Cześć
jakiś czas temu zaczęła do mnie zarywać dziewczyna o której zawsze marzyłem (znaliśmy się już ponad rok) Niestety trochę dzieli nas km więc regularne spotkania nie były możliwe. Po kilku tygodniach jej usilnych "próśb" bym przyjechał i innych aluzji świadczących o bardzo duzym zainteresowaniu moją osobą zgodziłem się.
Byłem u niej 5 dni i ostatniego dnia po wstępnych zalotach to ona pierwsza mnie pocałowała. Po bardzo ciekawej nocy , następnego dnia zachowywaliśmy się już jak para. Mówiłem jej że jest dla mnie wspaniała i chce się częściej widywać a ona że już dawno chciała mieć kogoś takiego jak ja i jest zakochana. Pełen radości pojechałem do siebie. Jednak po paru dniach napisała mi, że nie zaryzykuje ze mną związku bo nie jest pewna uczucia. Jestem owszem dla niej bardzo ważny ale chce być teraz sama bo źle wspomina pare poprzednich związków...
Pytanie, czy się zbytnio pospieszyłem?? Czy miałem ją odtrącić podczas całowania i stwierdzić, ze potrzeba więcej czasu?
A moze przeciwnie - miałem być nachalny i pierwszy wyjść z inicjatywą pocałunku?(Chociaż nie zrobiłem tego tylko dlatego, że nie widziałem przez całą wizytę od niej sygnału że chce, raczej cały czas chciała się przytulać, dotykać i leżeć godzinami razem na łóżku)
I co mam w obecnej sytuacji robić skoro dzieli nas spora odległosć a ja nie przebolałbym straty takiej fajnej dziewczyny? ![]()