Tak jak w temacie. Mam 21 lat byłem z dziewczyną 5 miesięcy i strasznie mocno ja pokochałem. Mieszkamy od siebie ponad 100 kilometrów ale wiem ze nie odległośc była powodem rozstania. Robiłem wszystko zeby czuła, że ją kocham. nigdy bym jej nie skrzywdził, oddałem jej sie całkowicie. jednak byłem zbyt zaborczy, wymagałem od niej by wciąż mi przypominała ze mnie kocha i zapewniała ze jestem tym jedynym. czesto robiłem jej problemy z zazdrości a ona była typem kobiety która nie lubila i nie umiala okazywac uczuc tak jak bym chcial a ja tego od niej wymagałem co było czestym powodem kłutni. kłuciliśmy sie coraz częściej a ona mówiła ze czuje sie jak w klatce, ze czuje sie zmuszana do wszystkiego i zerwała zemna, powiedziala ze juz mnie nie kocha i ze jest zmęczona tym związkiem i ze czuje ze nie jestem tym jedynym. jestem załamany dałem sobie kilka dni na przemyślenie i wiem ze popelnilem błąd i wiem ze naprawie błędy jednak ona nie daje nam szans.twierdzi ze nieda sie juz tego uratowac. miedzy czasie bylem u niej z kwiatami, myslalem ze sie ucieszy a ona powiedziala ze znowu ja zmuszam i męcze i ze znowu jej udowodnilem ze nie szanuje jej decyzji i jej zdania. teraz kiedy dalem jej spokoj pisze domnie ale traktuje mnie jak przyjaciela a mnie to boli bo niechce byc jej przyjacielem.kocham ja i ona jest calym moim swiatem.wiem i zrozumialem swoje bledy i nie bede juz tak zaborczy ale co zrobic zeby ona znow mnie pokochala i poczula taka milosc jaka kiedys mnie dazyla? boje sie ze traktujac mnie jak przyjaciela zakocha sie w kims innym ;( co ja mam zrobic? chce miec z nia kontakt ale z drugiej storpny boje sie ze piszac z nia tak jak teraz przyzwyczaje ją ze moge byc jej przyjecielem. chce z nia byc do konca zycia ;(
Nie da się nikogo zmusić do miłości, dlatego nikt nie udzieli Ci rady odnośnie tego, co zrobić, aby na nowo Cię pokochała. Zresztą, wygląda na to, że ona nie ma zamiaru dać Ci kolejnej szansy - zbyt mocno ją skrzywdziłeś. Nie pozostaje Ci zatem nic innego, jak pogodzić się z jej decyzją. Sam doprowadziłeś do rozpadu tego związku i musisz ponieść tego konsekwencje (na miejscu Twojej dziewczyny postąpiłabym zresztą tak samo). Wyciągnij też naukę na przyszłość i popracuj nad swoją zaborczością i zazdrością, żeby nie odchodziły od Ciebie kolejne dziewczyny.
Zgadzam się z Wilczycą. W tym związku już raczej nic się nie "wydarzy". Stłamsiłeś dziewczynę swoją zaborczością, wymagałeś czegoś czego może do końca nie zdążyła poczuć <5 miesięcy to jednak mało, na deklaracje że jesteś tym jedynym itd> i to proste że zwyczajnie zaczęła się w tej relacji dusić. Wyciągnij jednak z tego naukę na przyszłość. KAŻDY potrzebuje oddechu w związku i możliwości samodzielnego podejmowania decyzji. Prawdziwa miłość to nie strach przed odejściem drugiej osoby i zazdrość, a chęć podarowania jej szczęścia i osobistej wolności-opartej na wzajemnym zaufaniu.
Nie wolno przytrzymywać nikogo przy sobie siłą i przekonaniami że naprawisz błędy- trzeba żyć tak aby ta osoba nie chciała nigdy odejść ![]()
Problem w tym ze kupiłem dla nas wyjazd do włoch i ona zgodizla sie za moją prośba mimo ze juz ze soba nie ejstesmy pojechac tam zemna. poprostu byloby to problemem zeby wszystko odwollywal 2 tygodnie przed wyjazdem skoro wszystko oplacone. mam straszna nadzieje ze te 9 dni te wloszech pokaze jej ze moze jednak warto dac mi druga szanse. ja przeciez nie bylewm zaborczy w zlych intencjach.chcialem po prostu zeby wiedziala ze jest jedyna osoba w moim zyciu. myslicie ze powinienem sie o nia starac jak wyjedziemy czy traktowac ja tylko i wylacznie jak kolezanke? wydaje mi sie tez ze ona teraz zemna pisze z litosci ale chce mi cos ulatwic, uwazacie ze powinienem z nia pisac jak przyjaciel czy zerwac kontakt do tego wyjazdu zeby poczula strate?
5 2012-12-02 21:38:21 Ostatnio edytowany przez klarek (2012-12-02 21:39:32)
Skoro pisała, co prawda jak do przyjaciela, to tak zupełnie ciebie nie skreśliła.
Jak chce jechać to jedźcie. Tylko się zastanów przed wyjazdem bardzo, bardzo mocno w jakim charakterze jedziesz i jak tam się będziesz zachowywać. Ja bym proponował, skoro ciebie rzuciła i nie ważne że zawiniłeś, żebyś trzymał dystans. Traktuj to jak wyjazd koleżeński z osobą, z która się świetnie znacie, fajno się czujecie w swoim towarzystwie. No i obserwuj co się dzieje. Bardzo uważnie obserwuj. Nie wyskakuj pierwszy, mimo że zawiniłeś, z uczuciem. Spokojnie, rozważnie i romantycznie
No i sie zobaczy.
Ehh. Wykupiłeś wyjazd dla was obojga bez jej wiedzy, ale twierdzisz że walczysz ze swoją zaborczością? -.-
No ale pomijając fakt. Skoro zgodziła się i jedziecie razem to broń Boże nie płaszcz się przed nią i nie proś o powrót. Jeżeli cała atmosfera romantycznych Włoch zadziała, to może pozwól żeby to ona wyszła z inicjatywą i to jej pozwól aby ten wyjazd potoczył się po jej myśli, a nie tak jak Ty to sobie wyreżyserowałeś. Nic na siłę.
nie nie. źle mnie zrozumiałeś. ona o tym wyjezdzie wie bo ja juz ta wycieczke wykupilem w pazdzierniku kiedy jeszcze byliscmy razem, dlatego po tym jak zemna zerwała tydzien temu to poprosiłem ja zebysmy mimo to pojechali. naturalnie w charakterze kolezanka kolega. tak misie własnie wydaje ze do wyjazdu tj. 14 grudnia nie bede sie jej narzucal zeby sobie wszystko przemyślała a w górach postaram sie zrobic wszystko zeby jej tam było idealnie. myślicie ze jak dziewczyna mowi ze juz mnei nie kocha i ze czuje ze nie ejstem tym jedynym to naprawde tak mysli? czy mowi to pod wplywem emocji a dopiero pozniej sie nad tym zastanawia? Dziekuje wam ze probujecie mmi pomoc.pomaga mi to bardzo ![]()
AAA i jeszcze w czerwcu kiedy miala urodziny wykupilem dla niej lot samolotem. ale ze wzgledu na warunki pogodowe do lotu nie doszlo i mamy rok zeby to wykorzystac. chcialbym zeby ten lot sie odbyl bo to byl dla niej prezent.ale do tych lotow dojdzie pwnie dopiero wiosna kiedy bedzie ladna pogoda i bedzie co podziwiac. boje sie ze do tego czasu pozna juz kogos innego i ze te loty beda dla niej tylko aktem litosci i poczuciem obowiazku. tak smao boje sie ze w tej chwili odzywa sie domnie tylko z litosci
wiesz co,to jakieś dziwne że ona niby nie daje ci żadnych szans i mówi że nic z tego nie będzie a chce jechać z tobą do włoch,coś tu nie gra.albo dalej coś do ciebie czuje albo jest jakas dziwna.bo jak ja bym zerwała z chłopakiem tydzień temu to napewno bym z nim nie chciała jechać na wycieczkę tym bardziej tak daleko.chyba że ona bardzo jest ciekawa tych włoch niż ciebie
Kiedy zapytałem ją czy jest szansa jedna na milion milionow ze jeszcze kiedys mnie pokocha to powiedziala ze tak. mimo ze wciaz mi mowi ze tego neida sie juz uratowac. niewiem co ona czuje. niewiem czy naprawde mnie juz nie kocha czy tlyko jej sie tak wydaje, mam nadzieje ze ona potrzebuje tylko spokoju teraz i ze potrzebuje zatesknic. na pewno nie jest tak ze ona chce tam jechac bo jest ciekawa włoch bardziej odemnie bo akurat na tyle ja znam ze wiem ze tak nie jest.boje sie tlyko ze robi to z litosci bo wie ze wydalem na to kope pieniedzy.niechce zeby to byl akt litosci. myslicie ze powinienem dac jej teraz spokoj az do wyjazdu i w gorach postarac sie ja w sobie rozkochac?
Proszę was bardzo piszcie co o tym wszystkim myslicie bo to mi bardzo pomaga. zdanie kogos z boku to mysli obiektywnie ![]()
12 2012-12-03 06:27:53 Ostatnio edytowany przez Animus (2012-12-03 06:30:03)
[...] strasznie mocno ja pokochałem. [...]
wiem ze nie odległośc była powodem rozstania. Robiłem wszystko zeby czuła, że ją kocham. nigdy bym jej nie skrzywdził, oddałem jej sie całkowicie. jednak byłem zbyt zaborczy, [...]
czesto robiłem jej problemy z zazdrości a ona była typem kobiety która nie lubila i nie umiala okazywac uczuc tak jak bym chcial [...],
powiedziala ze juz mnie nie kocha i ze jest zmęczona tym związkiem [...]
zrozumialem swoje bledy i nie bede juz tak zaborczy ale co zrobic zeby ona znow mnie pokochala [...]
chce z nia byc do konca zycia ;(
Tak, strasznie mocno... tyle, że to nie było zakochanie. Egocentryzm świetnie imituje uczucie do kogoś, ale żadnej drugiej Osoby w tym nie ma, bo jest tylko jeden możliwy pępuś świata - JA, rozbuchane, wyrośnięte ponad miarę, ekspensywne, zajmujące całą przestrzeń JA.
Pewnie, że nie odległość, ale brak jakiejkolwiek odległości, dystansu, czyli najazd i okupacja. Okupanta się nie kocha. I nie używaj słów, które są zupełnie nie na miejscu: Ty Jej nie kochasz, chyba, miłością nazywasz pożeranie kogoś żywcem, jak robi to boa. Oczywiście, że boa żadnej swojej ofiary nie krzywdzi, bo nie wie, co to krzywda, wie tylko, co to polowanie. Potem leży z wypełnionym worem swojego ciała zupełnie oddany... oddany trawieniu.
Słowo związek jest tu bardzo na miejscu: zupełne skrępowanie. Jest nawet taki rysunek w Małym Księciu - wąż owijający ofiarę. W takim stanie nie można się ruszyć, więc nie można okazać uczuć, można się tylko dusić. Dobrze, że Dziewczyna zdołała jeszcze cokolwiek powiedzieć.
Ale czy zrozumiałeś swoje błędy? Wątpię. To pewnie nie błędy, ale chorobliwe pragnienie, które z jakiegoś braku pewnie wynika. Może mnie znów czterogwiazdkowi forumowicze łajać będą za psychoanalizę, ale dla mnie Twoje zachowanie ma wiele wspólnego z Twoimi doświadczeniami w dzieciństwie. Tego tak łatwo zrozumieć nie można. To wymaga uświadomienia w całej rozciągłości, więc udaj się do terapeuty.
Nic nie stoi na przeszkodzie, abyś kochał do końca życia, ale być do końca życia to faktycznie straszny plan, bo to znaczy ni mniej ni więcej uśmiercić. Kocha się zawsze jedną chwilkę, jedną jedyną, tylko tę, która wypełnia teraźniejszość. Potrafisz?
Potrafisz zostawić Dziewczynie przestrzeń, w której może wzrosnąć małe ziarenko uczucia?
Jasne, że potrafie. przepraszam, ale nie zgodze sie do końca z twoją opinia. uwazam ze troche przesadziles ze swoja ocena, ale okej. to twoje zdanie. ja wiem co czuje. wiem co czuła moja dziewczyna i prosze was o porady za co wam dziekuje, ale nie zgodze sie z tym co napisales.
Jasne, że potrafie. przepraszam, ale nie zgodze sie do końca z twoją opinia. uwazam ze troche przesadziles ze swoja ocena, ale okej. to twoje zdanie. ja wiem co czuje. wiem co czuła moja dziewczyna i prosze was o porady za co wam dziekuje, ale nie zgodze sie z tym co napisales.
A gdzie znalazłeś w moim poście ocenę? Ocenę pozostawiam Tobie, bo tylko Ty możesz uznać, czy to dla Ciebie dobrze, dostatecznie, czy niedostatecznie.
Ja Ci napisałem o tym, jak rozumiem Twoją sytuację i słowa, których użyłeś.
Jesteś cały skupiony na przyszłości. Nie ma żadnej przyszłości bez wypełnienia teraźniejszości. Jak tracisz teraźniejszość na myślenie o przyszłości, to przyszłość tracisz, czasami bezpowrotnie.
Gdy miałam 15 lat zakochał się we mnie kolega z klasy. Poprosił, żebym wyszła bocznym wyjściem ze szkoły po lekcjach, bo chce mi coś powiedzieć. I powiedział: kocham cię, po prostu cię kocham i musiałem ci to powiedzieć. Trochę mnie zatkało, a po chwili zapytałam: i co dalej? A on: i chciałbym z tobą chodzić. Zgodziłam się. Lubiłam go - był zawsze miły, nasi rodzice się znali, ojcowie pracowali razem. Zaczęło się chodzenie. Odwiedzał mnie, chodziliśmy na spacery, ja bywałam u niego... Po kilku tygodniach powiedziałam mu, że bardzo jest miły, ale nie zakochałam się, niestety. Przyjął do wiadomości i jakieś 2 tygodnie spotykaliśmy się tylko w szkole. Po czym zapytał, czy może mnie odwiedzić. Zgodziłam się. Uczyliśmy się razem, rozmawialiśmy. A potem zaczął zachowywać się jak przy chodzeniu. Przynosił kwiatki, zapraszał na ciastka, odwiedzał. Po paru tygodniach zapytałam dlaczego jest aż tak miły. A on oświadczył, że ma nadzieję, że jeszcze się między nami ułoży. I w którymś momencie - nie potrafię dokładnie powiedzieć kiedy, ale to trwało kilka tygodni, nie wiele miesięcy czy lat - poczułam, że gdy go nie ma, tęsknię. Oswoił mnie
. Troszczyłam się o niego, a on o mnie. Spędzaliśmy razem bardzo dużo czasu. To były dobre lata.
Zabieganie o dziewczynę jest ok. I jest skuteczne, jeśli Ty zabiegasz, nie żądając, żeby ona była kimś innym niż sobą. Jeśli kochasz JĄ, chcesz, żeby zachowywała się w sposób typowy dla SIEBIE, BO WŁAŚNIE TO CIĘ KRĘCI. Jeśli chcesz, żeby zachowywała się inaczej, to nie kochasz JEJ, tylko osobę, jaką TWOIM ZDANIEM POWINNA BYĆ.
Mój chłopak zauważył, że dobrze się czuje przy mnie. Przy mnie takiej, jaka jestem. I starał się, abym ja przy nim też czuła się dobrze, możliwie najlepiej. Udało mu się, bo kręciłam go JA. I łatwo mu było być dla mnie miłym. A gdy ktoś jest dla nas miły, jego obecność sprawia nam przyjemność.