Od 6 lat jesteśmy małżeństwem. Mamy dwoje dzieci. Mąż jest alkoholikiem. Choroba postepuje od ok 5 lat. Od półtora roku jest trgicznie. Kupuje szczeniaczki i pije po kryjomu. W domu otwiera butelke wódki i sam ja wypija przez cały dzień! A zwłaszcza jak nie ma mnie w domu.
Jak nie pije jest czasem nawt kochany ale to wszystko a mojego punktu widzenia jest sztuczne. Ja sama tak sie zachowuje bo ciesze sie chwilą abstynencji.To trwa dzień,dwa. Na trzeci już chodzi poddenerwowany, klnie,wyzywa,czepia sie najdrobniejszych szczegółw-zaczyna od nowa pić. Automatycznie jestem ta najgorszą dz.. szm..ku...,złodziejką - wstepuje w niego agresja!!
Przewżnie schodze mu z drogi. najgorsze jest to że robi to przy dzieciach,teściowej i dziadkach którzy z nami mieszkają. Wszyscy na to patrza,słuchają ,proszą. Nic nie dociera. jak przetrzeźwieje kazdy mu mówi co robił. Często sie wypiera i mówi że robimy go w ....
Na odczepnego powie że to sie nie powtórzy......
Po kilku dniach jest to samo. Kocham go bardzo i chcę mu pomóc ale on jak twierdzi wcale tego nie potrzebuje!!
Może ktos z Was wie jak postepowac z takim człowiekiem, może ktoś przeżył coś podobnego i wie jak zachowywać sie przy takim człowieku. A może jest mężczyzna który kiedys podobnie traktował swoją żone a dzis jest wspaniałym mężem?
Spotkałam sie juz Z Duszpasterzem Trzeźwości-dał mi troche wskazówek. A przede wszystkim to żeby mąż zgłosił sie na leczenie.
W iecie co usłyszłam od mężą...."sama idź sie lecz".
Jak go przekonać juz nie wiem!!!!!