Dla mnie zaakceptowanie i pokochanie siebie to przepustka do lepszego życia. Choć wiem jak ciężko jest zwalczyć swoje kompleksy, słabości to jestem pewna, że warto do tego dążyć.
A co Wy o tym myślicie?
Wiesz Irga ja uważam tak samo jak Ty.Akceptacja swojej osoby jest bardzo ważna,aby nasze życie bylo lepsze.Gdy lubimy siebie i myślimy o sobie jak najlepiej wtedy wszystko przychodzi nam łatwiej,jesteśmy pewniejsi siebie,uśmiechamy się....Kiedyś też krytykowałam się bardzo i wszystko sobie zarzucałam,ale zmieniłam swoje podejście do samej siebie i do życia.I warto było popracowac nad sobą i zmienić siebie,ponieważ żyje mi się teraz lepiej.
A macie jakieś konkretne sposoby na polubienie siebie? Bo mi sie jakos nie udaje! Staram sie, ale jak tylko uslyszę jakis zarzut pod swoim adresem, to moje poczucie wlasnej wartosci ucieka bardzo daleko! Czasem mam wrażenie, że jestem taka nijaka, że jakbym nagle zniknęla to pewnie by to zauwazyli dopiero po 5 latach.
Może zacznij od małych kroczków. Zrób coś na co zawsze miałaś ochotę, ale bałaś się, że zrobisz to źle lub, że inni będą się z Ciebie śmiać. Zwróć uwagę na to co naprawdę lubisz robić, co sprawia Ci największą radość. Zrób to pomimo tego, że głos wewnętrzny będzie Ci podpowiadał, że to co robisz jest np: głupie. Nie musi to być nic wielkiego.
Dorotko nie ma skutecznego sposobu,który by działał na każdego.Trzeba poprostu zaakceptować siebie.Jest to długotrwały proces z zmianami w naszym charakterze.Trzeba spoglądać w lustro i powiedzieć do siebie"ładnie wyglądasz" lub "fajna jesteś"i jak często będziesz sobie to powtarzać i do tego uśmiechac się to inni tez to zauważą.Wiesz od razu to nie zniknie, to Twoje nielubienie siebie,ale trzeba siebie zaakceptować i nie wyolbrzymiać.Popatrz na innych ludzi jak wyglądają lub jak się zachowują.Niektórzy totalnie nie zwracają na to uwagi,co dla Ciebie np.jest problemem a dlaczego,bo wierzą w siebie.Uwierz wiara czyni cuda.Wiem na własnym przykładzie.Ja nadal pracuję nad sobą i coraz bardziej lubię siebie.
No spróbuję, a co mi szkodzi?! Już i tak dużo straciłam siedząc całe życie w kącie! Za stara jestem na bycie zakompleksiona dziewczynką! Nie, pomyłka, nie za stara, tylko za mądra! Już zaczełam swoją zmianę, byłam w łazience i przez minute sobie wmawialam, ze jestem piękna! Byłam z siebie taka dumna, że prawie spadłam ze schodów! Ale żyję! Koniec z szarą myszką! A na początek: koniec z patrzeniem w podlogę!
Ja mam spory klopot z kochaniem samej siebie. Obecnie chodze na terapie, ktora ma na celu podniesienie wlasnej wartosci u kobiet, samoakceptacje, itp. Oprocz tego wrocilam do sportu i staram sie byc bardziej asertywna. Staram sie przebywac z pozytywnymi ludzmi, czytam ksiazki psychologiczne, ucze sie jezykow, jesli moge, to podrozuje. Jednym slowem, staram sie robic rzeczy, ktore sprawiaja mi przyjemnosc.
Mimo tego zdarzaja sie dni, ze sie czuje do niczego.
Ja też staram się robić rzeczy, które lubię. Tańczę przy muzyce etnicznej, czytam i próbuję pisać opowiadania. Dużo podróżuje i staram się bardziej kontaktować z ludźmi. Życie mnie cieszy.
A jeszcze rok temu wstydziłam się wypowiedzieć na forum, bo wydawało mi się, że nie potrafię nic mądrego napisać.
Bardzo chciałam siebie zmienić, uwierzyłam, że mogę i nadal nad sobą pracuję. Teraz wiem, że kochając siebie mogę zyskać bardzo dużo.
Tak dziewczyny o to chodzi:) Ja też byłam wystraszoną,zakompleksioną myszką.Nie mającą zdania i ciągle wmawiająca sobie jak to mi nie jest żle i jaka to ja jestem nieładna a do tego,że wszystko żle robie.Ale znalazłam sobie zajęcie,które lubie.Przebywam w otoczeniu ludzi właśnie pozytywnie nastawionych do życia i dlatego biorę z nich przykład i żyję z pełnym uśmiechem na twarzy.Dziewczyny dacie radę pokonać swoje kompleksy i tak jak ja czy Irga dacie radę siebie zmienić.Ja też zyskuję wiele,ale nadal pracuję również nad sobą:)
Racja, dołowanie samej siebie kompletnie nie ma sensu
Są dni kiedy czuję się brzydsza niż normalnie, ale przecież... no przecież i tak nie jestem jakaś tragiczna, a gorsze dni zdarzają się każdemu
Grunt to nie tracic pewności siebie i znac swoją wartosc ![]()
Dziewczyny ja iks lat temu polubilam siebie na zasadzie..podchodzilam do tego z zartem..kiedys np.mowilam jestem brzydka..no i bylam smutna,zla itp..az od ktoregos dnia podeszlam do lustra ..i w duchu powiedzialam sobie,,no kora na wybory miss to ty sie nigdy nie wybierzesz,nie masz szans,no ale skoro ludzie na twoj widok nie uciekaja na ulicy to nie jest tak zle.,,sama mnie rozsmieszyl ten tok myslenia ale i polepszyl chumor.wyobrazilam sobie siebie wsrod tych pieknych modelek i tak zaczelam sie smiac..i to byl przelom..mam wiele takich wlasnych sposobow na polepszenie swego samopoczucia.i co najwazniejsze zaakceptowalam polubilam siebie.ludzie ktorzy znaja mnie dlugo zdecydowanie wola mnie dzisiejsza.
No i dobrze dziewczynki, trzeba nad soba pracowac. Moje poczucie wlasnej wartosci bardzo podniosla znajomosc z moim R. Na poczatku bylo: taki chlopak? Chce mnie? Mowi ze jestem piekna? A teraz jest: Jasne ze mnie chce- przeciez niezla ze mnie laska;) (mniej wiecej)
Cześć dziewczyny cieszę się,że trafiłam tutaj bo mam pewien problem.
W życiu prywatnym bardzo lubię siebie i nawet akceptuję mam małą córeczkę i męża którzy mnie kochają.Jednak w pracy pracuje w toksycznym środowisku osób bardzo pewnych siebie wręcz "zadzierających nosa" i to cały czas.Co robić bo nie mam pomysłów one czasem traktują mnie jak powietrze tylko dlatego,że jestem z natury spokojna,nieśmiała i lekko się jąkam kiedy brak mi pewności!!!
Każda z nas często narzeka " jestem gruba" brzydka" "piegowata" "pryszczata" itd.
Ale często jest tak, ponieważ chcemy by nam mówiono " nie prawda, jesteś piękna, szczupła a Twoje piegi dodają Ci uroku". Taka jest prawda kobietki... podświadomie chociaż czasem nieświadomie tak robimy ponieważ lubimy komplementy, lubimy jak ktoś o nas mówi dobrze, ponieważ wtedy podnosi się nasza samoocena i pewność siebie. Wiadomo skromność to cnota, jej nie powinniśmy tracić. Bądźmy pewne siebie ale z umiarem, to na pewno nam ułatwi życie. Jeśli nie mamy kompleksów - mamy praktycznie zawsze świetny humor. Podobają mi się kobiety, które są puszyste, nawet dość sporo ale mówią, że życie jest piękne a kocha się za dusze a nie za ciało. Najlepiej pamiętać o tym, że to czego w sobie nie kochamy możemy zlikwidować jeśli tylko będziemy chciały siebie pokochać.
ale jak to zrobić?
Martadela bynajmniej podświadomie. Tłumacz sobie ale przecież to jest moje i to dał mi bóg a to czyni nie wyjątkową.
Ja nie mam kompleksów na punkcie wyglądu - teraz, chociaż kilka lat temu to przepłakałam wiele nocy w poduszkę uważając że jestem strasznie brzydka ale przecież to nie na tym rzecz polega. Ja mam ukraińską urodę, długie włosy i czuję, że ja taka już jestem i podobam się sobie. Łatwiej mi jest dzień zacząć i iść przez życie z uniesioną głową i pewnością siebie, która czyni mnie silnym człowiekiem.
Co do głównego pytania: Ja kocham siebie ponieważ:
- jestem wyjątkowa
- mam swój styl
- nikt tak naprawdę mnie nie zna
- mam prawo do życia
- jestem młodą dziewczyną
- całe życie jest przede mną
Moge jeszcze wiele rzeczy dopisać ale same wiecie jak to jest. Także dziewczyny głowa do góry ![]()
kocham siebie ponieważ:
- jestem jedyna w swoim rodzaju
- jestem młoda i mam całe życie przed sobą
- mam wyjątkowego chłopca ( skoro mnie chciał, czyli coś we mnie jest )
- mam swój pogląd na świat, często trochę inny od grupy ale oryginalność jest zaletą
- mam fałdki na brzuchu- ale co tam! mogę poćwiczyć i dopieścić swoje ciało by było szczęśliwe.
w zdrowym ciele- zdrowy duch.
piękna dusza- zawsze i tylko w pięknym ciele.
Spróbuję tej waszej afirmacji:)
Każdy najmniejszy komplement podnosze do rangi najważniejszego, raz usłyszę, masz ładne nogi, masz ładne oczy, masz ladne usta, wszystko się kompletuje. i kocham siebie:)
już nie ma tego braku akceptacji, owszem jest coś do bym chciała zmienić, ale akceptuję to i jest naprawdę dobrze:)
20 2009-06-17 10:19:15 Ostatnio edytowany przez shania (2009-06-17 10:20:05)
Uwazam ze dobre wspolgranie ze swoimi potrzebami zycie w zgodzie z samym soba .Zawsze czesc nas osądzi czesc zaakceptuje.Przedewszystkim dac sobie prawo do samego siebie czasem to bardzo trudno Kazdy ma prawo byc soba kazdy jest wazny na rowni z innymi,Tylko na nas spoczywa obowiazek dbania o siebie w momecie kiedy przestajemy sie kochac rodza sie kompleksy zaczyna sie to rzutowac na nasz wizerunek zaczynamy dostrzegac nasze "niedocigniecia"w wygladzie.
Wczoraj bylam na terapii, o ktorej pisalam wczesniej. Zrobilam bardzo duzy postep :-) Podczas rozmowy w grupie dotarlo do mnie, ze dobrym sposobem na moj problem jest zaakceptowanie faktu, iz jestem osoba, ktora nie akceptuje, iz popelnia bledy. Jaka ulga, dziewczyny!
Przedstawie wam problem: otoz, jestem perfekcjonistka. Idealna w pracy, z przyjaciolmi, w zwiazku, z rodzina. Jesli popelnie jakas gafe lub blad albo jakies przewinienie obwiniam sie za to bardzo, robie sobie wyrzuty, jestem zla na siebie. Do wczoraj nie umialam sobie z tym poradzic. Na wczorajszej terapii jakos doszlo do mnie, ze nie mozna tak duzo od siebie wymagac, nie mozna byc perfekcyjnym we wszystkim. I takim sposobem postanowilam zaakceptowac swoja niedoskonalosc jaka jest nieakceptacja tego, iz zdarza mi sie cos zrobic zle. Kamien z serca!
Noami24 mam tak samo, że jak coś zrobie żle strasznie to przeżywam, i myśle cały czas o tym. Oki super dziewczyny sposoby. Ale jak ja np mam myśleć pozytywnie cieszyć , się z każdego dnia jak straciłam prace, i nie moge nigdzie znaleźć następnej...Nie mam faceta. Chuda jak szczpa...porażka i na twarzy gdzie niegdzie blizny po trądziku i mogłabym tak bez końca wymieniać swoje wady. I zczego tu się cieszyć?
Kiedys gdzies przeczytalam, ze jak sie siebie nie kocha i nie akceptuje to ciezko jest pokochac kogos innego i troche chyba w tym prawdy
Kiedys gdzies przeczytalam, ze jak sie siebie nie kocha i nie akceptuje to ciezko jest pokochac kogos innego i troche chyba w tym prawdy
To najprawdziwsza prawda...
Kiedyś miałam z tym problem, ale popracowałam trochę nad sobą i jest świetniee ![]()
Bardzo ciężko mi jest zaakceptować siebie. Mój facet mówi mi, że dla niego jestem piękna że nie muszę się zmieniać, że bardzo go podniecam, że moje ciało jest piękne i często mówi mi komplementu już w momencie kiedy mnie dotyka. Ale nie liczy się tylko ON. Liczę się ja i moja akceptacja, której brak. Nie potrafię zaakceptować wielkich zwałów tłuszczu, nie potrafię zaakceptować szerokiego jak 3drzwiowa szafa tyłka, nie potrafię zaakceptować celullitu na udach i dostrzegam go na każdym fragmencie mojego ciała. Nie potrafię zaakceptować szerokich ramion. Uważam że fakt, jestem ładna, mam ładne oczy, zadbane włosy ale mimo że dbam o swoje ciało, używam kremów itd. nie uważam się za piękną kobietę a raczej za grubą i do tego kiepską podróbkę ponętnej kobiety.