Witam!!!
Jestem tu pierwszy raz, nie wytrzymałam i musiałam się poradzić. Jestem z moim chłopakiem 3 lata, na początku było świetnie, on był wrażliwy i wstydliwy, to dodawało mu uroku. Ja zaś byłam dominująca, gdy coś mi nie pasowało mówiłam o tym otwacie, i czasami robiłam mu małe awantury, on sie strasznie nimi przejmował i w ogóle. Starał się, dbał o mnie, gdy po półtora roku związku zaczeły się częstrze kłótnie, on coraz barsziej stawał sie obojętny, zaczął na mnie krzyczeć, wyzywać mnie od różnych, ja go niestety, czy stety, też
. Gdy nie wytrzymywałam zaczełam go bić, z to on już dwa razy mnie udeżył w twarz, mówił że nie wytrzymal, i żę to przezemnie... Wydaje mi sie że te częste kłótnie pojawiły się od wtedy gdy zaczeliśmy uprawiać seks, czyli po półtora roku bycia razem... wtedy sie zmienił, gdy się kłóciliśmy jedna strona przekrzykiwała drógą... Kocham go, bardzo, i on o tym wie... Wydaje mi się, że role sie odwróciły, on na początku strasznie mnie kochał, a ja byłam troche obojętna, teraz jest na odwrót, przejmuje się wszytskim, czasem za bardzo, płacze do poduszki, wtedy dzwonie do niego zapłakana i pytam się co z nami, dlaczego tak jest, a on chamsko mi odpowiada... Zawsze ja muszę pierwsza wyciągać rękę na zgode. Mówi mi że to wszytsko przeze mnie, że ja go nauczyłam tego znieczulenia, że nik inny przez mój chcarkter by ze mną nie wytrzymał, nie raz planowaliśmy rozstanie, ale nigdy żaden z nas nie ma odwagi, bo poprostu, nie wyobrażami sobie życia bez siebie... Jest wrażliwym człowiekiem. Ostatnio jest tak zmęczony życiem, że mówi mi że najchętniej zapadł by się pod ziemie, i skończył z tym życiem...
"Staramy się" (już od roku) to wszystko odbudować, nie jedną mieliśmy poważna rozmowe... Przez pewien czas jest dobrze, widze że się stara, ale czasmi ma tak niepotrzebne chamskie odzywki, albo gdy mówie mu że czuje się tak, jak miał byś mnie gdzieś, i traktujesz mnie jak powietrze, to on kończy i mówi że znów zaczynam... a ja bym chciała żeby okazał mi wtedy troche czułości... Pytałam sie dlaczego tego nie robi to odpowaiada że moje "marudzenie" go odpycha i że blokuje go przedemną, i on wtedy nie ma ochoty mnie przytulić itp. Nie ma tygodnia bez kłótni... Najgorsze jest to że się kochamy, naprawdę, wiem że gdybym go zostawiła mogło by się to źle skończyć, mógł by sobie nie dać rady
Co mam zrobić żeby w końcu otworzył się przedemną i przestał być taki obojętny... Mam mu pokazać że nie obchodzi mnie tak? Co mam zrobić żeby to wszytsko między nami było normalne i żeby zmienił pogląd na całe swoje życie, bo on twierdzi że jest beznadziejne...
Kochamy się, chcemy byś już ze sobą, powiedzieliśmy to sobie, i nie jest tak że ciągle sie kłócimy, bo są też wspaniałe chwile... Pomóżcie, doradźcie mi. ![]()
O co tak naprawdę się kłócicie? Co jest Waszym głównym problemem?
A to, że to Ty dążysz do zgody to norma niestety. Gadanie "nie znajdziesz sobie nikogo innego" też. Przynajmniej w moim "związku"... Ehhh...
pomijając to że jest zazdrosny, kłócimy sie o głupoty, jesteśmy przewrażliwieni, a jak już sie kłócimy, to potem ja wyciągam pierwsza rękę na zgode... on mi pisze że przez moje zachowanie nie ma motywacje by sie zmienić, jest zmęczony życiem, i że mam oduścić i nie brać wszystkiego do siebie... nie wiem co mam zrobić, wszystko zawsze jest przeze mnie..
bo facet ma na dobra sprawe racje... bylas dla niego taka jaka bylas, po czym on sie tego od Ciebie nauczyl... dawal Ci wszystko, a Ty w pewnym stopniu to w nim zniszczylas. co bym Ci poradzila? pojdz do psychologa, pozniej raz badz dwa niech on pojdzie z Toba. to sie wydaje tak bardzo banalne, ale jest skuteczne. moj brat tez byl taki jak Ty dla swojego, tak on dla mojej bratowej,. pozniej ona sie tego nauczyla od niego i o... ale poszli do psychologa, i mimo, ze byli kilka razy, wszystko juz im sie poukladalo poki co. tylko nie szukaj wymowek, ze to drogie itd. zaoszczedz i sie wybierz, naprawde...
może to rzeczywiście moja wina ...
może też to że już nie chce mu się chwilami żyć to też przez to że za często mu mówie co robi nie tak? Oboje staramy się zminić, tylko że oboje mamy ciężkie charaktery, jak się kłócimy, to żaden z nas nie pomuści, tylko że jak pierwsza wyciągam ręke na zgode, zaś on sie blokuje i jest chamski... chce to ratować, tylko nie wiem jak, mam być słodka i miła do bólu, czy obojętna...? nasze kłótnie zaczeły sie od tego gdy zaczeliśmy się kochać, dla mnie to było bardzo ważne, chciałam zrobić to z właściwym mężczyzną, on pewnie wyczół że już nie będe potrafiła od niego odejść, i zmieniło się jego zachowanie, bo poczuł sie pewny... heh..
wiem że on do psychologa nie pójdzie, bo juz rozmawiałam z nim na ten temat...
to pojdz poki co sama. moze pozniej zmieni zdanie. moja bratowa tez nie chciala isc, trzymala sie od tego z daleka, w koncu zmiekla... w momencie kiedy chcecie budowac zwiazek musicie obydwoje nad tym pracowac..
jak narazie sytuacja finansowa nie pozwala na to, a ja dalej musze z nim żyć, i chce żeby znów zoaczył we mnie osobe którą niby kocha, bo mówi to... ale po czynach w ogóle tego nie widać... gdy chce gdzieś wyjść, on mi mówi że dla innych się stroje nie dla niego, i nigdzie nie idziemy bo sie pokłócimy, albo jak chce z nim wyjśc na jakąś impreze, po długim błaganiu ze mna pójdzie, ale po 2 godz, wracamy bo stoi jak słup, nie bawi się ze mną, i prawie że się nie odzywa... albo poprostu mówi że niegdzie nie jedziemy, bo chce się zobaczyć z innymi... to strasznie męczy. nie wiem czy dalej się starać... ile można skakać koło niego, aby on sie uśmiechnął, a ja...? ![]()
Nie chcę być wredna i dodatkowo Cię dołować, bo nie w tym rzecz. Chciałabym Ci za to uświadomić pewną sytuację. Spójrz na to, co sama napisałaś:
na początku było świetnie, on był wrażliwy i wstydliwy, to dodawało mu uroku. Ja zaś byłam dominująca, gdy coś mi nie pasowało mówiłam o tym otwacie, i czasami robiłam mu małe awantury, on sie strasznie nimi przejmował i w ogóle. Starał się, dbał o mnie, gdy po półtora roku związku zaczeły się częstrze kłótnie, on coraz barsziej stawał sie obojętny
i dalej:
nie wiem czy dalej się starać... ile można skakać koło niego, aby on sie uśmiechnął, a ja...? sad
Widzisz, on skakał wokół Ciebie przez 1,5 roku. Przejmował się wszystkim, wszystko przeżywał. To naprawdę bardzo wyczerpuje psychicznie, wiem po sobie bo ja mam tak samo. Nie dziwię się, że siadły mu akumulatory i nie ma chęci żyć. Dziwię się za to, że wytrzymał aż tak długo... Musi Cię naprawdę bardzo kochać.
Piszesz teraz, że nie masz już siły wokół niego "skakać". Moim zdaniem właśnie teraz powinnaś zacisnąć zęby i być dla niego czuła i kochana. Nie ciągnąć go nigdzie na siłę, jesli nie ma ochoty. Czasem nawet nic nie robić, tylko być przy nim. Daj mu odetchnąć, on chyba po prostu potrzebuje trochę spokoju bo z tego co mówisz to raczej spokojny, wrażliwy chłopak.
Robiłaś mu kłótnie i niestety, sama doprowadziłaś do tego, że on - żeby nie zwariować chyba - musiał wyhodować sobie "skorupę". Kto ma miękkie serce, musi mieć twarde cztery litery.
Walcz teraz o niego, bo z tego co piszesz jest o co walczyć. Trwaj przy nim i "skacz" wokół tak długo, jak tylko będzie to potrzebne. Choćby i rok czy dwa. Na to potrzeba czasu, a jak widzisz on już teraz się stara, żeby było między Wami dobrze.
dziękuje za odpowiedzi... Teraz też żałuję tego jak to wszystko wyglądało na początku. Tylko że nie byłam tak strasznie obojętna i w ogóle jak myślicie. Też go kochałam. Ale nie byłam pewną czy to ten, nie byłam pewną co do niego, jak każda z nas na początku chce poznać swojego faceta... No cóż, byłam taka i głupio mi z tym...
Też chce ratować ten związek, może dopiero teraz dojrzałam do wszystkiego, bo też go kocham. Tylko teraz przez te nasze kłótnie i jego chamstwo, stałam się strasznie nadpobudliwa i łzy lęka mi przy każdym gorszym zwrocie do mnie... Tylko jak teraz poświęcam się dla niego, jestem czula i w ogóle, jego już nic nie cieszy, i o dziwo ciągle mi mówi że brakuje mu mnie z początku związku...
będę się strasznie starać, i chce ratować to co między nami jest...
10 2013-02-14 13:39:29 Ostatnio edytowany przez Facet z kłopotami (2013-02-14 13:41:09)
Myślę, że ksiezniczkazbrudnejbajki ma rację. Facet jest zmęczony, może nawet zniechęcony tym co go spotyka.
Ty dominowałaś w związku przez 1,5 roku, a on ulegle wszystko akceptował i jak piszesz przeżywał, ale za jaką cenę, pewnie niejednokrotnie miał ochotę sprzeciwić Ci się lub powiedzieć co myśli. Jednak nie zrobił tego. Wzrastała w nim agresja, która teraz jest na takim poziomie,że cokolwiek byś nie powiedziała, zrobiła on będzie się bronił (będzie przygotowany do awantury), jedno Twoje słowo, jeden gest i awantura gwarantowana.
Przede wszystkim musisz z nim szczerze porozmawiać i uzyskać informację co go denerwuje, a Ty powinnaś powiedzieć co Ciebie denerwuje. Następnie starać się unikać tych zachowań, aby nie prowokować się na wzajem do awantury.
Sugestia którą podała ksiezniczkazbrudnejbajki, abyś zacisnęła zęby i skakała wokół niego 1 rok lub więcej nie przyniesie rezultatu. Nawet jeśli przez rok będziesz skakała wokół niego lub dłużej, to po tym okresie Ty będziesz w sobie miała taka agresję, że nie zapanujesz nad nią, a wówczas od kłótni dzieli Cie krok.
Jeszcze jedno nie ma nic gorszego, niż bicie faceta, pamiętaj nawet dżentelmen kiedyś Ci odda.
Żeby było jasne, kobiet tez nie bijemy.
Przemoc prowadzi do przemocy o czym wszyscy wiemy.
Uważam, ze szczera rozmowa pomoże rozwiązać Twoje problemy. Rozwiązanie nie nastąpi jurto, pojutrze, ale kto wie może niebawem. Wszystko w waszych rekach.
bardzo Ci dziękuje "facet z kłopotami" bardzo żałuję tego że udezylam go nie raz... ![]()
już nie raz rozmawiałismy o tym co nas boli, ją wiem o tym że jestem przewrazliwiona, a on o tym że czasami traktuje mnie jak szmate...
Dziś walentynki, oboje wczoraj doszliśmy do wniosku że nie czujemy się kochani... chociaż bardzo się kochamy i nie wyobrażamy sobie życia bez siebie. Poprostu już nie wiem co mam zrobić, czy być zawsze miła i uśmiechnięta i się do niego przymilac nawet w brew sobie, czy raczej być bardziej obojętna, nawet na to gdy źle się o mnie wyrazi... ![]()
Błagam o pomoc, chce znów do niego dotrzeć, otworzyć go, uszczęśliwić. ![]()
Czy dajesz mu powody, aby traktował Cię jak "szmatę"?
Flirtujesz z innym , zdradziłaś go lub zdradzasz? Dlaczego on traktuje Cię jak "szmatę", jakie ma powody?
Facet z kłopotami dobrze Ci poradził. Ja faktycznie nie wzięłam pod uwagę tego, że po roku to z kolei Ty będziesz miała dość sytuacji. Zastanawiam się czy wyjściem z sytuacji nie byłoby danie sobie chwili przerwy. Może gdybyście odpoczęli od siebie coś by to zmieniło? Nie wiem jak u Was warunki mieszkaniowe, mieszkacie razem czy oddzielnie?
Piszesz, że nie jedna miałaś rozmowę z facetem, ale nie doprowadziło to do ułożenia relacji. Czy postanowiliście podczas rozmowy, ze coś zmienicie w swoim zachowaniu? Czy trzymaliście się tego konsekwentnie? Czy być możne porozmawialiście sobie i życie toczy się dalej - jakoś to będzie. Każde z was uważa, ze skoro powiedziałem drugiej stronie o co chodzi, to już nic nie muszę robić. Zakładając, on / ona wie co mnie denerwuje i niech coś z tym zrobi. Ja nie muszę, a jak muszę to tylko tyle o ile.
on jest strasznie zazdrosny, lubie rozmawiać z facetami bo z nimi dogaduje się lepiej niż z kobietami... Jak nie byliśmy razem, idź tylko pisaliśmy, on widział mnie jak tańczyłam z innym na imprezie, i na końcu on mnie pocałował, a ją go odepchnęłam... Do dziś, od ponad 3 lat mam wygadywane to co zrobiłam, mówi mi że gdybym się nie odsunęła to by podszedł i mu przywalil... A przecież my nie byliśmy razem, tylko się znaliśmy...
Na imprezy nie chodzę sama, nie mogę... Chciala bym się spotkać z koleżankami na imprezie, zapewniam go że go kocham, i nie interesuje się innymi, bo naprawdę nikt inny nie jest mi potrzebny, on staje się zły... I wtedy ją też nie wytrzymuje i się kłócimy, to główny powód o ktory się kłócimy, bo ją czuje się jak w klatce... Gdybym nie uczelnia to nie wiem co by to było. No i pewnie dlatego mnie tak traktuje przez te nasze kłótnie. ![]()
ksiezniczkazbrudnejbajki uważam, ze w momencie kryzysu nie jest najlepszym rozstanie (przerwa). Również dobrze mogą się rozstać (rozwód). Co jeśli jedno z nich trafi na trzeciego/ trzecią osobę - wówczas kłopot jest jeszcze większy, albo jak kto woli szybsze rozwiązanie problemu.. Myślę, że swoimi problemami powinni zmierzyć się sami i nie powinni kosić losu. O problemach powinno się rozmawiać, nie raz jest trudno (też to przechodzę). Nie raz wykrzyczenie z siebie tego co nas boli pomaga, nie raz nie. Może nie jeden raz facet przekazał w awanturze zagubionej4994, co go boli, a ona go nie wysłuchała, tylko potraktowała jako atak na swoja osobę i awantura przybrała na sile.
Spróbujcie porozmawiać, nauczcie się słuchać na wzajem. Nawet miedzy wierszami.
Kobietom ciężko jest zrozumieć facetów, a niestety facetom ciężko jest zrozumieć kobiety. To co dla nas jest proste i oczywiste, dla was nie. i odwrotnie.
on jest strasznie zazdrosny, lubie rozmawiać z facetami bo z nimi dogaduje się lepiej niż z kobietami... Jak nie byliśmy razem, idź tylko pisaliśmy, on widział mnie jak tańczyłam z innym na imprezie, i na końcu on mnie pocałował, a ją go odepchnęłam... Do dziś, od ponad 3 lat mam wygadywane to co zrobiłam, mówi mi że gdybym się nie odsunęła to by podszedł i mu przywalil... A przecież my nie byliśmy razem, tylko się znaliśmy...
Na imprezy nie chodzę sama, nie mogę... Chciala bym się spotkać z koleżankami na imprezie, zapewniam go że go kocham, i nie interesuje się innymi, bo naprawdę nikt inny nie jest mi potrzebny, on staje się zły... I wtedy ją też nie wytrzymuje i się kłócimy, to główny powód o ktory się kłócimy, bo ją czuje się jak w klatce... Gdybym nie uczelnia to nie wiem co by to było. No i pewnie dlatego mnie tak traktuje przez te nasze kłótnie.
No to mamy powód konfliktu - zazdrość.
mieszkamy osobno...
Staram się powstrzymywać, nie chce go prowokować, parę dni jest dobrze, ale jak widzę że on ma to gdzieś, to ją już też tracę motywację...
boję się że gdy będę się tak starać, on sobie że mnie nic nie zrobi. Dziś walentynki, od wtorku jest niedzy nami nieciekawie... Nie wiem czy rozmawiać z nim dziś o problemach, czy odpuścic, raczej dam spokój, bo znów przerwie mi i skończy to zdaniem "i znów zaczynasz..." on jest zmęczony rozmowami, więc chyba od razu zacznę się starać, może jak on wyczuje starania z mojej strony to też się ich podejmie...
Czy jeżeli on stał się taki nerwowy i w ogóle (przeze mnie
) to czy może znów stać się taki jak kiedyś wobec mnie? ![]()
mieszkamy osobno...
Staram się powstrzymywać, nie chce go prowokować, parę dni jest dobrze, ale jak widzę że on ma to gdzieś, to ją już też tracę motywację...boję się że gdy będę się tak starać, on sobie że mnie nic nie zrobi. Dziś walentynki, od wtorku jest niedzy nami nieciekawie... Nie wiem czy rozmawiać z nim dziś o problemach, czy odpuścic, raczej dam spokój, bo znów przerwie mi i skończy to zdaniem "i znów zaczynasz..." on jest zmęczony rozmowami, więc chyba od razu zacznę się starać, może jak on wyczuje starania z mojej strony to też się ich podejmie...
Czy jeżeli on stał się taki nerwowy i w ogóle (przeze mnie) to czy może znów stać się taki jak kiedyś wobec mnie?
Powiem Ci z autopsji, faceci nie lubią mówić o tym, ze są zazdrośni. Niestety jest to nasza słabość.
Myślę,że on kocha Cie bardzo mocno, jednak nie może poradzić sobie z problemami. Myślę, ze nie chodzi tu tylko o pocałunek, ale może również o Twoja przeszłość. Czy jest on Twoim pierwszym facetem, chodzi o seks?
Przepraszam za bezpośredniość. Wole nie owijać w bawełnę.
tak, ją też jestem jego pierwsza dziewczyna... Jeśli chodzi o ta swere życia, jest naprawdę udana, jest wręcz cudownie... I ją i on spełniamy własne oczekiwania.
Tu głównie chodzi o przeszłość, o zdarzenia, które dla mnie są nie istotne.. No i o te kłótnie, które z błachostki przerastały się w wielkie awantury, po których czasami go biłam, po których oboje wylewalismy łzy...
No to jeżeli wy faceci nie mówicie co was boli, to jak mam zrobić żeby znów do niego dotrzeć, żeby znów naprawdę był że mną szczęśliwy i żeby nie był tak zmęczony życiem?
bo jeśli chodzi o wychodzenie na imprezę, już się przyzwyczaiłam że wychodzę tylko z nim i wtedy naprawdę muszę być miła i w żaden sposób nie dawać mu jakiś sygnałów że niby jakiś inny mnie interesuje...
ksiezniczkazbrudnejbajki uważam, ze w momencie kryzysu nie jest najlepszym rozstanie (przerwa). Również dobrze mogą się rozstać (rozwód). Co jeśli jedno z nich trafi na trzeciego/ trzecią osobę - wówczas kłopot jest jeszcze większy, albo jak kto woli szybsze rozwiązanie problemu..
Nie chodziło mi o rozstanie tylko o danie sobie chwili na przemyślenia. Jeśli np. mieszkaliby razem, to jedna strona mogłaby np. na 2 dni nocować gdzie indziej (u rodziców np.) Wtedy mieliby moment na zastanowienie, bo inaczej człowiek przez cały czas żyje pod napięciem i nie ma tej chwili na oddech.
Nie uważam, że kilka dni rozłąki doprowadzi do rozstania. Jeśli się kogoś kocha, to w takim momencie - nawet bardzo kryzysowym - tęskni się za drugą osobą i myśli, jak problem rozwiązać, a nie nawiązuje nowe znajomości. Jeśli w takiej chwili jedno z nich wdałoby się we flirt z kimś trzecim to mamy najlepszy dowód jak danej osobie zależało na drugiej... Sorry, jak się kogoś kocha to takie zachowania nie są brane pod uwagę.
tak, ją też jestem jego pierwsza dziewczyna... Jeśli chodzi o ta swere życia, jest naprawdę udana, jest wręcz cudownie... I ją i on spełniamy własne oczekiwania.
Tu głównie chodzi o przeszłość, o zdarzenia, które dla mnie są nie istotne.. No i o te kłótnie, które z błachostki przerastały się w wielkie awantury, po których czasami go biłam, po których oboje wylewalismy łzy...
No to jeżeli wy faceci nie mówicie co was boli, to jak mam zrobić żeby znów do niego dotrzeć, żeby znów naprawdę był że mną szczęśliwy i żeby nie był tak zmęczony życiem?![]()
bo jeśli chodzi o wychodzenie na imprezę, już się przyzwyczaiłam że wychodzę tylko z nim i wtedy naprawdę muszę być miła i w żaden sposób nie dawać mu jakiś sygnałów że niby jakiś inny mnie interesuje...
Wobec tego, być może w jego obecności dobrze bawiłaś się z innym facetem, wtedy poczuł się zagrożony. Może rzeczywiście, chodzi o ten pocałunek o którym piszesz. Może uważa, że powinnaś dać facetowi w "pysk", a odsuniecie się od gościa nic nie załatwia.
Ja podobnie jak Twój facet - jeśli tak myśli, też tak uważam, ale jest to moje męskie zdanie. Na chamstwo powinno odpowiadać się chamstwem.
A tak Twój facet myśli, ze bele gość będzie Cię całował, gdzie i kiedy chce. A Ty za przeproszeniem mu na to pozwalasz. W myślach mu się pewnie powstają mu obrazy, ze któryś z gości może posunąć się za daleko, a ty nie zareagujesz.
Teraz przy każdym Twoim wyjściu on układa sobie najgorsze scenariusze, z Twoja negatywna rolą. Męska wyobraźnia niestety nie zna granic.
Zwróć uwagę, że nawet, gdy będziecie razem na imprezie on będzie Cię obserwował, a po imprezie analizował każdy Twój gest wobec innego faceta, przy którym będzie się czuł zagrożony.
On wie, kiedy jesteś szczęśliwsza a kiedy nie. Jaki masz wyraz twarzy, gdy jesteś szczęśliwa. Czuje się zagrożony, gdy w obecności innego faceta, też możesz być szczęśliwa. Myślę, że tu jest problem.
Uważam, ze facet Twój Cię kocha, miłością zaborczą. Jest z Tobą szczęśliwy, gdy jesteś z nim i dla niego. Jednak, ty lubisz towarzystwo facetów, w którym on czuje się zagrożony.
Musicie o tym porozmawiać, będzie wszystko dobrze. trzyma kciuki.
dziękuje. ;*
Moze warto pomyslec nad terapia dla par.
Obydwoje sobie nie radzicie z emocjami i uczuciami.Wieczne kłotnie i do tego wzajemna przemoc fizyczna,to jest chore.
A tak ogólnie to ile macie lat? Jakbyś go od początku dobrze traktowała to byś teraz nie musiała na forum tego pisać
Moze warto pomyslec nad terapia dla par.
Obydwoje sobie nie radzicie z emocjami i uczuciami.Wieczne kłotnie i do tego wzajemna przemoc fizyczna,to jest chore.
Myślę, że, jeśli będziesz widziała,iż próba porozumienia nie daje rezultatu. Wówczas skorzystaj pomocy - malina.m ma rację, terapia może wam pomóc.
Życzę powodzenia.
...Musi Cię naprawdę bardzo kochać...Walcz teraz o niego...
Przyznam, bardzo mądra rada. Dobrze przedstawiona. Sumując - podpisuje się pod tym, co Księzniczkazbrudnejbajki sugeruje...
28 2013-03-11 19:45:02 Ostatnio edytowany przez zagubiona4994 (2013-03-12 00:00:23)
.
a więc tak, kochamy się oboje, trudny czas minął,
ale mój chłopak jest wrażliwy, i ma niską
samoocenę, jest już dobrze między nami, mówi
że jest szczęśliwy ale poprostu chce go
podbudować. Wiem że on tego potrzebuje, ale
nie za bardzo wiem jak mam to zrobić.
więc mam pytanie, jak wy dziewczyny (faceci co
was podbudowuje) pokazujecię swoim
ukochanym że są najważniejsi, jak ich
podbudowujecię?
Przypominam że mój chłopak ma niska samoocenę, mówię że go kocham, że jest najważniejszy, że jest tym jedynym i że nasza sfera intymna jest cudowna... Proszę o rady, pozdrawiam. ![]()
wiele zlego sie pomiedzy wami wydarzylo. To ciezka praca teraz to wszystko przywrocic, czyli: szacunek!
Szacunek do siebie i do partnera. Zycze ci wiele wytrwalosci. To ciezka droga ale moze sie udac. Tego wam zycze z calego serca.
Widzę pewne podobieństwo w moim związku. Róznica jest taka,ze my nie używamy wobec siebie przemocy. Dłuuugo walczyłam z tą jego obojętnością na moje uczucia, a zwłaszcza na to jak był obojętny,że mnie rani, jak się kłocimy, tez zawsze wyciągałam pierwsza rękę. Myslę, że po prostu się nauczył, ze już tak jest i mimo wszystko i tak się odezwę. Kiedyś postanowiłam to zmienić, pokłóciliśmy się o pierdołę, ale w trakcie kłótni strasznie mnie zranił, wyzwał od takich i owakich itp. Milczałam 2 dni, nie pisałam, nie dzwoniłam. Myślałam,że przemyśli sowje zachowanie, a on nic. Nie odezwał się. Nie wytrzymałam i na 3 dzień napisałam i wiesz co? zrobił kolejna awanturę, że ,,bawię sie w ciche dni" a ja chciałam tylko żeby zrozumiał, ze mnie zranił. Teraz na dzień dzisiejszy robię tak jak on, jestem obojętna wobec niego, nie pisze juz tak często, okazuję mniej czułości i widze,że zaczyna się zmieniać. teraz on ciągle się pyta, jak się czuję itp.