego wyzywając że rozpieprzył naszą relację i że nie chcę go znać. usłyszałam że takie rzeczy się zdarzają i to nie jest nic nienormalnego ale skoro tak stawiam sprawę to proszę bardzo.
i niby wszystko jest w porządku spędzamy czas we trzy ale mam ciągle mętlik w głowie i niepokój.
Przyjaciółka mimo iż powiedziała mi jasno czego mogę się z jej strony spodziewać, wiec że nie chciała wybierać między nami i że było to dla niej trudne. wiem też że on nie odpuści i przekonuje ją pewnie jak mnie że to normalne..
Boję się że została przeze mnie przed takim wyborem postawiona i nie wiem czy było to do końca zgodne z jej uczuciami. czy mimo iż powiedziałam że uszanuję jej decyzję to nie wymogłam tego na niej..
pogubiłam się w tym wszystkim siedzę i myślę że nie miałam prawa czegokolwiek oczekiwać może jedynie szczerości i jawności sytuacji.
może ona czuje się zobowiązana wobec mnie a tak naprawdę chce z nim być i będzie żałować i że ja stoję między nimi??!!
teoretycznie w piątek zakończyłyśmy temat że sytuacja jest oczywista i on się nie liczy, ale mam mętlik w głowie że może jednak tak nie jest.
wszystko się zachwiało..
NIE WIEM JAK SIĘ ZACHOWAĆ?? co robić.... plissss pomóżcie!!!!!!