Witam,
Chciałabym po pierwsze wyjaśnić ze jestem obcokrajowcem i mam ogromne problemy z gramatyką polską, dlatego proszę o wybaczenie za błędy. Mam 40 lat, od 9 lat mieszkam w Polsce i jestem mężatka od 7 lat, mamy 5letni dziecko. Mój mąż jest polakiem i pracuje na stanowisko kierownicze, ja pracuje w firmie jako zwykła specjalistka.
Opowiadam jak byli początki naszego związku bo to ważne aby zrozumieć dzisiejsza sytuacja. Poznaliśmy się na studiach w zagranica, tam byliśmy razem około rok ale przez ten czas wielokrotnie się rozstaliśmy i wróciliśmy do siebie, powód był ze on nie chciał się zaangażować bo on myślał że nie mieliśmy przyszłość razem (oboje studenci, a wtedy w Polsce było trudna sytuacja aby znaleźć pracę),ale jak ja akceptowałam jego decyzja on wtedy chciał wrócić znowu do mnie. I tak się borykaliśmy przez rok aż on wrócił do Polski bo się kończył stypendium, wtedy on zaproponował związek na odległość i ja zaakceptowałam bo bardzo go kochałam i chciałam spróbować. Po 1 miesiąc na odległość odkryłam że on wrócił z jego ex dziewczyna w Polsce i oczywiście on nie poinformował mnie o tym. Najgorszej było jak również odkryłam że całe czas jak byliśmy razem on był z nią też!! Wpadłam na głęboka depresja bo nie zrozumiałam jego brak szczerość: przecież ja byłam świadoma że nasz związek był trudne i zawsze mówiłam do niego że chcę szczerość i jeżeli on uważa że to jest trudne możemy się rozstać na spokojnie.
Przez rok nie mieliśmy kontakt, i wtedy pojawił się znowu tam (już miał pracę w Polsce i nie był z exdziewczyna), chciał zacząć znowu ze mną już na serio, poznać moja rodzinna, etc. Zdecydowałam wrócić z nim bo uważałam że co się stało wcześniej było z powodu trudne okoliczności i naprawde widziałam ze on dojrzewał, mi się wydawało.
Po roku przejechałam do Polski i pierwsze 5 lat czułam ze on naprawde mnie kocha, że on walczył aby ja czułam się jak w domu tutaj. Wszystko sie zmieniło jak urodziło się synek 4 lat temu, był bardzo trudne okres dla mnie bo mój tata był bardzo chore i umarł jak synek miał rok. Byłam tak smutna i zła na wszystkim, na świat........zrozumiem ze wtedy on mógłby czuć się źle z powodu mojego nastroju. Byłam pod opieka psychiatra i psychologa i powoli wróciłam do siebie. Tylko że bardzo sie zamknęłam w sobie (i dalej tak mam), nawet nie skontaktowałam się z kolegami mojego kraju, tylko miałam kontakt z rodzinną.
W marcu tego roku mój mąż mówił że już nie kocha mnie, etc i zaczynaliśmy mieszkać osobno. Na skrót: jak wszystkie się domyślicie, jest druga kobieta z pracy (26 lat, ładna, ma narzeczony), ale oczywiście ja musiałam to odkrywać, on nic nie mówił. W sierpniu poprosił mnie o szansę aby odbudować wszystko znowu, dałam ponieważ w czasie kiedy odkryłam zdradę on już wcześniej kończył z nią (wiem po sms od niej), zaczynał terapię u psychologa i chodziliśmy razem na terapia par. Więc zaczynaliśmy spędzić razem weekendy, wyjazdy, etc. 3 tygodniu temu miał wyjazd służbowe i wiedziałam że będzie się spotykać z tą kobieta, nic nie mówiłam bo dla mnie to było jak test.......a wczoraj odkryłam sms od niej(sprawdziłam tel bo czułam że coś nie tak)...i okazuje sie że mieli seks na wyjazd i znowu mają kontakt.
Naprawde nie poznaję go.On mi mówi że nie wie co się dzieje z nim, boj się podejmować decyzji, stracił ochotę na życie, że wtedy na wyjazd ona go szukała i on nie potrafił odmówić kontakt bo nie wie czego chce w życiu,....Boże, jak czytam co napisałam widzę jaka głupia i beznadziejna jestem, powinnam to skończyć, ale fakt że do tej pory on na swój sposób się starał (psycholog i terapia par),spędza całe czas wolne z nami, popiera finansowo i pomaga, widać ze chodzi smutny i nie ma ochotę na nic......"tylko" ze nie potrafi do końca przerwać z nią. Dzisiaj rozmawialiśmy godzinami o tym i mówiłam do niego że to naprawde jest koniec między nami, że rozwalił ostatnia szansa ?..byli łzy i krzyk z mojej strony, ale najgorszej jest. że jeżeli widziałabym że on się stara na 100% nawet mogłabym wybaczyć ?..on tylko mówił ze to wszystko jest jego winna i psycholog jest jego ostatnia deska ratunku bo nie może już dalej tak żyć.
Wiem, jestem naiwna, za dobra i głupia, bo ja nie potrafię i nie chcę walczyć o niego przeciwko niej ??..uważam ze on powinno być ze mną z własne woli, bez walka o niego z mojej strony. Moja walka była dawać go ostatnia szańca w sierpniu i starać się aby poprawić moje wady, ale on rozwalił to znowu.Oprócz tego widać ze on znowu się zachowuje jak 10 lat temu.
Na razie będę się skoncentrować o siebie i syna i ograniczyć mój kontakt z mężem, ale już nie wiem czy dam rady. Przetrwałam ten czas bo syn dał mi siłę, chciałabym że on był dumny od mamy i do tej pory starałam się aby być uśmiechniętą i zadbana, ale dzisiaj coś we mnie pękło, boję się że jutro nie będę mogła wstać z łóżko, pójść do pracy, opiekować się synkiem. To mnie przerasta, ile razy można wybaczyć? Czy jest jakaś szańca aby on się zmienił przez terapia? czy zrobiłam dobrze jak mówiłam do niego ze to koniec chodczas dalej g kocham?
Dużo mi pomaga ten forum, czytam codziennie.
Dziękuję i dobra noc