dziewczyny co z tym światem !!
rozmawiam z przyjaciółką której facet się oświadczył po 3 latach związku a ona wcale nie wydaje sie być szczęśliwa gdy zapytałam o co chodzi powiedziała że teraz już do konca życia będzie leżeć obok niego się zastanawiać czy "to tylko tyle" bo nie miała odwagi spróbować z kimś innym..
pamiętam też jak w wieku 19 lat rozstawałam sie z swoim 1 chłopakiem, a mój ojciec powiedział że skacząc z kwiatka na kwiatek w końcu skoczę w gów** ... Kurcze ! przeciez mając 20 lat nie trzeba pakować sie w związek z "byle kim" bo on kocha , bo jest dobry , bo ma kase, przecież "dobrego człowieka" można szukać w wieku 60 lat a nie 20 !
nie jestem za czymś takim, trzeba szukać aż nie znajdzie się tej właściwej osoby!
jak można być z kimś z innego powodu niż miłość? 20 lat to jest jeszcze nic, wiele czasu na znalezienie kogoś.
Troszke mnie zmylil tytul watku.
Raczej nazwalabym to "Zwiazkiem z desperacji" ![]()
Zwiazek z rozsadku ja rozumiem jako taki ze facet np zapewnia kobiecie stabilizacje a ona w zamian zapewnia mu towarzystwo (w sensie rozmowe czy wysluchanie). Nie kochaja sie ale milo im sie spedza razem czas, nie kloca sie, nie chca wiecej...Pobieraja sie bo wiedza ze jest im razem dobrze ale szalu i namietnosci miedzy nimi nie ma.
A majac 20 lat to sie jeszcze z calym szacunkiem nie do konca wszystko wie i nie widze potrzeby pakowania sie w jakis super-duper-powazny-zwiazek ![]()
4 2013-01-17 15:01:08 Ostatnio edytowany przez dziwnaismutna (2013-01-17 15:01:56)
znam sporo zwiazkow z rozsadku, takze wsrod moich kolezanek!!! jedna nawet wychodzac za maz (to byl jej 3 czy 4 zwiazek, byla b rozczarowana mezczynami) powiedziala po cichu do mnie - trzeba brac co jest. to bylo pytanie skierowane do mnie. odpowiedzialam - nie wiem! To ich sprawa. ja uwazam, ze warto czekac na odpowiedniego i na milosc.
faktycznie jest masa związków w których kocha jedna osóba i pcha wózek a druga wsiadła do niego przypadkiem i została .. Nie z miłości ale dlatego Bo tak wygodnie:-)
6 2013-01-17 16:42:45 Ostatnio edytowany przez Tegan (2013-01-17 16:44:17)
ja mam inny problem, mam faceta, we wrzesniu slub, niby jest ok miedzy nami, nie ma klotni, ale jestem tak popaprana wczesniejszymi zwiazkami ze jakos nie potrafie sie tym cieszyc, co robic w takiej sytuacji?
"Zwiazek z rozsadku ja rozumiem jako taki ze facet np zapewnia kobiecie stabilizacje a ona w zamian zapewnia mu towarzystwo (w sensie rozmowe czy wysluchanie). Nie kochaja sie ale milo im sie spedza razem czas, nie kloca sie, nie chca wiecej...Pobieraja sie bo wiedza ze jest im razem dobrze ale szalu i namietnosci miedzy nimi nie ma."
O, nie powiedzialabym ze u nas nie ma milosci, ale nasz zwiazek cos w ten desen przypomina, jest milo, bezstresowo, wygodnie, bez szalenstw.
Warto się zastanowić nad takim bezpiecznym związkiem. Mam za sobą związek z rozsądku, taki co to on był zaradny, dobry ale chemii między nami zero i uniesień. Teraz jest chemia, emocje, miłość, szaleństwo ale bez stabilności, odpowiedzialności z jego strony i nie wiem co lepsze. Szczęściarki te które trafią i na miłość i na faceta co wspiera, odpowiednio zarabia i jest odpowiedzialny. Ale żeby docenić związek z rozsądku to myślę że trzeba jednak przeżyć jakąś wielką ale trudną miłość bo wtedy wartością największa dla nas będzie ten spokój który partner nam zapewnia.
Jak najdłużej należy żyć bez ślubu! Znam wiele przypadków takich jak ten. Para żyła ze sobą pięć lat, wtedy wzięli ślub i po dwóch miesiącach był rozwód.
9 2014-10-08 06:24:58 Ostatnio edytowany przez Excop (2014-10-08 06:40:20)
Jak najdłużej należy żyć bez ślubu! Znam wiele przypadków takich jak ten. Para żyła ze sobą pięć lat, wtedy wzięli ślub i po dwóch miesiącach był rozwód.
Moim zdaniem, Twoja konkluzja jest błędna.
Według mnie ludzie ci sądzili naiwnie, że sam fakt sformalizowania związku naprawi rozsypujące się relacje, bądź te pięć lat, to było życie "w związku", ale osobno i wtedy było miło...
Natomiast związek, o którym pisze Niebieskicienkopis nie jest z rozsądku, lecz wynika raczej z jego braku u jednego z partnerów, tego nie kochającego i ślepoty tego, który kocha.