Witam serdecznie,
Chciałam prosić o Waszą poradę, a także wsparcie. Piszę w związku z sytuacją rodzinną, która dotyczy głównie mojej matki i mojej babci. Wygląda to w ten sposób, że wspólnie z rodziną mieszkamy u mojej babci (od strony mamy). Moja mama jest obecnie na emeryturze, jest cały czas w domu. Moja babcia nie ma poważniejszych problemów zdrowotnych, jednak choruje na cukrzycę od około 10 lat, a ponadto od kilku lat ma demencję w dość zaawansowanym stopniu - nieraz nie poznaje swojej własnej rodziny, nawet mnie czy mamy. Ma więc problemy z wieloma codziennymi czynnościami, ponieważ nie pamięta/nie kojarzy wielu faktów, zapomina jak prawidłowo wykonywać różne czynności. Są lepsze dni i gorsze, nieraz sama z własnej woli pomyje naczynia, innym razem nie może trafić do toalety, bo nie pamięta gdzie to. Lekarz jednak stwierdził, że nie ma Alzheimera, jest to tylko zaawansowany przypadek demencji starczej. No ale przejdę do sedna - moja matka przez całe swoje życie (z drobnymi przerwami, mam tu na myśli czas, gdy jeszcze studiowała) mieszkała razem z nią. Nie płaciła za czynsz, jedynie robiła sama sobie zakupy. Było jej to zawsze na rękę, bo babcia zajmowała się dziećmi (mną i bratem), gotowała itp., a mama mogła poświęcić się pracy. Obecnie, od jakiegoś czasu, rozgrywa się w domu prawdziwy koszmar - moja matka źle traktuję babcię, dogryza jej, wyzywa, przez cały czas krzyczy, nie chce w niczym jej pomóc, najdrobniejsze czynności wykonuje z wielką łaską, robiąc przy tym mnóstwo hałasu. Posuwa się do takich określeń jak "Co zrobiłaś, idiotko?", "Głupia, powyrywałaś sobie guziki ze swetra" itp. Często robi złośliwe uwagi i przykre sytuacje bez najmniejszej przyczyny, a zazwyczaj z błahych powodów: babci np. spadnie kawałek kurczaka w czasie obiadu lub powie, że nie smakuje jej pietruszka i nie zje jej, tylko odsunie na bok talerza, na co moja matka odpowiada furią, krzyczy, karze jej robić to, na co wcale nie ma ochoty, obraża, terroryzuje. Nieraz zastrasza. Posuwa się na przykład do tego, że każe jej się wyprowadzić z domu, choć przypomnę, że mieszkanie należy do mojej babci i nie jest nawet zapisane na moją mamę. Razem z bratem próbujemy bronić babci, nieraz pomóc jej zamiast mamy, na przykład położyć ją spać czy podać jedzenie, jednak mama nawet wtedy się wtrąca i pokrzykuje z innego pokoju... Jest to straszna sytuacja, nie mogę na nią patrzeć. Babcia jest zastraszona. Gdy przez jakiś czas mieszkałam poza domem (okres kilku miesięcy) i wróciłam to zastałam babcię w nieciekawym stanie psychicznym - bała się do nas odzywać, niczego nie mogła sobie przypomnieć, popłakiwała co jakiś czas. Najgorsze jest dla mnie to, że nie wiem co w tej sytuacji zrobić. Wszelkie próby pomocy babci, np. wsparcie psychiczne, dodanie otuchy, pomoc w niektórych czynnościach spotyka się z atakami ze strony matki, której wydaje się nie podobać to, że ktoś jest dla niej miły... Moja babcia jest miłą, uprzejmą, dość starodawną staruszką. Zasługuje na szacunek z samego faktu, że jest istotą ludzką, a jako osoba nienachalna i miła dla innych tym bardziej nie zasługuje na takie traktowanie. Tym bardziej teraz, gdy ma ograniczone możliwości obrony. Nie wiem, czy jest jakiś sposób, by poprawić sytuację. Moja mama nie jest osobą otwartą na żadne dyskusje, pomysły, chęć pomocy, wszystkich i wszystko traktuje z góry i z agresją. Często czuję, że mam związane ręce. Próbuję tylko wspierać babcię, jak mogę, by wiedziała, że nie wszyscy są tacy jak mama i może na mnie liczyć. Słabo wyobrażam sobie odesłanie babci gdziekolwiek, ponieważ jest związana z tym miejscem, w dodatku jest u siebie. Nie ma również pieniędzy na to, by opłacać pobyt w domu starców - zresztą jak to brzmi, szczególnie, że ma swoje własne mieszkanie, na które pracowała wraz z mężem przez całe życie. Dziadek jednak nie żyje, rodzina mieszka w różnych miejscach w Polsce i też nie opływają w dostatkach. Sama mam zresztą także napięte stosunki z matką, ponieważ nie szanuje niczego, co robię. Nie docenia tego, że sprzątam, robię zakupy, gotuję. Jestem obecnie bezrobotna i intensywnie poszukuję pracy, niestety, jak na razie bez skutku. Mimo tego wszystkiego, cały czas słyszę, że mam się wyprowadzić z domu, że mam "fatalny" charakter i tak dalej... Ciężko mi jakoś sensownie wybrnąć z tej sytuacji, tym bardziej, że sama mam swoje problemy, takie jak chociażby bezrobocie. Proszę o Wasze porady i Wasz punkt widzenia. Pozdrawiam.