Cześć dziewczyny! Zacznę od tego, że wiem iż forum nie jest najlepszym miejscem do omawiania tak osobistych rzeczy, ale nie mam z kim porozmawiać na ten temat. Chodzi o zachowanie moich rodziców. Chciałabym żeby ktoś spojrzał na to z boku i może spróbował mi jakoś doradzić, pomóc.
Problem chyba istniał od zawsze, zresztą odkąd pamiętam że już w przedszkolu zuważałam że u mnie w domu panują zupełnie inne relacje niż u moich koleżanek. Nigdy nie czułam się dobrze w domu.
Zacznę od opisu mojego taty. Gdy tylko chcę z nim porozmawiać ten opryskliwie mi odpowiada, albo udaje że nie słyszy. Nigdy nie rozmawiałam z nim dłużej niż minutę. Nic o nim nie wiem, jest dla mnie obcą osobą, co brzmi strasznie. W stosunku do mojej matki zachowuje się jeszcze gorzej. Kilka lat temu moja siostra, która jest o wiele wrażliwsza ode mnie nie wytrzymała i połknęła przez niego tabletki. Przez jakiś czas leżała wtedy w szpitalu, wszyscy o nią strasznie przejmowaliśmy, były rozmowy z psychologiem na których mój ojciec oczywiście kłamał patrząc wszystkim w oczy i wypierając się wszystkiego, udawał że nas bardzo kocha (zamyka się w pokoju, nikomu nie pozwala wchodzić, jedyne co robi to patrzy przed siebie, albo ogląda tv trwam, nie pracuje od kilku lat, z nikim nie utrzymuje kontaktów, nie pomaga w domu, ciągle wydziera się na moją mamę - piekło) udawał, że nawet nie wie dlaczego moja siostra to zrobiła skoro w domu jest wg niego tak wspaniale. Potem było już tylko gorzej. Po jednej wizycie w szpitalu u mojej siostry wyznał mojej mamie, że nie może tam chodzić, bo przypominają mu się czasy kiedy sam leżał na oddziale psychiarycznym jak był na studiach. Moja mama nic o tym nie wiedziała - okłamał ją. Przez jakiś czas zaczęła poważniej myśleć o rozwodzie i unieważnieniu ślubu (temat rozwodu jest ciągle obecny w moich rozmowach z mamą, ale ona ciągle powtarza to samo, że już dłużej nie wytrzyma, musi się rozwieść, ale i tak tego nie robi. Nie potrafię jej zrozumieć) ale tata naobiecywał jej, że się zmieni. I przez jakiś czas było w porządku, niecały miesiąc. Potem stał się jeszcze gorszy. Zaczęło się od głośnego trzaskania drzwiami, niszczenia mebli, rzucania różnymi przedmiotami, po wyzwiska, przekleństwa, wyśmiewanie i plucie jadem na całą rodzinę. Moja siostra wtedy zaczęła więcej mieszkać u dziadków. Najgorsze jest to, że mojej mamie zaczęło się to wszystko udzielać. Ja w tamtym czasie podchodziłam do matury i pomimo tego piekła, wyzywania mnie przez nią od szmat i kurew (zbuntowałam się i zaczęłam wychodzić na imprezy osiemnastkowe, a wcześniej w ogóle nie wychodziłam z domu), wmawiania mi, że się nie szanuję (wtedy rozpoczęłam swój pierwszy poważny związek, który trwa do teraz) i ciągłych szantaży, zdałam maturę i poszłam na studia, pomimo że oboje wmawiali mi, że się nigdzie nie dostanę, bo i tam mam zmarnowane życie, zajdę w ciążę, skończę w burdelu i inne przyjemności. Najbardziej niesmaczne jest to, że oni oboje są po studiach, co niedzielę chodzą na mszę (co prawda oddzielnie, bo mój ojciec nie chce chodzić razem, ale chodzą) i zachowują się w taki sposób. W wakacje razem z moim chłopakiem i przyjaciółmi z liceum mieliśmy zaplanowany wyjazd w góry, na który sama zarobiłam pieniądze, bo pracowałam przez połowę wakacji w sklepie z ciuchami oni nie wyrazili zgody, bo stwierdzili, że wrócę z dzieckiem. Zaczęły się szantaże, ciągłe kłótnie i jeszcze więcej wyzwisk. Najgorzej było w dzień wyjazdu, nie chcieli mnie wypuścić z domu, zablokowali drzwi, musiałam się wymknąć i jakimś cudem się udało. To były najlepsze wakacje w życiu, bo bez nich, ale z osobami z którymi mam normalne relacje i z moim wspaniałym chłopakiem. Po powrocie do domu nikt się do mnie nie odzywał i wtedy uznałam, że tak jest nawet lepiej. W październiku zaczęłam studiować, chociaż miałam ogromy dylemat czy nie przenieść się na studia zaoczne i zacząć pracować, żeby odłożyć trochę pieniędzy i się wyprowadzić. Ale jak usłyszała to moja mama to powiedziała, że po jej trupie pozwoli mi się wyprowadzić samej z domu, żebym sobie przed ślubem zamieszkała z chłopakiem. Nawet nie myślałam o tym, żeby z nim zamieszkać, chciałabym po prostu zacząć żyć sama i wreszcie wynieść się od rodziców. W przypływie złości jej to nawet powiedziałam, prawdziwy powód, ale ona stwierdziła że i tak chodzi mi tylko o jedno. Zaczęła nawet mówić, że przeze mnie dostanie raka, że już go na pewno ma. Teraz jestem w trakcie sesji, jest dużo nauki (studiuję techniczy kierunek) ale ciągle myślę żeby przejść na te zaoczne i zacząć zarabiać. Z drugiej strony mam ogromne poczucie winy, że zostawię wtedy moją mamę samą z moim ojcem i że zachowam się wobec niej źle.
Nie wiem co mam robić, jakiego dokonać wyboru.